Kolejki do lekarzy

Sławomir Neumann:
ur. 30.04.1968
od 2001 działacz PO
od 2007 r.poseł na sejm
od 2012 sekretarz stanu w MZ

Wczoraj, tj. 20.01.2014, w Programie Trzecim Polskiego Radia w ramach audycji „Za, a nawet przeciw” (link do nagrania), został omówiony m.in problem długiego czasu oczekiwania na wizytę lekarską lub planowy zabieg operacyjny. Do rozmowy, oprócz wspomnianego wiceministra, zostali zaproszeni m.in.: Bolesław Piecha (były minister zdrowia, senator PiS), Aleksandra Gielewska (ekspert zajmująca się rynkiem zdrowia), Jarosław Katulski (poseł PO, wiceszef Sejmowej Komisji Zdrowia) i Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. W niniejszym tekście omówię najważniejsze wnioski płynące z tej rozmowy, posiłkując się dodatkowymi informacjami z zewnętrznych źródeł.

Podłoże

Skala problemu kolejek

We wspomnianym już raporcie (najważniejsze linki są zebrane na koniec) WHC czytamy, że przeciętny czas oczekiwania „do lekarza” to 2,7 mies. W tym mieści się zarówno wizyta u endokrynologa, jak i operacja endoprotezoplastyki stawu biodrowego. Dlatego dalej możemy przeczytać m.in., że „najdłuższa kolejka występuje w ortopedii i traumatologii narządu ruchu, gdzie czas oczekiwana wynosi 13,2 mies. i w stomatologii, gdzie aktualnie czeka się przeciętnie 9,7 mies.”. Z kolei najkrócej czekamy m.in. na zabiegi ginekologii onkologicznej i na wizytę u… pediatry. Poniżej zamieszczam wykres przedstawiający średni czas oczekiwania (w mies.) na realizację świadczeń zdrowotnych w poszczególnych dziedzinach medycyny:

źródło: Barometr Fundacji Watch Health  Care nr 6/3/2013  www.korektorzdrowia.pl
źródło: Barometr Fundacji Watch Health Care nr 6/3/2013 www.korektorzdrowia.pl

Sektor prywatny

„Ratunkiem” dla pacjenta niejednokrotnie są prywatne wizyty u lekarza, czyli świadczenia medyczne poza NFZ. Umożliwiają one szybszą wizytę u specjalisty i – co za tym idzie – szybsze wdrożenie leczenia. Jak czytamy w raporcie „Diagnoza społeczna 2013: warunki i jakość życia Polaków” (rozdział 4.7 dotyczy opieki zdrowotnej), współfinansowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz środki unijne, Polacy z roku na rok przeznaczają coraz więcej pieniędzy na leczenie ze środków prywatnych i tzw. abonamentów, opłacanych z reguły przez pracodawców. Poniżej widzimy skalę zjawiska na przestrzeni ostatnich lat:

Rok badania Środki publiczne Środki prywatne Abonamenty
2000 86,4 38,6 4,9
2003 89,6 35,6 4,5
2005 91,2 37,4 4,3
2007 92,4 44,0 5,0
2009 92,0 49,0 5,1
2011 91,3 49,2 6,5
2013 92,4 50,6 7,0
Odsetek gospodarstw domowych korzystających z placówek opieki zdrowotnej według źródła finansowania usług.
 Źródło: DIAGNOZA SPOŁECZNA 2013

Szybki rzut oka na rozkład wydatków w poszczególnych grupach socjoekonomicznych pozwoli nam zobaczyć to, czego zapewne większość z nas już wcześniej się domyślała – że z „prywatnej” Służby Zdrowia korzystają przede wszystkim przedsiębiorcy i zatrudnieni przez firmy z odpowiednim kapitałem mieszkańcy dużych miast. Poniżej liczbowe zestawienie danych na rok 2013 r.:

Grupa społeczno-demograficzna Opłacanych przez NFZ Opłacanych z własnej kieszeni Opłacanych przez pracodawcę(abonament)
Pracownicy 92,3 57,9 12,2
Rolnicy 90,8 49,0
Pracujący na własny rachunek 90,0 70,2 6,4
Emeryci 94,9 42,7 1,1
Renciści 96,1 29,4
Utrzymujący się z niezarobkowych źródeł 78,1 26,7
Klasa miejscowości zamieszkania
Miasta powyżej 500 tys 87,3 59,6 17,8
Miasta 200-500 tys. 93,7 55,4 9,9
Miasta 100-200 tys. 93,6 50,3 8,8
Miasta 20-100 tys. 94,1 51,6 4,4
Miasta poniżej 20 tys. 93,5 48,8 4,3
Wieś 92,7 45,3 3,5
Odsetek gospodarstw domowych korzystających z usług różnych placówek ochrony zdrowia w ciągu ostatniego roku.
 Źródło: DIAGNOZA SPOŁECZNA 2013

Wydatki w liczbach

Jak wynika z raportu Ministerstwa Zdrowia, wartość rynku usług zdrowotnych w Polsce szacowana jest na ok. 90 mld. zł, z czego ok. 30 mld. zł stanowią wydatki prywatne i kwota ta wzrosła o połowę względem stanu sprzed 2005 r. Z wymienionej sumy 16 mld zł pochłaniają nam z portfela leki, a tzw. usługi typu user charges (np. opłata za wizytę u lekarza, za wykonanie USG, za badanie krwi itp.) kosztują nas rocznie 12 mld zł. Pracodawcy nie wydają na abonamenty więcej niż 2 mld zł, a na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne Polacy płacą w sumie ok. 200 mln zł.

Propozycje zmian

Jak zapowiada pan minister Neumann, do końca marca br. ma zamiar złożyć na ręce premiera propozycje zmian systemowych mających za cel skrócenie czasu oczekiwania na świadczenia opłacanych z publicznych środków. Jak sam podkreśla, wraz ze swoimi doradcami ma zamiar dobrze przygotować się merytorycznie do projektu, dlatego do tego czasu nie będzie podawał szczegółów. Niemniej jednak hasłowo wymienia najważniejsze punkty swojej propozycji:

Zwiększyć kompetencje lekarzy rodzinnych

„Chcielibyśmy przywrócić rolę lekarza rodzinnego, która była mu przypisana na początku. Musiał wykonywać więcej badań w zakresie swoich obowiązków. Dziś część z nich >>wyszła<< od niego do lekarzy specjalistów. To błąd, bo okazało się, że zapchaliśmy system" "(...) zmiana roli lekarza rodzinnego i danie mu większych kompetencji do leczenia to jest chyba powrót do źródeł (...) Naszym zdaniem to lekarz rodzinny, który tego pacjenta zna i powinien go znać i prowadzić przez wiele lat, jest najlepszym rozwiązaniem i najlepszą taką osobą, która może pomóc pacjentowi na tym wstępnym etapie choroby." "(...) finansowanie (...) kapitacyjne, (...) jest demotywujące dla części tych lekarzy, bo najlepszym jest pacjentem ten, który nie przychodzi i nie leczy się, więc jego wtedy łatwiej... znaczy lepiej go kierować gdzie indziej i wtedy ja mam przynajmniej spokój. (...) Jeżeli zmienimy tę zasadę finansowania, czyli dołożymy tę część związaną z finansowaniem za leczenie, za efekt leczenia, no to będzie też lepszy efekt taki zachęty ekonomicznej dla lekarzy rodzinnych.

wiceminister zdrowia Sławomir Neumann

Rząd chce to osiągnąć m.in. poprzez zwiększenie kompetencji lekarzy rodzinnych, umożliwiających im np. zlecanie większej ilości badań diagnostycznych monitorujących choroby przewlekłe, odciążając w ten sposób specjalistów. Jak powiedział pan Neumann, do 2015 r. w Państwowym budżecie ma się znaleźć więcej środków dla lekarzy rodzinnych, by za większymi możliwościami szła możliwość ich wykorzystania.

System elektronicznych skierowań

Ciekawym pomysłem przedstawionym na antenie „Trójki” było tzw. e-skierowanie. Ma to być ujednolicony system zapisywania pacjentów na wizytę do specjalisty i/lub zabieg. Pan Neumann wziął za przykład operację zaćmy, na którą pacjenci notorycznie zapisują się w kilku miejscach (po tym jak usłyszą „w okienku”, jak odległe są terminy), jednocześnie nie rezygnując z wcześniej ustalonych. Faktycznie, jak sam podawał w Rozmowie Dnia z radiową Jedynką, pomimo dwukrotnego zwiększenia ilości operacji zaćmy w ciągu ostatnich 5 lat, kolejka na ten zabieg… wzrosła dwukrotnie. Jest to spowodowane wieloma czynnikami (lepsza dostępność, wysoka opłacalność zabiegu dla szpitala), wśród nich również „wielozapisywanie się” pacjentów – widmo.
E-skierowanie ma zablokować możliwość zapisu na ten sam zabieg bez uprzedniego wyrejestrowania już zapisanego terminu. System ma ruszyć do końca tego roku.

Ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych

To chyba najgorętszy przedmiot dyskusji, choć jednocześnie nie najnowszy – pomysł sięga jeszcze czasów śp. ministra Religi. Najbardziej elektryzujące w tym projekcie jest to, że dużo się o nim mówi, budzi wiele sprzecznych emocji i jednocześnie… niewiele o nim wiadomo. MZ zwleka z udzieleniem bardziej szczegółowych informacji do marca, kiedy ma przedłożyć projekt Premierowi RP. Do tego czasu możemy posiłkować się jedynie ogólnikowymi informacjami (np. oficjalną informacją z Biuletynu Informacji Publicznej, czy nieoficjalnymi przeciekami.
W grudniu 2013 r. Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz w wywiadzie dla TVN24 przyznał, że „projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych już powstał i jest analizowany”, niemniej jego wiceminister już w maju 2013 rozpoczął wstępne rozmowy z towarzystwami ubezpieczeniowymi co do kształtu ustawy. Oczywiście, wzbudziło to wiele kontrowersji co do potencjalnych konfliktów interesów, które może to budzić. Większość potencjalnych problemów, jakie zrodziłaby ta ustawa wymienia i komentuje wyborcza.biz.

W dużym skrócie założeniem tej ustawy jest stworzenie świadczeniodawcom alternatywnych, w stosunku do kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, źródeł finansowania świadczeń opieki zdrowotnej. Innymi słowy: umożliwienie prywatnego ubezpieczania się.
Jak wynika z informacji PAP, projekt ubezpieczeń ma dawać możliwość finansowania polis w ramach Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Ubezpieczyciele mieliby przygotować standardy świadczeń wykonywanych w ramach dodatkowego leczenia. Zawierałyby one m.in. ofertę dotyczącą specjalizacji lekarzy, sprzętu, badań diagnostycznych i zabiegów. Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych to fundusz celowy (z oddzielnym rachunkiem bankowym) zakładany przez pracodawcę. Mogłoby to być przedsiębiorstwo, ale też zakład budżetowy czy też urząd. Pieniądze z funduszu przysługiwałyby pracownikom zatrudnionym na etatach, emerytom i rencistom – byłym pracownikom firmy.

Takie rozwiązanie rodzi dwa główne problemy: wyklucza osoby niezatrudnione na zasadzie umowy o pracę (czyli na tzw. „umowach śmieciowych” – a takich jest w Polsce już ponad 8 mln!) oraz pracowników małych przedsiębiorstw (<20 os.), które nie są zobligowane do zakładania takowego Funduszu. Pan Minister Arłukowicz uspokaja: "Prowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych nie utrudni dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej. Żaden pacjent nie będzie wykluczony". Jego zastępca dodaje: "To nie będzie zastąpienie publicznego systemu. I w Polsce przez najbliższe kilkadziesiąt lat nie wyobrażam sobie, żeby ubezpieczenia dodatkowe wyparły system publiczny". Wg jego szacunków ustawa ma zasilić świadczeniobiorców o kwotę ok. 5 mld zł, co przy rocznych wydatkach NFZ rzędu 63 mld zł jest bardziej wsparciem, niż zmianą systemową.

Podstawowy problem z projektem dodatkowych ubezpieczeń leży w tym, że… Polacy wcale nie chcieliby się ubezpieczać. Jak wynika ze wspomnianego wcześniej raportu Diagnoza społeczna 2013, aż 74,2 % Polaków w ogóle nie chciałoby wykupić dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego, a tylko 2,9% wykupiłoby takowe za kwotę wyższą niż 100 zł. Oczywiście deklaracja ta różnie rozkłada się względem wykształcenia, sytuacji ekonomicznej i miejsca zamieszkania (patrz: ramki poniżej), jednak nie zmienia podstawowego problemu.

 

dodatkowe-ubezpieczenie-rozkladdodatkowe-ubezpieczenia-grupa-spoleczno-ekonomicznadodatkowe-ubezpieczenia-zamieszkanie

Czym może to być spowodowane? Ewa Borek, przewodnicząca fundacji MyPacjenci komentuje to wymownie:

„Moim zdaniem pacjenci nie ufają ubezpieczeniom zdrowotnym. Każdy, kto miał stłuczkę, wie, jakie triki stosują firmy ubezpieczeniowe, żeby zapłacić jak najmniejsze odszkodowanie. Nie ma powodu, żeby sądzić, że podobne praktyki nie miałyby miejsca”

Ewa Borek, przewodnicząca fundacji MyPacjenci

Komentarze

Dr Krajewski, prezes porozumienia zielonogórskiego zasadniczo wygłasza poglądy zgodne z propozycjami Rządu… pozostaje pytanie, na ile działania Rządu pozostaną zgodne z jego własnymi propozycjami.
Wśród palących kwestii, których rozwiązanie poprawi funkcjonowanie POZ, dr Krajewski wymienił:

  • poszerzenie kompetencji lekarza rodzinnego
  • ograniczenie limitowania świadczenia usług
  • bardziej wydajne zarządzanie „strumieniem pieniędzy publicznych”
  • większe nakłady na Służbę Zdrowia

Jak sam podsumowuje, zaciskanie finansowego pasa za wszelką cenę może się w zakończyć nieszczęściem, które w efekcie wygeneruje większe koszty niż nieracjonalne oszczędności.

Ciekawe były również komentarze radiosłuchaczy, które pojawiały się w trakcie całej audycji. Pozwoliłem sobie wynotować co ciekawsze i bardziej reprezentatywne.

  • Musi zostać złamany monopol NFZ. Potrzebnych jest więcej ubezpieczalni możliwych do wyboru.
  • Specjalistów jest zdecydowanie za mało, brak jest miejsc specjalizacyjnych mimo starzenia się obecnych lekarzy.
  • senator Piecha: „(…) sytuacja wynika ze zbyt małych nakładów na Służbę Zdrowia (…) [Póki nie przestaniemy traktować sytuacji w taki sposób, że] nie leczymy chorych, my realizujemy procedury medyczne, nie wyjdziemy z tego zaklętego kręgu”.
  • Idę do doktora, daję mu kopertę i mam krótszy termin oczekiwania
  • Aleksanda Gielewska, ekspert rynku zdrowia: „(…) niezbędne jest odpowiednie kierowanie strumienia pieniędzy i zmiana zasady organizacji udzielania świadczeń. W naszym systemie jest dużo absurdów. Zmiany wprowadza się doraźnie, skokowo.”
  • Pan Janusz, słuchacz: „(…) przez ostatnie 10 lat pieniądze na SZ wzrosły dwukrotnie. Należy się zastanowić, dlaczego. (…) Otóż, to na nich [lekarzach] głównie giną pieniądze – na jednym dyżurze weekendowym taki lekarz zarabia 4-5 tys zł”. Na pytanie prowadzącego, skąd posiada takie dane, odparł, że „wczoraj słyszał w telewizji”. Jak więc widzimy artykuł w stylu „Ach, te pazerne konowały” MA rację bytu – społeczeństwo trzeba nieustannie informować!
  • Pani Ewa, księgowa, niedługo po tym prostuje: „(…) lekarze nie zarabiają tak dobrze” i zwraca uwagę na problem namnażania niepotrzebnej biurokracji w NFZ, podając za przykład konieczność wypełniania wielostronicowej deklaracji na potrzeby krótkiego wyjazdu służbowego.
  • Czemu pacjent musi leżeć trzy dni w szpitalu, nawet jeśli procedura diagnostyczno-lecznicza zajmuje jeden dzień?
  • Nie ma problemu z dostaniem się prywatnie do lekarza, a więc kolejki są do pieniędzy NFZ, nie do lekarza.
  • Jarosław Katulski, przewodniczący sejmowej komisji zdrowia: „Szansę na mniejszą kolejkę do specjalistów dałaby możliwość informowania pacjentów o przychodniach, do których jest mniejsza kolejka”. Ale to wymagałoby informatyzacji, dodaje.
  • Dlaczego finansowanie ofiar wypadków nie jest finansowane z pieniędzy ubezpieczycieli, np. OC?
  • Wizyta u pediatry z NFZ za 2,5 mies, albo za 150 zł każdego dnia po godz. 11 – ten sam lekarz, ten sam gabinet – czy to w porządku?
  • Pan Ryszard, ortopeda: pacjenci regularnie nie zgłaszają się na umówione wizyty. Prawie każdy dziś ma telefon komórkowy, a nikt nie zgłasza, że nie przyjdzie. To problem mentalności. Powinno się wprowadzić zwrotną kaucję płatną przy zapisywaniu się na ustalony termin. [W Szwecji pacjent płaci do Skarbu Państwa równowartość świadczenia za niestawienie się na wizytę – dop. kostasz]
  • Bałagan w służbie zdrowia jest na rękę lekarzom. Sporo pieniędzy jest marnowanych – szpitale potrzebują dobrych managerów.

Na koniec warto przytoczyć słowa wiceministra Neumanna: „Codziennie setki, tysiące osób korzysta ze Służby Zdrowia i są zadowolone. Tylko tych głosów nie ma, bo przebijają się negatywne”.

Należy zadać pytanie, czy ta sytuacja się kiedyś odwróci…

 Linki:

 Źródło miniatury artykułu: Claris Consulting

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!