Wspomnienia z rezydentury: Onkologia

Ten moment musiał nadejść. Dziesiątki wysłanych maili, kilkanaście odbytych rozmów telefonicznych. Wszystko w jednym celu – dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak to jest szkolić się z onkologii. Pytania, wątpliwości. Historie, anegdoty. Stwierdziłem, że czas najwyższy spisać moje spostrzeżenia i uwagi. I choć poprzeczka została ustawiona przez moich poprzedników wysoko, mam nadzieję że ten tekst ułatwi Ci podjęcie decyzji, czy chcesz zostać onkologiem.

Śmierć. Cierpienie. Strach. Rak.

Chemia, wymioty, włosy w umywalce. Krew na chusteczce. Wywiady ze znanymi ludźmi, którzy "walczą z chorobą" i wspomnienia ludzi, którzy z nią "przegrali" – czarno białe, uśmiechnięte, ładne młode twarze. Wszystko to znamy bardzo dobrze. Tym karmią nas media, to słyszymy od znajomych, sąsiadów, od ludzi w tramwaju, kiedy poruszany jest temat chorowania na nowotwór. Ale co to ma wspólnego z pracą lekarza onkologa?

Niewiele.

Jestem

Jesteś lekarzem. Będziesz im pomagać – bo leczyć nie będziesz ich zawsze. Wszystkie te demony staną się dla Ciebie objawami niepożądanymi, powikłaniami, czynnikami prognostycznymi. Na większość z nich są leki, i to całkiem skuteczne. Na resztę pozostajesz Ty. Tak, Ty. Czasem nic nie pomaga lepiej niż porozmawianie pięć minut dłużej z pacjentem, wytłumaczenie mu, co się z nim dzieje i dlaczego, co go czeka. Nawet jeśli masz dla niego złe wiadomości, danie mu do zrozumienia, że może liczyć na Twoją pomoc i nie zostanie w chorobie sam, potrafi zdziałać więcej niż dodatkowe dawki leków. Stoi to zapewne w sprzeczności z naszą lekarską intuicją i głęboko wpojonym na studiach przekonaniem, że opieka nad pacjentem odbywa się na zasadzie akcja-reakcja. Jest choroba, jest leczenie. Jest objaw, jest interwencja. Stosunkowo szybko zauważyłem, że wdzięczność pacjentów i ich rodzin zależała bardziej od mojego zaangażowania w terapię, niż jej skuteczności. Duża część Twojej pracy (jeśli wykonujesz ją dobrze) to rozmowa, rozmowa, rozmowa. Z pacjentem, z rodziną.

Sądzę, że musisz szybko zrozumieć fakt, że leczenie ma polegać na zaoferowaniu najlepszej możliwej pomocy, a nie na zagwarantowaniu efektów terapeutycznych – dopiero wtedy będziesz w stanie spokojnie przychodzić rano na oddział i wychodzić z niego po południu. Czuć satysfakcję wiedząc, że zrobiłeś/aś po prostu wszystko, co było można. Nawet jeśli dzień kończyłby się bilansem trzech zgonów i dwóch dyskwalifikacji z leczenia – nie jest Twoją winą, że ktoś choruje na nowotwór. Twoim zadaniem jest troszczyć się o chorego, ale rzadko kiedy oznacza to, że jesteś w stanie wyleczyć kogoś z choroby.

Nie.

Jeśli się z tym wewnętrznie nie godzisz, nie idź na onkologię. Przeważająca ilość pacjentów onkologicznych jest leczona paliatywnie – czyli terapia nie stawia sobie za cel nadrzędny wyleczenie pacjenta. Ma być kompromisem pomiędzy jakością życia, a spodziewanym wydłużeniem czasu przeżycia / czasu wolnego od choroby (QUALY). Czasem oznacza to, że lepiej jest kogoś po prostu nie leczyć – bo narazi to człowieka na toksyczność terapii i sprawi, że umrze (w cierpieniu) szybciej, niż gdyby nie uzyskał żadnego leczenia. Całkiem szybko zaczniesz "czuć", komu nie należy rozpoczynać terapii, a kogo warto leczyć za wszelką cenę. Problem leży zupełnie gdzie indziej – w wytłumaczeniu tego pacjentowi/pacjentce. I rodzinie.

Przychodzą do szpitala po raz pierwszy, skierowani od chirurga, który wytłumaczył już im, że tata/mama/siostra/brat/etc. nie może być operowany, bo choroba jest zbyt zaawansowana i "cała nadzieja" w onkologu. Przywożą chorego na wózku, bo z powodu zaawansowania choroby i postępującego osłabienia nie jest w stanie chodzić o własnych siłach. Z dostępnej dokumentacji wyczytujesz: świeżo rozpoznany rak płaskonabłonkowy płuca, liczne przerzuty do kości, wieloletni palacz papierosów, stan po dwóch zawałach, frakcja wyrzutowa 35%, przetrwałe migotanie przedsionków w spirometrii FEV1/FV 60%, kilkanaście przyjmowanych leków… Przerzucasz kartki, spoglądasz przed siebie i widzisz pełne napięcia spojrzenia ludzi, którzy czekają na to, co powiesz. Czekają na słowa "jest nadzieja", "będziemy leczyć". A nie będziecie. Bo byłoby to nieetyczne. Pacjent umarłby jeszcze pierwszego dnia chemioterapii.

Wracam do tego, co powiedziałem – musisz mieć parę spraw poukładane w głowie. To nie jest Twoja wina, że człowiek jest chory i obciążony. Dyskwalifikując go z leczenia działasz dla jego dobra – on nie wie, co go może czekać. Nie jest lekarzem (nawet lekarze nieonkolodzy nie wiedzą). Ma prawo oczekiwać, mieć nadzieję, że będzie leczony. Chce żyć. Każdy z Was ma rację. Twoim zadaniem jest wytłumaczyć się ze swojej decyzji z poszanowaniem punktu widzenia rodziny i pacjenta. Dla mnie osobiście rozmowy o dyskwalifikacji z leczenia są najbardziej wymagające i obciążające psychicznie. Czujesz się jak pilot myśliwca – jeden niewłaściwy ruch i katastrofa gotowa. Musisz umieć ważyć słowa, wiedzieć co i dlaczego chcesz powiedzieć. To umiejętność – taka sama jak wkłucie wenflonu – więc jeśli nie będziesz unikał tych sytuacji, z każdym razem będziesz to robił coraz lepiej – empatycznie i asertywnie zarazem.

 
Chciałabyś / chciałbyś podzielić się swoimi wspomnieniami ze specjalizacji? Zachęcić innych do jedynej słusznej drogi, do wybrania swojej wymarzonej dziedziny medycyny? A może czujesz się w obowiązku przestrzec innych, by nie powtórzyli Twoich błędów? Jest coś, na co powinni zwrócić szczególną uwagę na początku swojej kariery?

Chcesz pomóc innym lekarzom w wyborze?

Przeczytaj również pozostałe artykuły z cyklu "Wspomnienia z:"

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Komentarze na temat “Wspomnienia z rezydentury: Onkologia”:

  1. „opieka nad pacjentem odbywa się na zasadzie akcja-reakcja. Jest choroba, jest leczenie. Jest objaw, jest interwencja.”

    Nie zgodzę się. Nikt mnie tak nie uczył na medycynie. Może zdarzają się jacyś burakowaci asystenci (albo profesorowie), ale ze studiów pamiętam, że wielu mówiło o rozmowie z pacjentem i to jaką ma wartość.

    Mój obecny szef nie jest mistrzem empatii i rzucania komplementów – przynajmniej do współpracowników. Ale obserwuję go jak odnosi się do pacjenta. To od niego nauczyłem się, że każdemu pacjentowi należy się przedstawić (niby taki szczegół ale wielu o tym zapomina), podać rękę, wyjaśnić kim jestem (wiele osób niestety nie wie co oznacza anestezjolog – mylą z alergologiem, albo robią dziwną minę w stylu a pan co mi głowę zawraca ja mam mieć operację), co należy do moich obowiązków w czasie operacji, po co przyszedłem na wizytę przedoperacyjną. Pacjent musi wiedzieć kto się nim w danej chwili zajmuje i od czego jest dana osoba.

    W obecnym systemie kształcenia lekarzy (i pracy) już dawno zatraciła się relacja mistrz – uczeń. Kiedyś to mistrz od podstaw przekazywał uczniowi wiedzę. Dzisiaj liczą się procedury. W tym się pacjent może zostać zgubiony, który leży na środku sali operacyjnej.

    Rozmowa z pacjentem jest niezwykle ważna. Wytłumaczenie mu dokładnie na czym polega zabieg, badanie, leczenie. Wytłumaczenie mu językiem który on rozumie, a nie lekarskimi formułkami, które sprawiają, że czuje się on jeszcze bardziej zagubiony i przerażony.

    A tak na zakończenie: Poznałem kiedyś pewną panią profesor (notabene jedną z jej specek była onkologia i tym się głównie zajmowała). Wyjaśniła rodzicom powoli i dokładnie na co choruje ich dziecko, jakie są możliwości leczenia, jakie konsultacje i badania trzeba wykonać (regularnie wykonywać) i rokowania (o to często pytają pacjenci – ile mi zostało? – pewnie sam to wiesz lepiej). Odpowiedziała szczerze, że może to być różnie rok, dwa , ale jak będzie 5 lat to będzie można uznać za sukces. Minęło ponad 15 lat i kolejne lata lecą – to jest sukces!

    Pozdrawiam
    erjota

  2. Super artykuł !! Nasuwa mi się jedynie jedno pytanie na które nie znalazłam odpowiedzi, jak się kształtują zarobki na etacie/ kontrakcie ? Nie chodzi mi o konkretne kwoty, ale czy są bardziej zbliżone do stawek internistów czy może są na tyle godziwe, że nie trzeba szukać dodatkowego zarobku ?? Mam myśli już specjalistów ;] pozdrawiam ;]

  3. Świetnie napisane, nie umiałam się oderwać od czytania. Kiedy szłam na medycynę, onkologia była chyba ostatnią specjalizacją o której myślałam w kontekście swojej przyszłości. Ale potem poznałam kilku wspaniałych onkologów, rozmawiałam (na praktykach u lekarza rodzinnego, w ramach wizyt domowych) z pacjentami leczonymi już tylko paliatywnie, z czego jeden zmarł dwa dni później i… coś zaskoczyło. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi, poczułam powołanie do tej działki. No i nie ukrywam, ten aspekt naukowy też jest dla mnie kuszący. Sama jestem tym zaskoczona, ale skoro Pana spostrzeżenia mnie nie zniechęciły, a wręcz przeciwnie – to chyba naprawdę chcę być onkologiem… Dziękuję i oby więcej takich artykułów.

  4. Jako osoba wspierająca pacjenta onkologicznego – dziękuję za ten tekst. Przywraca wiarę w onkologów, w to, że niektórym jeszcze się chce, potrafią myśleć o pacjencie i jeszcze coś czują. Jako psycholog jestem zdruzgotana tym, ilu onkologów pomyliło specjalizację, ilu powinno regularnie chodzić na terapię, żeby radzić sobie z emocjami spowodowanymi przez pracę. Życzę satysfakcji z pracy, mało papierologii i dużej skuteczności 🙂 i nie bierz przykładu ze starszych kolegów 😉

  5. Przeczytałam ten artykuł nie jako przyszły lekarz, ale jako mama dziecka w remisji guza Wilmsa. I chciałbym podziękować Wam – lekarzom, którzy pomagają chorym na raka i ich rodzinom. Tak jak pisał autor rozmowa z pacjentem jest ogromnie wazna

  6. Dziękuję za ten fantastyczny artykuł.
    Jestem właśnie po pierwszych zajęciach z onkologii – i tak jak zawsze onkologię odrzucałam – tak po dzisiejszych zajęciach i po Twoim wpisie jestem nią oczarowana! Bardzo podoba mi się specyfika tej pracy, relacja lekarz – pacjent o której mówisz. Mam jeszcze troszkę czasu na decyzję, ale jedno jest pewne: onkologia wkroczyła na moją listę rozważanych specjalizacji 😉

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!