Słowo Wstecz: „Student studentowi”

Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
(…)
Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić

E. Stachura

Status praesens

Na początek warto się zorientować, jakie sposoby przekazywania informacji na Twojej uczelni już istnieją i które są najbardziej popularne. Z historii zasłyszanych od moich znajomych z różnych uczelni wiem niestety, że sprawa mocno kuleje i rozwiązania pozostawiają wiele do życzenia… A nóż-widelec ktoś posłucha moich rad i lepiej ogranie temat?

Podam na przykładzie WUM, bo stąd się wywodzę.

Uczelnia oczywiście posiada swoją stronę internetową www.wum.edu.pl. Oprócz galerii Panów w Gronostajach można tam też zobaczyć plan zajęć i znaleźć telefony do różnych zakładów. W dziale “ogłoszenia” można czasem znaleźć prawdziwe perełki, np. informacje o rekrutacji do dofinansowanego projektu badawczego, zapisach na warsztaty czy zmianie w organizacji studiów. Są to jednak informacje raczej rzadkie, większość jest mało istotna z punktu codziennego życia studenta.

Dużo więcej ciekawych rzeczy da się przeczytać na liście mailingowej AM-Warszawa@yahoogroups.com, gdzie królują ogłoszenia kupna/sprzedaży używanych książek, wynajmu mieszkania a także giełda na wszelakie egzaminy. Sporadycznie można tam przeczytać o odbywających się gdzieś warsztatach lub nawet znaleźć ogłoszenie o pracę.

Materiały edukacyjne można pobrać natomiast ze strony www.klastes.waw.pl – prawdziwa skarbnica wiedzy, czyli krótko mówiąc prezentacji z wykładów i seminarium. Niestety, mocno już leciwa i od dawna nieaktualizowana (inna sprawa, że przy tempie zmian na naszej uczelni wciąż wystarczająca).

Więcej materiałów z zajęć można znaleźć na skrzynce pocztowej na Gmailu, która była prywatną inicjatywą kilku osób, które następnie pocztą pantoflową udostępniły hasło większości ludzi z naszego rocznika. Co myślę o tym pomyśle, napisałem niżej w kolejnym punkcie. W praktyce na szóstym roku było to najprężniej rozwijająca się forma kontaktu między nami, gdzie każdy na bieżąco komentował wydarzenia na uczelni, podsyłał materiały i komentował giełdę pytań na egzaminy.

Obecnie lwią część codziennej komunikacji przejął oczywiście serwis pana Zuckerberga – z wszystkimi swoimi “zadami i waletami”, o których również za chwilę wspomnę.

Chciałbym teraz po kolei skomentować każdą dostępną i wartą rozważenia formę komunikacji.

Mailowa skrzynka grupowa vs inne możliwości

Jak już wcześniej zdążyłem napomknąć, nie jestem wielkim zwolennikiem używania skrzynki mailowej jako formy kontaktu pomiędzy studentami. O dziwo, jest to najpowszechniejszy sposób, mimo że, w mojej ocenie, najgorszy z możliwych. Ale po kolei.

Plusy korzystania ze skrzynki rocznikowej/uczelnianej to głównie:

 łatwość założenia

kilka kliknięć i już jest, wystarczy rozgłosić nazwę i hasło

 łatwość użytkowania

… i tu właściwie zalety, choć istotne, kończą się. Jednak wiele czynników moim zdaniem zdecydowanie dyskwalifikuje maila jako formę kontaktu dla więcej niż 20 osób, a mianowicie:

 zupełny brak kontroli

Każdy ma hasło, każdy robi, co chce. System opiera się na kompletnym zaufaniu do każdego uczestnika.

 zupełny brak bezpieczeństwa

Jak wyżej. Dla przykładu wspomnę, że moja grupa w trakcie studiów przeżyła epizod, kiedy to KTOŚ (no właśnie, wszyscy są anonimowi) usuwał nasze maile – pomimo licznych nawoływań by przestał.

 trudność w organizacji wątków

Praktycznie zawsze dyskusja na określony temat jest prowadzona na zasadzie wysyłania maila „do samego siebie”, czyli ktoś się loguje na skrzynkę wum@gmail.com (mail zmyślony) i pisze na ten sam adres maila „hej, wiecie o co lubi pytać prof. Iksiński?”, po czym inna osoba logując się na tą samą pocztę odbiera tego maila i w ramach odpowiedzi – wciąż z tego samego konta odpisuje „Mnie pytał o chorobę wrzodową i colitis ulcerosa”. Następnym razem ktoś inny doda coś od siebie, ale tym razem nie klikając „odpowiedz”, tylko pisząc nowego maila, w którym dodaje swój komentarz. W efekcie informacje na dany temat raz, że są rozsiane w kilku miejscach (w międzyczasie ktoś napisał inne maile, a wyświetlane są przecież po dacie itp.), dwa, że często gęsto ludzie zapominają się podpisywać i przy wielomailowych dyskusjach ciężko się zorientować po co, na co i dlaczego

 ograniczenia w załącznikach

Póki co np. Gmail ogranicza nas do 25 MB per e-mail, skutkiem czego skrzynka pełna jest wiadmości typu „materiały z genetyki v.01”, „genetyka-02”, „mat_z_genetyki_ostatnia_część”

 chaos w plikach

Jak już to przedstawiłem powyżej – zupełna samowolka w nazywaniu plików skutkuje tym, ze dużo skanowanych materiałów i slajdów się dubluje, występuje w wielu miejscach i pod różnymi nazwami

 trwonienie miejsca

Nie raz nie dwa zdarzało mi się ściągać zrobione przez kogoś skany książki zgrane w arcynieopłacalnym formacie typu TIF (10-20 MB każde zdjęcie…) i skompresowanych po kilka plików ZIP/RAR, po to, by za pomocą prostego programu (np. FS Image Stone Viewer, polecam) skompresować je wszystkie do JPG, a następnie przekonwertować wszystko do jednego pliku PDF. Skutkiem czego skan skryptu zamiast zajmować kilkadziesiąt/sto-kilkadziesiąt MB, zajmował kilkanaście! Robota jest jedna, a oszczędzają wszyscy, którzy ściągają (NB: kilka lat temu nie wszyscy mieli szybkie łącze w domu…), nie wspomnę już o możliwości zgrania czegoś na komórkę przez 3G.

 Brak prywatności

Nikt nikomu nie zagwarantuje, że dostępu do skrzynki nie posiada również jakiś zaprzyjaźniony profesor / nauczyciel / rodzic / kolega – a rzeczy omawiane w takim miejscu nie zawsze są warte dzielenia się…

Uff wyżyłem się, to fakt. Ale wierzcie mi: wszystko, co napisałem przećwiczyłem na własnej skórze. Doskonale rozumiem, dlaczego rozwiązanie z Gmail-em zyskało popularność: bo było proste. Wszystkie jego wady wypłaszczają się, jeśli korzysta z niego mała i zaufana grupa. Nie jest to jednak dobre rozwiązanie dla całego wydziału. Mam nadzieję, że nowe roczniki pójdą po rozum do głowy i skorzystają z innych możliwości niżej przedstawionych.

Lista mailingowa

  prosta i łatwa w obsłudze
  brak ryzyka utraty wiadomości
  brak anonimowych nadawców

Prosta, szybka, skuteczna. Piszesz maila na adres np. “wum@googlegroups.com” o temacie “egzamin z interny” z pytaniem “o co pyta iksiński” i odtąd każdy, kto odpowie na Twój mail będzie pisał w tym jednym wydzielonym wątku oraz będzie się podpisywał swoim imieniem i adresem zwrotnym, nie będzie anonimowy.Poza tym, każdy z subskrybentów będzie otrzymywał maila na SWOJĄ skrzynkę, odpadnie więc problem przypadkowego (lub też niekoniecznie przypadkowego) kasowania maili, czy zmiany hasła. Dobre do rozsyłania ogłoszeń, które powinny trafić do wszystkich.

Samodzielna strona internetowa typu blog

  czytelny i atrakcyjny wygląd
 wymagaja więcej pracy przy początkowej konfiguracji

Rozwiązanie dobre dla wydzielonej grupy w której dużo się dzieje i jest dużo do ogłaszania, a posty wiążą się np. z zamieszczaniem dodatkowych mediów, takich jak zdjęcia czy filmy (przy mailu/ grupie mailingowej trzeba by do nich zamieszczać linki, a tak jest to już wbudowane w treść). Przydatne np. przy prężnie działającym kole naukowym, sekcji AZS itp. Wbrew pozorom, również bardzo proste w obsłudze, zasadnicza trudność jest przy tworzeniu i konfiguracji.

Forum internetowe

  wielowątkowość
  przejrzysta organizacja treści
  dobre do długich dyskusji
  wymaga stałego nadzoru

Forma zupełnie wyparta przez Facebooka i maila. A szkoda. Jeszcze kilka lat temu świeciła triumfy w każdym praktycznie zakątku internetu. Przewaga nad mailem polega na znakomitej organizacji wątków – wszystko poukładane tematycznie i chronologicznie, widać kto i co napisał w odpowiedzi na co. Przewaga nad Facebookiem polega przede wszystkim na możliwości tworzenia wielu wątków – można np. stworzyć forum uczelni, na nim działy dla każdego roku, w nich wątek na przedmiot itd, a na Facebooku do wszystkiego trzeba tworzyć osobna grupę. Poza tym fb nie jest zbyt przejrzysty, ogranicza nas do raczej krótkich wypowiedzi (spróbujmy w facebookowej dyskusji “przekleić” listę odpowiedzi do testu z odpowiednio czytelnym formatowaniem…) i ciężko w nim szukać starszych wątków, podczas gdy właściwie każde dostępne obecnie forum ma funkcję wyszukiwania.

Zasadniczym minusem forum jest trudność w stworzeniu i nadzorowaniu – wymaga to stosunkowo dużej pracy, wiedzy i doświadczenia od admina i moderatora. Trzeba też brać pod uwagę potencjalne zagrożenie hackiem, które w przypadku forów opartych na PHP (np. phpBB), jest stosunkowo proste, niestety.

Dysk internetowy, czyli slajdy w chmurze

  najlepszy sposób współdzielenia plików
  możliwy podgląd on-line pliku, bez ściągania na dysk
  nakłada dużą odpowiedzialność na osobę zarządzającą

Zarządzany przez jednego człowieka, bądź małą grupę ludzi jest moim zdaniem jedynym sensownym sposobem na uporządkowanie kolektywnie posiadanych materiałów: slajdów z seminariów, pytań do giełdy, zdjęć grupowych, którymi chcemy się podzielić. Obecnie najpopularniejszymi serwerami są:

 
Dysk Google
Wuala.com
Skydrive
ownCloud
Dropbox
Sugarsync
 

Wszystkie posiadają swoje plusy i minusy, o których nie będę tutaj pisał, bo jeśli ktoś miałby wziąć na siebie odpowiedzialność za organizację takowego dysku, to na pewno doskonale się na nich zna (a przynajmniej powinien). W każdym razie dyski takie pozwalają na ustalanie różnego poziomu dostępu do konkretnych plików: od braku dostępu, przez tylko do odczytu po możliwość edycji/kasowania. Daje to więc szerokie pole do konfiguracji – np. udostępnianie materiałów z immunologii dla wszystkich studentów, ale zdjęć z czwartkowej imprezy tylko dla grupy 4 z trzeciego roku.

Cechy wspólne

Wszystkie wspomniane przeze mnie alternatywne sposoby mają jedną wspólną i zasadniczą cechę (niekoniecznie zaletę, niekoniecznie wadę) – opierają się na zarządzaniu przez wydzieloną grupę ludzi (przeważnie od jednej do kilku), krótko mówiąc muszą mieć swojego admina. I tu znajdujemy mur, o który rozbijają się kolejne roczniki studentów medycyny: nikomu się nie chce. Nikt nie ma czasu. Jeśli ktoś chce, to akurat nie umie. Ten co umie, nie powie, bo jest über-geekiem i nie będzie noobów oświecał… i tak to się toczy. A właściwie stoi w miejscu. Wszystkie udane przedsięwzięcia na dużą skalę spełniają ten warunek – posiadania wydzielonej grupy osób z szerokimi uprawnieniami oraz reszty użytkowników. Tak działają strony internetowe, tak działa allegro, tak działa Facebook. Wreszcie, tak działa wspomniany www.klastes.waw.pl, jak też am-warszawa@yahoogroups.com – one wszystkie posiadają opiekunów, na barkach których spoczywa odpowiedzialność o dobrostan ogółu. I doświadczenie pokazuje, że taki system działa. Uważam więc, że warto spróbować, a gwarancją niezawodności będzie fakt, że wszyscy będą wiedzieć, kto jest adminem i kto go zastępuje. Wszystko to wymaga wysiłku i poświęceń, ale jak rzekł Antoine de Saint-Exupéry “Wspólnota nie jest sumą interesów, lecz sumą ofiar”.

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!