Dom idiotów – recenzja serialu House

Obecnie serial nie najnowszy, w moich licealnych latach święcił tryumfy. Możliwe, że istnieją jeszcze osoby, które przed House’em się uchroniły. Dla nich niech będzie ta recenzja – ku przestrodze.

Na początku warto docenić stronę wizualną serialu. Jest miły dla oka od samej czołówki, która zachwyca i intryguje. Pomysłowe wydają się też komputerowe wizualizacje tego, co dzieje się w naszych organizmach. Jeśli jednak tak jak ja spodziewacie się serialu medycznego na miarę "Chirurgów", nie oglądajcie dalej. Wydaje się, że "House" wybił się w Polsce na fali popularności tego wybitnego serialu. Pomógł mu trochę kult Sherlocka Holmesa oraz moda na tkliwy nihilizm.

Otrzymujemy serię ciekawych, acz mało praktycznych, nazw w ustach cynicznego gbura, który traktuje pacjentów jak króliki doświadczalne, robiąc im łaskę, że w ogóle zjawia się na oddziale. Postać stała się inspiracją dla przyszłych lekarzy – czy to nie straszne?!Pomińmy sztucznie napompowaną akcję, która żyje tylko tym, że co paręnaście minut pacjent umiera. Pomińmy choroby, których kazuistyka niszczy resztki poczucia realizmu. Pomińmy też fakt stwierdzony przez ekspertów, że dr Gregory House jest zwyczajnie złym lekarzem. Pomińmy techniczne szczegóły typu zespół diagnostyczny (nie ma czegoś takiego). Pomińmy groteskowość niektórych scen.
W efekcie otrzymujemy serię ciekawych, acz mało praktycznych, nazw w ustach cynicznego gbura, który traktuje pacjentów jak króliki doświadczalne, robiąc im łaskę, że w ogóle zjawia się na oddziale. Postać stała się inspiracją dla przyszłych lekarzy. Czy to nie straszne? Straszniejsze jest to, jak miało to być ciekawe, a jak nie było.

Niestety, towarzyszące House’owi postacie są tak nudne i płaskie, że trzeba je sobie przypominać za pomocą Wikipedii. W niczym nie pomagają dopisane do przystojnych twarzy dramaty. Trudno dziwić się ostrym opiniom Gregory’ego na temat współpracowników. Począwszy od szefowej Cuddy, której otwarcie zarzuca on frustrację spowodowaną brakiem mężczyzny. Dalej rzuca się w oczy Foreman – "Murzyn"; Chase – "lizus"; Cameron – "starałaś się, ale nie wyszło"; oraz bezpłciowa na duszy, choć atrakcyjna na ciele Trzynastka. Czy ona cokolwiek robi? Oczywiście nikt z nich nie wie, jak leczyć pacjentów. Czyżby jednak to byli idiots?

Z jednej strony House jest arogancki. Z drugiej strony – on ma po prostu rację! Bezsprzecznie "House M.D." to serial jednego bohatera. Przekonujący wydaje się jeszcze przyjaciel Gregory’ego – dr Wilson, jego doskonale dobrane przeciwieństwo.

Perfekcyjna kreacja House’a w wykonaniu brytyjskiego aktora Hugh Laurie, to coś czym wyróżnia się produkcja. Oto poznajemy człowieka błyskotliwego, niebanalnego oraz bezczelnego. Jednak i tu scenarzyści zepsuli, co mogli. Główna linia fabularna serii skupia się na psychoanalizie Gregory’ego. Od pierwszego odcinka możemy się spodziewać, że postać genialną w swej podłości czeka długa i głęboka przemiana. Całe środowisko, każda kobieta, każdy pacjent, a nawet zwroty akcji ukierunkowane są na osobowościową kastrację charyzmatycznej postaci. Cel zostaje osiągnięty. Już w pierwszym sezonie rzekomy gbur częściej niż celnymi uwagami raczy nas zamyślonymi spojrzeniami, refleksjami przy pianinie i tym podobnymi smuteczkami.

Kultowy serial medyczny, przyczyna licznych powołań lekarskich, pierwowzór dla mentalnych anarchistów XXI wieku, symbol nihilistycznej inteligencji oraz dowód dobrego gustu w młodym pokoleniu. U mnie trafia do kultowej szufladki "Można obejrzeć, nie trzeba".

Nie polecam.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Maria Piekutowska
redaktor
Rocznik '93, studentka UMED w Łodzi, patriotka. Na co dzień popularyzuje polską myśl narodową, historyczną i polityczną. Od niedawna interesuje się historią Kościoła Katolickiego. Prywatnie miłośniczka rysunku, jeździectwa oraz science-fiction. Ryś.
"Pióro mocniejsze jest od miecza... wyłącznie jeśli miecz jest bardzo mały, a pióro bardzo ostre. - Terry Pratchett

Komentarze na temat “Dom idiotów – recenzja serialu House”:

  1. Nie wiem po co tak się przejęłaś analizą tego serialu. Chyba każdy mądry widz domyśla się/widzi, że po części jest to fikcja. Jeśli młodzi lekarze uważają House’a za swój wzór do naśladowania w pracy to to jest komiczne i to należy krytykować, a nie serial. Na koniec może dodam, że w tym serialu w 90% przypadkach została wydana diagnoza i pacjent mógł zostać wyleczony, czego jakoś nie mogę powiedzieć o realiach w naszej służbie zdrowia. Zyczę lekarzom, takiej błyskotliwości, albo chociaż próby zaangażowania w relację z pacjentem.

    1. A co jest złego w tym określeniu? Znajomy Murzyn tez go używa wobec siebie.

  2. Z całym szacunkiem, ale ten post jest bezsensowny. To nie jest portal recenzujący filmy czy seriale.
    Poza tym, czy naprawdę myślisz, że ludzie oglądali dr Housa ze względu na wiadomości medyczne? Każdy wie, że to fikcja i przerysowanie na potrzeby przeciętnego Kowalskiego a także na potrzeby jakiejś fabuły. No bo kogo interesuje co i w jakiej dawce zostało podane pacjentowi? Ja, studiując medycynę, nie mam nic do tego serialu. Oglądałam go dla walorów i akcji. Nie interesowało mnie, czy na pewno dany antybiotyk pomoże i czy na pewno można kogoś zarazić legionellą w imię nauki. Nie, bardziej mnie interesowało, czy Amber umrze, czy Wilson ma raka, czy Cuddy będzie w końcu z Housem i czy kiedyś ta jego noga przestanie go boleć. Tak, to interesuje przeciętnego widza. Życie prywatne tych pseudolekarzy.
    Poza tym no do jasnej ciasnej, jak można wymagać od filmu, żeby był 100% dokumentem medycznym. Serial z założenie jest fikcją, więc zarzucanie serialowi fikcji jest czymś w rodzaju : „mam problem bo niebo jest niebieskie”. A jeśli już mowa o aspektach medycznych, w Housie czy w Chirurgach przynajmniej bardziej się starają o realizm, niż choćby w polskim Na dobre i na złe, gdzie to już wali na kilometr sztucznością. Tyle w temacie.

    1. Ten post został napisany na konkurs. Dosalam za niego książkę. Nie wiem,czy to az tak bezsensowne przy niektórych komentarzach fanów House’a.

    2. Chyba autorka bardzo, bardzo, ale to bardzo chciała pokazać, jaka jest krytyczna i dorosła, i z typowym dla nowicjuszy zapałem potraktowała zbyt poważnie coś, co na śmiertelnie poważne potraktowanie nie zasługuje, bo ma służyć rozrywce, jest fikcją (na dodatek wcale nie pozbawioną walorów artystycznych i prezentującą uniwersalną problematykę moralną – tak, tak, nie tylko dzieła w stu procentach realistyczne bywają wartościowym głosem w kwestiach etycznych, patrz np. Ionesco, Mrożek, Almodóvar, Queneau, Gogol, Calvino, Cervantes, Gombrowicz, Monty Python itp.).

      Niektórzy [nie tylko młodzi] ludzie z trudem odróżniają „podoba/nie podoba mi się” od „jest dobre/złe”, i trudno, reszta świata jakoś musi z tym żyć; chociaż u adeptki nauki takiej jak medycyna niepojmowanie tego rozróżnienia to nie jest najlepsza wróżba na przyszłość (zawodową), ponieważ nie najlepiej świadczy o poziomie… właśnie krytycznego myślenia.

    1. Żaden komentarz nie został jak dotąd usunięty na BML, poza oczywistym spamem i działaniem botów. Po prostu każdy z osobna musi zostać ręcznie zatwierdzony, a w ostatnim okresie nie było komu tego zrobić :). Za utrudnienia przepraszamy.

  3. Zastanawia mnie, co na tej stronie robi grafomania tego pokroju. Ja na przykład bardzo lubię Housa, ale szanuję, że ktoś może mieć odmienne zdanie. Patrzę na ten serial z przymrużeniem oka, oglądam dla komizmu sytuacyjnego i postaci głównego bohatera, na których właściwie opiera się całe osiem sezonów. Medycyna jest tam tylko w tle i ktoś kto się nią zajmuje lub zamierza to robić w nieodległej przyszłości, powinien to zauważać.
    Natomiast zniszczyło mnie totalnie gloryfikowanie Chirurgów w kontraście do Housa. Przecież to tanie romansidło pokroju Na dobre i na złe, tylko że z większym budżetem. xD
    Bez pozdrowień dla autorki.

    1. Ja wygrałam książkę. Jaki cel miała twoja grafomania? Pozdrawiam. 😀
      Autorka

  4. Będąc w liceum serial oglądałam z ogromną przyjemnością, jednak nigdy nie brałam go na poważnie, łudząc się że tak wygląda proces diagnostyczny czy lekarze z krwi i kości – była to fajna rozrywka, nie mająca za wiele wspólnego z prawdziwym szpitalnym życiem. Makabrycznie przerysowana i czasem wtóra ale jednak rozrywka. Skończywszy studia postanowiłam zmarnować trochę wolnego i obejrzeć serial raz jeszcze. W dalszym ciągu było sympatycznie choć inaczej – teraz zabawę nakręcało punktowanie co jest sensowne, co pomylone, a co zupełnie niemożliwe. Nie żałowałam ani minuty spędzonej nad serialem bo, poza całą tą medyczną otoczką, poznałam lub przypomniałam sobie mnóstwo świetnej muzyki, obejrzałam pracę genialnych realizatorów i montażystów oraz miałam sporo frajdy z postaciami, za którymi po zakończeniu serialu zwyczajnie tęskniłam. Natomiast co do Twojej recenzji – moim zdaniem jest zwyczajnie słaba. Abstrahując od tego, że każdy powinien zostać zachęcony by obejrzeć choć jeden odcinek i samemu wyrobić sobie zdanie, recenzja jest napisana w sposób bardzo zmanierowany i z takim zadęciem (nie idącym niestety w parze z kunsztem literackim czy nawet składnią), że po kilku zdaniach ma się ochotę przerwać czytanie, będąc lekko zażenowanym, że tego typu wypociny publikowane są na medycznym portalu. Poza profesorskim tonem wypowiedzi, boli również liczba powtórzeń, zupełnie nie trafione porównania do serialu „Chirurdzy”, który poza byciem zupełnie innego rodzaju serialem, wcale tak fenomenalny nie jest, jak by to wynikało z recenzji. Radziłabym również zapoznać się z definicją słów „tkliwy” oraz „nihilizm” bo choć fajnie brzmią jako fejsbukowa grupa (przypuszczam, że stąd wzięłaś) i chętnie ich używasz to wydaje mi się że kompletnie nie rozumiesz co oznaczją. Natomiast pozostawiając już w spokoju styl, a przeskakując na recenzję samą w sobie – myślę, że zamiast brać totalnie na serio filmową fikcję, powinnaś podejść z nieco większym dystansem (zwłaszcza będąc osobą z środowiska medycznego) niż starsi ludzie wierzący w historie ze szpitala w Leśniej Górze. Idąc tym torem – strach pomyśleć jakie recenzje w swoich czasach otrzymałby od fizyków Lem za swoje książki, gdyby sprawę też potraktowali tak poważnie i do bólu „podręcznikowo”, a przecież to kawał dobrej literatury. Cieszy mnie natomiast otrzymana przez Ciebie książka, której serdecznie gratuluję. Być może jeśli poćwiczysz trochę pisanie i „podejście do sprawy”, sypną się kolejne, coraz lepsze nagrody 🙂 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!