Rezydentury wiosna 2015 – analiza

Ministerstwo Zdrowia ogłosiło liczbę przyznanych miejsc rezydenckich dla lekarzy i lekarzy dentystów, którzy rozpoczną specjalizację na podstawie postępowania kwalifikacyjnego przeprowadzanego w terminie 1-31 marca 2015 r. Szczegółowa analiza rozkładu miejsc względem specjalizacji i miejsca daje mieszane wnioski. Z jednej strony widoczna jest większa koherentność i racjonalizacja względem zapotrzebowania, z drugiej – wciąż daleko nam do niezbędnego minimum i spełnienia obietnic danych przez samych rządzących.

A było co spełniać – niecałe 2 tyg temu Gazeta Lekarska podała, że “w kwalifikacji wiosennej potwierdzono 2000 miejsc do rozdania”. Niby i tak należy się cieszyć, biorąc pod uwagę, że rok temu miejsc było ponad 3 razy mniej, niemniej każe to wątpić w inne obietnice Ministerstwa, jakoby w 2015 roku miało zostać przyznane 6500 miejsc.

Niezwiązani z medycyną obywatele tego kraju zapewne zmarszczą brwi i srodze się na mnie zgniewają: “Jak to? Państwo daje gwarantowane posady, a ktoś śmie jeszcze kręcić nosem?!” Podnoszę ten argument z dwóch powodów – po pierwsze, nader często w tej czy mniej grzecznej (delikatnie mówiąc) formie przetacza się przez internetowe ogólnodostępne (czytaj: niebranżowe) fora, po drugie, tu mam trochę miejsca i okazji, by na niego zareplikować.

Rezydentury – rozważania ogólne

Primo, Państwo (a konkretniej Ministerstwo Zdrowia z budżetu RP) nic nam, młodym lekarzom, nie daje. Ono nam płaci. Za uczciwie wykonaną pracę. Owszem, co i rusz internetowi komentatorzy przerzucają się opowieściami o medykach wychodzących z pracy w południe. Cóż, nie mówię, że nasze środowisko jest wolne od patologii. Ale takie sytuacje możliwe są, jeśli w ogóle, w bardzo szczególnych przypadkach stażów zewnętrznych i są mocno ograniczone. Cała reszta trwania specjalizacji – z reguły 5 lub 6 lat to normalna praca lekarza polegająca na diagnozowaniu i leczeniu pacjentów – a tych z reguły młodzi adepci mają dziwnym trafem więcej, niż ich doświadczeni koledzy. Zasadnicza różnica polega na tym, że nikt z pozostałych członków zespołu nie żywi (lub w teorii nie powinien) urazy do młodego rezydenta o to, że chodzi do starszych kolegów pytać się o poradę.

Secundo, jak już kiedyś miałem okazję się na ten temat szerzej rozpisać, rezydentura jest dla środowiska młodych lekarzy w istocie niczym jałmużna. Paradoksalnie może być sowita, ale wciąż niesie za sobą negatywne konsekwencje. Sprawia, że szpitale (zwłaszcza akademickie, te atrakcyjne dla uczących się lekarzy) nie są zainteresowane zatrudnianiem młodych lekarzy mając zapewniony stały dostęp “darmowych” pracowników, co z kolei zmusza znaczne grono absolwentów medycyny, którzy nie zakwalifikowali się na rezydenturę, do szukania zatrudnienia na ułamek etatu, lub wręcz (sic!) za darmo, pracując wtedy za naprawdę głodowe pensje (lub wręcz na koszt rodziców / partnerów).
Trwająca od lat dysproporcja pomiędzy ilością przyznawanych rezydentur a ilością absolwentów uzyskujących Prawo Wykonywania Zawodu wysyciła “rynek” rzeszą niespełnionych zawodowo lekarzy, którzy z potrzeby ekonomicznej bądź ambicjonalnej, kształcą się w specjalizacji innej niż do tej, do której mają predyspozycje, lub nie kształcą się wcale. Że “sorry, taki mamy klimat, nikt nie kazał jej / jemu iść na medycynę”? Prawda, ale ja się pytam, czy skoro Państwo (ergo podatnicy) wydało już setki tysięcy złotych na wyciosanie lekarza z maturzysty, to czy bardziej nie opłacalne byłoby, żeby efektem końcowym był lekarz spełniający się w zawodzie a nie taki sfrustrowany trafianiem na szklany sufit? Czy opłaca nam się robić dużo zakalców czy kilka dobrze wypieczonych ciast?

I krótkie tertio: przestrzegam przed używaniem wyrażenia w stylu “MZ dało więcej miejsc rezydenckich”. Pragnę przypomnieć, że fundusze na pensję i szkolenia większej niż dotychczas liczby lekarzy specjalizujących się znalazły się przede wszystkim dzięki likwidacji stażu podyplomowego i skróceniu studiów1. Nie dajmy się więc zwieść semantycznej gimnastyce MZ i pamiętajmy, że nikt młodym lekarzom pieniędzy hojnie nie “dosypał”.

Ale ale – zostawmy głębsze rozważania filozoficzne na inny wątek a teraz przyjrzyjmy się bliżej przyznanym miejscom rezydenckim w obecnym, wiosennym postępowaniu kwalifikacyjnym.


Szczegółowe zestawienie danych dot. przyznanych miejsc rezydenckich w postępowaniu kwalifikacyjnym przeprowadzonym w marcu 2015:


Poniżej 15 najszczodrzej obdarowanych specjalizacji:

# Specjalizacja liczba przyznanych miejsc % całości
1 Medycyna rodzinna 159 9,86
2 Anestezjologia 155 9,62
3 Pediatria 153 9,49
4 Patomorfologia 100 6,20
5 Medycyna ratunkowa 94 5,83
6 Rehabilitacja medyczna 93 5,77
7 Neonatologia 92 5,71
8 Ortopedia 91 5,65
9 Choroby wewnętrzne 84 5,21
10 Psychiatria dziecięca 67 4,16
11 Onkologia kliniczna 50 3,10
12 Radioterapia onkologiczna 36 2,23
13 Psychiatria 32 1,99
14 Chirurgia dziecięca 29 1,80
15 Reumatologia 29 1,80

Rozkład ilości miejsc wg województw:

Województwo liczba przyznanych miejsc % całości
MAZOWIECKIE 223 13,83
MAŁOPOLSKIE 192 11,91
ŚLĄSKIE 155 9,62
ZACHODNIOPOMORSKIE 107 6,64
LUBELSKIE 104 6,45
WIELKOPOLSKIE 101 6,27
ŁÓDZKIE 98 6,08
DOLNOŚLĄSKIE 94 5,83
POMORSKIE 94 5,83
WARMIŃSKOMAZURSKIE 81 5,02
PODLASKIE 79 4,90
KUJAWSKOPOMORSKIE 76 4,71
OPOLSKIE 58 3,60
LUBUSKIE 57 3,54
ŚWIĘTOKRZYSKIE 53 3,29
PODKARPACKIE 40 2,48

Rezydentury – rozważania szczegółowe

Skupiając się teraz na samych danych, możemy dojść do kilku wniosków: miejsc jest zdecydowanie więcej niż dotychczas a ich rozkład względem specjalizacji bardziej odwzorowuje długofalową strategię rządu, np.:

  • medycyna rodzinna – jako rdzeń Państwowej Opieki Zdrowotnej – jest na pierwszym miejscu pod względem ilości przyznanych miejsc
  • za raz za nią jest anestezjologia – specjalizacja, w której doskwierają bolesne braki od czasu, kiedy znaczna ilość specjalistów wyemigrowała
  • pediatria – jako oczko w głowie Ministra (Arłukowicz jest specjalistą pediatrii) oraz jedna ze specjalizacji z największą średnią wieku lekarza (specjalizacja dosłownie “na wymarciu”)
  • medycyna ratunkowa – zgodnie z reformą, już niedługo w karetkach jeździć będą mogli tylko “lekarze systemu” – ale nie zrobią tego jeszcze długo… bo na razie ich nie ma (wystarczająco)
  • onkologia, radioterapia i patomorfologia – przynajmniej jedna konsekwentna decyzja w morzu pomyłek – zgodnie z założeniami pakietu onkologicznego, aby pacjenci onkologiczni faktycznie mogli być szybciej kwalifikowani do leczenia, potrzebni są do tego odpowiedni specjaliści – bez nich cała reforma nie ma sensu (i tak nie ma, ale to temat na osobną dyskusję)

Warto wspomnieć, że wraz z wprowadzeniem specjalizacji modułowych od zeszłego roku, można się specjalizować w nowych specjalizacjach (zaznaczone *), z których większość to specjalizacje szczegółowe z zakresu pediatrii, np. (w nawiasie liczba miejsc):

  • Choroby płuc dzieci (27)*
  • Nefrologia dziecięca (18)*
  • Gastroenterologia dziecięca (17)*
  • Kardiologia dziecięca (10)
  • Neurologia dziecięca (8)
  • Endokrynologia i diabetologia dziecięca (6)*
  • Otorynolaryngologia dziecięca (4)
  • Pediatria metaboliczna (6)*
  • Neonatologia (92)

Możemy policzyć, że “nowe” specjalizacje pediatryczne są obsadzone 188 wakatami – jeżeli dodać do tego 153 miejsca na “zwykłą” pediatrię, okazuje się, że wszystkich pediatrycznych miejsc jest 341, co stanowi 21,1% całości i plasuje pediatrię na pierwszym miejscu najhojniej obsadzonych specjalizacji.

Naturalnie nie obyło się bez kilku zaskoczeń i powodów do uniesienia brwi, m.in:

  • Tradycyjnie już “wielkimi nieobecnymi” są specjalizacje z dermatologii i okulistyki. Może się mylę, ale nie wydaje mi się, żeby lekarzy tych dziedzin było w nadmiarze… Zaciekawionych odsyłam z pytaniami do konsultanta krajowego.
    Porównanie ilości rezydentur do ilości miejsc
    na studiach względem województwa.
  • Zarysowuje się wyraźna dysproporcja i dyslokacja pomiędzy ilością absolwentów z danego województwa a przyznawaną tam ilością rezydentur (patrz: ramka obok) – np. województwo łódzkie, którego Uniwersytet Medyczny w Łodzi szkoli prawie 16% lekarzy w kraju(drugie miejsce po Śląsku województwie śląskim), jest na siódmym miejscu pod względem przyznanych rezydentur (6% całości). Wszystko to świadczy o tym, że niektóre uczelnie są “skazane na eksport” swoich wychowanków.
  • Czy ktoś może mi pomóc w ustaleniu przyczyny dla której od kilku ostatnich lat MZ usilnie i z uporem godnym lepszej sprawy gwarantuje dużą ilość miejsc specjalizacyjnych z rehabilitacji medycznej? Kolejne rozdania udowadniają, że naprawdę niewiele osób jest nią zainteresowanych… A może o to chodzi? By “rozdać” niewykorzystane miejsca nieustępliwym lekarzom w trakcie odwołań?

I na koniec rzucam krótką myśl: pamiętajmy, że w związku ze skróceniem studiów o rok1, już niedługo nadejdzie “kumulacja”, w której studia skończą aż dwa roczniki studentów – starego i nowego trybu. A wtedy, jeśli zabraknie rezydentur, rzesza młodych lekarzy podzieli się na kilka grup: ta najmniejsza część znajdzie sobie normalny etat i w spokoju będzie pracować “na swoim”. Część będzie liczyć na poprawienie LEKu, zasilając kolejne oddziały Nocnej Pomocy Lekarskiej, część w przypływie rozpaczy będzie szukać pracy za darmo, a reszta – wyjedzie. I pewnie nie wróci.


Ad.1 Powtarzające się w tekście stwierdzenie o skróceniu studiów i likwidacji stażu podyplomowego jest skrótem myślowym – chodzi o zmiany jakie wprowadziła ustawa o zmianie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty z września 2010 r., w myśl której likwidacji ulega staż podyplomowy, który zostaje zastąpiony przez dwusemestralne praktyczne nauczanie w dziedzinach klinicznych na 6. roku studiów (praktykę zawodową). Co za tym idzie, dotychczasowy, sześcioletni program studiów na kierunku lekarskim zostaje „skompresowany” do pięcioletniego programu – stąd stwierdzenie o likwidacji stażu i skróceniu studiów. Ważne, by czytelnik pamiętał, że sumarycznie szkolenie studenta medycyny skraca się o rok, studia lekarskie pozostają sześcioletnie, ale ostatni rok ma teoretycznie pełnić rolę obecnego stażu podyplomowego.

Źródło miniatury artykułu: martens-kuehl.de

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Komentarze na temat “Rezydentury wiosna 2015 – analiza”:

  1. Ze wszystkim się zgadzam, oprócz tego, że skrócili studia – NIE skrócili, nadal trwają 6 lat, tylko na 6 roku bedzie „staż” i egzaminy. Nie wprowadzajmy czytelników w błąd.

  2. trafna analiza rzeczywistości, dodałbym tylko od siebie, że pensja rezydenta jest uwłaczająco mała… 2275 zł „na rękę” zarabia byle pierwszy sprzedawca… niestety nie ma rewaloryzacji, rezydent powinien mieć zagwarantowane min 120% przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w danym roku!

    1. Jeśli dodasz do tego ok. 38 godzinny tygodniowy nominalny czas pracy (nie wspominając o zostawaniu po pracy „tylko po skierowanie”) to wyjdzie Ci wynagrodzenie…wait for it… 15zł zł za godzinę. Yay!

  3. Dziękuję za rzeczowy artykuł. Miejmy nadzieję, że MZ przeczyta go ze zrozumieniem, by w przyszłości uniknąć parodiowania systemu kształcenia lekarzy.

    Jedna sprawa mnie razi w powyższym artykule. Mianowicie, nikt nie skrócił studiów lekarskich, wbrew powszechnej opinii. Zabrano nam (jestem pierwszym rocznikiem eksperymentalnym) tylko i aż staż, dając w zamian obietnicę praktyk całorocznych na ostatnim – szóstym roku medycyny. W związku z tym uczelnie medyczne gimnastykują się, jak poustawiać przedmioty, by upakować to co trwało 6 lat w 5, przez co zwiększyły się znacznie różnice (ktore i tak były sporo) programowe między uczelniami w kraju, co z kolei utrudnia studentom przenoskę z jednego miasta do drugiego. Ale mówienie o likwidacji stażu i skróceniu studiów jest błędne, ponieważ sugeruje, że skończymy medycynę o 2 lata wcześniej, a skończymy o rok wczesniej, w dodatku nie pytając nas o zdanie, zabrano nam możliwość liźnięcia wielu specjalizacji i ostatecznego wyboru tej wymarzonej (praktyczny 6. rok ma godzinowo być połową stażu). Ale może i słusznie, skoro to nie my wybieramy specjalizacji, tylko ona nas. A mój rocznik będzie się o nią bił z rocznikiem wyżej… Ludzie sobię nie zdają sprawy, że nadchodzi totalna katastrofa. Ja nie mam złudzeń, że napiszę LEK na 100% i mimo patriotycznej duszy, zastanawiam się, gdzie będzie dla mnie miejsce za granicą. Polska w 2018 roku zaleje Europę młodymi lekarzami bez specjalizacji. Niemcy, krajew skandynawskie już zacierają ręce… Zaraz. Ale kto przyjmie lekarzy, którzy nie odbyli stażu?! Co to za lekarz bez stażu??? Oczywiście, że pracodawcy chętniej sięgną po moich starszych kolegów. Mnie zostaje wspomniany NPL. Może taki był cel tej reformy? Rozchrzanić prawidłowo działający system edukacji medycznej? Skoro kuleje opieka zdrowotna, to lepiej – na zdrowy rozsądek – wysadzić ją w powietrze?

    1. Podobnie jak zauważył/a to @Cath – dodałem sprostowanie, że określenie skrócenie studiów było skrótem myślowym. Jak dla mnie, to jest to skrócenie – jeżeli ktoś próbuje upchnąć obecny program w 5 lat, to stawiam krzyżyk na drogę przyszłym (i obecnym) rocznikom…

  4. Ja jestem ostatnim rocznikiem, który ma odbywać staż podyplomowy i jestem przerażona obserwując co pół roku to jak przyznawane są miejsca rezydenckie. Nie wierzę, że za 3 lata wyczarują je jak z rękawa, żeby zadowolić 2x tylu absolwentów.

    Co do specjalizacji z dermatologii, która mi się (niestety, nierealnie) marzy, nadmiar lekarzy specjalistów jest w dużych miastach w prywatnych klinikach, natomiast znalezienie dermatologa w mniejszych miejscowościach graniczy z cudem – ot na przykład w moim 30-tysięcznym mieście w mazowieckim najbliższy gabinet dermatologiczny jest 20 km dalej. Z okulistami i laryngologami wcale nie jest inaczej.

    Tak samo dziwi mnie minimum rozdawanych miejsc na gin-poł, bo tutaj też nie powiedziałabym, że mamy eldorado w liczbie specjalistów. Może w Warszawie jest ich wielu, ale w mniejszych szpitalach powiatowych są potężne braki kadrowe, średnia wieku zatrudnionych przekracza 60-tkę.

    1. Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że starsi lekarze są nie mniej przerażeni :/. MZ i Rząd od lat stosują taktykę „jakoś to będzie”… no i faktycznie – jakoś to jest.

      A co do dermy i okulistyki – to jest temat na osobne opracowanie. Polecam zainteresować się zapotrzebowaniem zgłaszanym przez krajowych konsultantów.

    1. Podobnie jak Neurologia i Kardiologia dziecięca, zgodnie z komunikatem MZ. O błędy nie trudno jak się pisze stronę po nocach. Dziękuję za uwagę.

  5. Jestem studentką ‚poszkodowaną’ studiowaniem jako pierwszy rocznik ‚w nowym systemie’ i rok temu interesowalam sie sprawą przyznawania nam miejsc rezydenckich. Otóż rzecznik ministerstwa odpowiedział mi wtedy jasno, że zwiększenie liczby wakatów w trybie rezydenckim NIE JEST W PLANACH (oczywiście mamy się nie martwić, bo POZAREZYDENCKICH starczy wszystkim). Dodatkowo otrzymałam informację, że rząd na likwidacji staży zaoszczędza… uwaga ile? 160 milionów złotych! Ciekawe, co z nimi zrobią… Także z przerażeniem oczekuję końca studiów, bo i forma prowadzonych zajęć na 6 roku, na który „zostały przeniesione obowiązki stażowe” pozostaje nieznana, o kumulacji nas- studentów obecnie 3 roku oraz 4- idącego „starym systemem” nie wspominając. Pozdr.

    1. Zaoszczędzają 160ml PLN, żeby potem łaskawie strzepnąć dodatkowe rezydentury. Klękajcie narody.

  6. Straszno, i śmieszno. Aż żałuję, że rzuciłam drugi kierunek, bo już nie mogłam wytrzymać psychicznie z brakiem wolnego czasu, bo bym miała poza medycyną cokolwiek, co jest lepszą alternatywą niż praca na kasie. Albo źródłem utrzymania, kiedy już będę robić tę swoją specjalizację na wolontariacie ;).

    Państwo jest niekonsekwentne. Z jednej strony zwiększa się limity przyjęć na studiach lekarskich, pozwala na otwieranie nowych uczelni, czyli że są pieniądze w budżecie na „produkcję” lekarzy, których rzekomo brakuje – bo przecież kształcimy się na koszt podatnika (w dużej mierze).
    Z drugiej wydziela się rezydentury jak jakąś jałmużnę, pozwala się na patologię (nie bójmy się tego słowa) w postaci wolontariatów i jednych piątych etatu, przydzielanie śmiesznie małej liczby rezydentur z okulistyki, laryngologii, ginekologii. Łaskę się robi, że rezydenturę zmienić można raz, z przyczyn zdrowotnych – a jeżeli jednak się okaże, że się do wybranej specjalności nie nadajesz – to trudno, skończysz i będziesz frustrat, zmienisz na wolontariat – być może też będziesz frustrat… I się opowiada wszem i wobec, jak to polscy młodzi lekarze na koszt społeczeństwa zdobywają dyplom, a potem uciekają za granicę – niewdzięcznicy, powinni za darmo odpracować i powołaniem się żywić. Tylko nikt jakoś nie krzyczy, że inżynier, pedagog, ekonomista, socjolog… też studiują dziennie i wyjeżdżają, i nikt do nich pretensji nie ma. I nigdzie nie można znaleźć konkretnej informacji, co właściwie powoduje, że koszt wykształcenia lekarza jest tak wysoki.

  7. Kurna pensja rezydenta jest uwłaczająco niska, ale prawda jest taka, że gdyby rezydenci solidarnie się zebrali to może można byłoby coś wywalczyć, ale tak naprawdę większość ma to w dupie…

  8. Mozesz zrobic staz w Niemczech albo Skandynawii, moje kolezanki wlasnie tak planuja. I jest chyba nawet wygodniej, bo jest pewnosc ze te kraje uznaja staz skoro byl u nich. Placa za niego ponad 1000/m euro wiec wiecej niz w PL. W Wlk Bryt chyba nawet trzeba robic drugi raz staz nawet jak sie juz ma bo u nich bo brytyjski trwa dwa lata.

    1. Staż w Niemczech za 1000/m ?? ahaha dobre sobie! szkoda, że sami Niemcy muszą wyjeżdżać do Szwajcarii, gdyż stawka miesięczna wynosi 200 euro ;D cieszmy się z tego co mamy

    1. O ile mi wiadomo, to rocznik, który zacznie w tym roku będzie znowu miał 6-letnie studia + staż.
      Pozdrawiam

  9. Z całym szacunkiem…10 lat pracowałem na uczelni – Uniwersytecie medycznym w Łodzi. Doktorat zrobiłem w roku 2009 (do 2014 trzymany byłem na stanowisku asystenta), a specjalizację w 2013. Po 10 latach zdecydowałem się odejść z uczelni. Moja ostatnia pensja to 1900 zł na rękę (mając doktorat i specjalizację). Myślę, ze moje kwalifikacje były zdecydowanie wyższe niż kogoś, kto specjalizację dopiero zaczyna. Nigdy nie powiem, ze 2275 zł to dużo, ale i tak nie macie najgorzej, mając dużo niższe kwalifikacje 🙂

    1. Panie doktorze, pensje pracowników dydaktycznych od zawsze wołały o pomstę do nieba. Pana kwalifikacje są imponujące i zasługują na odpowiednią gratyfikację finansową, adekwatnie wyższą od wynagrodzenia lekarza rezydenta, czy młodego lekarza w ogóle. Proszę jednak mieć na baczności, co Pan mówi – stwierdzenia typu „i tak nie macie najgorzej” tworzą w naszym środowisku dwugłos, który nie pomoże nam, jako całości, w walce o lepsze warunki pracy (w tym pensji). Czytelnik spoza środowiska może być co najmniej skonfundowany słysząc głos młodych „zasługujemy na więcej” i komentarz starszych lekarzy „i tak jest lepiej”. Doceniam fakt, że wynagrodzenie istotnie wzrosło na przestrzeni ostatniej dekady, jednak daleko nam jeszcze do stwierdzenia, że warunki naszej pracy i wynagrodzenia są godne naszego wkładu pracy i odpowiedzialności jaka za nią stoi. Proszę przynajmniej nie przeszkadzać w walce o lepsze jutro.

    2. Szanowny Panie Docencie – zgadzam się zarówno z Panem, jak i z Kolegą, który Panu odpisał. Chciałabym jednak zwrócić też uwagę na fakt, iż w latach 2009-2015 ceny wszystkich towarów i usług poszybowały w górę i obecne 1900 zł nie równa się 1900 zł w roku 2009. Pozdrawiam!

  10. A mnie ciekawi czy rzeczywiście jest tak ogromne zapotrzebowanie w tej chwili na anestezjologów, których braki są uzupełniane od ładnych paru lat. A może chodzi tylko o zwiększenie konkurencji żeby stawki znów wynosiły 30 zł/h? I jeszcze jedna rzecz, totalny brak miejsc na chirurgie ogólną! Średni wiek chirurga ca. 55-60, a chętnych na ich miejsce też za wielu nie ma.

    1. Sugerujesz, że anestezjologów jest u nas pod dostatkiem? Całkiem sporo ich wyjechało… a niedostatki są w każdej dziedzinie, nawet przysłowiowej internie.

  11. Ja skończyłam medycyne w 4 lata, więc myślę, że w 5 tez sie da. W wielu krajach nie ma stażu podyplomowego (stany) i jakoś lekarze dają radę w pracy. W UK staż jest 2 letni, bo tam medycyna jest junior led i specjalista siedzi w klinikach, żeby kolejek nie było tak jak u nas 10 letnich, a młodzi ogarniają temat na oddziale. Myślę, że zabranie stażu, 5 letnie studia i rok praktyki to dobry pomysł, tylko zeby ta praktyka to była praca a nie 12 czas do miasta… a tak wogóle to polecam wyjazd za granicę dla tych co mogą i chcą, nie wahac się!

    1. Wszystko się da – pytanie po co. Można mieć studia 8-18, usunąć część przedmiotów (informatyka, filozofia etc.), inne skrócić (łacina, histologia, biochemia) i wio, do pracy. A staż? Będzie tylko gorzej, bo zniknie nawet moralny obowiązek związany z tym, że wcześniej było chociaż za to płacone… Żeby staż miał sens, młodym powinien zajmować się lekarz do tego oddelegowany – który dostaje za to konkretne pieniądze, ma mniej pacjentów i innych obowiązków i jest ze swojej pracy ze stażystą rozliczany – czyli bierze odpowiedzialność za jej efekty. A tak – jakoś to będzie. Jak nie do papierów, to do domu.

    2. Wiem,że minęły 2 lata, ale jak udało Ci się skrócić czas studiów do 4 lat? Jak zaliczałaś wtedy przedmioty?

  12. Szanowny Kolego , zgadzam sie z komentarzem kostasza w odpowiedzi na twoj Twoj wpis. Poza jednym szczegolem kwalifikacje wcale nie wydaja mi sie imponujace , zostaly wycenione na 1.9 tys czyli smiesznie malo.

  13. Ja się cieszę, że likwidują staż. Dla mnie mój staż to była wegetacja. Niczego się nie nauczyłam, wręcz cofnęłam w rozwoju. To dla mnie 13 miesięcy przeznaczone na Cieszyłabym się, gdyby na moim stażu można było o 12 iść do domu, wtedy zorganizowałabym sobie lepszą formę edukacji. Niestety trzeba było siedzieć i wypełniać papiery. Starsi lekarze w większości źli na cały świat i sfrustrowani, narzekający na to, że za mało zarabiają, za dużo pracują.

    1. Zgadzam się, staż to głównie papierologia, poza tym nigdzie nas nie traktują poważnie bo przychodzimy na oddział na kilka tyg (lub dni) i zaraz idziemy dalej, a w całym zabieganiu lekarze nie mają czasu tłumaczyć, a że biorą za nas odpowiedzialność, to naprawdę rzadko kto pozwala stażyście być samodzielnym. Poza tym to egzystencja 13 miesięczna gdzie nie jest się pełnoprawnym lekarzem, i możliwości dorobienia do pensji są żadne… (w zakresie zawodu medycznego)

  14. Jakiś czas temu napisałem do Ministra (odzewu z jego strony brak) a następnie opublikowałem mój list dzięki portalowi Medycyna Praktyczna.
    Każdy kto choć trochę siebie szanuje to chce mieć dobrze płacone za swoją pracę. A praca lekarza jest z tych szczególnych, bo pracujemy z człowiekiem, a nie z towarem w magazynie czy na kasie.
    Ja wolałem wyjechać – przynajmniej jestem traktowany jak lekarz, godnie zarabiam (choć na tle innych zawodów to nie mam tutaj koksów) i robię specjalizację taką jaką chcę.
    Nie warto wierzyć w obietnice ministerstwa, że będzie lepiej. Bo nie będzie.

    http://www.mp.pl/kurier/114819

  15. Drobna uwaga – „Uniwersytet Medyczny w Łodzi szkoli prawie 16% lekarzy w kraju(drugie miejsce po Śląsku)” – nie Śląsku, tylko w województwie śląskim.

    Śląsk to region składający się Dolnego i Górnego Śląska, a nie to miałeś chyba na myśli, Kostasz?

  16. Czy dostępne są dane,ilu było chętnych na poszczególne specjalizacje i jaki był rozkład miejsc pozarezydenckich?

  17. Czy ktoś może się orientuje ile trzeba było mieć punktów (procent) by dostać się na okulistykę w woj. dolnośląskim/opolskim lub wielkopolskim w tym roku (ile na jesień ile na wiosnę)? Pozdrawiam S.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!