Deklaracja wiary – deklaracja wojny?

Geneza „konfliktu”

Klauzula sumienia

Ponad pół roku temu na wokandzie był temat lekarskiej klauzuli sumienia i jej praktycznej implementacji, zwłaszcza w odniesieniu do zabiegów aborcji czy przepisywania antykoncepcji. Wtedy to, w listopadzie 2013 r. Komitet Bioetyki przy Prezydium Państwowej Akademii Nauk (PAN) wydał swoje oficjalne stanowisko nr 4/2013 w tej sprawie. Komentarz do niego wygłosili m.in.: prof. A. Zoll czy prof. dr hab. B. Chyrowicz, która wchodzi w skład wspomnianego Komitetu i ogłosiła swoje odrębne zdanie wobec jego orzeczenia. Waga problemu skłoniła nawet Naczelną Izbę Lekarską do wydania w tej sprawie oficjalnego stanowiska nr 74/13/P-VI. Co ciekawe, pomimo zaangażowania autorytetów w dziedzinie prawa i etyki, temat znany był właściwie tylko nielicznym zainteresowanym. Już wydawało się, że wszystko przejdzie bez echa, gdy w opinii publicznej zawrzało – oto powstał stwór bardziej strawny medialnie i łatwiejszy do przyswojenia (bądź odrzucenia) – Deklaracja Wiary.

Pożar

Wszystko zaczęło się od listu otwartego do lekarzy i studentów medycyny, napisanego przez dr Wandę Półtawską w Środę Popielcową 5 marca br., na kilka tygodni przed kanonizacją papieża Jana Pawła II. To właśnie tam po raz pierwszy padła propozycja stworzenia Deklaracji Wiary jako „votum wdzięczności dla Boga i dla Jana Pawła II, ujawnienie światu, że jest się praktykującym katolikiem (…)”.
Krótki, prosty w formie i mocny w przekazie tekst okazał się być lepszym bodźcem do powrotu do publicznej debaty nt. klauzuli sumienia niż elaboraty profesjonalistówKrótki, jednostronicowy dokument, prosty w formie i mocny w przekazie okazał się być lepszym bodźcem do powrotu do publicznej debaty nt. klauzuli sumienia niż kilkunastostronicowe elaboraty profesjonalistów. Debaty, która – jak to zwykle w Polsce – szybko obrała formę walki w okopach swoich światopoglądów wśród paroksyzmowych komentarzy i wzajemnych wyzwisk.

Aby w pełni zrozumieć warunki, w jakich powstawała Deklaracja Wiary należałoby przede wszystkim przyjrzeć się osobie jej autorki, dr Wandy Półtawskiej. W internecie dostępne są o niej różne notki biograficzne, ale na potrzeby dyskusji wystarczy artykuł z Wikipedii lub życiorys ze strony Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Pomocny w wyrobieniu sobie opinii nt. autorki Deklaracji może się również okazać wywiad przeprowadzony wspólnie z jej mężem z okazji ich żelaznej (65. sic!) rocznicy ślubu a także film biograficzny „Duśka” (2008 r.) oraz film – wywiad „Jeden Pokój”. Ten ostatni jest – nomen omen – reklamowany na stronie Deklaracji Wiary – przypadek?

W.P. – krótka biografia

Przedstawicielka Pokolenia Kolumbów (ur. 2 listopada 1921) podczas II WŚ jako harcerka włączyła się w służbę pomocniczą i przystąpiła do walki konspiracyjnej jako łączniczka, uczestnicząc jednocześnie w tajnym nauczaniu. Została aresztowana przez Gestapo 17 lutego 1941 i więziona na Zamku w Lublinie, by następnie zostać wywieziona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, gdzie los nie oszczędził jej bycia ofiarą eksperymentów pseudomedycznych.

Okropne wspomnienia obozowego życia, które wielokrotnie wracało do niej w koszmarach, spisała w książce „I boję się snów”. W 1951 ukończyła medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie uzyskała oba stopnie specjalizacji i doktorat z psychiatrii (1964). Prowadziła badania tzw. ”dzieci oświęcimskich” (ludzi, którzy w młodym wieku trafili do obozów koncentracyjnych), czego zwieńczeniem było opublikowanie w 1966 Przeglądzie lekarskim pracy „Wyniki badań psychiatrycznych osób urodzonych lub więzionych w dzieciństwie w hitlerowskich obozach koncentracyjnych”.

W roku 1967 zorganizowała Instytut Teologii Rodziny przy tymże Wydziale i kierowała nim przez 33 lata, szkoląc młode małżeństwa i narzeczonych. Od tego momentu znana była jako zagorzała zwolenniczka i działaczka środowisk katolickich pro-life.
Jej stosunek do spraw współżycia małżeńskiego, ciąży i rodzicielstwa można poznać z książek takich jak „Przed nami miłość…” czy „In vitro – zagrożona godność”, o której z resztą wypowiada się w nagraniu dostępnym na YouTube.

Wanda Półtwaska - google trends
Historia wyszukiwania hasła „Wanda Półtawska”

Krótki rzut oka na trendy w wyszukiwanych w Google’u hasłach pozwala zauważyć dwa piki publicznego zainteresowania jej osobą: obecny i w 2009 r., co najpewniej jest związane z jej kontrowersyjnymi wypowiedziami podczas międzynarodowej konferencji o Naprotechnologii, kiedy to nawoływała „Kobieta nie jest zwierzęciem hodowlanym. Chęć posiadania dziecka jest piękna, ale nie może się dokonywać drogą widzimisię kobiety i mężczyzny, bez rozpoznania rodzicielstwa jako powołania”.

Całości obrazu dopełnia jej wieloletnia przyjaźń ze św. Janem Pawłem II, który bez wątpienia był jej natchnieniem duchowym w katolickiej aktywności prospołecznej. O przyjaźni Wandy Półtawskiej z Karolem Wojtyłą opowiada książka „Beskidzkie rekolekcje”, w której jest zebrana korespondencja z prawie 50 lat, a której publikacja wywołała falę oburzenia. Cokolwiek myśleć o relacjach z JP2 faktem jest, że była jedną z osób obecnych przy jego łożu śmierci.

Wojna, obóz koncentracyjny, praca psychiatry, wieloletnia znajomość z Karolem Wojtyłą, poradnictwo małżeńskie… Dość powiedzieć, że pani Wanda Półtawska jest osobą co najmniej nietuzinkową. Taki życiorys zdaje się sam tłumaczyć genezę Deklaracji Wiary – łatwo jest zrozumieć czemu powstała, ale co sprawiło, że w krótkim czasie zyskała tak duże poparcie – to osobna kwestia…

Znamy już zarzewie „konfliktu”. Pozostaje więc zadać pytanie – o co jest ten cały spór?

Obawy

Deklaracja Wiary okazała się być bardzo chwytliwym tematem, na bazie którego powstało kilka mitów i spekulacji, które przewijają się w opinii publicznej. Jak grzyby po deszczu powstają memy i satyryczne rysunki… Jakie mniej lub bardziej realne zagrożenie niesie za sobą postępowanie według zasad spisanych w Deklaracji? Spójrzmy na jej fragmenty:

(…)płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej (…)
moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę (…)

Całe zamieszanie związane z treścią deklaracji można więc sprowadzić do stwierdzenia:

Opinia publiczna – potencjalni pacjenci – obawiają się, że skutkiem podpisania się przez lekarzy pod tzw. „Deklaracją Wiary” będzie ograniczenie dostępu do świadczeń medycznych związanych z:

  • przepisywaniem recept na środki antykoncepcyjne / wczesnoporonne postkoitalne (tzw. antykoncepcja awaryjna) – zmienione dzięki uwagom czytelników
  • przeprowadzaniem zabiegów aborcji
  • przeprowadzaniem zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego („in vitro”)

To najczęściej powtarzane interpretacje. Od siebie dopiszę jeszcze:

  • wykonywaniem eutanazji
  • wykonywaniem operacji zmiany płci

Warto przy tej okazji od razu zaznaczyć, że w Deklaracji NIE ma wzmianki o możliwości odmówienia leczenia osobom niewierzącym bądź będącym innego wyznania.

Antykoncepcja, aborcja, in vitro – Gran Trio tematów na okładki gazet i przepis instant na kolejny (ziew) skandal.
Zanim jednak przejdę do komentowania tego fenomenu odpowiem na zadane wcześniej pytanie – „Czy podpisanie Deklaracji Wiary niesie za sobą ryzyko odmowy leczenia przez lekarza? Krótka odpowiedź brzmi: Nie, a przynajmniej nie bardziej niż w przypadku medyków, którzy podobnych dokumentów nie podpisywali. Wszystkie dywagacje rozbijają się o prosty fakt – Deklaracja Wiary nie jest dokumentem posiadającym moc prawną i formalnie nie modyfikuje praw i obowiązków związanych z wykonywaniem zawodu lekarza.

Przyjrzyjmy się zatem polskim uwarunkowaniom prawnym regulującym ww. kwestie.

Regulacje Prawne w RP

Uwaga

Dla oszczędności miejsca i lepszej przejrzystości tekstu podane niżej przepisy prawne są zwinięte. Aby je przeczytać, kliknij w nagłówek.

Sumienie

Ogólnie o sumieniu i możliwości powoływania się na nie przez lekarza wypowiada się Kodeks Etyki Lekarskiej.

Kodeks Etyki Lekarskiej (link)
Dla wypełnienia swoich zadań lekarz powinien zachować swobodę działań zawodowych,
zgodnie ze swoim sumieniem i współczesną wiedzą medyczną.

W szczególnie uzasadnionych wypadkach lekarz może nie podjąć się lub odstąpić od leczenia
chorego, z wyjątkiem przypadków nie cierpiących zwłoki. Nie podejmując albo odstępując od
leczenia lekarz winien wskazać choremu inną możliwość uzyskania pomocy lekarskiej.

Lekarz nie może odmówić pomocy lekarskiej w przypadkach nie cierpiących zwłoki, jeśli
pacjent nie ma możliwości uzyskania jej ze strony instytucji powołanych do udzielania
pomocy.

Należy tu od razu wspomnieć, że KEL nie ma żadnej mocy prawnej i stanowi jedynie swoiste „wytyczne dobrej praktyki lekarskiej” – zbiór norm, według których warto postępować. KEL jest używany przy opiniowaniu postępowania danego lekarza np. w trakcie sądu lekarskiego, karnego czy cywilnego, jego treść nie jest jednak wiążąca. Faktyczne obowiązki na lekarza nakłada dopiero ustawa:

Ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (link)
Lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z zastrzeżeniem art. 30, z tym że ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej. Lekarz wykonujący swój zawód na podstawie stosunku pracy lub w ramach służby ma ponadto obowiązek uprzedniego powiadomienia na piśmie przełożonego.

Art. 69 ustawy jest więc analogiczny do Art. 7. KELu. Z kolei w artykule 30. czytamy, że:

Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki.

Aborcja

Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (link)
1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego

Polska jest jednym z nielicznych krajów Europy, gdzie aborcji nie można wykonać „na życzenie”. Zainteresowanych odsyłam do mapy pokazującej stan prawny aborcji na świecie.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 22 stycznia 1997 r. w sprawie kwalifikacji zawodowych lekarzy, uprawniających do dokonania przerwania ciąży oraz stwierdzania, że ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety lub wskazuje na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
➞ treść rozporządzenia

In vitro

Do tej pory w Polsce brak jest formalnych przepisów regulujących możliwość zapłodnienia pozaustrojowego. Prace nad ustawą trwają od wielu lat i jak podawała niedawno wyborcza.pl, sprawa jest na wokandzie. Tymczasem 1 lipca 2013 r. ruszył rządowy program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, który ma trwać 3 lata. Warunkiem przystąpienia do Programu jest rozpoznanie bezwzględnej przyczyny niepłodności przez lekarza lub udokumentowane nieskuteczne leczenie w czasie nie krótszym niż 12 miesięcy oraz wiek kobiety poniżej 40 lat. Więcej o programie można przeczytać na invitro.gov.pl.
Projekt ten mógł powstać dzięki ustawie regulującej tworzenie indywidualnych programów lekowo-terapeutycznych:

Ustawa z dnia 27 sierpnia 2004 o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (link)
1. Programy zdrowotne mogą opracowywać, wdrażać, realizować i finansować ministrowie, jednostki samorządu terytorialnego lub Fundusz.
1a. Programy lekowe, o których mowa w art. 15 ust. 2 pkt 15, opracowuje minister właściwy do spraw zdrowia, a wdraża, realizuje, finansuje, monitoruje, nadzoruje i kontroluje Fundusz, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej. Do tych programów stosuje się przepisy ust. 2, 3, 8 i 9.

2. Programy zdrowotne dotyczą w szczególności:
1) ważnych zjawisk epidemiologicznych;
2) innych niż określone w pkt 1 istotnych problemów zdrowotnych dotyczących całej lub określonej grupy świadczeniobiorców przy istniejących możliwościach ich eliminowania bądź ograniczania;
3) wdrożenia nowych procedur medycznych i przedsięwzięć profilaktycznych.

2a. Ministrowie i jednostki samorządu terytorialnego przekazują projekt programu zdrowotnego celem jego zaopiniowania przez Agencję.

2b. Agencja sporządza opinię w sprawie projektu programu zdrowotnego w oparciu o kryteria, o których mowa w art. 31a ust. 1, w terminie 3 miesięcy od dnia otrzymania projektu tego programu.

3. Program zdrowotny może być realizowany w okresie jednego roku albo wielu lat.

4. W przypadku programów zdrowotnych realizowanych przez inne niż Fundusz podmioty, o których mowa w ust. 1, wyboru realizatora programu zdrowotnego dokonuje się w drodze konkursu ofert, z zastrzeżeniem odrębnych przepisów.

5. O przeprowadzeniu konkursu ofert, o którym mowa w ust. 4, podmiot, o którym mowa w ust. 1, ogłasza w swojej siedzibie i na swojej stronie internetowej co najmniej na 15 dni przed upływem wyznaczonego terminu składania ofert.

6. W ogłoszeniu, o którym mowa w ust. 5, określa się w szczególności:
1) przedmiot konkursu ofert;
2) wymagania stawiane oferentom, niezbędne do realizacji programu zdrowotnego;
3) termin i miejsce składania ofert.

7. W zakresie nieuregulowanym w ustawie do trybu przeprowadzenia konkursu ofert i zawarcia umów o realizację programu zdrowotnego stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące przetargu.

8. W przypadku programów zdrowotnych opracowywanych, wdrażanych, realizowanych i finansowanych przez Fundusz, dokonuje on wyboru realizatora programu zdrowotnego i zawiera z nim umowy, na zasadach i w trybie określonych dla umów zawieranych ze świadczeniodawcami.

9. Do wyboru realizatora programu zdrowotnego nie stosuje się przepisów o zamówieniach publicznych.

Eutanazja

Eutanazja jest jedynym tematem spośród wymienionych, co do którego ustawodawca nie pozostawił żadnych wątpliwości i marginesu do nadinterpretacji – jest ona nielegalna. Wspomina o niej Kodeks Karny:

Kodeks Karny (link)
§ 1. Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. W wyjątkowych wypadkach sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.

Równie jednoznaczny jest tutaj i KEL:

Kodeks Etyki Lekarskiej (link)
Lekarz nie może uczestniczyć w akcie pozbawiania życia, asystować w torturowaniu lub innym poniżającym traktowaniu człowieka. Nie może też wykorzystywać swej wiedzy i umiejętności dla ułatwienia stosowania jakichkolwiek form okrutnego postępowania.

Lekarzowi nie wolno stosować eutanazji, ani pomagać choremu w popełnieniu samobójstwa.

Spór o pietruszkę

Zróbmy małe podsumowanie: Deklaracja Wiary nie ma żadnej mocy prawnej i – jak sama nazwa mówi – jest deklaracją, informacją o czyiś poglądach / wyznaniu. Lekarz ma prawo odmówić leczenia korzystając z klauzuli sumienia bez względu na to, czy podpisał się pod nią, czy nie. Największe obawy pacjentów dotyczą tego, czy będą mieli dostęp do leków antykoncepcyjnych oraz zabiegów aborcji i in vitro. Zakładając zatem, że o ile ktoś nie chodzi po receptę na „pigułki” do okulisty, sprawa dotyczy przede wszystkim ginekologów. Na stronie Deklaracji zostały opublikowane ostatnio oficjalne statystyki. Według nich, do 3 czerwca Deklarację podpisało 3024 osoby z czego lekarzy ginekologów… 93. Tak, 93. Cała reszta to lekarze innych specjalności (lub bez specjalizacji), studenci medycyny i osoby zawodowo związane ze Służbą Zdrowia!Panika i oburzenie kobiet jest bezzasadna, a skala problemu – rozdmuchana Panika i oburzenie kobiet jest więc praktycznie bezzasadna. Powiem więcej – to właśnie dzięki Deklaracji Wiary potencjalne pacjentki będą wiedziały, do kogo nie warto iść, by nie marnować czasu.

Aborcję wykonuje się w szpitalu, i to z reguły odpowiednio dużym (o tzw. wysokim stopniu referencyjności). In vitro wykonuje tylko kilka klinik i jeśli ktoś zatrudnia tam lekarzy, dla których jest to nieetyczne to powinien się zatrudnić w Ministerstwie Zdrowia, będzie pasował. Eutanazja jest nielegalna, a operacje zmiany płci (i zapotrzebowanie na nie) to obecnie margines marginesu. Tak więc jedyne potencjalne perturbacje mogą być związane ze zdobyciem recepty na tabletki antykoncepcyjne / wczesnoporonne postkoitalne („awaryjne”), bo o te można się starać u lekarza rodzinnego (właściwie każdego lekarza). Jednak od razu uspokajam – lekarzy czynnych zawodowo jest ok 140 000 (łącznie z dentystami), więc spośród pozostałych 137 tys. znajdzie się ktoś, kto przepisze. No chyba, że pacjentka mieszka w Zadupiu Górnym, gdzie jedyny leczący lekarz właśnie wrócił z Jasnej Góry…

Monte Cassino

Deklaracja Wiary stała się kolejnym kryterium dzielącym kraj na Polską A i Polskę B. Są zwolennicy postawienia krzyża przed Pałacem Prezydenckim, są ludzie, którzy wierzą w teorię zamachu smoleńskiego. Są ludzie, którzy podpalają tęczę i ludzie, którzy maszerują w jej obronie. Teraz mamy kolejną, brand new linię demarkacyjną, prosto z Polski, bo to przecież nasza specjalność – dzielić, krytykować, narzekać. Robić burzę w szklance wody i spierać się, spierać długo i namiętnie, czy w sali przy ul. Wiejskiej ma wisieć krzyż czy nie… W przypływie zaćmienia mózgowego i nagłych tendencji masochistycznych zerknąłem w Internety i zacząłem czytać komentarze… włos się na głowie jeży. Nie zazdroszczę obecnym na liście lekarzom i w obawie o własne życie i dobra materialne sprawdziłem, czy nie podpisał się przypadkiem ktoś o moim nazwisku, coby mnie z nim pomylono nieopatrznie i wykonano samosąd. Takiej skumulowanej fali agresji i zgodnej nienawiści w stosunku do lekarzy nie widziałem od dawna. Żaden inny temat – zarobki, praca na kilku etatach, ba, nawet osławione kolejki tak nie zjednoczył ludzi przeciwko białemu personelowi.

Po raz kolejny media pokazały swoje prawdziwe oblicze i prawdę tyle oczywistą, co obrzydliwą – poczytność ponad faktami.Lepiej jednak pisać na pierwszych stronach, że Polska to chory kraj, ciemnogród i katoland bo 2% lekarzy przyznało, że zostało wychowanych według wartości, które wyznaje ponoć 95% ludzi w tym kraju Od pierwszego dnia opublikowania Deklaracji można było o niej napisać: „dokument został stworzony przez osobę, dla której jest on podsumowaniem jej życiowych wartości i został podpisany przez osoby, które i tak od dawna postępują zgodnie z nimi”. Lepiej jednak pisać na pierwszych stronach, że Polska to chory kraj, ciemnogród i katoland bo 2% lekarzy przyznało, że zostało wychowanych według wartości, które wyznaje ponoć 95% ludzi w tym kraju (jak wykazało badanie CBOS z 2011r.). I wdraża w życie słowa Jana Pawła II, którego tak wiele osób ponoć wielbi…

Strzał w stopę

Myślę, że stworzenie Deklaracji Wiary i jej masowe podpisywanie było ze strony naszego, lekarskiego, środowiska, błędem. Ale nie dlatego, że stoi w sprzeczności z moim światopoglądem – mi ona osobiście powiewa. Żyjemy ponoć w wolnym kraju, o czym musiał nam ostatnio przypomnieć nawet pan Obama i każdy może sobie deklarować co chce, jeśli jest to w granicach prawa. Możemy sobie pisać Manifesty Uwielbienia Czekolady, Deklaracje Przynależności do Kółka Różańcowego czy Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. A potem, dla oszczędności papieru… złożyć z nich samolocik lub zrobić zakładkę do książki. Nie, cała ta Deklaracja jest błędem, ponieważ nasze społeczeństwo nie jest na nią gotowe. Żyjemy w czasach, w których za szczyt oświecenia uznaje się bycie ateistą lub przynajmniej agnostykiem i krytykowanie rządu ze szwagrem przy wódce.

Poza tym nie podoba mi się jej treść. Zwłaszcza fragment „moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”. Jeszcze z tym pogrubieniem… jak tu się tego nie czepiać? Takie zdanie stoi w kontradykcji z istotą zawodu lekarza – to po kiego wała leczyć?! Po co reanimować, skoro człowiek ma już umówiony termin u św. Piotra? Jak dla mnie, to stwierdzenie stoi wręcz w sprzeczności z katolicyzmem i trąci predestynacją godną kalwinizmu… Żyjemy ponoć w wolnym kraju i każdy może sobie deklarować co chce, jeśli jest to w granicach prawa
Kolejna kwestia – „Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim”. Jeśli autorka ma na myśli Dekalog, to śpieszę, by uspokoić, że na szczęście ani polskie (ani nawet europejskie) prawo nie stoi z nim w sprzeczności – też zakazuje kradzieży, zabijania, składania fałszywych świadectw. Cudzołóstwa może i nie zabrania, ale raczej nie popiera.

Treść Deklaracji zbulwersowała nawet samo środowisko lekarskie do tego stopnia, że zaczęło ono się zrzeszać w proteście anty-Deklaracja. Na Facebooku powstał specjalny fanpage „Nie podpisuję Deklaracji Wiary Lekarzy!”, w którym manifestują „Pokażmy, że w Polsce są lekarze, którzy składali przysięgę przed Rektorem a nie Biskupem. Pokażmy, że nie rządzi nami Sumienie w Duchu Świętym, ale kierujemy się dobrem pacjenta i Kodeksem Etyki Lekarskiej!”.

Realne zagrożenia

Nie jestem zwolennikiem żadnej skrajności. Prywatnie jestem osobą wierzącą, ale uważam, że państwo powinno pozostać świeckie. Jak już wspomniałem, żyjemy w demokratycznym kraju i Konstytucja gwarantuje nam wolność poglądów, wyznania i zrzeszania się. Ktoś, kto podpisał Deklarację Wiary, nie stał się zagorzałym katolikiem w ostatnim kwartale. Z kolei przeraża mnie, tak – przeraża – siła reakcji alergicznej opinii publicznej i mediów. Tak jakby mało nam było konfliktów.

Jedna myśl pojawiała się w internetowych komentarzach nad wyraz często – lekarz MA wykonywać wszytko, póki pracuje za publiczne pieniądze. Boli mnie zwłaszcza to MA, bo nawet Deklaracja Wiary – pomimo swojej ułomnej treści – potrafi powiedzieć nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem”.
Załóżmy hipotetycznie, że za 20 lat zostanie w Polsce zalegalizowana eutanazja. Ja osobiście się z nią nie zgadzam. Jestem przeciwnikiem uporczywej terapii, ale nie chciałbym kogoś celowo zabijać. W świetle internetowych komentarzy będę zobligowany do zrobienia czegoś, czego wewnętrznie się brzydzę i nie chciałbym zrobić. W odpowiedzi usłyszę „To trzeba było sobie wybrać inny zawód”…

O nie, moi drodzy. Nie bez powodu mówi się, że profesja lekarza jest wolnym zawodem. I mam nadzieję, że takim pozostanie.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Komentarze na temat “Deklaracja wiary – deklaracja wojny?”:

  1. Świetny tekst! 🙂

    Jedyne co poprawibym na przyszłość w kontekście szerzenia zdrowych pogladów na kwestie związane z środkami jak Escapelle to nazywanie ich antykoncepcja awaryjna lub postkoitalna, a nie wczesnoporonna 😉

  2. Popieram przedmówcę – koniecznie trzeba się wystrzegać używania terminu „wczesnoporonne” w odniesieniu do antykoncepcji awaryjnej, bo niestety niektórzy tego nie rozróżniają, a później robi się z tego duży problem…

    1. hmmm ale też trzeba jasno podkreślać, że tego typu środki mają również zapobiegać implantacji jeśli dojdzie do powstania zarodka

  3. Bardzo przepraszam, ale lekarz / prawnik / pisarz itd. wykonuje wolny zawód tylko wówczas, gdy robi to na własny rachunek, a nie na rachunek pracodawcy (szpitala / przychodni / sądu czy innej instytucji). Więc jeżeli lekarz prowadzi własną praktykę li i jedynie, to w jej ramach może sobie ustalać własne zasady kierując się czymkolwiek, z poglądami religijnymi włącznie. Natomiast pracując w szpitalu państwowym (czyli z definicji świeckim) ma się kierować prawem państwowym i niczym więcej, a poglądy zostawia w szatni. Nikt nikomu nie zabrania stworzenia katolickiego szpitala, w którym będzie się uprawiać sztukę medycyny zgodnie z zasadami tego wyznania. Wyznaniowe szpitale / szkoły / domy starców itd. świetnie funkcjonują w całym cywilizowanym świecie i wszyscy wiedzą, czego się po nich spodziewać. Natomiast po państwowej (ergo świeckiej) instytucji spodziewam się neutralności światopoglądowej, a nie promowania konkretnej religii.
    A co do wyboru zawodu – w ramach zawodu lekarza istnieją specjalizacje, tak samo jak w innych zawodach. Jeżeli ktoś o bardzo intensywnych przekonaniach religijnych stoi przed wyborem specjalizacji, to nie wybiera takiej, która może stać w sprzeczności z jego sumieniem, i tyle. Od (przykładowo) kardiologa nikt nie będzie wymagać przepisywania środków antykoncepcyjnych, a dermatolog nie będzie mieć problemu dokonywania (lub nie) eutanazji. Nie ma obowiązku zostawania ginekologiem ani anestezjologiem – wolny wybór. Nie ma również obowiązku pracy w państwowym szpitalu czy państwowej przychodni. A w końcu… nie słyszałam o Świadku Jehowy, który by się pchał uporczywie na specjalizację z hematologii – czyżby oni mieli lepiej poukładane priorytety? Albo lepiej wiedzieli, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko?

    1. O ironio – nie jestem zwolennikiem Deklaracji Wiary, ale wystąpię w jej obronie, głównie z powodu komentarzy takich jak Twój.

      Może spróbujmy postawić sprawę inaczej – czy sędzia musi wydać nakaz eksmisji samotnej matce trójki dzieci, bo tego wymaga prawo? Czy może jednak znajdzie lukę w przepisach, by pomóc człowiekowi? Na tym polega wolny zawód, że kierujesz się swoim rozumem, a nie tym, co ktoś Ci karze – ponosząc tego konsekwencje oczywiście.

      A co jeśli kiedyś – hipotetycznie – wejdzie w życie prawo, że należy zabijać dzieci z wadami genetycznymi? Lekarze będą musieli to robić bez wahania? Brzmi śmiesznie? Radzę poczytać o Aktion T4 – to się wydarzyło niecałe 80 lat temu i było przeprowadzane przez lekarzy, a historia lubi, niestety, zataczać koło…

      „Natomiast pracując w szpitalu państwowym (czyli z definicji świeckim) ma się kierować prawem państwowym i niczym więcej, a poglądy zostawia w szatni. „ – tak jak wytłumaczyłem w tekście – Deklaracja Wiary nie stoi w sprzeczności z prawem polskim, co nie każdy chyba przyjmuje do wiadomości. Zgodnie z art. 39 ustawy o zawodzie lekarza, ma on prawo odstąpić od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem.
      Z jednej strony mówimy o odczłowieczaniu medycyny i upadku etyki lekarskiej, z drugiej oczekuje się od lekarza chłodnego
      profesjonalizmu wyzbytego własnego „ja”.

      „Od (przykładowo) kardiologa nikt nie będzie wymagać przepisywania środków antykoncepcyjnych, a dermatolog nie będzie mieć problemu dokonywania (lub nie) eutanazji. „ – kardiolodzy przepisują tabletki antykoncepcyjne, znam też dermatologa, który pracuje w pogotowiu i stwierdza zgony – wybór specjalizacji nie ogranicza lekarza w jego uprawnieniach i… obowiązkach.

      Poza tym najważniejsze – spór jest o nic, bo zawsze można się zgłosić do innego lekarza.

  4. Pozwolę sobie na włączenie się do dyskusji. Zgadzam się poniekąd z komentarzem Izy. Jeśli, dajmy na to ginekolog, ma problemy z przepisywaniem doustnej antykoncepcji czy antykoncepcji awaryjnej i otwarcie się do tego przyznaje to nie powinien przyjmować w ramach darmowych wizyt kontraktowanych przez NFZ. Jeżeli ktoś umawia się na wizytę, reorganizuje sobie czas, bierze wolne w pracy i słyszy, że nie dostanie przedłużenia recepty na tabletki, bo to grzech to, przepraszam bardzo, ma prawo czuć się oszukany i wk.. zirytowany. I państwo nie powinno dopuszczać do tego typu sytuacji. Na mówienie, że „można iść do innego lekarza” jest miejsce w sektorze prywatnym.
    Powiem więcej, będąc, poniekąd, na usługach świeckiego państwa należy postępować zgodnie ze świeckim prawem. Dura lex, sed lex. Jak ktoś tego prawa nie akceptuje to nie powinno być dla niego miejsca w państwowej służbie zdrowia.

    Pozdrawiam!

  5. „Czy sędzia musi wydać nakaz eksmisji samotnej matce trójki dzieci, bo tego wymaga prawo?” – tak, musi, ale dopiero po stwierdzeniu, że zaoferowano jej (a nie skorzystała) z możliwości pomocy / innego sposobu uregulowania swojej sytuacji. Prawo nie jest bezduszne, bywa tylko źle stosowane.

    „Na tym polega wolny zawód” – w odróżnieniu od adwokata czy notariusza, zawód sędziego nie jest zawodem wolnym, bo sędzia nie wydaje wyroków na własny rachunek, tylko na rachunek zatrudniającego go sądu. Zaś w epoce szpitali / przychodni zawód lekarza zawodem wolnym BYWA (w PPL), a nie JEST.

    „Zgodnie z art. 39 ustawy o zawodzie lekarza, ma on prawo odstąpić od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem.” – owszem, to fakt, który jednak nie musi mi się podobać. Ale nie jest powiedziane, że taka odmowa nie może skutkować utratą pracy w konkretnym szpitalu. Nie może jedynie skutkować utratą uprawnień jako takich, z czym się całkowicie zgadzam. Jestem jak najbardziej za tworzeniem wyznaniowych instytucji (około)medycznych, zatrudniających lekarzy o konkretnych poglądach i przyciągających takich samych pacjentów. I wszyscy byliby happy. Bo póki co, pod rządami tegoż art. 39 pacjenci są oszukiwani – zgłaszają się do świeckiej instytucji, która okazuje się de facto instytucją wyznaniową. Że mogą zgłosić się gdzie indziej? Jasne, o ile nie mieszkają „daleko od szosy” lub stać ich organizacyjnie i finansowo na dalekie wyjazdy. Co NIE dotyczy jakiejś 1/5-1/4 narodu. Ja to nazywam dyskryminacją (jak widać, również światopoglądową) ze względu na miejsce zamieszkania i/lub status finansowy, nie wiem, jak Ty…

    „Znam też dermatologa, który pracuje w pogotowiu” – no bardzo przepraszam, a jaka jest jego realna przydatność w tym pogotowiu??? Pogotowie, póki co, nie obsługuje przypadków ostrej wysypki, o ile wiem… Za to kolejki do dermatologów robiących dokładnie to, czego ich długo i starannie uczono, są dosyć długie. Kolejny bezsens systemu.

    1. Wspomniany dermatolog radzi sobie w pogotowiu całkiem nieźle – może nie tak dobrze, jak specjalista anestezjologii, ale wystarczająco, by uratować ludzkie życie. Skoro nikt go jeszcze z owego pogotowia nie zwolnił, znaczy to, że: a) daje radę b) lepszego w okolicy nie ma, co w efekcie na to samo wychodzi. Bezsensem systemu jest nowy przepis, który wchodzi w życie za kilka lat, wg którego w pogotowiu będzie mógł pracować tylko specjalista medycyny ratunkowej (lub lek. w trakcie specjalizacji) – obecnie jest ich kilkaset, co sprawia, że długo jeszcze nie będą w stanie wypełnić luki, którą tworzy wspomniany przepis…

      Ad rem. Rozumiem Twoje argumenty, chociaż z częścią z nich się nie zgadzam. Jeśli dobrze rozumiem, uważasz, że jeśli lekarz pracuje w szpitalu państwowym, ma obowiązek wykonać wszelkie przewidziane prawem „usługi”. Jak już powiedziałem, jest art, 39 i nie mus. Jak powiedziała koleżanka piętro wyżej – Dura lex, sed lex. Natomiast absolutnie zgadzam się, że przypadek KONKRETNEGO lekarza nie powinien być ekstrapolowany na CAŁY szpital. A co za tym idzie – ordynator oddziału położnictwa / ginekologii powinien być możliwie jak najbardziej neutralny w poglądach – bo gdy on jest skrajnie nastawiony do danej procedury (np. nie uznaje aborcji), to trudno jest się przełamać innym „szeregowym” lekarzom – i w ten sposób tworzą się całe Szpitale nie uznające aborcji czy tabletek.
      Jak dla mnie Deklaracja Wiary jest OK, jeśli jest zbiorem podpisów pojedynczych osób, a nie lobby środowiska katolickiego do zaostrzania przepisów. Gdybym był ginekologiem (robię spec. z onkologii), wykonywałbym aborcję. Ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że lekarz musi. Musi tylko to, co mówi art. 30 – działać w sytuacjach zagrożenia życia / ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W innych przypadkach nic nie musi – może.

      I tu dochodzimy do sedna sprawy, o którym mam wrażenie mówisz Ty i mówię ja, ale z dwóch różnych stron – żyjemy w wolnym kraju, mamy kapitalizm. Ty mówisz, żeby lekarze zrzeszali się w kółka różańcowe – ok, pewnie kiedyś tak będzie. A ja mówię, niech robią co chcą (zgodnie z art, 69 i 30 u.o.z.l. oczywiście) a rozliczy ich pracodawca – na co mu lekarz, który odmawia co drugiego zabiegu? Niech idzie szukać szczęścia gdzie indziej. Dlatego uważam, że Twój gniew i protest – poniekąd słuszny – powinien być skierowany do dyrektorów konkretnych placówek, które de facto stały się wyznaniowe, a nie do sumienia lekarzy, którego i tak nie zmienisz.

  6. Problem w tym, że pracodawca nie może rozliczyć lekarza „odmawiającego wykonania co drugiego zabiegu”, bo prawo – a konkretnie funkcjonowanie w nim klauzuli sumienia – skutecznie mu to uniemożliwia. Odmawianie wykonywania zabiegów na podstawie klauzuli sumienia nie jest w żaden sposób karalne ani ograniczane ilościowo, zatem w świetle prawa pracy nie może być podstawą zwolnienia. Zwolniony z tego tytułu lekarz wygrałby w każdym sądzie pracy. I w ten sposób mamy placówki formalnie świeckie, a de facto wyznaniowe, o czym pacjent nie jest uprzedzany do momentu, kiedy nie bardzo ma drogę odwrotu. Gdyby istniały placówki oficjalnie wyznaniowe, państwo miałoby obowiązek zorganizować równoległe placówki świeckie dla zabezpieczenia równego dostępu do usług medycznych. A przy panującej obecnie hipokryzji, państwo nic nie musi, za to prawa pacjenta są w czarnej d***.

  7. P.S. To samo zresztą dotyczy procedury konkursu na stanowiska ordynatorskie. Skrajne poglądy na temat aborcji, uporczywego leczenia itd. nie stanowią żadnej przeszkody prawnej do pełnienia funkcji ordynatora, znowu na podstawie niczym nieograniczonej klauzuli sumienia. O skutkach napisałeś sam, nie ma potrzeby powtarzać.

  8. Drodzy państwo,
    sprowadzenie dyskusji do klauzuli sumienia i przepisywania leków antykoncepcyjnych/aborcji jest zideologizowaniem dyskusji. Problem jest znacznie szerszy i nie zawsze dotyka spraw religijnych, a już na pewno nie wyłącznie katolików!

    W różnych kręgach kulturowych, różne są jej zastosowania. Zdarzają się przeciwnicy niektórych zabiegów np. cesarskich cięć na żądanie, czy lekarze nie zgadzający się z obecnymi kryteriami śmierci mózgowej. W Indiach problemem jest transplantacja narządów od dawców innych niż rodzina. Także inne religie borykają się ze swoimi problemami- muzułmanie z badaniem osób płci przeciwnej, w szintoizmie problemem są sekcje zwłok. Na naszym gruncie bardziej nagłośnione są problemy z procedurą in vitro, czy eutanazją, ale warto pamiętać, że klauzula sumienia gwarantuje lekarzowi wolność również w wielu innych przypadkach!

    Oczywiście należy zrozumieć, trudności jakie pacjent podejmuję przy wizycie u lekarza np. dzień wolnego. W moim odczuciu nie może to być jednak podstawą do łamania sumienia żadnemu lekarzowi. Sprowadzając dyskurs na poziom praktyczny- wiedza o przekonaniach danego lekarza w konkretnym szpitalu czy przychodniu bardzo szybko staje się wiedzą powszechną wśród pacjentów i te problemy rozwiązują się same. Ponadto należy pamiętać o skali! Problem dotyczy niewielkiej ilości zabiegów/recept i niewielkiej ilości lekarzy.

    Nie są w żaden sposób gwałcone prawa pacjenta i dziwię się, że lekarze mogą tak na to patrzeć. Pomysły tworzenia wyznaniowych ośrodków są absurdalne choćby z powodów opisanych powyżej. Chyba tylko zacietrzewieniu można przypisać, że autorzy takich pomysłów nie widzą nic złego w stygmatyzacji części środowiska do którego nieuchronnie by to doprowadziło. Najlepszym przykładem jest histeryczna reakcja opinii publicznej na deklarację wiary.

    Mogę się przyłączyć do apelu żeby przestrzegać prawa, nawet jeśli jest ono surowe! W obecnym porządku prawnym klauzula sumienia jest jego częścią!

    Państwo również bardzo chętnie tworzycie zlepkę państwowy=świecki. Nie jest to tożsame. Na całym świecie znajdują się różne porządki prawne, część z nich nieodłącznie związana z religią! Nawet w Polsce sytuacja nie jest tak jednoznaczna jak chciałaby część opinii publicznej, wystarczy zapoznać się z Konstytucją i Konkordatem.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!