Zasłona dymna

W pewnym sensie można powiedzieć, że oliwy do ognia przeciwników „Deklaracji Wiary”
dolała sprawa profesora Bogdana Chazana, ginekologa-położnika[1], dyrektora szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie (znanego bardziej ze swojego adresu, ul. Madalińskiego).
A właściwie pani Agnieszki, jego pacjentki, u której dziecka wykryto nieuleczalne wady pozwalające dokonać legalnej aborcji, której profesor odmówił (opisuje to m.in Gazeta Wyborcza). O ile sama odmowa, w świetle ustawy o zawodzie była legalna, to niewskazanie pacjentce innego lekarza / placówki, gdzie pacjentka mogłaby wykonać zabieg, można uznać za niewywiązanie się z prawnego obowiązku.

Zamieszanie wokół profesora Chazana

Początki

Mimo, że poglądy profesora Chazana są niezmienne od lat i nigdy ich nie ukrywał, sprawa urosła nagle do kolejnego, jak w przypadku tęczy na placu Zbawiciela, konfliktu polsko-polskiego.Cała sytuacja była iskrą, która wyzwoliła istną reakcję łańcuchową. Mimo, że poglądy profesora Chazana są niezmienne od lat i nigdy ich nie ukrywał, sprawa urosła nagle do kolejnego, jak w przypadku tęczy na placu Zbawiciela, konfliktu polsko-polskiego.
Kilka dni później okładki znanych tygodników i gazet krzyczą: „Deklaracja braku sumienia”, „Przychodzi Polka do Doktora Sumienie”, „Prof. Chazan, żywy przykład lekarskiego talibanu?”, „To nie szpital prywatny” – to tylko niektóre tytuły, które mówią same za siebie.

Prowokacje

Tak zaczyna się istne polowanie na czarownice. Do prof. Chazana i do kilku innych lekarzy z „listy jasnogórskiej” zgłaszają się również „Aniołki Newsweeka”. W ramach dziennikarskiej prowokacji, podszywając się pod pacjentki proszące o wszystko, czego otwarcie zadeklarowali się odmawiać. Od razu rozładuję napięcie związane z tym iście hitchcock’owskim suspensem – lekarze odmówili.
Generalny przekaz wspomnianych tekstów jest raczej jednoznaczny i mówi o bezduszności lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia oraz łamaniu przez nich prawa, gdy odprawiają swoje pacjentki z kwitkiem, bez wskazania miejsca, gdzie mogłaby uzyskać pomoc.

Artykuły, jak to przeważnie ma miejsce w tygodnikach społeczno-politycznych, na 3-4 stronach próbują wyjaśnić problem trapiący powojenną Polskę i dzielący nas od dziesięcioleci.Artykuły, jak to przeważnie ma miejsce w tygodnikach społeczno-politycznych, na 3-4 stronach próbują wyjaśnić problem trapiący powojenną Polskę i dzielący nas od dziesięcioleci. W przypadku Newsweek’a mamy nawet podsunięte gotowe półrozwiązanie w postaci wytłuszczonego cytatu „Jeśli teraz nie zareagujemy, jeśli pozwolimy lekarzom, by bojkotowali prawo, możemy dojść do sytuacji, w której nie będzie miał już nas kto ratować”. Czyli, jak zwykle – „Ech, ci wstrętni lekarze”. Dopiero pod koniec artykułu zdałem sobie sprawę, że już wcześniej miałem styczność z podobną narracją i doborem interlokutorów…

Chwilę zajęło mi odgrzebanie archiwalnego numeru Newsweeka ze stycznia br., który ówcześnie wylewał pomyje na środowisko lekarskie przy okazji „ujawnienia” wysokich zarobków lekarzy (wartość merytoryczną tegoż reportażu pozwoliłem sobie skrytykować w tekście „Ach, te pazerne konowały…”). Tak, o pomyłce nie mogło być mowy – autorem obu tekstów jest ta sama osoba, pani Anna Szulc.
Pani redaktor wyraźnie musi mieć jakiś zatarg osobisty z lekarzami, bo nie jest to pierwszy raz, kiedy odmawia w naszej intencji swoje Gorzkie Żale pod postacią słabo skrywanego cynizmu obecnego w jej tekstach… Albo po prostu redakcja Newsweeka dobrze jej płaci za mieszanie z błotem naszego środowiska.[2]

Trial by combat

Od momentu nagłośnienia tej sprawy nazwisko Profesora jest na ustach wszystkich – za dowód niech posłuży wykres ilości zapytań hasła „Chazan” w wyszukiwarce Google:
chazan
Ta nagła popularność doktorowi jednak nie służy, gdyż opinia publiczna w większej części łaknie jego krwi. Pojawiają się zarzuty łamania prawa (niewskazanie innego lekarza, który mógłby wykonać procedury, które dla prof. Chazana stoją w sprzeczności z jego sumieniem) oraz podporządkowywania polityki całego szpitala podług własnej moralności. W tej sprawie została nawet wszczęta, na wniosek Prezydenta m.st. Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz, formalna kontrola. Sam zainteresowany obecnie zajmuje się głównie udzielaniem wywiadów i walką o dobre imię. Zdążył już udzielić wywiadu pt. „Recepta na sumienie” w Polityce #24/14 oraz w Dużym Formacie z 11.06.2014 pt. „Nie znam lekarza, który wykonuje aborcje”.

Dla każdej historii pacjentki, której odmówiono aborcji / recepty na antykoncepcję, powstaje kontr-historia szczęśliwej matki, wdzięcznej, że lekarz nie namawiał jej na aborcję. W trakcie gdy feministki, ugrupowania lewicowe i liberalne spisują już swój Malleus Maleficarum, Młot na Czarownice, inne organizacje: katolickie, prawicowe, pro-life, a także część niezależnych dziennikarzy, lekarze i ludzie mediów ślą swoje głosy poparcia.
Dla każdej historii pacjentki, której odmówiono aborcji / recepty na antykoncepcję, powstaje kontr-historia (np. opowieść pani Moniki) szczęśliwej matki, wdzięcznej, że lekarz nie namawiał jej na aborcję.
W wywiadzie z Rzeczpospolitą Protagonista całego zamieszania demaskuje przekłamania, do jakich dopuściły się redaktorki Magdalena Rigamonti (Wprost) i Anna Szulc (Newsweek), wspominając m.in o pewnym istotnym szczególe, o którym redaktor Newsweeka „zapomniała” nadmienić:

Wykonane zostało badanie USG, z którego wynikało, że jest już ciałko żółte w jajniku, a więc zajście w ciążę poprzedniego dnia nie było możliwe, mimo pęknięcia prezerwatywy.

…który zasadniczo neguje całą potrzebę sięgania po tabletkę „72 po”, no ale po co wspominać o takim niewygodnym fakcie?

Afirmacje płyną również od celebrytów. Cezary Pazura pisze na swojej facebookowej stronie:

Jesteśmy świadkami świadomego przeciągania opinii publicznej przeciw uczciwości, zdrowemu rozsądkowi, sumieniu, przeciw autorytetom, wiedzy i kompetencji. Profesor Chazan nikogo nie obraził, służył pomocą większą, niż kto inny mógł oferować. Diagnoza tego przypadku manipulacji jest jedna: zamiast stawiać pomniki takim ludziom jak Profesor, zaczynamy do nich strzelać.

Jak więc widzimy, walka wciąż trwa, a profesor Chazan stał się po prostu jej symbolem – bo każda idea potrzebuje twarzy[3]. Mam tylko niepokojące wrażenie, że ludzie powoli zapominają, że nie jest to spór o moralność pana profesora. Ba, nie jest to nawet spór o zasadność Deklaracji Wiary czy moralność tego czy innego lekarza – bo tego po prostu nie powinno się kwestionować. Wszystko rozbija się o legalność aborcji / tabletek antykoncepcyjnych / in vitro i realną dostępność tych procedur.

O aborcji (znowu) słów kilka

O prawnych uwarunkowaniach wspomnianych procedur pisałem już w swoim artykule „Deklaracja Wiary – deklaracja wojny?”. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na ich „historyczny” aspekt.

Hipokryzja

Jak już wcześniej zauważyłem, w obecnym dyskursie polityczno-światopoglądowym panuje pewna dychotomia. Wręcz hipokryzja. Wg raportu CBOS z 2011 r. 95% Polaków deklaruje, że są katolikami. Nie wierzę, żeby obecny hałas w mediach tworzyło pozostałe 5% społeczeństwa. Tak samo jest z postacią Papieża – Polaka, Jana Pawła II. Niby wszyscy go kochają, wielki człowiek, Abba Ojcze, kremówki po maturze, ale chyba niewielu pamięta, że był on zagorzałym przeciwnikiem aborcji i – gdyby od niego to zależało – zabroniłby jej całkowicie. Tak wypowiada się o niej w Evangelium vitae:

Z pokorą i ufnością otwórzcie się na pokutę (…) i z pomocą życzliwych wam i kompetentnych osób, będziecie mogły uczynić swoje bolesne świadectwo jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia.

Nawet jeśli uznać, że duża część z polskich katolików to tzw. „niepraktykujący”, wciąż za fakt należy uznać, że nauki kościoła katolickiego obecne są w naszej kulturze, tradycji, wychowaniu. W takim razie nie rozumiem, czemu tak wielkie oburzenie wywołuje przyznanie się przez niektórych lekarzy, że mają zamiar postępować wg zasad, które zostały im wpojone? To jakby mieć pretensje do muzułmanki, że nosi hidżab[4].

Alergia społeczeństwa

Pozwólcie, że odwrócę sytuację i przypomnę, co działo / dzieje się z lekarzami, którzy nie mają moralnych problemów i wykonują zabiegi aborcji. Problem jest całkiem zgrabnie opisany w (niespodzianka) styczniowym Newsweeku.
Oto kilka wypowiedzi z artykułu opisującego polskie podziemie aborcyjne:

„(…)Są regiony w naszym kraju, całe duże miasta, w których nie znajdzie się ani jednego lekarza na tyle odważnego, by zgodził się przeprowadzić legalną aborcję.(…)

– Odmawiają. Wcale się nie dziwię – mówi prof. Romuald Dębski, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii Szpitala Bielańskiego. – Nierzadko trafiają tu pacjentki, którym w innych szpitalach odmówiono. Są potężne naciski ze strony Kościoła, lekarze boją się, że będą mieć pod oknami pikiety, transparenty, zdjęcia rozkawałkowanych płodów.”

Bratkowskiej puściły nerwy. Gdy została zaproszona do programu „Tak czy nie” w Polsat News i posadzona na wprost posła Jacka Żalka, nie wytrzymała. On opowiadał, jak to dobrze, że przepisy będą ostrzejsze. A ona na to: „Otóż jestem w ciąży, zamierzam przerwać. Proszę, aby pan doniósł na mnie”.

Rozpętała burzę. Szczególnie po tym, gdy ogłosiła, że dokona aborcji w wigilię Bożego Narodzenia. W internecie pojawiły się żądania: „Kara śmierci za aborcję! Bratkowska do uśpienia!”. I wyzwiska: „Żałosna idiotka!”, „Potwór!” „Morderczyni!”. Ktoś złożył doniesienie do prokuratury. Zaczęły się modły w intencji jej nienarodzonego dziecka. Rodzina, znajomi prosili, żeby sama z domu nie wychodziła, bo jeszcze ktoś ją zaatakuje.

– A chciałam tylko pokazać absurd sytuacji w naszym kraju – tłumaczy Bratkowska. – Już teraz mamy jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie ustaw dotyczących aborcji, ale co z tego? Czy kogoś obchodzi, jaki jest tego skutek?

Jak więc widać, nasze społeczeństwo nie pozwala nudzić się lekarzom. Współcześni ginekolodzy znajdują się między młotem a kowadłem i z każdej strony mogą równie mocno oberwać po głowie. Jeśli chcecie zmienić lekarzy, zacznijcie od społeczeństwa… czyli siebie samych.

Realne możliwości

Ginekolodzy znajdują się między młotem a kowadłem i z każdej strony mogą równie mocno oberwać po głowie.Jednocześnie, mówiąc trochę nieelegancko, „dla chcącego – nic trudnego”. Newsweek (znowu!) z 2011 roku opisuje sposoby, jak dotrzeć do lekarza, który wykona aborcję – również tą nielegalną.
Nie dalej jak kilka dni temu w jednej z darmowych, rozdawanych na ulicy gazetach, znalazłem, mimo że jakoś szczególnie nie szukałem, ogłoszenie – „Ginekolog – wszystkie usługi, pełna dyskrecja [tu numer telefonu]” – zachodzę więc w głowę, czy naprawdę warto gnębić tych 93 ginekologów, którzy podpisali Deklarację Wiary? A może po prostu zmienić wreszcie prawo?

Druga strona medalu

No właśnie – prawo. Wszystko od niego się zaczyna i na nim kończy. Opinia publiczna zdaje się albo nie rozumie, albo zapomniała, że to nie z lekarzami powinna toczyć te epickie bitwy – bo ich sumienia nie zmieni (a na pewno nie w ten sposób) – lecz z ustawodawcą. Profesor Chazan jest oskarżany o złamanie prawa nie wskazawszy pacjentce lekarza / placówki, gdzie mogłaby wykonać aborcję. Tłumaczył później, że podanie alternatywy wciąż stoi w sprzeczności z jego sumieniem. Argument ten został potem skomentowany przez Rzecznika Praw Obywatelskich, który przyznał, że to nie lekarz, lecz administracja szpitala powinna wskazywać takową alternatywę dla pacjentki. Problem polega jednak na tym, że profesor Chazan jest jednocześnie… dyrektorem szpitala, znajduje się więc na z góry przegranej pozycji.

Czy doszło do naruszenia przepisów – ma to rozstrzygnąć komisja, nie można więc nic oficjalnie powiedzieć. Ja jednak nie mam żadnych wątpliwości, że doszło – wystarczy przeczytać wywiady z profesorem. Tak na prawdę obecne pytanie brzmi: Czy profesor Chazan powinien zostać dyscyplinarnie zwolniony przez prezydenta miasta, Hannę Gronkiewicz-Waltz?Bo są też inne fakty, już trochę rzadziej powtarzane. Obecnie szpital przy ul. Madalińskiego ma 2x mniejszą częstość zgonów okołoporodowych niż w całej Polsce, pozyskał z UE kilkudziesiąt milionów złotych na modernizację i potroił w ciągu ostatniej dekady roczną liczbę porodów
Sądzę, że w całym tym zamieszaniu właśnie o to chodzi – jest kilka osób zainteresowanych przejęciem funkcji dyrektora szpitala im. św. Rodziny. Bo są też inne fakty, już trochę rzadziej powtarzane. Obecnie szpital przy ul. Madalińskiego może się pochwalić dwa razy mniejszą częstością zgonów okołoporodowych niż w całej Polsce, pozyskaniem z Unii Europejskiej kilkudziesięciu milionów złotych na modernizację i zwiększeniem w ciągu ostatniej dekady liczby porodów z ok. 1400 do 4500 rocznie, liczby operacji dwukrotnie, a liczby porad ambulatoryjnych czterokrotnie. Nic więc dziwnego, że prof. Chazan został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi. Jest więc co ugryźć. I co / kogo zniszczyć.

Moim osobistym zdaniem rozwiązanie konfliktu powinno być następujące:

  • Profesor Chazan nie powinien zostać zwolniony, jednak powinna mu być udzielona oficjalna reprymenda.
  • Należy skończyć z pokutującą w środowisku lekarskim polityką Eminence Based Medicine[5] – poglądy dyrektora szpitala / ordynatora oddziału nie mogą rzutować na decyzje pracujących tam lekarzy. Jeśli w szpitalu im. św. Rodziny pracują lekarze zdolni do wykonywania aborcji, to powinni mieć możliwość jej przeprowadzania.
  • Jeśli prof. Chazan nie zgodzi się na ww. warunki – wtedy powinien zrezygnować / zostać odwołany ze stanowiska.
  • Trybunał Konstytucyjny powinien ostatecznie rozsądzić, czy lekarz, który stoi w konflikcie sumienia, jest zobligowany do przedstawienia pacjentowi (pacjentce) konkretnej alternatywy, czy obowiązek ten stoi po stronie administracji szpitala.
  • Ustawodawca powinien jasno doprecyzować, czy powołując się na klauzulę sumienia można odmówić wystawienia recepty
  • Powinna powstać oficjalna lista ośrodków, w których kobieta nie napotka problemów z przeprowadzeniem legalnej aborcji (oczami wyobraźni już widzę tam pikiety aktywistów pro-life…)

Istota sprawy

Być może to, co powiem, zabrzmi jak spiskowa teoria dziejów rodem z X-files czy filmu z Melem Gibsonem z 1997 r., ale czy nie zastanawialiście się, dlaczego „afera” z Deklaracją Wiary i profesorem Chazanem „wypłynęła” dopiero teraz? Manifest Katolicki został złożony na Jasnej Górze w marcu br., a poglądy i praktyki prof. Chazana znane są od wielu, wielu lat.

Poziom zaufania społecznego do lekarza, jako grupy zawodowej, spadł z 85% w 2003 r. do 58% (sic!) w 2013 r – mniejsze zaufanie wykazują jedynie Rosjanie (50%). Tymczasem w Finlandii i Portugalii zaufanie do lekarzy sięga 90%… Nikt mi nie wmówi, że w ciągu ostatnich 10 lat poziom polskiej medycyny uległ tak gwałtownemu pogorszeniu, jak oceniają to pacjenci.Nie będzie przesadą stwierdzenie, że media od kilku lat sumiennie starają się zburzyć zaufanie do zawodu lekarza. Byłem tego naocznym świadkiem. Gdy kilka lat temu szedłem na studia, zawód lekarza uważany był powszechnie za prestiżowy. Owszem, mówiło się, pół żartem-pół serio, że chirurdzy piją, żeby im się ręce nie trzęsły, interniści podszczypują pielęgniarki na dyżurach, no i że nie wypada iść do doktora bez dobrego koniaku – ale były to mimo wszystko głosy rzadkie i powtarzane bez większego przekonania. Przez kolejne lata widziałem, jak wizerunek lekarza jest stopniowo mieszany, następnie wgniatany w błoto – pijana lekarka tu, zaszyty skalpel tam. Ja nie dyskutuję, że to się nie działo (chociaż najnowszy numer Dziennik Gazeta Prawna w artykule „Jego Wysokość Pacjent” demaskuje wiele nieprawdziwych zarzutów stawianych przez pacjentów). Ale w takim razie pytam – gdzie dobre informacje? Wiadomo, to media – nic nie sprzedaje się lepiej niż tragedia… Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo, kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym kapaniem.
Tak oto poziom zaufania społecznego do lekarza, jako grupy zawodowej, spadł z 85% w 2003 r. do 58% (sic!) w 2013 r.

źródło: mp.pl
źródło: mp.pl

Jak wynika z badania „European Trusted Brands”, które we wrześniu i październiku 2013 r. przeprowadził miesięcznik „Reader’s Digest”, mniejsze zaufanie wykazują jedynie Rosjanie (50%). Tymczasem w Finlandii i Portugalii zaufanie do lekarzy sięga 90%, w Austrii wynosi 87%, a w Szwajcarii – 85%. W badaniu wzięli udział respondenci z 10 krajów, w sumie 17,6 tys. osób.

European Trusted Brands / Reader’s Digest / Tarsago Polska Sp. z o.o. / www.markigodnezaufania.pl
European Trusted Brands / Reader’s Digest / Tarsago Polska Sp. z o.o. / www.markigodnezaufania.pl

Nikt mi nie wmówi, że w ciągu ostatnich 10 lat poziom polskiej medycyny uległ tak gwałtownemu pogorszeniu, jak oceniają to pacjenci. Na pewno zmieniły się relacje, na pewno zmieniły się warunki – lekarze mają więcej pracy, więcej biurokratycznych obowiązków i mniej czasu dla pacjenta. Mniej czasu, żeby z nim porozmawiać i zyskać jego zaufanie. Ale to tylko jeden element układanki.

Szach mat

Deprecjonowanie środowiska lekarskiego leży w głębokim interesie Rządu, wszystko jedno, którego ugrupowania politycznego. Zgodnie ze starą maksymą, divide et impera, dziel i rządź, gdy środowisko jest podzielone i zajęte wewnętrznymi konfliktami, jest zbyt słabe, by przeciwstawić się władzy, gdy ta nakłada na nie jarzmo kolejnych obowiązków.
Tak o problemie pisze w liście otwartym Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL:

Popierając dzisiaj rząd w walce z niezależnością i nadrzędnością etyki i sumień lekarskich nad prawem stanowionym, lekarze (i wszyscy inni) pozbawiają się prawa, aby jutro czynnie zaprotestować przeciwko najbardziej nawet amoralnym rozwiązaniom w ochronie zdrowia, które wprowadzą rządzący.
[Politycy] Muszą też przekonać społeczeństwo, że lekarz, który kieruje się sumieniem jest zagrożeniem dla chorego i jego największym wrogiem, a największym gwarantem bezpieczeństwa pacjenta jest „prawo ludzkie” stanowione przez rządzących.

Pewną próbkę realizacji scenariusza, w którym lekarze mieli posłusznie wykonać zaplanowane przez rządzących działania (…) mieliśmy ponad 2 lata temu. Wprowadzono wówczas ustawę o refundacji leków i nowe zasady wypisywania leków refundowanych. Lekarze zbuntowali się, uznając, że niektóre przepisy prawa stanowionego są krzywdzące dla pacjentów i dla nich samych oraz łamią podstawowe zasady etyczne (jak np. proporcjonalność kary do winy, czy równy dostęp chorych do leków). Ówczesna „akcja pieczątkowa” lekarzy, polegająca na niezaznaczaniu odpłatności za lek, była w istocie takim grupowym skorzystaniem z klauzuli sumienia. Jak wykazały badania opinii społecznej – większość społeczeństwa podzieliła wówczas stanowisko lekarzy, co zapewne rządzący wzięli pod uwagę i uznali, że potrzeba bardziej intensywnej „tresury” lekarzy i społeczeństwa w tym zakresie. Dzisiejszy atak na prof. Chazana i podważanie tego, że zasady etyczne są ważniejsze niż prawo stanowione jest taką właśnie „tresurą”, jest tworzeniem „nowego lekarza”, funkcjonariusza państwa, podporządkowanego całkowicie i bezrefleksyjnie władzy. Taki nowy lekarz już niedługo może być bardzo rządzącym potrzebny, bo bankructwo publicznej służby zdrowia jest oczywistym faktem.

Z kolei w najnowszym (114/2014) wydaniu Dziennika Gazeta Prawna dodaje:

(…)A ministerstwo szczuje, podżega jeszcze ten konflikt – ocenia Bukiel. – Lekarz jest dziś tym, kim był w PRL sprzedawca mięsa. Temu, że system jest niewydolny, że nie ma pieniędzy, że pacjenci czekają w kilometrowych kolejkach, ktoś musi być winien. Kto? Lekarz. Tak jak za komuny brakowi mięsa w sklepach winien był sprzedawca. To o tyle wygodne dla resortu, że osłabia pozycję przetargową tej grupy zawodowej w rozmowach ze stroną rządową, np. o podwyżkach. Bo po co słuchać nieuków i przestępców?

Zapewne sam bym sobie postawił rozpoznanie z grupy F22 i posądził się o ostre zaburzenia urojeniowe, ale tak się składa, że wszystko układa się w logiczną całość (tak, wiem, schizofrenicy też tak mówią). Zamiast pogrążać siebie może więc znów przytoczę dr Bukiela i zacytuję końcówkę jego listu otwartego:

Czy to przypadek, że obecny atak na niezależność (sumień) lekarzy ma miejsce w czasie, gdy rząd ogłasza właśnie projekt „prawa stanowionego” w zakresie „pakietu kolejkowo-onkologiczego”, którego istotę oddał niedawno pan Premier w następujących słowach: „Opór lekarzy będzie spory. Czeka nas twardy bój, bo chcielibyśmy uzyskać od nich gotowość do bardziej intensywnej pracy za te same pieniądze”.

W nr 6/2014 Ogólnopolskiego Przeglądu Medycznego z kolei pisze:

Czy lekarze w Polsce, jak sugeruje premier, pracują za mało, są zbyt mało wydajni, a może wynagradza się ich zbyt hojnie? (..)Najlepiej przytoczyć fakty. Liczba lekarzy w Polsce w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest najmniejsza wśród krajów UE i wynosi 2. Natomiast liczba udzielanych świadczeń nie odbiega od „średniej europejskiej” lub ją przewyższa. Dotyczy to zarówno hospitalizacji (których liczba w latach 2000-2010 wzrosła u nas o 39%), jak i porad ambulatoryjnych. Liczba konsultacji lekarskich na mieszkańca w 2010 roku wyniosła w naszym kraju 6,6; w 24 krajach unijnych – 6,3. (..) miesięcznie lekarze pracują zwykle około 300 godzin, a rekordziści nawet 400

Pakiet kolejkowy, pakiet onkologiczny

Po przygotowaniu sobie – mniej lub bardziej z premedytacją – odpowiedniej zasłony dymnej, rząd przeszedł do przedwyborczych działań: ogłoszenia tzw. pakietu kolejkowego. Konferencja, która odbyła się 21.03.2014 przedstawiła główne założenia pakietu. W całej swojej łaskawości na konsultacje społeczne dała… 30 dni. 30 dni na zapoznanie się, zaopiniowanie i przesłanie MZ oficjalnego stanowiska przez środowisko lekarskie, stowarzyszenia pacjentów i indywidualnych osób. Na wszelki wypadek projektu nie dało się za łatwo znaleźć na stronie Ministerstwa Zdrowia. Konia z rzędem temu, kto wiedział, że oficjalna nazwa pakietu kolejkowego brzmiała „Projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw”. Łatwiejsza do wygooglowania okazała się informacja prasowa o zmianach, lecz okazała się do bólu lakoniczna.
Projekt obecnie został przyjęty przez Radę Ministrów i… nic ponadto. Jak zwykle zbyt wiele nie wiadomo, oprócz tego, że zmiany mają wejść z początkiem 2015 r. Ale jakie zmiany dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo. Wszelkie skojarzenia z „Paragrafem 22” Hellera i „Procesem” Kafki mile widziane…

Konsultacje społeczne

Konsultacje społeczne, mimo usilnych zakusów Ministerstwa, jednak się odbyły.

Według przedstawicieli Naczelnej Rady Lekarskiej żadna z tych propozycji nie rozwiązuje problemu kolejek, a same projekty nie odzwierciedlają wcześniejszych obietnic ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza (link do opinii).

9 maja na konferencji prasowej Naczelna Izba Lekarska ogłosiła swoje stanowisko w sprawie proponowanych zmian.

Proponowane przez resort zdrowia rozwiązania nie przyniosą ulgi ani pacjentom, ani lekarzom, bo są niedoprecyzowane, niedofinansowane, a przez to nie uleczą systemu ochrony zdrowia w oczekiwanym zakresie. Okazuje się, że tak szumnie zaprezentowane przez Ministra Arłukowicza na konferencji prasowej 21 marca br. obietnice nie znajdują odzwierciedlenia w projektach, co potwierdza nasze wątpliwości wyrażone już podczas Krajowego Zjazdu Lekarzy. Delegaci Zjazdu wyrazili swoje rozczarowanie przedstawionymi wówczas rozwiązaniami i to rozczarowanie towarzyszy też zaprezentowanym aktom prawnym”

15 maja br. Prezes NRL Maciej Hamankiewicz wystosował pismo do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, w którym pisze m.in:

Obietnice wyrażone podczas transmitowanej w mediach konferencji poskutkowały m.in. błędnym przeświadczeniem wielu pacjentów o natychmiastowym wprowadzeniu niektórych rozwiązań. Uważamy, że należy teraz – również publicznie – wyjaśnić całemu społeczeństwu, dlaczego niektóre z projektów aktów prawnych nie spełnią tych obietnic. (…)
z niepokojem odebrałem publiczną wypowiedź Pana Premiera: „ten temat proszę traktować jako zamknięty.” (…)
Niezrozumiałe jest twierdzenie Pana Premiera, że nie będzie Pan „dosypywał pieniędzy lekarzom”. Lekarze domagają się wzrostu środków na świadczenia, które powinny być zagwarantowane polskim obywatelom. (…)
Wyrażamy pełną gotowość do spotkania z Panem Premierem i zaprezentowania naszej oceny systemu i propozycji zmian. Prosimy o rozmowę w sprawie zracjonalizowania wydatków na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce, by chorzy nie domagali się od lekarzy badań czy operacji, które obiecał im Rząd, a których lekarze – mimo najszczerszych chęci – zaoferować chorym nie mogą, ponieważ nie są one dostatecznie finansowane. (…)

Polskie Towarzystwo Onkologiczne tak komentuje projekt ustawy:

1. Mechanizm uprzywilejowania pacjentów z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworu poprzez wyposażenie ich w tzw. kartę leczenia onkologicznego (..) może rodzić wiele problemów (od konstytucyjnych, poprzez finansowe, do psychologicznych) oraz może prowadzić do prób używania tego dokumentu w celach innych niż zamierzone.
2. Mechanizm z art. 32a, w którym nadaniu nowych uprawnień lekarzowi POZ towarzyszą liczne mechanizmy kontrolne i represyjne. Tak szczegółowe i jednocześnie formalistyczne rozwiązania powinny być przed wprowadzeniem szeroko przedyskutowane i poddanie ocenie wykonalności, a przede wszystkim nie powinny być określane na poziomie ustawy, lecz zarządzeń lub umów.

Z kolei Dr Grzegorz Luboiński (znany od niedawna szerszej publiczności za sprawą udzielonego dla Newsweeka wywiadu pt. „Pazerne Doktory”) w rozmowie z portalem serwiszoz.pl zwraca uwagę na zupełnie inny aspekt wyzwań, jakie stawia pakiet onkologiczny:

Lekarzy rodzinnych nikt nie szkoli, a oni sami rzadko podejmują inicjatywę, aby podnosić kwalifikacje. Program szkolenia lekarzy rodzinnych prowadzony pod egidą Polskiej Unii Onkologii został zarzucony przed kilku laty, bo wprawdzie wyszkolono kilka tysięcy lekarzy, ale szkolący zarabiali po 10 tys. zł miesięcznie, więc polska bezinteresowna zawiść uznała, że lepiej nie szkolić lekarzy, niż komuś za szkolenie zapłacić.

Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, mimo otrzymania od MZ projektu zmian ze sporym opóźnieniem, tak podsumowuje swoje stanowisko:

Jedynymi popieranymi jednoznacznie przez OZZL propozycjami zmian są: zniesienie limitowania świadczeń onkologicznych oraz umożliwienie wypisywania przez lekarzy recept bez osobistego zbadania chorego w określonych przypadkach (przy kontynuowaniu leczenia). Także zamiar przeprowadzenia taryfikacji świadczeń refundowanych jest pozytywnie oceniany przez OZZL, jednak wątpliwości budzą szczegółowe przepisy dotyczące realizacji tego zamiaru.

Wtóruje mu w tym stanowisko Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia:

Lekarze z PPOZ (…) zgłosili liczne uwagi do pakietu antykolejkowego i onkologicznego, a mimo to (…) oszukujecie polskich pacjentów sugerując, że można w ramach posiadanych środków poszerzać katalog świadczeń gwarantowanych, nie limitując ilości udzielanych świadczeń zdrowotnych. (…) Nadal będzie utrzymywał się stan głębokiej nierównowagi pomiędzy zakresem świadczeń gwarantowanych a możliwościami finansowymi i kadrowymi ich realizacji. Mówiąc wprost mamy za mało pieniędzy i za mało lekarzy, aby w nieograniczonej ilości rozdawać wszystkie oczekiwane świadczenia zdrowotne. Najwidoczniej projektodawcy zmienianych przepisów oczekują, że uda się uzyskać więcej świadczeń zdrowotnych od świadczeniodawców kosztem ich większego nakładu pracy, bez zwiększania nakładów finansowych przy tym samym potencjale kadrowym. To oczekiwania naiwne, podobnie jak przywoływany przez Pana bój z lekarzami.

Na koniec warto przytoczyć, co na ten temat miał do powiedzenia dr Marek Balicki, były Minister Zdrowia w trakcie audycji radiowej „Debata polityczna Jedynki”:

(…)wydaje mi się, że jeśli bez pieniędzy udałoby się zrealizować te cele, o których mówi minister Arłukowicz, to premier Tusk dostanie Nagrodę Nobla z dziedziny ekonomii, że z próżnego okazało się, że można nalać (…) bo nie ma cudów, bez zwiększenia finansowania nie da się sfinansować tych zadań, chyba że zabierze się innym dziedzinom. I wtedy ja pytam: komu się zabierze? Czy zabierze się ortopedii i np. jeszcze wydłużą się kolejki na różnego rodzaju zabiegi ortopedyczne, czy zabierzemy z okulistyki i kolejki na zaćmę się wydłużą? No bo komuś trzeba będzie zabrać.

I druga bariera, o której ani premier, ani minister Arłukowicz nie mówią, a wydaje się, że również premier powinien mieć decydujący głos, liczba lekarzy i pielęgniarek, którzy mają to wykonywać. Ja się spodziewałem, że na konferencji prasowej premier ogłosi: likwidujemy wszelkie limity na rezydentury lekarskie i podwyższamy nabór na wydziały lekarskie uniwersytetów medycznych o 30-40%, bo taki poziom dopiero powoli nam na zaspokojenie potrzeb. Jak lekarze rodzinni mają wykonywać więcej badań, jak w wielu przypadkach 30, 40, 50-ciu pacjentów już przyjmują i nie są w stanie zwiększyć czy więcej wykonywać badań u pacjentów? Więc bariery, jakie będą, to nie tylko te systemowe, bo za bardzo skomercjalizowaliśmy system, za bardzo chodzi o biznes, a nie o leczenie, ale przede wszystkim brak środków i niewystarczające kadry medyczne i bez zwiększenia kształcenia będzie bardzo trudno.

Podsumowanie

Tak oto płynnie przeszedłem z tematu moralności profesora Chazana do bojkotowania przez rząd wszelkich uwag czynionych przez profesjonalistów na temat projektu ustawy bezpośrednio ich dotyczącej. Jeśli ktoś dotrwał do końca tego tekstu, to najprawdopodobniej doskonale rozumie, co chcę przekazać. Nie dajmy się wciągnąć w kolejną wojnę polsko-polską . Środowisko lekarskie, mimo wewnętrznych różnic, może być silne, a wzajemny szacunek do siebie jest do tego pierwszym krokiem. Opinia publiczna to przede wszystkim pacjenci i ich głos, choć czasem krzywdzący i niesprawiedliwy, też powinien być wysłuchany.

Polski Rząd szykuje zmiany, które prawdopodobnie okażą się wielką klapą. Tak jak kilka lat temu przy okazji reformy refundacyjnej, nałożą na lekarzy kolejne obciążenia formalne, kolejną biurokratyczną pracę, która jeszcze bardziej oddali nas od pacjenta.Polski Rząd szykuje zmiany, które prawdopodobnie okażą się wielką klapą. Tak jak kilka lat temu przy okazji reformy refundacyjnej, nałożą na lekarzy kolejne obciążenia formalne, kolejną biurokratyczną pracę, która jeszcze bardziej oddali nas od pacjenta, i tak ledwo już widocznego zza stosu papierów do wypełnienia. Legislacja w wykonaniu obecnej klasy politycznej pozostawia wiele do życzenia i obraża autorytet ekspertów – najpierw projekty ustaw są przez długie lata odwlekane, później szybko tworzone w tajemnicy i bez wiedzy potencjalnie zainteresowanych środowisk, by następnie bez większego komentarza zostać oddane do konsultacji społecznej. Ustawodawca pozostawia tak niewiele czasu na skomentowanie projektu, że możliwość przeprowadzenia rzeczowej publicznej debaty staje się fikcją. Ewidentnie i perfidnie stara się „przepchnąć” ustawę, która już wkrótce okaże się bublem prawnym. Przy całej swojej lichości wykonania dotyczy bardzo medialnych tematów, przez co jest wdzięcznym tematem do tworzenia sobie dobrego PR i pozyskiwania wyborców w nadchodzącej elekcji.

Moi drodzy – nie dajmy się zwariować. Opiniujmy dokonania polityków. Czytajmy między wierszami. I szanujmy się, bo pomimo różnic, mieszkamy wszyscy po tej samej stronie Odry.

Przypisy:

  1. W Polsce specjalizacje z ginekologii i położnictwa są połączone
  2. Oczywiście, lekarze nie są jedynym, ani nawet głównym celem tygodnika pana Lisa. Pozwoliłem sobie przejrzeć okładki Newsweeka i najważniejsze artykuły z ostatnich 2 lat. Oto moja Top Lista:
    • Seks (a jakże) / orientacja seksualna / gender
    • Politycy (zwłaszcza pan Palikot) / związane z nimi afery
    • Księża: pedofilia / homoseksualizm / władza nad ciemnym ludem
    • Lekarze – jak bardzo są niekompetentni, żądni pieniędzy i władzy nad ludzkim losem
    • Kora Jackowska i Manaam (?)
  3. Zwróćcie uwagę, że nawet ruch Anonymous – aktywistów internetowych działających na rzecz wolności obywatelskich – ma swój symbol w postaci maski-podobizny Guy’a Fawkes’a
  4. Wbrew obiegowej opinii o zniewoleniu kobiet w religii Islamu, wszystkim muzułmankom, które poznałem, nie przeszkadzało, że nosiły hidżab i uznawały to za taki sam przejaw manifestacji religii / kultury jak noszenie naszyjnika z krzyżem
  5. Określenie to jest parodią terminu Evidence Based Medicine, określającego zbiór norm naukowego podejścia do pracy klinicznej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Jeden komentarz na temat “Zasłona dymna”:

  1. „Powinna powstać oficjalna lista ośrodków, w których kobieta nie napotka problemów z przeprowadzeniem legalnej aborcji” – czyli de facto rozdzielenie instytucji medycznych na laickie (państwowe) i wyznaniowe (uwzględniające stosunek zagorzałych katolików do procedur ginekologiczno-położniczych, Świadków Jehowy do procedur związanych z przetaczaniem krwi itp itd). Dokładnie to, o czym ostatnio mówiłam / pisałam. 🙂 Przy czym, z uwagi na niedobór środków w państwowym budżecie, zasadnicze finansowanie tych wyznaniowych powinno odbywać się ze środków odpowiednich Kościołów, z możliwością zawierania kontraktów z NFZ na procedury „niekonfliktowe światopoglądowo”, które przecież stanowią znakomitą większość. Pozbylibyśmy się aktualnej hipokryzji. Zaś co do pikietowania, smarowania smołą i tych 95% katolików… Wg tego, co obserwuję, też hipokryzja bije po oczach, ale jej nasilenie jest regionalnie zróżnicowane. Np. w moim regionie w ewentualnych początkowych pikietach wzięłoby udział może ze 30-40 osób, które w dodatku zostałyby szybko ustawione do pionu przez otoczenie. Więc „strachy na Lachy”. 🙂
    Co do jakości pracy lekarzy… moim zdaniem, było i jest dokładnie tak samo, jak z kafelkarzami i całą resztą 🙂 – są mistrzowie, są rzemieślnicy i są ludzie, którzy dostali patent zawodowy przez pomyłkę albo za przysłowiowe masło i śmietanę. Natomiast rzeczywistą przyczyną problemu jest korporacyjność środowiska medycznego, dodatkowo wzmacniana przez IL. Jeśli kafelkarz permanentnie chrzani robotę z tych czy innych przyczyn (albo zrobi to tylko parę razy, ale za to z przytupem), to żaden kumpel po fachu go nie poleci klientom, a w razie potrzeby wyda rzeczywiście obiektywną opinię. Z tego też względu nikt nie jeździ po kafelkarzach in corpore, tylko po pojedynczych patałachach – w przeciwieństwie do lekarzy i księży katolickich. Obie te grupy same do obecnej sytuacji doprowadziły coraz głębszym przerostem zupełnie oficjalnego korporacjonizmu, a teraz im się raptem skutki nie podobają… Trzeba było myśleć, a przede wszystkim głośno mówić, póki był czas. 😛 Teraz młode pokolenie będzie się z tym męczyć, ale cóż…
    Natomiast za nic nie rozumiem, dlaczego lekarze pozwolili zabrać sobie na biurokrację czas przeznaczony na pacjenta – może niektórym było z tym wygodniej, bo nie lubili pacjentów jako takich? Akurat tym, którzy mieli jakiekolwiek prawo głosu? Może im się naiwnie wydawało, że pacjentów będą mieć mniej, skoro dojdą nowe obowiązki? Nie wiem, nie rozumiem. Wiem natomiast, że na każdym co większym świstku medycznym z zagranicy, który zawodowo trzymam w rękach, jest oznaczenie lekarza, który dyktował treść, i oznaczenie sekretarki medycznej, która tę treść przepisała w odpowiednie rubryczki odpowiedniego formularza. Ktoś słyszał w Polsce o odrębnym zawodzie sekretarki medycznej, obsługującej lekarzy w przychodni czy na oddziale??? Widocznie jesteśmy tak bogatym krajem, że stać nas na płacenie lekarzom sporych w końcu pieniędzy za wypełnianie rubryczek, podczas gdy kolejki pacjentów rosną…
    A propos pieniędzy… Osobiście dokładnie mi zwisa, ile lekarze zarabiają. Natomiast, jak widzę kumpla, który oprócz etatu odwala te 10 dyżurów, a do tego we własnym gabinecie obsługuje 3 x 20 pacjentek w tygodniu, to A) za bardzo cenię własne zdrowie, żeby się do niego ustawić w kolejce jako powiedzmy 18. pacjentka w piątek o 22:00, bo pewnie nie miałby siły rozpoznać mnie jako mnie, a co tu mówić o jakiejś zmianie chorobowej, pomimo bycia naprawdę dobrym diagnostą w stanie wypoczętym, B) wcale się nie dziwię jego potężnym kłopotom rodzinnym i wychowawczym. Widocznie według niego warto tak tyrać… co moim zdaniem dowodzi, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia” bez względu na liczbę zer na koncie, w dodatku odwrotnie proporcjonalnie do zdolności oceny własnej sytuacji ogólnej. Szkoda porządnego chłopa, ale znowu – sam sobie to zrobił, nikt go nie zmuszał… i w samotności będzie konsumować tę żabę. Bo coś gdzieś w końcu pęknie, jak zacznie pieprzyć robotę na większą skalę, co nastąpi nieuchronnie – chyba, że został Supermanem, a tylko ja o tym nie wiem.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!