Odwracam kota ogonem…

Prosta prawda o mnie – zdarza mi się być straszną komunikacyjną niemotą. Podobnie jak spora część znanych mi przyszłych lekarzy. Nie chcę tu bynajmniej kogoś urazić. Stwierdzam jedynie stan rzeczywisty, a jeśli ktoś szuka potwierdzenia – odsyłam do medycznych żarcików młodej lekarki pojawiających się na fb lub serialu Scrubs. Prezentują ironiczny sposób rozprawienia się ze szpitalną codziennością.

Świadomość tego ubytku kompetencji nieco mnie jednak uwiera. Konkretne zadania życiowe związane z wyborem zawodu lekarza są związane z komunikacją międzyosobową, dlatego zależy mi na polepszeniu jakości tego, co się rozgrywa między ludźmi.

Jak nie będąc wykształconym psychologiem owocnie korzystać z doświadczeń dziedziny wiedzy, jaką jest psychologia komunikacji?

Moim osobistym odkryciem była lektura książki dr Elżbiety Sujak „ABC Psychologii Komunikacji”. Pani doktor jest lekarzem praktykiem- psychiatrą i neurologiem, a publikacja nie odstrasza rozmiarami. Zawiera proste teoretyczne podstawy świadomego procesu komunikowania się. Wydaje mi się niezbędną lekturą dla osób, które nie bagatelizują procesu zebrania wywiadu lekarskiego, choć nie dotyka tego zagadnienia bezpośrednio. Na co dzień trzymamy się raczej schematu wywiadu zaproponowanego przez dydaktyków z poszczególnych katedr- licząc, że to w przyszłości usprawni pracę. Zapominamy, że to wciąż rozmowa, że należy słuchać- i to aktywnie!

Aktywne słuchanie

To jeden z mechanizmów dobrej komunikacji, która rządzi się pewnymi zasadami. Zasady te nie oznaczają jednak nieustannej i sztucznej kontroli komunikatów. Dobra rozmowa wiąże się z adekwatną do sytuacji reakcją na drugiego człowieka. Lekarze próbują własnymi sposobami „wyczuwać” pacjentów i często ponoszą klęskę, bo nie przygotowano ich wcześniej do tego rodzaju pracy. Pół biedy, jeśli potrafią ratować się poczuciem humoru.

Zasada odrębności

Relacja lekarz – pacjent to prosty (czy na pewno? ) układ. Ja jestem lekarz. Ty jesteś pacjent. Właściwe odegranie obu ról musi się wiązać z szacunkiem i otwartością na tę drugą stronę. W komunikacji istnieją pewne bariery, które istotnie zaburzają wytworzenie zdrowych relacji. Warto mieć tego świadomość, po to, aby je omijać.
Z lektury dowiecie się jeszcze wiele na temat komunikatów werbalnych i niewerbalnych, o spójności elementów komunikatu, o jego poczwórnej treści i starannym doborze słów.

Gadka – szmatka, czyli kogo to obchodzi…

Ta książka to dobra teoria, ale na teorii nie można poprzestać. Należy dotknąć praktycznego wymiaru komunikacji klinicznej. Nie stałam się dzięki lekturze ekspertem w tej dziedzinie. Nie istnieją proste i automatycznie działające algorytmy czy wytyczne, a nabywanie sprawności w komunikacji wiąże się ze świadomym zaangażowaniem. Po co się starać?

Możesz uznać, że ten tekst Cię nie dotyczy i wybrać sobie taką specjalizację, która twoim zdaniem nie będzie Cię narażać na bezpośrednie starcie z drugim człowiekiem. Spotkałam się z takim nastawieniem i mocno zastanawiam się z czego ono wynika. Przychodzi mi na myśl jedno – cały wachlarz trudnych emocji, pojawiających się w praktyce zawodowej przyszłych lekarzy i brak odpowiedniego ujścia dla nich. Zwykle po stwierdzeniu “wybiorę specjalizację, która zawęża obszar kontaktu z pacjentem” padają następujące typy: chirurgia i radiologia. Idąc tym tropem staram się prześledzić tok myślowy chirurga:

“Po co mi rozmowa z kimś kogo będę «kroić»? Mógłbym dotrzeć do pewnych informacji o pacjencie, które niekoniecznie pozwolą trzymać pewnie w ręku skalpel, np. dowiedzieć się o tym, że operuję ojca szóstki dzieci, jedynego żywiciela rodziny…”

Specjalnie dramatyzuję – po to, aby przyznać prawo lekarzom do dbania o własną higienę emocjonalną. Nie jestem jednak zdania, że umiejętności komunikacyjne są całkowicie zbędne w pracy chirurga. Wystarczy zmienić perspektywę…

Pomyśl o sztuce argumentacji, która przydać się może w sytuacji, w której będziesz musiał rozmawiać z kimś o konieczności amputacji kończyny… W ten sposób można przeanalizować większość specjalizacji.

Chirurgia jest ciekawym wyborem drogi zawodowej, a świetny przykład tego, jak realizować ją w duchu medycyny humanistycznej dają śląscy lekarze z “Operacji Ghana”. O ich projekcie poczytacie na stronie polakpotrafi.pl. [Przy tej okazji gorąco zachęcamy do wsparcia ich akcji humanitarnej – dop. BML]

Gotowa recepta?

Zdaję sobie sprawę z tego, że moje myślenie o relacjach w medycynie nie jest w żaden sposób innowacyjne. Wiele osób przede mną zastanawiało się, w jaki sposób usprawnić komunikację w systemach opieki zdrowotnej. Na wielu uczelniach w kraju podejmowane są pewne określone próby podjęcia tematu, różnie regulowane- jako zagadnienia poruszane w ramach przedmiotów humanistycznych (psychologia, socjologia, bioetyka), jako fakultet, jako warsztaty, czy wykłady otwarte organizowane przez różne jednostki uczelniane. Ich jakość bywa niestety różna, przez co część studentów szybko zniechęca się do tego typu inicjatyw… Jestem bardzo ciekawa, jak ta sytuacja wygląda na Twojej uczelni –
Niewykorzystany potencjał komunikacyjny wśród osób kształcących się procentuje tym, że późniejsze zachowania są niepewne, czy wręcz pasywne.

Gotowej recepty nie ma – są za to ciekawe poszukiwania.

Chcąc zaproponować konkretną strategię działań w obszarze komunikacji klinicznej na mojej uczelni śledzę te inicjatywy, które szukają rozwiązań praktycznych, wśród ludzi – aktywizują studenta . Inicjatywy te będę kolejno prezentować. Mają one bardzo twórczych animatorów (medyczne freak’i!) – warto spojrzeć na zawód lekarza ich oczami. Jeśli czytając ten tekst myślisz o kimś ze swojego otoczenia w podobny sposób – podziel się info ;). Pierwszy zaprezentowany przeze mnie “Medical Fighter” pojawi się już w kolejnym artykule.

„Lekcje umierania, czyli prawdziwa historia o życiu.”

To tytuł kolejnej książki, którą polecam wrzucić do plecaka i zabrać na wakacje. Napisała ją Erika Hayasaki z perspektywy uczestnika bardzo ciekawego programu realizowanego na Kean University w stanie New Jersey. Program nazywa się „Będąc zmianą”, a prowadzony jest przez Normę Bowe – określaną przez swoich studentów tytułem „profesorki śmierci”. Jej niekonwencjonalne metody i zadania, które stawia swoim studentom oraz efekty podejmowanych przez uczestników wyzwań pomogły mi znaleźć w sobie odwagę na to, aby skorzystać z okazji, jaką oferowała mi dr Jolanta Grabowska-Markowska, założycielka Hospicjum Cordis i przez tydzień pomieszkać wśród tych, którzy odchodzą. Efekty? Śmierci przyjrzałam się bliżej. Na życie spojrzałam z dystansem. Dotknęłam praktycznego wymiaru komunikacji. Oswajam emocje…

Ania.

Tak ma na imię moja „profesorka śmierci”. Ma dziesięć lat i osteosarcomę. Przyjechała z tatą na pierwszą wizytę do Cordis- ustawić leki, bo mała cierpi… To było moje zadanie od Doktor – przyjąć ją tak, aby zapamiętała to miejsce możliwie najlepiej. Leżała w aucie, na tylnym siedzeniu. Przenoszenie jej to niepotrzebny ból. Z torbą prezentów odwracałam uwagę od momentu podłączenia pompy. Paplałam – już sama nie pamiętam o czym, potem zajęłam miejsce ojca na przednim fotelu auta. Poszedł do Doktor. Mała wyraźnie męczyła się rozmową. Przeprosiła mnie w końcu grzecznie i powiedziała, że chwilę pośpi.

W tym czasie wrócił jej tato. W trakcie rozmowy przeszukiwał pliki w telefonie i wreszcie znalazł to, czego szukał. Było to dla mnie spore zaskoczenie. Miał w telefonie nasze wspólne zdjęcie – moje i Ani. Zrobione w pediatryku w marcu tego roku podczas jednej z akcji Dr Clowna. Podziękował mi za tę robotę i pozytywnie ocenił jej efekty.

Gdy po raz drugi zostałyśmy same – nie musiałam pytać. Wystarczyło słuchać.Informacja o tym, że działam w fundacji zaciekawiła Anię. Okazało się, że mała ma również doświadczenia wolontariackie. To był nasz wspólny mianownik. Potrzebny, aby zdobyć jej zaufanie. Gdy po raz drugi zostałyśmy same – nie musiałam pytać. Wystarczyło słuchać. O tym, że czasem kłamie, że nie boli… O tym, jak się oswajała z ubocznym działaniem leków, po których się poci i strasznie chce się spać… O lodach z jagodami, które podano jej w hospicjum.

Próbowałyśmy namierzać paralabradorkę Brunię, którą Ania bardzo chciała zobaczyć. Zamiast tego namierzyłyśmy Adriana, o którym już kiedyś wspomniałam. Ma chorego brata i pewnie przez to też niełatwe dzieciństwo. Za to uśmiech absolutnie szelmowski, który trochę nie pasuje do wrodzonej nieśmiałości. Podbiegł do nas, ale widok Ani nieco go wystraszył. Widziałam, jak walczy ze łzami. Sytuację opanowała mądra dziesięciolatka natychmiastowo inicjując kontakt – wyciągając do chłopca rękę. Adi w zamian opowiedział o swojej przygodzie z akwarium. Woda do wymiany, bo rybki niespecjalnie dobrze reagują na płyn z baniek mydlanych, które niestety dostał ode mnie ;). Opowiadając dotykał delikatnie łysej główki Ani. Dobrze, że w tym momencie Doktor odesłała mnie na kolację.

Wiadomo, że tylko chłopaki nie płaczą…

 
 Źródło miniatury artykułu: Flickr. Autor: Moyan Brenn

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Ania M.
wpis gościnny
Leczenie to trudna sztuka, dlatego jako studentka ŚUM w Katowicach poddaję się procesom twórczym. Odczuwam silną potrzebę budowania zdrowych relacji, przez co chętnie działam w oparciu o wolontariat (Fundacja Dr Clown, Fundacja Zdrowy Kontakt, TEDx Rawa River, Hospicjum Cordis). Zdobyte w ten sposób doświadczenie pozwala mi wyciągać wnioski na własny temat i w znacznym stopniu wpływa na efektywność współpracy z drugim człowiekiem. BML to nowe wyzwanie - lubię to!
"In a gentle way, you can shake the world." - Mahatma Gandhi

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!