Słowo Wstecz: „Uczelnia studentowi”

Samorząd studentów

Finansowany z kabzy uczelni ma czasem parę niegłupich pomysłów na spędzenie wolnego czasu: kursy tańca, wyjazdy integracyjne, obozy narciarskie etc. Warto zakręcić się wokół kilku ludzi „z kręgu”, żeby mieć informacje z pierwszej reki o nadchodzących imprezach albo limitowanych promocjach – np. ograniczonej ilości kuponów zniżkowych na książki.

AZS

To nie tylko odskocznia od nauki, to sposób na życie. Każdy, kto brał udział w szkolnych SKS-ach wie, jakie więzi tworzą się z kolegami z zespołu. AZS to darmowy bilet wstępu na basen, na siłownię, na kursy tańca, na zawody. To także kolejna możliwość uzyskania stypendium – tym razem sportowego. “Za moich czasów” było ono wyższe niż pierwsza stawka stypendium naukowego! W ramach AZS-u można wyjeżdżać na obozy treningowe i zawody międzyuczelniane – dobry i tani sposób spędzania wakacji.

Soli Deo

Czyli Akademickie Stowarzyszenie Katolickie. Osobiście niewiele miałem z nim wspólnego – chodziłem na kurs tańca towarzyskiego przez nich organizowany :). Ale niejednokrotnie natknąłem się na propozycje aktywnego spędzenia wiosenno-letnich weekendów: kajaki, górskie wycieczki, etc. Ludzie należący do SD nie wykazywali bynajmniej zbyt dużego współczynnika “zmoherowacenia”, więc proponuje nie zrażać się na wyrost do tej organizacji.

Uczelniany Teatr

Sam w nim w żaden sposób nie partycypowałem, ale znam osoby, które się nim udzielały. Jak każda tego typu aktywność, gwarantuje duży samorozwój, poznanie wielu ciekawych ludzi, dobrą pozycję do portfolio a także pozwala ćwiczyć pamięć, jakże przydatną na medycznej 🙂

IFMSA & EMSA

Jeżeli nie wiesz, czym IFMSA i EMSA są, zdecydowanie radzę przeczytać na ich stronach. Jest raczej mało prawdopodobne nie zetknąć się z tymi nazwami w trakcie studiów. A im szybciej dowiesz się co proponują, tym więcej zdążysz skorzystać. W skrócie: są to organizacje zrzeszające studentów medycyny (odpowiednio: międzynarodowa i europejska). O ich działalności można by pisać bardzo długo (być może kiedyś poświęcę im osobny artykuł), pozwólcie więc, że wypunktuję ich ważniejszą działalność:

  • organizacja zagranicznych praktyk wakacyjnych (“SCOPE”, “Twinning Project”)
  • organizowanie happeningów prozdrowotnych (np. “Szpital Pluszowego Misia”, “Kobiety w Czerwieni”)
  • edukacja młodzieży (np. przełamanie nieśmiałości wśród dziewcząt w wieku licealnym wobec wizyt u ginekologa i edukacja w zakresie prewencji raka sutka oraz nowotworów narządu rodnego)
  • edukacja studentów medycyny (np. Cykl “Przypadki kliniczne”, warsztaty szycia chirurgicznego, “Warsztaty z ELSA”)
  • organizacja akcji charytatywnych (np. Zbiór środków na rzecz akcji UNICEF, współpraca m.in. z PAH, WOŚP, etc.)
  • organizowanie i promowanie wydarzeń kulturowych (np. “Tydzień z Kulturą”, “Movies&Medicine”)
  • organizowanie konkursów (wygraj z EMSA) i negocjowanie kuponów rabatowych z dużymi wydawnictwami, sieciami klubów sportowych, kawiarniami, etc.

Lista ta z powodzeniem mogłaby być dłuższa, nie jest jednak moim celem zreferowanie działalności tych organizacji, jedynie zachęcenie do bliższego zapoznania się z nimi. Nim to się jednak stanie, krótki komentarz. Stowarzyszenia te posiadają wszelkie plusy i minusy bycia organizacją właśnie. Plusy wymieniłem powyżej – działanie w zespole daje większe możliwości do negocjacji i do tworzenia. Za tym wszystkim idzie również hierarchia, co nie każdemu może się podobać. Każde z tych stowarzyszeń ma swojego Prezesa/Prezydenta/Jaśnie Wielmożnego Imperatora ze swoją Prawą i Lewą ręka, prezydium, skarbnika, kwatermistrza i HGW co jeszcze. Zależnie od oddziału (tj miasta, czyli uczelni z której się wywodzi) i aktualnego rocznika, “na tronie” mogą zasiadać różni ludzie. Czasem są to błyskotliwi wizjonerzy, którzy tworzą kolejne akcje prospołeczne i negocjują z uczelnią / zewnętrznymi sponsorami dotacje by wszystkim żyło się lepiej, a czasem to po prostu “karierowicze”, którzy pomylili wybory do organizacji studenckiej z wyborami samorządowymi lub do sejmu. Podobieństwa z polską klasą polityczną jak najbardziej na miejscu – zawsze załatwiają dla siebie i znajomych najlepsze miejsca na praktykach zagranicznych, nigdy nie zabraknie dla nich kuponów i karnetów, ale robić coś ponadto… Kto nie ma zapędów na politykowanie, musi się pogodzić, że dla niego zawsze będzie w trzeciej kolejności. Moja rada: przygotować się na to, przyzwyczaić się, znaleźć grupę ludzi chętnych do faktycznego działania i robić swoje.

Erasmus

Tego kwiatka zostawiłem sobie dziś na koniec. To istna wisienka na szczycie tortu i kolejny temat-rzeka godny nawet nie osobnego artykułu, ale osobnego cyklu! Słyszał o nim chyba każdy, ale czym naprawdę jest ERASMUS, wie tylko ten, kto na nim był. I tak, oczywiście, jestem jednym z nich. I jestem z tego dumny. Nigdy nie zapomnę tego, co ERASMUS mi dał i czego mnie nauczył. Jeżeli jakimś cudem nie zetknęliście się z tym terminem, możecie o nim więcej przeczytać tutaj. Dość powiedzieć, że jest to ogólnoeuropejski projekt wymiany studentów (zwany wcześniej Socrates, dla bezpieczeństwa często nazywany Socrates-ERASMUS) – nie tylko medycyny. Francuski student architektury jedzie się uczyć na rok do Danii, w zamian jeden Duńczyk jedzie na polibudę do Wrocławia, dzięki czemu ktoś stamtąd może pojechać do Marsylii – proste?. Przedstawmy sprawę krótko i rzeczowo – zrób wszystko, by wyjechać na ERASMUSA. Musisz wyjechać. Powodzenia.

Koniec części trzeciej. Dotychczas skupiałem się na wertykalnym układzie zależności (mądre sformułowanie, nie?), czyli co uczelnia daje i co Ty możesz jej dać (głównie d…). Już niedługo część czwarta, w której skupię się bardziej na relacji student-student, czyli co możemy zrobić, żeby nam wszystkim żyło się lepiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!