Lekarz Emigrant odpisuje

Opublikowany kilka dni temu na łamach BML artykuł „Lekarz emigrant pisze” spotkał się z Waszą żywą reakcją – zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Na głowę (i skrzynkę mailową) naszego kolegi posypały się razy, słowa krytyki, ale także podziękowania i przede wszystkim – liczne pytania. W celu zaoszczędzenia sobie i Wam pracy, w swojej uprzejmości zdecydował się zebrać powtarzające się pytania i opisać proces emigracji jeszcze raz, bardziej szczegółowo.

Ponieważ Waszych pytań było naprawdę dużo, zdecydowałem, że będę publikował je w odcinkach, aby nie przytłoczyć wszystkich nadmiarem informacji. Po zakończeniu cyklu i udzieleniu odpowiedzi na ew. pytania doprecyzowujące, opublikujemy to w formie jednego, dużego Kompendium :).

Lista nadchodzących tematów:

  1. Zarobki
  2. Koszty utrzymania
  3. Czy w Niemczech można robić staż podyplomowy?
  4. Dokąd wyjechać? Niemcy czy Szwajcaria?
  5. Gdzie się uczyć niemieckiego? Szkoła językowa, prywatne lekcje?
  6. Język
  7. Certyfikat językowy
  8. Co potrzeba aby otrzymać niemieckie PWZ, czyli Approbation?
  9. Jak znaleźć pracę?
  10. Co trzeba spełniać, aby dostać się na specjalizację w Niemczech?
  11. Rozmowa kwalifikacyjna.
  12. Umowa o pracę.
  13. Ile trwa specjalizacja?
  14. Hospitacja – co to jest?
  15. Jak wygląda mój dzień/ tydzień w pracy?
  16. Dyżury
  17. Życie towarzyskie
  18. Czy/ Jakie jest zapotrzebowanie na lekarzy i jakiej specjalności?
  19. Czy warto zaczynać w małej miejscowości, czy szukać dłużej i zacząć w większej?

Ze względu na objętość, tematy będą publikowane w każdą sobotę, w następujących odcinkach I: 1-7, II: 8-10, III: 11-15, IV: 16-19.

Jeśli macie dodatkowe pytania i chcecie, aby Lekarz Emigrant poruszył jakiś dodatkowy temat, piszcie!

Poniżej odpowiedź autora na polemikę, jaka wywiązała się po publikacji jego pierwszego tekstu:


Zanim zacznę, chciałem dodać kilka słów wyjaśnienia.
Ja nie zachęcam nikogo do emigracji. Napisałem artykuł jak potoczyła się moja historia, jestem zadowolony z tego co osiągnęłam i fajnie, że miałem okazję się tym podzielić ze światem. Ktoś może całkiem inaczej wyobrażać sobie pracę zagranicą. Nie każdy kto wyjedzie to będzie tak zadowolony jak ja.

Natomiast na Facebooku, pod linkiem do mojego pierwszego artykułu, znalazło się kilka negatywnych komentarzy. Ja szanuje zdanie innych osób, nawet kiedy jest ono odmienne od mojego. Łatwo jest oceniać. Trudniej zastanowić się nad przyczyną.

Specjalistą chciałem zostać już w Polsce. Tylko, że mi nikt takiego prawa nie dał. Ja po stażu nie spakowałem walizki i nie wyjechałem na drugi dzień, tylko złożyłem podanie o rezydenturę z anestezjologii (która o ironio jest specjalizacją deficytową), której nie dostałem i moje odwołanie zostało rozpatrzone negatywnie (gdybym chciał zostać kardiochirurgiem to bym rezydenturę dostał). Ktoś teraz może powiedzieć, że mogłem na stażu uczyć się do LEKu zamiast niemieckiego. Owszem, mogłem. Może dostałbym wtedy 20 punktów więcej. Tylko co wtedy? Ja bym rezydenturę dostał, a ktoś inny by nie dostał. W ogólnopolskiej sytuacji nic się nie zmieniło, bo rezydentur było za mało. Pominę fakt, że w sąsiednim województwie rezydenturę bym dostał, ale system nie umożliwia składania w dwóch województwach. Wyprowadzka o 70 km byłaby dla mnie o wiele łatwiejsza niż o ponad 200 km.

Po co lekarz robi specjalizację? Bo chce być fachowcem w jakieś dziedzinie (która mu się spodobała). Bo lekarz bez specjalizacji jest od wszystkiego, czyli od niczego. Młody medyk chce się wykształcić i tą wiedzę spożytkować dla dobra innych, w tym przypadku pacjentów. I za tą pracę, odpowiedzialność, poświęcenie należy mu się odpowiednie wynagrodzenie. Lekarz chce też dobrze zarabiać. Nikt lekarzowi nie odebrał prawa do tego, aby go było stać na samochód, na urlop 3 razy do roku, czy na inne przyjemności. Tym bardziej biorąc pod uwagę jaką odpowiedzialnością jest on obciążony. Lekarz to taki sam człowiek ja każdy inny, a nie niewolnik.

Lekarz nie ma obowiązku robienia specjalizacji. Lekarz ją robi bo CHCE, ale NIE MUSI. Każdy ją robi, bo wiadomo, że bez niej będzie ciężko. Ale jak już ją robić to w czymś co lubię.
Każdy na studiach przeżył przedmiot, który był dla niego męką i udręką. Musiał go jakoś zdać (czasem nawet się poświęcił i się go nauczył). Lekarze na specjalizacji uczą się już tego co chcą robić (zdecydowaną mniejszość materiału stanowi to co muszą się nauczyć). Tego co ich pociąga, interesuje, fascynuje. Młodzi rezydenci mają ogromny zapał do tego żeby się uczyć. Niektórzy mają to szczęście, że trafią w miejsce gdzie mogą się realizować. Przy czym i tak zawsze może się okazać, że egzamin specjalizacyjny obleje 90%.

Ja chciałem tą specjalizację zrobić. Ale skoro Ojczyzna mi tego nie pozwoliła, nie chciała mieć ze mnie pożytku. to niech ma teraz pretensję tylko do siebie, a nie do mnie. Skoro nie stworzono dla mnie warunków, to poszukałem miejsca, gdzie dostałem to czego chciałem.

Wiele osób teraz widzi, że ja jestem zadowolony. Bo jestem. Ale to mnie też trochę kosztowało. Do mnie Angela Merkel nie przyszła, nie dała mi certyfikatu z języka, nie znalazła mi pracy. Jak koledzy z mojego roku zaczynali pracę na rezydenturach to ja czekałem na decyzję z odwołania, a później szukałem pracy. W międzyczasie dyżurując w NPL. Każdego kto ocenia lekarza jako ‚konowała’ i się awanturuje w przychodni, chciałbym posadzić na miejscu na którym ja siedziałem przez dwa miesiące, żeby przeżył 24 godziny na takim dyżurze. Emocje potrafią sięgać zenitu.

A skoro już tak rozliczamy, że lekarze wyjeżdżający powinni zwrócić za studia, to rozliczmy studia. Rozliczmy każdego asystenta z tego, że nie przyszedł na zajęcia; że był męczony na zajęciach bo był po dyżurze; że wypuścił studentów ponad godzinę wcześniej do domu, bo spieszył się do prywatnej przychodni; że zajęcia z tygodnia zrobił w dwa dni, ale wynagrodzenie wziął za całe 5 dni. Rozliczmy każdego profesora co potrafił zrobić tylko nudną prezentację przepisując podręcznik swojego autorstwa, który i tak każdy miał w domu. Nagle się okaże, że studiowanie medycyny może mniej kosztować.

Rozliczmy egzaminatorów z CEM za 90% oblanych rezydentów z anestezjologii. Nie wierzę, że większość po kilku latach nauki nie była w stanie zdać tego egzaminu. Prawdopodobnie te osoby czuły mniej więcej tak jak, kiedy otrzymałem list z pięknym zdaniem: nie otrzymał pan prawa do otwarcia specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii.

Zamiast zastanawiać się jak przywiązać lekarzy do kaloryferów w polskich szpitalach i przychodniach, to pomyślmy co zrobić, aby oni mieli warunki, aby chcieli w nich pracować i nigdzie nie wyjeżdżać. Jak słyszę wypowiedzi starszych lekarzy, że kiedyś oni mieli gorzej, to z całym szacunkiem do Was, ale czy to oznacza, że dzisiaj też musi być źle?

Bardzo fajnie, że powstają organizacje, które mówią o problemach młodych lekarzy i starają się coś zmienić (chodzi o Porozumienie Rezydentów – dop. dumspiro). I ja trzymam kciuki, aby to się zmieniło.

Wielu z was będzie mieć dzieci, które pójdą na medycynę. Wy walczycie dzisiaj nie tylko o lepsze jutro dla siebie, ale o lepsze pojutrze dla waszych dzieci. Jeżeli dzisiaj starsi koledzy nie zmienią mentalności i nie przestaną mówić: ja jak zaczynałem pracę to miałem gorzej, to ich sposób myślenia, chcąc nie chcąc, zostanie wpojony dzisiejszym rezydentom, którzy za 20-30 lat powiedzą dokładnie to samo do młodych adeptów medycyny, wśród których będą wasze pociechy. Jest XXI wiek i chyba czas skończyć z takim Ciemnogrodem.
Ktoś może powiedzieć, że mi łatwo się wymądrzać, bo ja uciekłem, jest mi dobrze i teraz pakuję sobie walizkę na dwutygodniowy urlop na Filipinach. Tak, łatwo mi mówić. Tak, ja uciekłem. Ale zanim ktoś mnie zacznie osadzać nich się zastanowi dlaczego to zrobiłem, czy faktycznie nie miałem powodów do takiej decyzji, i czy teraz zabierając głos nie mam racji?


Za tydzień pierwsze odpowiedzi na Wasze pytania!

Zobacz też:

Lekarz Emigrant
mail do autora: lekarz.emigrant@gmail.com
blog autora: lekarz-emigrant.blogspot.com

Źródło miniatury artykułu: Lane Hartwell CC BY-SA 3.0

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Komentarze na temat “Lekarz Emigrant odpisuje”:

  1. Nie mogę się doczekać Twoich odpowiedzi na zadawane pytania. Cieszę się, że ktoś w tak rozległy, szeroki sposób stara się opisać pracę lekarza na emigracji. Nie ukrywam, że sam zastanawiam się nad wyjazdem do Niemiec, jednak całkowicie zdecydowany nie jestem. Jestem stażystą, przede mną jeszcze 2 podejścia do LEKu, zobaczymy na ile uda mi się poprawić ten egzamin i dostać na specjalizację. Nie pochodzę z rodziny lekarskiej, na medycynę udało mi się dostać za drugim razem. Wymarzoną specjalizacją byłaby dla mnie urologia. Kiedy niczego nie świadomy mówiłem kolejnym lekarzom, że chciałbym zostać urologiem spotykałem się z wybuchami śmiechu i pytaniami w stylu „masz tam kogoś z rodziny?”. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie jak bardzo hermetyczne jest środowisko pewnych specjalizacji. Nie mam zamiaru pisać, że w ogóle nie można dostać się w Polsce na specjalizację i wszystko jest do dupy. Nie uważam też, że wszystko mi się należy – wręcz przeciwnie, chcę pracować, chcę pokazać, że mi zależy. W szpitalu, w którym robię staż już zaproponowali mi miejsce na internie i ortopedii, a minęły ledwo 4 miesiące stażu. Dlatego zawsze jest jakaś opcja, jakiś plan B. O urologii mogę póki co pomarzyć. Chyba, że bym się zdecydował na wolontariat – ale takiej opcji absolutnie nie ma.
    Drogi autorze, bardzo Ci dziękuję za czas i chęci do opisywania sytuacji lekarza na emigracji. Mam nadzieję, że fala hejtu będzie jak najmniejsza i ludzie docenią fakt, że po prostu chcesz na wszystkim pomóc w podjęciu ewentualnej decyzji o wyjeździe z Polski. Trzymaj się!

    1. Cześć!
      Korzystając z faktu, że jesteś anonimowy i nie wiadomo, w którym szpitalu robisz staż, czy mógłbyś napisać, jakie wynagrodzenie zaproponowali Ci etat na internie/ortopedii? Pozdrawiam 😉

    2. Te jestem ciekawy tej propozycji pracy. Za jaką kwotę i czy po roku nie zmienią zdania na „zdecydowaliśmy obciąć ci pensję o 80%, pasuje? jak nie to do widzenia”

    3. Też jestem ciekaw. I tego czy nie powiedzą po roku „obcinamy pensję o 80%, jak nie pasuje to do widzenia”.

    4. Kurcze, dopiero teraz zorientowałem się, że pojawiły się odpowiedzi do mojego postu, wybaczcie… Przez przypadek natknąłem się na ten wątek po raz drugi 😛 na internie są po prostu miejsca rezydenckie, na ortopedii etat – 1500 zł na rękę.

  2. Miałeś rację Panie Lekarzu, dlatego ja za rok podchodzę do B2 w Ghoete Institut. Mam nadzieję, że we wschodnich landach to wystarczy;)

    1. Teraz już chyba c1- ale trzeba sprawdzać w każdym landzie osobno jakie są kryteria. Będzie o tym jeszcze na BML.

  3. Sie haben Recht, Herr Doctor, darum bestehe ich eine B2 Prufung naechstes Jahr. Ich hoffe, dass das genug wird.

  4. Bez sensu co znaczy że ‚uciekles’ a ktoś Cię gonił?
    Jaki człowieka żyjący w strefie Schengen myśli w kategoriach „nie dobry lekarz bo uciekl”
    Eh szkoda Twojego czasu na odnoszenie się do tak bzdurnego „zarzutu”

    1. „Uciekłem”, bo zamiast czekać na kolejne rozdanie rezydentur (i przy okazji za*** się w NPL za marne gorsze) to wyjechałem. Taki zarzut usłyszałem. Było to wg niektórych pójście na łatwiznę.
      Niektórzy uważają, że wręcz okradłem kraj – dosłownie tego nie usłyszałem, ale znalazłem jakieś stare forum, gdzie takie zarzuty padały. Ja bym wolał w Polsce pracować, bo nie musiałbym się przejmować językiem. Każdego dnia boję, że pacjent coś mi powie, a ja nie zrozumiem bo nie będę znał jakiegoś słowa i może to go kosztować zdrowie lub życie. Ja tu nie mam czasu na wertowanie słownika, bo pracuje się zdecydowanie więcej i szybciej.

      Każdy może/mógł zrobić to co ja. Ja nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to, że wyjechałem. Wykorzystałem tę szansę i jest mi dobrze. Polacy to taki dziwny naród, w którym jest ogromna alergia na to że komuś się lepiej powodzi (zwłaszcza jeśli na to uczciwie ciężką pracą zasłużył). Jak słyszę, że studia powinny być płatne, że należy je odrobić, to mi się nóż w kieszeni otwiera. To nie moja wina, że system w Polsce jest w moim mniemaniu zły i nie spełnia moich oczekiwań. Politycy zamiast wystawiać z idiotycznymi pomysłami (pan Gowin i pani Chybicka) powinni się zastanowić dlaczego tak jest. Leczenie przyczynowe jest zdecydowanie lepsze niż objawowe. Braki lekarzy należy uzupełnić zastanawiając się co zrobić aby ten zawód był atrakcyjny (poza oklepanymi zwrotami że to mija pomagania ludziom) niż otwieranie kolejnych wydziałów lekarskich i pomysły o odpracowywaniu.
      Może politycy niech odpracują swoje kadencje w parlamencie, albo zredukujmy ich diety do wysokości wynagrodzenia lekarza rezydenta. Szybko by się im odechciało bawić w politykę.

  5. Jestem studentem, który idzie nowym trybem. Czuję się beznadziejnie, mam terminy egzaminów wraz z rocznikiem wyżej, który jeszcze idzie starym trybem. Nasz rocznik jest 5x głupszy od głupszego starszego rocznika. Czuję się oszukany. Nie poddaję się, ale zaczynam mieć dość tych wymagań niemożliwych do zrealizowania. Jeżeli nie będę oszukiwał i ściągał na egzaminach jak zdecydowana reszta, to odpadnę. Taka przykra rzeczywistość, że człowiek chciałby się nauczyć, ale nie może bo zabrano mu czas.
    Pozdrawiam, do zobaczenia do lepszego jutra! Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi i nie będę musiał wyciągać tego telefonu na egzaminach, bo nie wystarczyło mi czasu na przeczytanie tego wszystkiego i ogarnięcie o co chodzi. Wielu osobom to nie przeszkadza, mi przeszkadza, bo jest to oszukiwanie nie tyle innych ale przyszłych pacjentów!

    1. Nie martw się, z mojego punktu widzenia (jestem od 3 lat specjalistą). Studia są po to żebyś nauczył się uczyć i żebyś zastanowił się jaką specjalizację mógłbyś robić i jakiej na pewno nie chciałbyś robić. Cała reszta nie ma znaczenia. Wiedza, którą ma opanować student, w porównaniu ze specjalistą jest niczym. Z resztą zobaczysz jak zaczniesz się uczyć swojej specki, że wiedza ze studiów jest już nieaktualna.
      Życzę radości z wykonywanej pracy. Reszta przyjdzie sama – trzeba tylko trochę cierpliwości i poszukania luk w systemie 🙂

  6. Polecam Erazmusa, jak się dobrze trafi to można dostać za darmo ontensywny kurs językowy i zdać nawet certyfikat C2 🙂

    1. Erasmus fajnym, ale raczej nie da się w rok osiągnąć c2 żyjąc jak prawdziwy erasmus 😛
      Natomiast można dużo się nauczyć i później już tylko doszlifować do certyfikatu.
      Też warto korzystać z możliwości praktyk wakacyjnych.

  7. Popieram calym sercem i rozumiem doskonale. W tym kraju albo sie haruje i w miare sie zarabia albo sie poczatkowo haruje i ma sie odrobine szczescia i trafia na wlasciwych ludzi i miejsce, ale niewielu jest takich szczesliwcow… A praca i zycie w obcym kraju to zawsze wyzwanie. Podziwiam za odwage i trzymam oba kciuki!

  8. Dokładnie tak! „Rozliczać się za studia”? Skoro mamy bawić się w rozliczenia to zróbmy to po kolei. Rozliczmy się najpierw z procenta podatków, które moi Rodzice oddając państwu przeznaczyli na moją edukację. Myślę, że przez całe ich życie trochę się tego nazbierało. Dopiero gdy rozliczymy się w tej materii możemy się brać za rozliczanie moich studiów medycznych! Pozdrawiam Autora.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!