Jeszcze raz o tym, kim jesteśmy

Obchodzę dziś moje własne, personalne święto. Z tej okazji chciałbym podzielić się z Wami moimi prywatnymi spostrzeżeniami, jakie z tej okazji mam, a także dokonać małego podsumowania mojej działalności. Od razu zaznaczę, że niniejszy tekst będzie do bólu stronniczy i – mówiąc bez ogródek – trochę sobie pokadzę. Czytelnik proszony jest o wyrozumiałość.

Ponad rok temu wpadłem na pomysł założenia niniejszej strony, bedacmlodymlekarzem.pl. Wierzcie lub nie, ale był to gest z potrzeby serca. Nie chcąc być posądzonym o przesadne poszukiwanie sławy, a także nie chcąc zaszkodzić swojej przyszłej jeszcze wówczas karierze zawodowej, zdecydowałem się pozostać anonimowy. Projekt, na który się porwałem, był wyjątkowo ambitny – rozpoczynając od małego bloga medycznego, mierzyłem w stworzenie strony o ogólnopolskim zasięgu – by głos młodego pokolenia lekarzy został usłyszany, daleko poza naszym środowiskiem. Chciałem pisać o problemach z jakimi się borykamy, nonsensach systemowych i organizacyjnych w naszej pracy i wynikających z tego niepotrzebnych konfliktach z pacjentami. Chciałem pisać o rzeczach przydatnych, ważnych lub po prostu ciekawych, ale nade wszystko – chciałem to robić merytorycznie.

Jeśli dodać do tego, że nie miałem pojęcia o tworzeniu stron internetowych, reklamie, kampaniach PR i nie miałem żadnych znajomości, ani nawet funduszy – można eufemistycznie powiedzieć, że mierzyłem wysoko. Ale wiedziałem o tym. Noce spędzałem czytając “kurs HTML&CSS&PHP”, pisząc do znajomych, zachęcając do współpracy, słuchając ich problemów i myśląc o tym, jak o tym napisać. Nawiązywałem współpracę i kończyłem współpracę, zmieniałem stronę by zmienić ją jeszcze raz.

A na pierwszym planie toczyło się jeszcze… życie. I to prywatne, i to lekarskie. Mogłoby się więc obiektywnie wydawać, że te kilkadziesiąt powstałych artykułów to niewiele. Ale z perspektywy mikrokosmosu mojego i wszystkich innych ze mną piszących – to prawdziwy cud. Cud, że w natłoku codziennego życia potrafimy usiąść, przeczytać, pomyśleć i napisać.

Potem dostajemy listy z pytaniami dlaczego tak rzadko? Pewnie dlatego, że nie jesteśmy redakcją w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie mieliśmy sponsora, nie mieliśmy reklam. Powiedziałem sobie – rok, góra półtora. Jeżeli to tego czasu strona się nie rozkręci, zamykam szopkę.

I dziś stoję na rozstaju. Zawodowe i prywatne życie pozostawia resztki czasu niewystarczające do odpowiedzialnego zarządzania stroną o takich ambicjach. Z drugiej strony kolejne maile z podziękowaniami “nikt dotąd o tym nie pisał w taki sposób”, kolejne osoby zgłaszające chęć współpracy, kolejne “lajki” na facebooku… Miałbym tak po prostu położyć krzesła na stoliki i zgasić światło?

Nie. I tak. BML potrzebuje zmian. Potrzebuje wejścia w następną fazę rozwoju. Potrzebuje rozwiązań biznesowych. Nie mówię czy i kiedy one nastąpią, ale daję Wam do zrozumienia, że BML w przyszłości zmieni nieco swój ton na bardziej for profit. Od razu mogę Was zapewnić – nie zmieni to podstawowych założeń strony. A jeśli się uda – sprawi, że będzie bogatsza w treści. Ale to na razie muzyka przyszłości.

Symbolicznym przejawem zachodzących zmian jest – kolejna w historii – zamiana wizerunku. Jako młoda strona jest jeszcze chętna na eksperymenty z formą. A treść? Już dziś, z okazji naszego skromnego małego otwarcia mogę pochwalić się nawiązaniem współpracy z następującymi podmiotami:

Mecenas Radosław Tymiński. Radca prawny i doktor nauk prawnych, od kilku lat zajmujący się tematyką praw lekarzy oraz obrony lekarzy w sprawach sądowych. Autor strony prawalekarzy.pl oraz wielu publikacji, m.in podręcznika dla lekarzy i studentów medycyny “Prawo medyczne”.

Strony medyczne podobne do BML. Nigdy nie twierdziłem, że jesteśmy jedyni. Ani najlepsi. Mówiłem, że jest nas mało. Dlatego nie musimy ze sobą konkurować o czytelnika, zwłaszcza, jeśli mamy wspólne poglądy i cel. Rozpoczynamy partnerską współpracę z inną, błyskawicznie zyskującą popularność stroną wydziallekarski.pl, której historia kompletowania zespołu i rozwoju do złudzenia przypomina naszą :).

Fundacja Kaleckiego (kalecki.org). To niezależny think tank, którego celem jest poszerzenie debaty publicznej o wątki wykraczające poza dominujące sposoby myślenia o gospodarce. W polu zainteresowań znajdują się zagadnienia, takie jak wpływ regulacji na rozwój gospodarczy, polityczne uwarunkowania ekonomii oraz problem nierówności socjoekonomicznych. W ramach inauguracyjnego wykładu rozpoczynającego cykl “Prywatne/publiczne” członek BML, kostasz, wygłosił prezentację o zmieniającej się relacji lekarz – pacjent spowodowanej reformami w zarządzaniu Systemem Opieki Zdrowotnej – zwłaszcza w kontekście wprowadzenia do niego uregulowań rynkowych.

W tym miejscu chciałbym szczerze podziękować całemu zespołowi BML – za krew pot i łzy, za własny, prywatny czas, jaki wkładacie w tworzenie naszej strony – to dzięki Wam istnieje w obecnym kształcie. Jesteście wielcy.

Przy okazji, pozwolę sobie na krótką polemikę na pytanie jednego z czytelników “Po co tworzyć stronę typu BML, jeżeli jest Konsylium24.pl”? Nie odpowiadałbym na to pytanie, gdyby nie fakt, że zdążyło się ono już kilka razy powtórzyć.
Na wstępie zaznaczę – K24 to niesłychanie przydatny portal, imponujący liczbą aktywnych członków i zakresem tematycznym. Nawet gdyby BML w szczytowej formie dorównało, bądź przewyższyło liczbą czytelników K24, nie sprawi to, że komukolwiek z tego powodu ubędzie użytkowników.
Po pierwsze, K24 to forum internetowe, co już w swoim założeniu diametralnie różni się od strony internetowej, nawet poruszającej ten sam temat – jeden długi artykuł + ew. komentarze do niego vs wiele krótkich (z reguły) opinii, bardzo często coraz bardziej odbiegających od głównej myśli.
Po drugie, K24 jest (przynajmniej w teorii) miejscem zamkniętym dla osób spoza branży medycznej, podczas gdy BML ma ambicje informować obywateli o istocie niektórych problemów trapiących SZ.
Po trzecie, K24 to usługa z założenia komercyjna, czyli inicjatywa odgórna stworzona przez profesjonalną firmę – z wszystkimi tego plusami (budżet, infrastruktura, zaplecze), jak i minusami (brak zainteresowania niedochodowymi dziedzinami, autocenzura, etc.).
Podsumowując – mam nadzieję, że muszę to oficjalnie tłumaczyć po raz pierwszy i ostatni – uważam, że serwisy pokroju K24 są zupełnie różne w swoim założeniu i funkcjonowaniu od BML i jeśli już mają ze sobą wchodzić w interakcje – to przez wzajemne uzupełnianie się – BML ma zamiar tworzyć artykuły tak dobre, że będzie się o nich dyskutować na forach typu K24 :).

Dziś nie przestaję mierzyć wysoko. I mam nadzieję, że za kolejny rok z okładem spotkamy się w tym samym miejscu :).

Na następnej stronie znajduje się podsumowanie tego, czym wg mnie jest BML w obecnej postaci.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Jeden komentarz na temat “Jeszcze raz o tym, kim jesteśmy”:

  1. Od niedawna jestem czytelnikiem BML . Czytam z zainteresowaniem ale tez ze smutkiem . Przygnebiajacy jest dla mnie fakt ze mimo uplywu lat niewiele zmienilo sie w polskiej rzeczywistosci medycznej. Ta rzeczywistosc ogladana z daleka ,wydaje sie jeszcze bardziej pogmatwana i absurdalna . Pocieszajace jest to ze sa mlodzi ludzie ktorym chce sie chciec cos zmienic . Mnie nie wystarczylo determinacji . Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!