Masa krytyczna

Papiero-pato-logiczny ping-pong

Podstawowym problemem podnoszonym przez różne środowiska lekarskie jest przeładowanie białego personelu biurokracją. Jest to bez wątpienia sytuacja skrajnie patologiczna, w której lekarz jak i pielęgniarka czy położna mają do wypełnienia stos papierów potrzebnych… no właśnie komu? Nieważne komu, trzeba pisać, pisać, pisać, stawiać pieczątki, segregować, zszywać i wklejać, koniecznie w kolejności, bo jak coś będzie nieładnie i odstawać, to przyjdzie Pani ze statystyki i pogrozi, że następnym razem nie przyjdzie, a wtedy będzie KARA… Kara – to jest obecny motor napędowy naszych działań, dobrze nakręcony sprężysty bicz nad naszymi głowami. Więc piszemy te pesele na każdej stronie i stawiamy pieczątki, niedługo pewnie z przyzwyczajenia będziemy się pieczątkować na każdym kawałku srajtaśmy… Najlepiej sytuację oddaje cytat z Nonsensopedii:

Biurokracja – cudowne narzędzie do sprawiania, by rozwiązywanie kwestii prostych i oczywistych graniczyło z cudem. Ułatwia za to radzenie sobie z problemami większej wagi poprzez wypieranie ich przez sprawy prostsze, po których załatwieniu i tak nie pozostanie ani chwili czasu na zajęcie się czymś trudniejszym.

Nonsensopedia

Mój kolega, który robi rezydenturę z medycyny ratunkowej, powiedział mi niedawno, że w związku ze zmianą sposobu rozliczania świadczeń (eee… chyba chodzi o leczenie ludzi, tak to się chyba kiedyś nazywało?) wszyscy lekarze SORu zostali zagonieni do przepisywania dokumentacji medycznej z początku roku 2014 tak, by spełniała nowe normy i by szpital otrzymał pieniądze za pierwszy kwartał w nadchodzącym okresowym rozliczeniu… W tym czasie pacjentami zajmują się głównie starsi dyżurni, reszta personelu jest odciągana od klawiatury tylko, gdy dzieje się coś bardzo ważnego…Tak oto zostaliśmy zaciągnięci do oślej roboty i to na skalę tak dużą, że nie mamy czasu nawet zastanowić się dlaczego. Tak oto zostaliśmy zaciągnięci do oślej roboty i to na skalę tak dużą, że nie mamy czasu nawet zastanowić się po co to wszystko. Całość przypomina sytuację z żartu o robotniku, który biega po budowie z pustą taczką i, zapytany przez majstra dlaczego, odpowiada, że „taki zapiernicz, że nie ma kiedy cegieł załadować”

Wszystko byłoby może nawet i do przyjęcia. Dwa – dwa i pół tysiąca zł na rękę za pełen etat pisania statystyk w Wordzie to robota całkiem lekka, łatwa i nieprzyjemna… gdyby nie to, że w tym wszystkim zostają jeszcze te „cegły”, czyli pacjenci. I tu dochodzę do momentu, w którym uważam, że w całym tym bajzlu my również sami sobie dokładamy do pieca.

Jak już zapewne wiecie, pracuję na onkologii. Prowadziłem ostatnio pacjenta z rakiem płuca z przerzutami do kręgosłupa. Kontrolna tomografia wykazała zmniejszenie się zmian przerzutowych oraz świeżą wypuklinę krążka międzykręgowego L5/S1. Największym problemem mojego pacjenta chorego na raka była więc… rwa kulszowa. Nie, nie bolały go przerzuty, jego dolegliwości były typowo „ortopedyczne”. Zaleciłem pacjentowi typowy zestaw ćwiczeń, włączyłem leczenie przeciwbólowe i dałem skierowanie do ortopedy z zaleceniem, by zgłosił się do niego przed następną chemioterapią. W tym czasie bóle pacjenta nasiliły się znacznie i nim zgłosił się do ortopedy był już stałym bywalcem swojej rejonowej przychodni, gdzie dostawał dwa razy dziennie domięśniowe zastrzyki z Ketonalu. Ortopeda TK zobaczył, pana zbadał i stwierdził, że nic nie może zrobić i… odesłał do domu. Po wizycie zadzwoniła do mnie córka z pytaniem o leczenie przeciwbólowe taty. Ponieważ jego historia już dawno poszła do archiwum, nie mogłem nic wypisać na receptę szpitalną i musiałem skierować ich do naszej poradni… Rozumiem, że ortopeda nie zna się na raku płuc, ale dlaczego nie wystawił recepty na lek przeciwbólowy, pomimo zgłaszanych przez pacjenta dolegliwości? Ta decyzja (a właściwie jej brak) „wygenerowała” około ośmiu wizyt w przychodni na doraźne podanie środka przeciwbólowego i wizytę w naszej poradni – każda z nich opatrzona oczywiście odpowiednią ilością niezbędnej papierologii, próżnym traceniem czasu – i przez lekarza, i przez pacjenta.

Tandem bez kół

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. O prawdziwym problemie mogą powiedzieć dopiero lekarze rodzinni i ci z wieloletnim stażem w trzyosobowym tangu: POZ, NPL i SOR. Lekarze Izb Przyjęć po latach pracy jako odźwierni szpitala wyrobili sobie przede wszystkim nawyk (w większości wypadków słuszny) odsyłania każdego, kto nie krwawi i może chodzić o własnych siłach do POZ. POZ, zalany oceanem pacjentów, wystawia głównie skierowania do specjalistów, bo nie ma uprawnień do zlecania bardziej wysublimowanej diagnostyki i musi prosić specjalistę co roku, by ten potwierdził, że człowiek z astmą wciąż ma astmę. Nadmiar pacjentów z POZ wchłania NPL, gdzie przyjmują lekarze młodzi, bo tylko tacy mogą się zgodzić na groszowe stawki w nocnych/weekendowych godzinach, którzy bez większego doświadczenia i dostępu do diagnostyki, niepewni swego odbijają chorego z powrotem na SOR… Taki zapiernicz panie majster, że nie ma kiedy cegieł załadować… Gdzieś przy okazji siłą obrotową tej karuzeli zostaną pacjenci wyrzuceni do AOS, gdzie lekarz wypisze odręcznie zupełnie nieczytelną konsultację (miałem okazję kiedyś podjąć próbę rozszyfrowania starannie zapisanej po brzegi kartki A4 – poza kodem ICD-10 niewiele więcej mogłem wyciągnąć) i stwierdzi, że pacjent jest chory. Przyznajmy – gdy zależy nam na kimś (bliscy, rodzina) to do czego dążymy? Szybka hospitalizacja, panel badań diagnostycznych w 3 dni i ustalenie dalszego leczenia. Ale szpitale nie byłyby w stanie „łyknąć” w ten sposób wszystkich, to na skalę kraju niemożliwe. Pozostaje nadzieja, że gdy pacjent trafi tam, gdzie powinien, to dostanie to, na co czekał.

Homo stupor

Do tego dochodzi nie mniej ważny czynnik, jakim jest pacjent z gatunku homo stupor. Prosty przykład – niedawno sam jako pacjent stałem w przychodni zarejestrować się do lekarza pierwszego kontaktu (i nie, nie używałem do tego „znajomości”). Przede mną pan w starszym wieku zaraz od nachylenia się do okienka, bez żadnego „Dzień dobry”, nawiązuje z rejestratorką taki oto dialog:

– Do Pani dr X, byle przed 11, bo ja o 12 pracuję, najlepiej jak najszybciej!
– Ale Pani dr X przyjmuje dziś od 12…
– Jak to od 12? A w środę?
– W środę od 16.
– To po co ja tu w kolejce stoję?! Marnuje Pani mój czas! [wychodzi wyraźnie poirytowany]

Faktycznie, marnuje. I vice-versa, bo grafik dr X nie dość, że jest dostępny na stronie przychodni, to był przyklejony obok okienka rejestracji.Reakcja pacjentki na słowa „Wygląda na to, że jest Pani zdrowa”:
„To po to ja tu tyle czasu siedzę, żeby usłyszeć, że nic mi nie jest?!”

Inny przykład od pacjentki wspomnianego znajomego z ratunkowej: starsza pacjentka, złe samopoczucie, bóle brzucha. Wyjątkowo dobrze „obsłużona”, poza standardem wykluczono jeszcze zawał serca i kilka innych schorzeń. Słowem – nic, do czego można by się przyczepić. Reakcja pacjentki na słowa „Wygląda na to, że jest Pani zdrowa”? „To po to ja tu tyle czasu siedzę, żeby usłyszeć, że nic mi nie jest?!” – najlepiej oddają mentalność coraz większej rzeszy ludzi tłumnie bijących do Opieki Zdrowotnej.

Konflikt tragiczny

Najbardziej przerażające w całej patologii sytuacji, w której się znajdujemy jest kompletny brak perspektyw na poprawę. Niczym w klasycznej tragedii antycznej mamy do czynienia z konfliktem tragicznym, w którym każdy ma swoje racje i motywy.

Lekarze – praktycznie wszyscy zawaleni pracą mają coraz mniej czasu na leczenie pacjenta i stworzenie z nim jakiejkolwiek partnerskiej więzi. Każdy pacjent, który przeskoczy na inną gałąź tego systemu to jeden mniej problem na głowie.

Pacjenci – są chorzy i potrzebują pomocy. Ci, którzy mają dla pracowników SZ empatię i zrozumienie, są rozdeptywani przez wszystkowymagających krzykaczy z pretensjami w stylu „Jak to nie ma wskazań do rezonansu? Ja muszę go mieć natychmiast!”. Zmęczeni wielogodzinnym oczekiwaniem i byciem odsyłanym, gdy wreszcie będą mieli okazję się wyżalić, nie zostawią na lekarzach suchej nitki.

Politycy – ich zadaniem jest robić wszystkich w konia. Przyznajmy, rządzenie nie polega na krojeniu tortu po równo, tylko na pokazowym rozsypywaniu królewskich miedziaków po bruku ku uciesze gawiedzi.Dopóki lekarze nie stworzą silnej i zwartej lobbującej grupy, za którą staną pacjenci, dopóty Służba Zdrowia będzie chłopcem do bicia. Dopóki lekarze nie stworzą silnej i zwartej lobbującej grupy, za którą staną pacjenci, dopóty Służba Zdrowia będzie chłopcem do bicia w czasach kryzysu i szukania oszczędności (czyli prawie zawsze).
Jesteśmy poróżnieni lub zbyt zajęci radzeniem sobie z trzymaniem głowy nad wodą, by ustalać wspólne stanowisko. Do tego media na usługach zainteresowanych osób i za aprobatą pacjentów robią z nas kozły ofiarne wymachując sloganami o braku empatii i pogoni lekarza za pieniądzem nie kończąc przy tym zdania, dlaczego do takich rzeczy czasem dochodzi.

Ta sytuacja nie może trwać wiecznie. Tzn. mogłaby, ale sami rządzący, bardziej chyba nieświadomie, strzelają sobie samobója. Jeżeli kolejne zmiany ponownie ograniczą finansowanie SZ i nałożą na lekarzy kolejne bezsensowne biurokratyczne obowiązki, wtedy cały system znowu przekroczy masę krytyczną i po prostu się rozleci.

Pytanie, co będzie potem. Kto weźmie się za naprawę? Osoby kompetentne potrzebne od zaraz.
Naczelna Izba Lekarska od dłuższego czasu prowadzi Krajowy Indeks Niedorzeczności w Ochronie Zdrowia – można tam zgłaszać wszystko, co absurdalne i niepotrzebne, by mieć podstawy do tworzenia lepszego i wydajniejszego prawa. Zachęcam wszystkich lekarzy, którzy mają jakieś konstruktywne zastrzeżenia do organizacji naszej pracy do rozpoczęcia debaty o tym co i jak zmienić. Zanim to wszystko runie.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!