Stanisław Górski: egzystencjalny wywiad z Wiedźminem

Ania M.: Staszku, zrobiłam raz jeszcze mały research na Twój temat i przy ponownym przesłuchiwaniu materiału radiowej Trójki zatrzymałam się na takiej informacji: zostałeś kiedyś wyróżniony w konkursie literackim “Przychodzi wena do lekarza…” Ostatnio spotkaliśmy się podczas konferencji “Sztuka Leczenia”, której z resztą byłeś współorganizatorem i na którą zostałam przez Ciebie zaproszona. Masz bardzo twórczą osobowość. Jak jest z tą weną? Skąd ona przychodzi? Jaka jest jej etiologia? 🙂

Na teatralnych deskach w trakcie przedstawienia dyplomowego.
W trakcie przedstawienia dyplomowego Akademii Praktyk Teatralnych ‚Gardzienice’ „Nie-ludzka com.media”.
Stanisław Górski (info): Oj tam, oj tam. Ten tekst, za który dostałem wyróżnienie, to generalnie wiązanka moim maili realistycznych i surrealistycznych, z lekko egzystencjalnymi pytaniami, które wysyłałem z Południowego Sudanu w 2007/2008 roku. Konkurs zmobilizował mnie, żeby to zebrać i wysłać. To był pewien wentyl psychiczny tam, takie pisanie.
Dużo za to poważniej przez jakiś czas wkręciłem się w teatr, przez ponad 2 lata brałem udział w comiesięcznych zjazdach Akademii Praktyk Teatralnych Teatru „Gardzienice”. Wystąpiłem nawet w przestawieniu dyplomowym, pokazywanym na kilku festiwalach. Grałem tam fałszywego doktora. Bardzo demoniczna postać i bardzo się w nią wczuwałem 😉 .

Jak wspominasz swoje czasy studenckie? Podejmowałeś już wtedy ciekawe akcje, czy byłeś raczej “no lifem”?

Autorskim tworem mojej grupy studenckiej była inicjatywa nazwana przez nas „Koło Naukowe Psychoterapii”. Nie było to stricte Koło Naukowe, raczej rodzaj fakultetu (za moich czasów jeszcze fakultetów nie było), które przez 3 lata prowadził z nami wolontaryjnie p. dr Cezary Godlewski. To była fantastyczna przygoda intelektualna, największa na studiach.Stwierdziłem wtedy, że chrzanię system i wyruszam na Wyprawę. Nie żałuję żadnej poświęconej na to minuty.
Poza tym byłem też przez jakiś czas prezesem Psychiatrycznego Koła Naukowego oraz założycielem i prezesem Koła Naukowego Medycyny Tropikalnej. Wszystko to na uniwersytecie Medycznym w Białymstoku, oczywiście.

Jak postrzegałeś systemy opieki zdrowotnej na starcie swojej kariery zawodowej? Czy miałeś jakieś obawy?

Od początku wiele rzeczy mi się nie podobało i dalej mi się nie podoba. Głownie to, że dosyć powszechne jest traktowanie w publicznej Służbie Zdrowia pacjenta jako intruza i petenta, nie cierpiącego człowieka.

W którym momencie zdecydowałeś się na rozpoczęcie przygody z międzynarodową misją medyczną?

Lekarze Bez Granic na misji bardzo pokojowej. Południowy Sudan, 2008 r.
Lekarze Bez Granic na misji bardzo pokojowej. Południowy Sudan, 2008 r.

Myślałem o tym na poważnie już w ogólniaku, to był jeden z powodów, dla którego w ogóle poszedłem na medycynę. Ale w trakcie studiów dość mono przycięto mi skrzydła. System bezwzględnie się po mnie przejechał i przez pierwsze lata myślałem raczej o przetrwaniu i pracy naukowej. To być może trochę infantylnie zabrzmi, ale to prawda: kolejnym punktem zwrotnym było to, że na 5-tym roku przeczytałem sagę o Wiedźminie. Stwierdziłem wtedy, że chrzanię system i wyruszam na Wyprawę 😉 . Od tej pory przez kilka lat konsekwentnie najpierw ten plan przygotowywałem, potem realizowałem. Nie żałuję żadnej poświęconej na to minuty.

Jakie kroki należy podjąć, aby stać się członkiem organizacji “Lekarze bez granic”? Wskazówki dla potencjalnie zainteresowanych…

Na pewno trzeba być na to mocno zdecydowanym, inaczej w ogóle nie ma co tracić czasu. Minimalne wymagania to 2 lata doświadczenia po studiach. Liczy się również podróżowanie po krajach rozwijających się i udział w innych wolontariatach.

Kwestie bezpieczeństwa i warunków bytowych pracy humanitarnej?

Warunki bytowe i bezpieczeństwo najlepiej oddaje sytuacja, kiedy samolot z pomocą żywnościową przez pomyłkę zrzucił nam 50 kilogramowe worki z ryżem prawie na głowy. Taka historia: moment, w którym byłem najbardziej przerażony w ciągu tych ponad 1,5 roku pracy, to sytuacja, kiedy samolot z pomocą żywnościową przez pomyłkę zrzucił nam 50 kilogramowe worki z ryżem prawie na głowy. Warunki bytowe i bezpieczeństwo w pigułce 😉 .

Twoje motywacje do tych wyjazdów?

W ubiorze ochronnym na wypadek gorączki krwotocznej Lassa w Sierra Leone. Ebola może się schować!
W ubiorze ochronnym na wypadek gorączki krwotocznej Lassa w Sierra Leone. Ebola może się schować!

Sporo ludzi pracujących dla Lekarzy Bez Granic mówi, że zawsze, albo od dawna chcieli to robić, takie coś świdrującego w brzuchu. Ja tez mogę się pod tym podpisać. Poza tym chęć robienia czegoś co ma sens, ma znaczenie, to uzależniające uczucie. Poza tym przygoda, no i sława mołojecka 😉 .

A trochę bardziej na poważnie i z innej beczki. Bardzo cenię ignacjańską psychologię i duchowość podejmowania decyzji.
Jedna z pokrewnych zasad, przetłumaczona na współczesny język, jest taka: powinieneś być tam, gdzie twoja największa pasja spotyka się z największą potrzebą świata. Kiedy to u słyszałem pierwszy raz, to było na 6-tym roku, poczułem, że na ten moment Lekarze Bez Granic to właśnie to miejsce, gdzie powinienem być. Wtedy. Teraz to miejsce jest gdzie indziej.

Wyjazd to spore obciążenie…wyjechałeś świeżo po studiach balansować między życiem, a śmiercią – miałeś jakieś wsparcie?
Powinieneś być tam, gdzie twoja największa pasja spotyka się z największą potrzebą świata
Wsparcie było głownie w przyjaciołach, stąd te maile. Organizacyjne tez miałem się do kogo zwrócić, no ale z perspektywy patrząc to było rzeczywiście bardzo duże obciążenia dla takiego szczawia, jakim wtedy byłem.

Jest to czas, który pewnie wiele w Tobie pozmieniał…podzielisz się z nami jakimś doświadczeniem granicznym, dzięki któremu przekroczyłeś swoje sfery komfortu?

Mój pierwszy wyjazd do Południowego Sudanu składał się głównie z braku strefy komfortu;). Ale dało mi to ogromnego drajwa do rozwoju, przede wszystkich moich kompetencji komunikacyjnych i przywódczych. Tego mi najbardziej tam brakowało, nawet bardziej niż wiedzy medycznej. Dlatego teraz tak to promuję wśród studentów medycy, w ramach Zdrowego Kontaktu.

Czy powrót do polskiej rzeczywistości przebiegał gładko?

Nie. Okres depresji popowrotowej według moich wyliczeń trwa mniej więcej połowę czasu misji 😉 .

Da się jakoś porównać warunki pracy zawodowej lekarza z obu perspektyw?

Afganistan 2010.
Afganistan 2010.

Oczywiście, ze lepiej pracuje się na misjach. Pracuje się z ludźmi, a nie z komputerami, ma się poczucie sensu, celu i ogromną satysfakcję.

Co Ci sprawia obecnie największą satysfakcję zawodową i z drugiej strony – czy pojawił się u Ciebie kiedykolwiek problem wypalenia zawodowego? Jak się przed nim bronisz?

Teraz moja największa satysfakcja zawodowa to inicjatywy Zdrowokontaktowe.
A w medycynie w Polsce wypalam się dość szybko, stąd częste zmiany pracy. Cały pomysł Zdrowego Kontaktu wziął się z wypalenia zawodowego. Praca już tak mnie wkurzała, że postanowiłem coś zacząć z tym robić.

Jak się formowała ekipa Zdrowego Kontaktu?

Włamywałem się im do komputerów i kazałem im podążać za białym królikiem… A serio – nie mam pojęcia, skąd w jednym miejscu zebrało się tylu świetnych ludzi. I to z fantastycznie uzupełniającymi się kompetencjami. Love.

Skąd pomysł na pracę ze studentami?

Do Wolontariatu Zdrowego Kontaktu potrzebowaliśmy ludzi. Przyjąłem założenie, że jakieś 15% studentów medycyny idzie na studia, bo chcą pomagać ludziom. Więc po prostu trzeba do nich dotrzeć i przekonać, że warto.

Bardzo na plus są relacje panujące w ZK na linii student-ekipa specjalistów. Klimat partnerstwa, współpracy, wzajemnego motywowania do roboty – to pewnie pomaga 🙂.

Jakiś 50% tego, że po 2 latach chce mi się dalej pchać projekt, który nie jest mi kompletnie do niczego potrzebny, to fakt, że mamy świetną ekipę ludzi. I specjalistów i studentów. Jak mi siada idealizm, to po prostu lubię się z nimi spotkać. I myślę, że to działa podobnie u innych. Więc warto w to inwestować i będziemy inwestować jeszcze bardziej.

Pracujecie z ludźmi starszymi – czemu tak? co młodym ludziom daje taka międzypokoleniowa relacja?

Przyjąłem założenie, że jakieś 15% studentów medycyny idzie na studia, bo chcą pomagać ludziom. Więc po prostu trzeba do nich dotrzeć i przekonać, że warto.Bo starsi ludzie w szpitalu w Polsce najbardziej potrzebują wsparcia. Wcale nie dzieci. Też dlatego, że praca z ludźmi starszymi jest dużo bardziej wymagająca. Nasi Wolontariusze często wchodzą w bliską relację z ludźmi bardzo cierpiącymi, samotnymi, umierającymi, z kupą problemów nie do rozwiązania. Staramy się bardzo, aby nasi Wolontariusze mieli jak najwięcej wsparcia, mamy cały team psychologów. Ale i tak mam czasem wrażenie, ze wysyłamy naszych Wolontariuszy na misję w Afganistanie. Ale sobie radzą. I wielokrotnie mówią o tym, jak ciekawa i ubogacająca bywa taka relacja.

Wasze spotkania superwizyjno – szkoleniowe dla wolontariuszy podsuwają mi kolejne pytanie… Czy praktykujący lekarze korzystają ze wsparcia psychologicznego, czy są raczej wolą radzić sobie sami w obszarach emocji?

W środowisku lekarskim jest bardzo mała otwartość na szukanie pomocy psychologicznej. Zresztą lekarze często są tak do granic przepracowani, że po prostu nie ma gdzie tego wcisnąć. Inna sprawa, ze wcale nie jest łatwo znaleźć sensowne wsparcie psychologiczne dla lekarzy. Psycholodzy są świetni w narzekaniu na doktorów, ale często kompletnie nie kumają kompleksowości i trudności sytuacji, w jakiej są lekarze.

Zdrowokontaktowe plany na ten rok akademicki?

Będziemy jeszcze lepsi, to już prawie niemożliwe, ale jednak. Chcemy nawiązać współpracę z innymi podobnymi inicjatywami za granicą. Jesteśmy zainteresowani importowaniem naszego pomysłu na inne uczelnie – zapraszam bardzo do kontaktu. No i planujemy prospektywne, randomizowane badanie skuteczności naszej interwencji.

Poczucie humoru – czy to ważny element osobowości lekarza, klucz do sukcesu?

Ja uważam, ze jest bardzo ważny. Mam swój własny, wypracowany pod siebie warsztacik technik kontaktu z pacjentem i tam poczucie humoru bywa bardzo poręcznym wytrychem. No ale żeby mieć poczucie humoru, trzeba być w humorze, czyli dbać o siebie.

Dobry doktor, w mojej subiektywnej bardzo opinii, to po pierwsze żywy doktor, po drugie nie wypalony doktor, po trzecie, rozwijający się doktor, po czwarte doktor, który ma czas na życie i refleksję. To wbrew pozorom możliwe. Tylko ma się gorszy samochód niż koledzy, bo się mniej pracuje i mniej zarabia. To kwestia ustawienia priorytetów.
W szpitalu w Sierra Leone w 2012 roku.
W szpitalu w Sierra Leone w 2012 roku.

Czy masz czas na odpoczynek? Co Cię relaksuje?

Coraz bardziej o to dbam. To nie jest łatwe, bo świetnych pomysłów jest więcej niż mocy przerobowych. Ale świadomie staram się brać tyko tyle, ile da się zrobić bez zabijania się. Dobry doktor, w mojej subiektywnej bardzo opinii, to po pierwsze żywy doktor, po drugie nie wypalony doktor, po trzecie, rozwijający się doktor, po czwarte doktor, który ma czas na życie i refleksję. To wbrew pozorom możliwe. Tylko ma się gorszy samochód niż koledzy, bo się mniej pracuje i mniej zarabia. To kwestia ustawienia priorytetów.

Stanisław Górski (ur. 1978) jest lekarzem. Pracował dla organizacji humanitarnych w Etiopii, Sierra Leone, Kenii (m.in. w hospicjum dla chorych na AIDS), Sudanie Południowym i Afganistanie (wraz z Lekarzami Bez Granic). Jest prezesem Fundacji Zdrowy Kontakt mającej na celu promowanie całościowego podejścia do chorego, pomysłodawcą Koła Naukowego Kontaktu z Pacjentem przy Collegium Medicum UJ oraz jednym z liderów projektu Medical Fighters.
 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Ania M.
wpis gościnny
Leczenie to trudna sztuka, dlatego jako studentka ŚUM w Katowicach poddaję się procesom twórczym. Odczuwam silną potrzebę budowania zdrowych relacji, przez co chętnie działam w oparciu o wolontariat (Fundacja Dr Clown, Fundacja Zdrowy Kontakt, TEDx Rawa River, Hospicjum Cordis). Zdobyte w ten sposób doświadczenie pozwala mi wyciągać wnioski na własny temat i w znacznym stopniu wpływa na efektywność współpracy z drugim człowiekiem. BML to nowe wyzwanie - lubię to!
"In a gentle way, you can shake the world." - Mahatma Gandhi

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!