Słowo Wstecz: „Student Uczelni”

Szukajcie prawdy jasnego płomienia!
Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg…
Za każdym krokiem w tajniki stworzenia
Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia
I większym staje się Bóg! (…)

A. Asnyk „Do młodych”

Zapisz się do koła naukowego

Przynależność do koła nic nie kosztuje i niewiele wymaga – głównie obecność raz/dwa razy na miesiąc na seminarium. I raczej rzadko bywa, by ktoś był wykreślony z listy członków – musiałby się chyba nigdy nie stawić na zebraniu koła. Oczywiście, bywają koła “elytarne”, które wymagają zaangażowania adekwatnego bardziej dla prowadzenia przewodu doktoranckiego, ale to temat na osobną dyskusję. Dość powiedzieć, że członkostwo w kole (nawet to bardziej “bierne”) procentuje w wielu miejscach – jest wpisywane do Suplementu do Dyplomu na koniec studiów, jest brane pod uwagę w trakcie rekrutacji na staż i rezydenturę – a to decyduje o naszej przyszłej karierze!

Nic nie stoi na przeszkodzie, by zapisać się do wielu kół – gdy nie starczy nam sił i ochoty, zawsze możemy się wypisać i przestać się angażować, a nigdy nie wiadomo kiedy przydadzą się nam nawiązane tam znajomości.

Z działalnością w kole nierozłącznie związany jest również pewien bonusowy “ficzer”, mianowicie:

Jeśli możesz, zaangażuj się w napisanie pracy naukowej

Takie doświadczenie na zawsze wpisze się złotymi literami w Twoje CV i otworzy ukryte obrotowe drzwi w gabinecie z kominkiem. Tak, tak – ja też w trakcie studiów łapałem się za głowę, co studenciak może wiedzieć o badaniach naukowych. Ustalmy – nic nie wie. Poza kilkoma przypadkami złotych dzieci, nawet bardzo inteligentny człowiek mając zaledwie 20 lat nie wymyśli szczepionki na HIV, bo ledwo starcza mu neuronów na nauczenie się jak brzmi bruzda ścięgna mięśnia zginacza palucha długiego po łacinie. Ale nie o to chodzi. Ta szumnie zwana “działalność naukowa” to w praktyce wklepywanie do Excela numerków wypisanych z historii chorób pacjentów (badania retrospektywne) lub męczenie szczurów laboratoryjnych (eksperyment badawczy) – nikt nie oczekuje od Was stawiania hipotez i rysowania z zamkniętymi oczami wzorów chemicznych (choć na pewno jest to mile widziane). W praktyce brane pod uwagę jest to, co ma niewielu: chęć i sumienność. A reszta przyjdzie z czasem.

Tu należy się jednak jedna uwaga: musicie uważać, by nie wpaść w pułapkę i nie stać się tylko i wyłącznie darmową siłą roboczą do pipetowania, zamiatania klatek i przepisywania tekstu na komputer. Wiadomo, że do tego zostaniecie z początku zaprzęgnięci. Grunt, by przy okazji skorzystać i prosić, by ktoś wytłumaczył nam, czym dokładnie się zajmujecie. I najważniejsze: by na koniec zostać dopisanym do listy współautorów danej pracy naukowej. Jeżeli po wszystkich tych trudach wasze nazwisko nie zostało nigdzie wspominanie – uciekajcie czym prędzej od tych wyzyskiwaczy. I ostrzeżcie innych!

Chodź na dyżury

To kontynuacja wątku związanego z udzielaniem się w kołach naukowych. Obecność w nich sama w sobie ma tylko figuratywne znaczenie – będzie co wpisać w CV i do Dyplomu. Jednak podstawowa zaleta polega na możliwości legalnego (czyt. – jak coś się schrzani, to odpowiedzialność nie Wasza) brania udziału w dyżurach. Dla lekarza to prawdziwa szkoła życia – kto był, ten doskonale o tym wie. Kto nie był, nie zrozumie. Kiedy mija magiczna godzina 16 i szpital zaczyna pustoszeć człowiek zaczyna rozumieć, że przeżycie pacjenta, który trafi „na ostro” do szpitala zależy tylko od 3 rzeczy: co lekarz umie i potrafi zrobić sam, co potrafi i chce zrobić jego kolega, jeśli można go zawołać i co potrafią i chcą zrobić pielęgniarki, które zostały na dyżurze. Na dwie ostatnie nie mamy wpływu, a na tą pierwszą pracujemy latami – dlatego warto się z tym oswajać jak najwcześniej.

Ćwicz praktyczne umiejętności

Robienie zastrzyków, zakładanie wenflonów, cewników dopęcherzowych – to wszystko możecie ćwiczyć już od pierwszego roku studiów. I nie dajcie się spławić pielęgniarkom, które jęczą, że nie będą brać odpowiedzialności za szkody, jakie zrobicie – niech jęczą. Zgłoście się do lekarza dyżurnego, poproście o pozwolenie. Jeżeli się zgodzi i przekaże to personelowi – nikt już nie może na Was szczekać. Jeżeli się nie zgodzi – nie chodźcie więcej na dyżury do niego i unikajcie z nim kontaktu, bo szkoda czasu na takich wafli.

Z biegiem lat możecie podczepić się pod jakiegoś chętnego do przekazywania wiedzy doktora i poćwiczyć pod ich okiem o wiele więcej – szycie chirurgiczne, a nawet nakłucie lędźwiowe czy zakładanie wkłucia centralnego – jeżeli zyskacie ich zaufanie na pewno po jakimś czasie się zgodzą.

Pamiętajcie: na studiach za Wasze błędy i niepowodzenia odpowiadają opiekunowie (lekarze / pielęgniarki). Nigdy później nie będziecie mieli takiego komfortu!

Koniec części drugiej. Tym razem wylewnie wypisałem, co student może dać z siebie uczelni. W następnej części przyjrzymy się, co uczelnia może dać studentowi – trzymajcie rękę na pulsie!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!