Pecunia non olet

Tak moi drodzy. O ile damskiej części czytelników nie zdziwi stawka 100 zł za czynność, którą każda z nich codziennie (no dobra, zależy) wykonuje w łazience, o tyle dla przeciętnego nie-metro mężczyzny stanowi to roczny budżet na wizytę u fryzjera. Ale oczywiście nie o modzie i lifestyle’u mam zamiar pisać (chociaż?), lecz o wnioskach jakie z tego przykładu płyną. Dużo kobiet idzie na wszelkie zabiegi pielęgnacyjne, nawet tak proste jak mycie i czesanie włosów czy obcinanie paznokci, które same potrafią wykonać i wydaje na nie bez mrugnięcia okiem kwoty… no powiedzmy bezpiecznie, że 3 cyfrowe. Niech to, uprośćmy nawet, że 200 zł raz na jakiś czas. Jeśli fryzjerka zetnie je krzywo i nie tak, jakby chciały, pomarudzą trochę w domu przed lustrem (lub znikną z życia towarzyskiego do czasu podrośnięcia włosów), ewentualnie zmienią salon (chociaż wątpię, ludzie chyba częściej zmieniają parafię, niż fryzjera).

Żeby była jasność – ja nikomu nie bronię wydawania pieniędzy na przyjemności (obowiązki?) i nie oceniam. Ale przyjrzyjmy się temu teraz z drugiej strony – fryzjer/ka bierze te 100/200/więcej zł za godzinę-dwie pracy w trakcie których… no, strzyże, myje, koloryzuje i co tam jeszcze. Zakładając, że historie o obciętych uszach pozostają tylko dowcipami wyjętymi żywcem z Masztalskiego (ktoś pamięta?) to najgorsze, co może zrobić „usługodawca” to ściąć kogoś za krótko, bądź po prostu brzydko.

A wszystko to za cenę, na którą ja, jako lekarz pracuję 4 do 8 (słownie: cztery do ośmiu) godzin w szpitalu – czyli nawet cały dzień. W trakcie których (później zresztą też) odpowiadam za ich życie i zdrowie – tak prawnie, jak i moralnie… Rozumiecie, do czego zmierzam?

Ale zostawmy fryzjerów. Oni faktycznie posiadają wyuczony fach, kilka lat chodzą do szkoły (zawodówka / szkoła ponadgimnazjalna / policealna etc.) i zdają egzamin „mistrzowski”. Weźmy inny przykład: hydraulik aka Pan Złota Rączka. Roboty się nie boi i za kołnierz nie wyleje. Do tańca i do różańca. Wykształcenie – nie wiem, nie czytałem, doświadczenie zawodowe: 30 lat. Ugruntowana pozycja zawodowa i marka nazwiska. Za wysokospecjalistyczną dobrze punktowaną usługę przepchania zatkanego sracza bierze 80-100zł, płatne już, kasa fiskalna niestety została w biurze (i jeszcze śpi). „Że co, że drogo? To se znajdź Pan taniej frajera, co się będzie w g… tarzał!” – rzecze poczciwina wzruszając ramionami.

Znowu pół dnia leczenia pacjentów spłynęło do rynsztoka – i to, że spłynęło, to akurat dobra wiadomość.

W aucie coś stukało nad przednim lewym kołem. Nie ma co czekać, aż się zepusje. Lepiej dam do przeglądu. Na szczęście znam tani warsztat. 120 zł za pełen przegląd. Nawet szybko oddali, po 3 dniach. I już nie stukało. A nie, moment, zaczęło ponownie po tygodniu – „No ale to nie nasza wina, przegląd nie wykazał tej usterki, która ujawniła się dopiero teraz” – kolejne 120 zł + koszty naprawy i części.

Przyszło pismo od sądu – egzekucja komornicza. Że jak? Nie zdążyłem nawet karty kredytowej sobie wyrobić, to pomyłka! Szybka konsultacja prawnicza – co robić, do kogo iść, gdzie napisać?! 300zł na stół, albo nie zaczynamy nawet rozmowy na temat z panem mecenasem. O dalszych kosztach dowiem się dopiero, gdy zapozna się bardziej szczegółowo ze sprawą.

Czy ktoś w takich sytuacjach kłóci się ze swoim „usługodawcą”, że to drogo, że skąd takie drakońskie ceny, że pan mecenas/ pan Mieciu z kotłowni / pani Halinka z salonu to pazerni chałturnicy, dla których liczy się tylko zysk? A gdzie uczucia, gdzie empatia? Przecież ja muszę mieć włosy zrobione na jutro, jutro chrzciny Maciusia! Panie Mieciu, bardzo proszę, nie mam tyle pieniędzy, a dzieci nie mają gdzie siusiu zrobić, panie mecenasie, gdzie honor pana zawodu, przecież ma pan służyć ludziom, nie mam aż 300 złotych… często zdarza się Wam słyszeć coś takiego? Albo wykłócać o cenę?

A ile razy słyszycie od pacjentów, ba ostatnio nawet czytacie w gazetach i słyszycie w radiu / telewizji, że lekarze to „pazerni zdziercy”?

„Weszłam tylko na 20min. Chwilę porozmawiał, szybko zbadał i wypisał receptę – i za coś takiego mam płacić 100zł? Za wypisanie takiego świstka z pieczątką”?

„30 lat płacę na ubezpieczenie a teraz mam płacić?! To jest SŁUŻBA zdrowia, nie macie wstydu?” – wykłóca się starsza Pani, na szczęście w rejestracji, w gabinecie powietrze z niej już schodzi. Ale poglądy pewnie nie.

Ostatnio czytałem na Konsylium24 wpisy lekarki z kresów, która brała od pacjentów za wizyty prywatne 40 zł – ze wstydem, że tyle żąda od biednych emerytów. Moi drodzy – skoro nie szanujemy naszej pracy, nikt jej nie uszanuje. Niska samoocena i takaż wycena swoich usług szkodzi nam jako całości środowiska. Razem tworzymy zhierarchizowaną strukturę korporacyjną. I mimo to nie potrafimy współdziałać w najważniejszych kwestiach dotyczących własnego interesu. I – żeby nie było – również pacjenta. Pracując za grosze skazujemy się albo na biedę, albo na pracę na kilku etatach. Zależności przepracowanie – przemęczenie – błędy lekarskie nie muszę chyba tłumaczyć, dostatecznie dużo o niej ostatnio w mediach. Do tego dodajmy jeszcze wizję rozwodu po 10 latach takiej pracy, problemy z używkami i et voilà – przepis na wypalenie zawodowe gotowy. Czy to aby na pewno takie przejaskrawione?

Dlatego drodzy koleżanki i koledzy proszę – szanujmy nasz zawód, pacjenta, ludzi, których kochamy. I szanujmy siebie.

 
 Źródło miniatury artykułu: mlive.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Komentarze na temat “Pecunia non olet”:

  1. I Tobie jest nie wstyd takie pierdoły pisać? Tak, jesteś pazerny, skoro w swojej pracy nie widzisz niczego, oprócz tego bólu, jaki przynoszą „niskie” zarobki. Niskie, choć ludzie nie mają szans nawet na takie.
    Tak Ci żal tych 100 zł na tego fryzjera, tak Ci szkoda tych 100 zł na hydraulika, bo to Twoje, Twoje pieniądze. Nic więcej się nie liczy. I potem piszesz, bo się nie szanujemy, pracujesz za grosze. O! Biada! A może faktycznie jesteś zbyt pazerny i tylko byś chciał więcej i więcej? 2000, 3000, 5000, 12000 i w tym momencie lekarz mówi, dobra, to jeszcze parę lat i zacznę dobrze zarabiać. Pokaż mi inny zawód w którym zarobki rosną w takim tempie od czasu ukończenia studiów.
    Piszesz zacznijmy się szanować – ja piszę przestańmy szanować takich jak ty. To ty tutaj jesteś pazernym chałturnikiem i to przez takich jak ty „lekarzy”, co raz mniej zaufania do zawodu. Jeśli jesteś lekarzem, żeby zarabiać – zmień zawód.

    1. Witaj, dziękuję za komentarz.
      Nie, nie jest mi wstyd. Dlaczego miałoby być mi wstyd że domagam się pieniędzy za dobrze wykonaną pracę? Dlaczego, gdy górnicy zrywają kostkę brukową i tłuką szyby, to jest to nazywane walką o swoje prawa, a gdy lekarz skarży się na swoje zarobki to jest nazywany pazernym na kasę? Nie wspomniałem ani słowem o mojej pracy i stosunku do niej. Jestem lekarzem, bo chcę leczyć ludzi, lub przynajmniej przynieść im ulgę w cierpieniu. I robię to z przyjemnością, bez względu na pensję. Ale pensja na poziomie kelnera przy odpowiedzialności za czyjeś zdrowie i życie owszem, uwłacza mojej godności. 12000? Tyle zarabiają tylko pojedynczy ordynatorzy największych oddziałów. Przeciętny lekarz zarabia niewiele ponad średnią krajową pracując ok 1,5 etatu, ergo jego stawka godzinowa jest poniżej przeciętnej krajowej. Każdy ma prawo walczyć o swoje dobro. Ja też mam dzieci do wychowania i kredyt do spłacenia i mam do wyboru – pracować za liche pieniądze, albo za dobre pieniądze. Jak sądzisz, co wybieram? Czemu, pytam się czemu, ludzie nie mogą zrozumieć, że lekarz, który chce dobrze zarabiać nie musi od razu oznaczać zaślepionego rządzą zysku pazernego wyrobnika? Można kogoś leczyć dobrze za darmo (vide: wolontariat) lub fatalnie za duże pieniądze (sądzę, że jest nawet więcej na to przykładów). W ostatnim Dużym Formacie GW jest artykuł o bioenergoterapeutach i wszelkiej maści znachorach leczących medycyną alternatywną. Za seans nie biorą poniżej 100zł. Podczas gdy większość moich znajomych przez myślenie jakie przedstawiłeś wciąż nie może pozbyć się kompleksów i bierze za wizytę 40, 50zł i to ze spalonymi uszami, bo wstydzą się w ogóle wymagać od chorego pacjenta. Uważasz, że to jest uczciwe? Być może jeszcze nie jest to dobrze wyklarowane na tej stronie, ale mój (i innych ludzi piszących na tej stronie) pogląd na sprawę jest taki, by lekarz zarabiał na tyle godziwe pieniądze w swoim miejscu pracy, by nie był zmuszony dorabiać w ogóle. Uniknie się dzięki temu wielu patologii na których tracą wszyscy: i pacjenci i lekarze. Ale ciężko jest przeforsować taki pogląd, gdy opinia publiczna, tak jak Ty, krzyczy „bezduszni wydrwigrosze” (to, delikatnie mówiąc, najbardziej cenzuralny epitet). My, polscy lekarze, zarabiamy najmniej w Europie, pracując najwięcej i im szybciej społeczeństwo uświadomi sobie, że jesteśmy po tej samej stronie, tym szybciej zbliżymy się do normalności.

  2. Komentarz anonima udowadnia że wszystko co napisałeś to prawda. Nowe myślenie nadejdzie z nowym pokoleniem lekarzy. Tzw stara gwardia woli zasuwać i siedziec cicho. Wypaczyło ich wiele lat systemu, sytuacja na rynku pracy, traktowanie przez szefa. Oczywiście sa wyjątki, ale nieliczne. W tej chwili czekam juz tylko aż to wszystko pierd.lnie. Potem mam nadzieje co nieco dotrze do tych zakutych łbów. Jesli nie, pozostaje emigracja. Ja czekam jeszcze max 2 lata i arrivederci a raczej auf wiedersehen. Miedzy innymi dlatego żeby nie czytac takich wpisów jak ten anonima. Żenada… Niestety życie w mojej ojczyźnie powoli staje się niemożliwe.

  3. Anonim- zwierz się na forum, jakie masz wykształcenie, gdzie i w jakim charakterze pracujesz- a ustalimy Ci pensję. I nie będziesz się mógł z ta wyceną nie zgodzić.

  4. http://lekarz-emigrant.blogspot.de/2013/12/27-wysoka-stawka.html

    sam kiedyś ten problem poruszałem o którym piszesz. Uważam, że masz wiele racji. Fakt, że w NPL zasuwałem za marną stawkę, ale z drugiej storny potrzebowałem kasy, doświadczenia nie miałem, na speckę sie nie dostałem (mimo, że miałem wynik LEPu powyżej sredniej krajowej).
    Trzeba zacząć się szanować. W Polsce niestety jeszcze daleko do tego. Dopóki nie powymierają profesorowie co blokują młodym możliwości awansu i rozwoju to niestety nic się nie zmieni.
    Jeden etat za godziwe wynagrodzenie. Tak jak mam teraz. Skupiam się na specjalizacji. Pracuję dużo, ale nie mam czasu ani potrzeby, żeby szukać dodatkowego zarobku. I to sobie cenie na emigracji. Zajmuję się tylko tym czym chcę i będę zajmować się przez kolejne kilkadziesiąt lat.
    Lekarze biorą odpowiedzialność za cudze życie. Powołanie? Ok. Ale era doktora Judyma się skończyła. Powołanie powołaniem, ale za coś żyć trzeba, rodzinę wykarmić, kredyt spłącić i na wakacje też pojechać trzeba.

    1. To właśnie ostatnie zdanie w formie w jakiej to ująłeś sprawia, że tak wielu pacjentów jest przeciwko nam. Trudno im przechodzi przez myśl, że lekarz poza tym, że lubi swój zawód i ma powołanie może jeszcze chcieć zarabiać pieniądze. Przez ostatnie miesiące (lata?) w mediach utrwalany jest stereotyp: lekarz, który chce zarabiać = pazerny na kasę wyrobnik. Taka polityka jest z resztą zupełnie zrozumiała i nie bierze się tylko i wyłącznie z dziennikarskiej zaciekłości, ale z bardziej odgórnej dyrektywy… Przerażające jest tylko to, że na horyzoncie nie ma żadnych zmian na lepsze i perspektywa jest taka, że w najbliższych latach co lepsi i bardziej ogarnięci wyjadą z kraju… a wtedy będzie już o wiele za późno na zmiany. Ale w Polsce dominuje krótkowzroczne planowanie i myślenie w kategoriach Kargul-Pawlak „ja zarabiam źle, to lekarz też powinien”.

    2. @lekarz.emigrat: Dziękuję za linka. Bardzo cenny blog. Jakiś czas temu z formularza komentarzy usunąłem pozycję z adresem e-mail, dlatego nie mam do Ciebie kontaktu. Bardzo proszę o maila do mnie lub na kontakt główny: adresy 🙂

  5. Może też warto popatrzeć na zarobiki lekarzy w inny sposób.
    Dobrze zarabiający lekarz (najlepiej na jednym etacie)= lekarz zadowolony ze swojej pracy, oddany jej, jest wypoczety (a nie biegnie z pracy do pracy), myśli o jednym miejscu pracy a nie o kilku, bardziej skupia się na pacjentach, nie martwi się o to że musi dorabiać w swoim czasie na odpoczynek bo ma kredyt i rodzinę z 2 dzieci.
    Mam teraz na emigracji niezła pensję. Nie czuję potrzeby oddawania się dodatkowej pracy w celach zarobkowych. Zdarza mi się zostawać dłużej w szpitalu bo jest dużo pracy, ale sprawia mi to i tak frajdę. I kiedy rano wstaję do pracy to nie myślę: znowu kolejny dzien zapierdzielania za marną kasę, bo jednak nie mam marnej kasy tylko taką, która zapewnia mi godziwe życie. Brutto mam mniej więcej tyle samo co koledzy w Polsce, tylko że w walucie euro. Oczywiście nie spadło mi to z nieba, musiałem dużo w to zainwestować czasu i pieniędzy (kursy językowe, rozmowy o pracę, tłumaczenie dokumentów), poza tym daleko od rodziny i znajomych (chociaż Ci akurat już zapowiadają się że przyjadą i plan odwiedzin jest już na cały miesiąc), ale i tak uważam, że dobrze zrobiłem. Służba zdrowia w Polsce jaka jest, to każdy widzi. To że niebawem się całkiem rozsypie to kwestia czasu. I tak jak Kostasz napisał to jest to efekt działań krótkowzrocznych a nie gruntownych i daleko idących zmian mających na względzie lekarzy i pacjentów i zdrowie (zarówno jednej jak i drugiej grupy).

  6. Niestety nie będziemy się szanować bo są wśród nas grupy, które zaciekle bronią swoich interesów i kręcą lody na wszechobecnym w tym systemie burdelu. Dobry przykład to okuliści. Ostatnio w jednym z portali ukazał się wywiad z pewnym panem profesorem, który twierdził, że kolejki do okulistów to nie wina ich zbyt małej liczby a niedofinansowania poradni! Jaki to niesie przekaz? Nie potrzebuję konkurencji, po prostu zwiększcie mi pensję! 🙂

    Anonim – zapominasz o jednym. Lekarz to osoba, która każdego dnia podejmuje dziesiątki jeśli nie setki decyzji, które wpływają na czyjeś zdrowie i życie. Obrazowo sprawę przedstawiając: jesli dam lek Y to pacjent pożyje rok, jeśli lek X to pół roku (oczywiście nigdy nie mogę być niczego pewien). Dlatego każde światłe społeczeństwo (np. w USA) dba o swoich lekarzy, chce żeby byli dobrze wykształceni, wypoczęci, podejmowali dobre decyzje i nie popełniali błędów. W tym celu daje im dobre pensje, żeby nie musieli martwić się tak przyziemnymi sprawami jak wakacje dla dzieci albo kupno nowej pary spodni lecz aby mogli skupić się na wypoczynku, pracy i edukacji. W Polsce przeciętny lekarz nadal martwi się czy wystarczy mu na książki dla dzieci, pracuje na 2-3 etatach (po 250-400h w miesiącu), jest przemęczony, zestresowany, nie ma czasu ani pieniędzy na samokształcenie. Jeszcze parę(naście) lat temu specjalista w klinice zarabiał 1500 zł.

    Lekarze będą leczyć cię tak dobrze jak dobrze będziesz ich traktował.

  7. „Ostatnio czytałem na Konsylium24 wpisy lekarki z kresów, która brała od pacjentów za wizyty prywatne 40 zł – ze wstydem, że tyle żąda od biednych emerytów.”

    No niestety sytuacje są różne. Akurat w tym rejonie ludziom nie wiedzie się najlepiej.* Jeśli lekarz liczy się z sytuacją materialną swoich pacjentów, to nie wmawiajmy mu braku szacunku do siebie. Są lekarze, którzy zgadzają się leczyć za darmo, ba! wyjeżdżają nawet w tym celu do dzikich krajów i jeszcze dopłacają. Wtedy mówi się o bohaterstwie i misji. Taka specyfika zawodu, że wywodzi się z tradycji „służby” i nadal nosi jej znamiona. Co absolutnie nie usprawiedliwia roszczeniowej postawy pacjentów.

    Tekst otworzył mi oczy. Niebezpiecznie stwierdzę jeszcze, że niskie stawki psują rynek. Ludzie chyba sobie nie zdają sprawy, że jeśli lekarze przestaną zarabiać na życie, to wyjadą. Jednocześnie chcą mieć lekarzy więcej, ale nie chcą za to płacić. Może to takie postkomunistyczne myślenie. 😀

    *O ile chodziło o lekarkę z kresów, która pracuje NA kresach.

  8. Cześć!
    Rozumiem Twój punkt widzenia, jednak chciałabym zaznaczyć, że za bardzo uogólniasz. Jestem kobietą, lat 23. Do fryzjera nie chodzę – obcina mnie siostra raz-dwa zwykłymi nożyczkami – żyję. Na zabiegi pielęgnacyjne też nie chodzę, zwyczajnie nie widzę w tym większego sensu. Jednak jeśli bym chodziła, to wydaje mi się, że fryzjer – raz na, powiedzmy, 2 miesiące. Dobra, nawet niech będzie te 200 zł na dwa miesiące. Dużo, nie? To spójrz proszę z mojej strony – jak większość w dzisiejszych czasach mam problemy ze zdrowiem. Dostać się do lekarza (powiedzmy na moim przykładzie – endokrynolog) na NFZ – ponad rok czekania. Mogłabym iść prywatnie, a pewnie. Tylko problem polega na tym, że wydatki na wizycie się nie kończą! Nie pokrywają badań, leków, kontroli za które płaci się znacznie większe kwoty. Zauważ jeszcze jedną różnicę (choć może w Twoim otoczeniu jest inaczej, więc tym bardziej proszę o spojrzenie z tej strony): na zabiegi pielęgnacyjne (ogólnie rzecz ujmując) chodzą osoby, które na to stać, natomiast kłopoty ze zdrowiem dotykają każdego.
    Na tym skończę, bo mnie jest zwyczajnie przykro czytać taką wypowiedź jak Twoja.

    1. Nie możesz dostać się do endokrynologa. A zastanawiałaś się może, dlaczego tak jest? Dostęp do świadczeń jest ograniczany przez Twojego ubezpieczyciela-monopolistę, czyli NFZ. Póki co funkcjonuje system, w którym szpitale i przychodnie kontraktują z NFZetem ilość świadczeń w danym okresie – tj ilość za którą fundusz zapłaci. Chyba domyślasz się, że jest to grubo poniżej potrzeb społeczeństwa. Gdybyś była kierownikiem przychodni, to co byś zrobiła: trzymała się umowy czy przyjmowała wszystkich jak leci, robiąc nadwykonania, za które fundusz nie zapłaci?
      Zatrudnieni lekarze nie mają w tej kwestii nic do powiedzenia.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!