Jeszcze raz o lekarskich zarobkach. Część pierwsza: Nie znam biednego lekarza

Temat zarobków uchodzi w większości kultur, w tym polskiej, za tabu. Mówienie o tym otwarcie i publicznie jest uznane za co najmniej dziwne, a zapytanie kogoś wprost o zarobki uchodzi wręcz za nietakt. Próba rozmowy o zarobkach lekarzy w Polsce to z kolei nie tyle niestosowność, co samobójstwo – wszelkie próby argumentacji zostaną rozjechane czołgami hejtu i ostrej, bezpardonowej krytyki. Dlatego większość lekarzy, posiadając instynkt samozachowawczy, taktownie milczy.

Stety czy nie, ja swój instynkt straciłem gdzieś na studiach. Dlatego chciałbym dziś poruszyć tę niewygodną kwestię, choć wiem, że będzie to stąpanie po polu minowym.
Na początku najważniejsze: niniejsze wynurzenia są moimi osobistymi, subiektywnymi przemyśleniami.

Mit: Nie znam biednego lekarza

Na początku sprostujmy mit o bogatych lekarzach, który głęboko zakorzenił się w świadomości społeczeństwa. Jego geneza sięga głęboko do czasów z poprzedniego ustroju i wynika ze starej i skutecznej strategii divide et impera – dziel i rządź. Napuść społeczeństwo przeciwko lekarzom, tym tłustym i bezdusznym misiom, skłóć środowisko wewnętrznie – niech pielęgniarki zazdroszczą lekarzynom, ratownicy pielęgniarkom, lekarze innym lekarzom – i siedź i patrz, jak rzucają się sobie do gardeł. Im dłużej to trwa, tym słabsi będą, mniej wiarygodni, a ty będziesz mógł robić, co chcesz, nie pytając nikogo o zdanie lub udając, że pytasz (np. wysyłając projekt ustawy do zaopiniowania na dzień przed terminem zakończenia konsultacji społecznych – vide ustawa o przyspieszonej diagnostyce onkologicznej).

Divide et impera

Dla mnie osobiście punktem przełomowym, głównie dlatego, że wchodziłem wtedy w wiek dojrzały, było hasło "Pokaż lekarzu, co masz w garażu". Jego echo pobrzmiewa do dziś w głowach obywateli i co jakiś czas wraca ze wzmocnioną siłą na chwilę przed procedowaniem jakiejś ustawy tnącej wydatki na System Opieki Zdrowotnej. Przypadek? Otworzyło mi to oczy na szerzej zakrojoną strategię deprecjonowania etosu naszego środowiska:

  • marketing szemrany – to, że w internecie zdarzają się niemiłe, czy wulgarne komentarze, nie jest niczym nowym. Ale na przestrzeni ostatnich lat widziałem pewien powtarzalny trend pojawiania się okolicznościowych komentarzy o podobnej treści godzących w wizerunek lekarza jako zawodu. Sam nazwałbym to paranoją, gdyby nie to, że… jeszcze na studiach pracowałem w ten sposób, tyle że w drugą stronę, tzn. generując pozytywne opinie na temat produktu, czy usługi.
  • kupowane artykuły – rzut oka na tendencyjność artykułu pt. Medycynę studiuje się dziś dla lansu i kasy mówi samo za siebie.
  • szczucie niewygodnych jednostek – teoretycznie mało efektywne, w praktyce ma dużą siłę psychologicznego rażenia, zniechęcając wielu do zabrania głosu – może jak będę cicho, to po mnie nie przyjdą?
  • ignorowanie oficjalnych stanowisk i apeli środowiska lekarskiego – Izby Lekarskie, Ogólnopolski Związek Zawodowy, Porozumienie Zielonogórskie i inne grupy wielokrotnie krytykowały projekty ustaw godzące w interesy pacjenta lub lekarza; w większości przypadków ich zdanie było po prostu ignorowane.

Wracając do tematu zarobków. Po pierwsze, nie twierdzę, że lekarze zarabiają mało. Po drugie, nie twierdzę, że nie potrafią zarabiać bardzo dużo. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Krzyczące nagłówki w gazetach okraszone zdjęciami drogich samochodów zaparkowanych pod przychodnią, to z reguły albo ustawka dziennikarska, albo opis raczej czegoś wyjątkowego niż normy. Pięciocyfrowe zarobki dotyczą pojedynczych ordynatorów, kierowników prywatnych placówek lub wybitnych specjalistów.

Sytuacja zwykłych lekarzy

Nie rozumiem stwierdzenia, że lekarz pracujący w praktyce na trzykrotności zwykłego etatu zarabia dużo "wyciągając" ok. 10 000 PLN "na rękę", ponieważ w przeliczeniu na zarobek godzinowy wciąż oscyluje na poziomie… 40-60 PLN brutto za godzinę – ręka w górę, kto uważa, że są to za duże pieniądze dla kogoś, kto zajmuje się ratowaniem zdrowia i życia.
Pozostała rzesza lekarzy, zwykłych wyrobników, posiada zarobki zbliżone raczej do średniej krajowej, a jeśli są one wyższe, to wynikają z pracy w kilku miejscach. Etat w szpitalu, kilkanaście dyżurów w miesiącu, praca w karetce i dorabianie w prywatnym gabinecie szybko mogą podnieść status materialny lekarza, ale pytanie brzmi, czy powinien to być powód do zawiści? Wciąż mówimy o pensjach raczej porównywalnych do zawodów o podobnym prestiżu, jak adwokaci, inżynierowie czy informatycy (którzy również ciężko pracują, nie zaprzeczam).
Nie rozumiem więc stwierdzenia, że lekarz pracujący w praktyce na trzykrotności zwykłego etatu (liczonego jako 8-16 pn-pt) zarabia dużo "wyciągając" ok. 10 000 PLN "na rękę", ponieważ w przeliczeniu na zarobek godzinowy wciąż oscyluje na poziomie… 40-60 PLN brutto za godzinę – ręka w górę, kto uważa, że są to za duże pieniądze dla kogoś, kto zajmuje się ratowaniem zdrowia i życia.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Komentarze na temat “Jeszcze raz o lekarskich zarobkach. Część pierwsza: Nie znam biednego lekarza”:

  1. Dziwnym trafem nigdy jeszcze nie trafilam na artykul czy oficjalna wypowiedz krytykujaca zbyt wysokie zarobki lekarzy. To ze ta praca wymaga godziwego wynagrodzenia rozumie sie samo przez sie. Drazniacy jest natomiast fakt, ze jak juz pojawia sie o tym jakas informacja, to jest to najczesciej narzekanie lekarza, ktorych uwaza ze zarabia zbyt malo lub jest w miare zadowolony ale uwaza ze kazdy wylicza mu kazda zarobiona zlotowke. Przez to zaczynam odnosic wrazenia ze niestety lekarze zaczynaja tracic kontakt z rzeczywistoscia. Kazdy w Polsce chcialby zyc i zarabiac godziwie, niestety tak nie jest. Jestem lekarzem weterynarii i zarobki na jakie moge liczyc to okolo 3 tys zl netto jako lakarz internista (warszawa, inne miasta-2,5). Rynek jest juz tak przesycony ze niestety w tym momencie zadne specjalizacje nie pomoga. Studia konczylam jak by nie patrzec tez medyczne. Dajcie juz spokoj z tym obalaniem mitow o zarobkach bo to sie robi smieszne.

    1. Skoro jeszcze nie trafiłaś na artykuł to raczej dlatego, że nie zwracałaś na to po prostu uwagi. To normalne, że jako lekarz bardziej jestem na to wyczulony. Nie wmówisz mi, że artykuły w poczytnych gazetach o tytule „Operacja mamona” albo „Pazerne doktory” nie są pozbawione krytycyzmu wobec zarobków lekarzy. A to, że spotkałaś tylu lekarzy utyskujących na swoje pensje tylko potwierdza, co napisałem.
      „Dajcie juz spokoj z tym obalaniem mitow o zarobkach bo to sie robi smieszne.” – z chęcią poczytam inne artykuły na stronach branżowych o wspomnianej przez Ciebie tematyce. Czy mogłabyś podać linki?

  2. Lekarze to frajerzy. 10 tysięcy za takie kwalifikacje to śmieszne pieniądze. Kiedyś też chciałem być lekarzem. Na szczęście przed maturą mi się od widziało:)
    Swoją drogą dziwię się, że mając możliwość sterroryzowania kraju strajkiem pracują cicho za drobne. Ale dla mnie dobrze, jak coś mi się stanie to będę żył:)

    1. Właściwie to lekarze nie mają możliwości sterroryzowania kraju strajkiem. Wciąż o wiele bardziej liczy się dobro pacjenta niż jedynie zarobki. A na strajkach lekarzy ucierpi przede wszystkim pacjent.

  3. W ubiegłym roku będąc na wakacjach miałem spięcie z bratem – osiem lat młodszy, informatyk – któremu zarzuciłem że nie wypada targować się z biednym egipskim taksówkarzem o pół euro. Usłyszałem na to „ty jesteś bogatym lekarzem to może ciebie stać na wywalanie kasy, mnie nie”. No i wtedy porozmawialiśmy o zarobkach. Był niezwykle zdziwiony gdy odkrył że on, szeregowy pracownik, zarabia na rękę więcej niż ja jako szef działu (fakt że na kontrakcie będącym odpowiednikiem 3/4 etatu) w szpitalu, mający pod sobą 165 łóżek plus poradnię i około 120 pracowników. I że sumarycznie dobre zarobki osiągam tylko dzięki pracy w kilku miejscach, całonocnym dyżurom i powrotom do domu z gabinetu czasami po 23:00.

  4. Niestety nie da się skończyć z takimi komentarzami bo nie chodzi o samych lekarzy a o perspektywę. Jeśli większości ludzi w kraju nie stać na godne życie (zarobki jak dobrze pójdzie na poziomie 12 zł na godzinę lub mniej) to trudno uniknąć zawiści gdy się mówi o 50 zł/h. Poza tym chodzi jeszcze o podejście do pacjenta. Jeżeli idzie się do lekarza do państwowej przychodni i jest się traktowanym jak śmieć a w internecie o tym samym lekarzu zachwyty jaki to wspaniały i z podejściem (a pod postem info o prywatnym gabinecie). Może i nie robią tak wszyscy ale ci co mogą i robią (bo mają chodliwą specjalizacje) zniechęcają w państwowych placówkach żeby później już normalnie w prywatnym gabinecie wziąć 150 zł za 20 min, skutecznie tworzą obraz o waszym środowisku i raczej trudno będzie go zmienić.

    1. Dokładnie, wreszcie komentarz odnoszący się realnie do problemu! Trzeba spojrzeć od strony pacjenta, jak to wygląda (ale takiego zwykłego Kowalskiego, a nie pacjenta-lekarza, który ma wizytę „po znajomości”). Lekarz specjalista, najczęściej starszy pan, który podczas wizyty na NFZ „odbębni” wszystko w 5 minut i odsyła człowieka, który nierzadko potem i tak przyjdzie prywatnie, by ktoś dokładniej przyjrzał się jego problemowi. Pytanie tylko, czy stać go będzie na wyłożenie 150zł za taką konsultację. Jako pacjentka swego czasu doświadczyłam na oddziale czegoś innego- lekarze, którzy powinni być do tej 15, znikali już po 13. Zainteresowana tym stanem, sprawdziłam ich profile na pewnym portalu, gdzie widniała informacja, że od tej godziny przyjmują już prywatnie w swoich gabinetach… Na oddziale zostawali już sami rezydenci 😉 Pacjenci głupi nie są i widzą, co się dzieje wśród starszych lekarzy- w pogoni za lepszymi pieniędzmi zaniedbują trochę swoje obowiązki, biegają od placówki do placówki… A wcale biedni nie są, raczej z czasem odzywa się chyba chrapka na jeszcze więcej. Koniec końców i tak ucierpi na tym ten biedny Kowalski. Dopóki starsi specjaliści dalej tak będą postępować, opinia społeczeństwa się nie zmieni. Bo co im po lamentach rezydentów, skoro i tak sami będą musieli wykładać grube pieniądze na wizytę u tych bardziej doświadczonych? Czas im podziękować, że robią bałagan na własnym podwórku 😉

  5. Jestem na piątym roku medycyny i zaczynam się mocno zastanawiać nad tymi zarobkami ostatnio. 30-50zł/h zarabiam jako hostessa, a nie na dyżurze gdzie w ciągu jednej chwili mogę komuś uratować życie lub nie. Żadnej odpowiedzialności – mam się uśmiechać i ładnie wyglądać. Dla mnie dramatycznie jesteśmy niedoceniani.

  6. Tak, nie mówimy…. to powiem: 2900pln netto instytuty Warszawa 20-lat stażu, doktorat dwie specjalizacje , wiedza, jakość i zadowolenie chorych ….nie dożyję czasów kiedy będzie normalnie….

  7. Świetny wpis, bo wg mnie prawdziwy. Myślę, że niedocenianie zarobków lekarzy spowodowane jest po części tym, że często na oddziałach, osoby odwiedzające „nie widzą” pracy lekarzy. Owszem każdy wie, że praca lekarzy jest ciężka i odpowiedzialna aczkolwiek dla osoby, która jest w obniżonym nastroju psychicznym i odwiedza bliską osobę na oddziale szpitalnym „nie widzi” pracy lekarza,uważa, że lekarze nic nie robią, wyrabia złą opinię w chwili złości, która idzie dalej w świat. C’est la vie…
    A odnośnie „wyciągania ok. 10 000 PLN < >” czy to mało? hmm… Może warto spojrzeć czasem również na prace innego personelu medycznego. Pielęgniarka jest przy pacjencie 12h w ciągu doby, personelu jest mało, pracy fizycznej i papierkowej bardzo dużo, to pielęgniarka reaguje często jako pierwsza gdy coś się dzieje, studia (mimo wbrew powszechnej opinii) nie są najłatwiejsze. Podobnie jest z innym personelem medycznym, ratownicy, fizjoterapeuci itp. To są członkowie zespołu terapeutycznego a mimo to zarabiają mniej od lekarzy….
    Na szczęście całą służbę zdrowia łączy wspólna pasja – walka o ludzkie życie i zdrowie 🙂 i tego się trzymajmy współpracujmy i szanujmy się 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    1. Praca innych zawodów medycznych jest bardzo ważna i jeszcze mniej doceniana niż lekarzy. Jak w dniu wypisu przychodzi do mnie rodzina pacjenta z prezentem chcąc wyrazić wdzięczność, a słyszałem ich wcześniej krzyczących i poganiających pielęgniarki, to odmawiam i mówię: „To teraz proszę to dać pielęgniarkom i je przeprosić”.

    2. Zgadzam się że osoby odwiedzające nie widzą pracy lekarzy. „A, bo siedzo te dochtory w dyżurce, kawe pijo i sie wałkonio”, a w tym czasie piszemy przebiegi, wypisy, skierowania, recepty, opisujemy EKG, próby wysiłkowe, spirometrie i takie tam cuda.

  8. Przepraszam bardzo ale pracujac w jednym miejscu nawet z dyzurami jest ciezko przezyc na jakims poziomie. Nie mowie ze klepie sie biede,ale kursy ksiazki i szkolenia tez kosztuja. W wiekszosci szpitali nawet fartuch musisz sam sobie kupić.
    A jesli ktos ma zobowiazania np kredytowe albo dwa przedszkola?
    Poza tym najważniejsze o czym zapominamy zapracowa y lekarz to zły, a nawet niebezpieczny lekarz. Wprowadzic zakaz łacznej pracy powyzej 60 h/tydzien łącznie zobaczycie jak skocza stawki to chyba jedyna opcja.

  9. Waszym problemem jest chciwość – żaden poziom zarobków nie byłby dla Was satysfakcjonujący. Zasuwalibyście nadal na 3 etatach, by tym razem zarobić 30 tys., a nie wspomniane 10 tys.

    Na marginesie – „wyciągając” ok. 10 000 PLN „na rękę”, ponieważ w przeliczeniu na zarobek godzinowy wciąż oscyluje na poziomie… 40-60 PLN brutto” – ktoś tu ma problemy z matematyką, bo nawet przy 22 dniach pracujących w miesiącu, nie wychodzi 10 tys. netto.

    1. Ludzie po 6 latach ciężkich studiów, wyrzeczeń i pracy harują za stawkę mniejszą niż kelner, a Ty mówisz, że są chciwi?! Chyba rozumku za dużo zjadłeś. A co do matematyki, to się zgadza i widać, że masz niewielkie pojęcie o rzeczywistości lekarskiej – w rachunkach uwzględnij proszę, że doba ma 24 godz, a miesiąc 30 dni. Pozdrawiam i więcej empatii życzę.

  10. Zwiekszanie puli rezydentur, zwiekszanie limitow przyjec na studia, mnozenie liczby wydzialow, tworzenie nieefektywnego nadmiaru miejsc szkoleniowych na oddzialach zabiegowych, bedzie niechybnie prowadzoc do wzrostu podazy uslug lekarskich na rynku; obnizenia ich ceny i powolnej ale nieuchronnej degradacji finansowej i prestizowej tego zawodu – szczegolnie dla ludzi ktorzy w tym momencie studia medyczne beda zaczynac.

  11. Niestety lekarze dorabiają w ten sposób, że dostają pod stołem duże pieniądze od tzw. Big Pharmy (koncernów farmaceutycznych). Nie liczy się w takim wypadku zazwyczaj nic poza kasą, żadna etyka itp.

  12. Zacznę pozytywnie uważam że lekarze powinni dużo zarabiać bo mają ciężki i trudny zawód .Znam wielu dobrych lekarzy którzy mają w sobie choć trochę powołania ,ba zwykłej empatii ,którzy mi samej bardzo pomogli ..Dobrzy lekarze powinni dobrze zarabiać .Kiedyś ktoś powiedział że dobry lekarz to przede wszystkim dobry człowiek .Niestety to o czym ludzie piszą na forach to często smutna prawda.O tym jak strasznie zostają traktowani ,zaniedbywani w szpitalach to niestety często ma miejsce i to jest bardzo smutne ,często pacjent jest dla lekarza ,,problemem”,oczywiście nie uważam że jest to reguła. Odnośnie zarobków dodam ze nie jest niczym złym że lekarzowi nie odpowiada wynagrodzenie i domaga się wyższych zarobków ,jak najbardziej w każdym zawodzie tak można .Tylko jest jedna sprawa która odróżnia ten zawód od każdego innego a mianowicie że decydujecie o czyimś życiu ,a niestety są tu pewne nadużycia.Słyszałam o tych chirurgach którzy nie będą pracować za 10 tys ,i nic bym do tego nie miała jak na pracę chirurga to nie są jakieś strasznie ogromnie pieniądze.Tamci pacjenci,niestety to odczuli,a tak nie powinno być.Po za tym uważam że nikomu się do portfela nie patrzy .pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!