Kim jest rezydent i czego chce?

Rezydent – przez pacjentów postrzegany jako młody, czasem nieco mniej doświadczony, ale jednak lekarz. Przez szpitale i inne placówki medyczne widziany jako tania siła robocza. Zawód lekarza to przede wszystkim satysfakcja, jaką daję ludzka wdzięczność w trakcie leczenia i skierowane do nas słowo „dziękuję” przy wychodzeniu ze szpitala.

Niestety, nigdzie nie można znaleźć kantoru czy banku, który satysfakcję czy podziękowania wymienia na walutę… A żyć trzeba. Mówiąc szczerze, ciężko znaleźć mi znajomych, którzy kończą pracę o 15:35 i wracają codziennie do domu. Przy pensji 2250 polskich złotych utrzymanie rodziny, opłacenie rachunków zobowiązań jest, delikatnie rzecz ujmując, niemożliwe. Tak, wiemy, że inni zarabiają mniej. Wiemy też, że ciężko jest znaleźć pracę po studiach. I wszystko to rozumiemy. Prosimy więc o zrozumienie Nas.

Czy nie po to poświęciliśmy 6 młodości lat na ciężkie studia by mieć zawód dający coś więcej niż satysfakcję?Zawód lekarza, nie umniejszając absolutnie żadnej grupie zawodowej, to niestety zawód szczególnie wysokiego ryzyka. Po 6-letnich, nielekkich studiach musimy się zmierzyć z pokaźnym egzaminem a następnie z polskim Systemem Opieki Zdrowotnej. Ciężko mi powiedzieć, które zderzenie bardziej boli. Górnolotne myślenie podczas studiów oraz zapewnienia wykładowców, nijak się mają do rzeczywistości. Żyjemy w czasach otwartych granic i wolnych mediów. Widzimy jak jest w innych krajach. Mamy znajomych, którzy spakowali walizki wyjeżdżając za granicę na stałe i dziś nie wyobrażają sobie pracy w polskim szpitalu. Moi drodzy, jesteśmy daleko w tyle. Nie wiem jak moi Koledzy i Koleżanki, ale ja dość często zadaję sobie pytanie „dlaczego pracuję za tak niewielkie pieniądze?”. Znów muszę nadmienić, że wiem, iż inni zarabiają mniej oraz ciężko jest o pracę. Ale zaraz zaraz… Czy naprawdę młody lekarz, który chce się kształcić, który chce być w miarę „rześki” stają do zabiegu musi ciągnąć 2,5 etatu by zarobić na życie? Czy nie po to poświęciliśmy 6 młodości lat na ciężkie studia by mieć zawód dający coś więcej niż satysfakcję?

Czasem po 48 godzinach dyżuru ciężko znaleźć w sobie siły by z uśmiechem na twarzy porozmawiać z chorym.Wszyscy myślą że dostając się na medycynę Pana Boga za nogi złapaliśmy. Ile razy się słyszy „poczekaj parę lat to zaczniesz zarabiać” czy „my w Waszym wieku też mało zarabialiśmy”. Idąc takim tokiem rozumowania dziś nie bylibyśmy w Unii tylko pod zwierzchnictwem ZSRR. Zmiany dotykają wszystkich grup zawodowych a my nadal siedzimy i boimy się odezwać by nas z pracy nie wywalili. Boimy się wyrazić swoje zdanie bo szpital nas po rezydenturze nie zatrudni. Ciągły strach i niepewność. Do czego to doszło?

Nie mamy także wygórowanych wymagań. Chcemy tylko godnie zarabiać.W całym tym systemowym rozgardiaszu dochodzi jeszcze jeden czynnik, który jest nieodłączny – pacjent. W dobie kilkuetatowej pracy i zmęczenia, szybkiego wypalenia zawodowego, wypadkową jest znaczne obniżenie jakości usług, jakie świadczymy społeczeństwu. Czasem po 48 godzinach dyżuru ciężko znaleźć w sobie siły by z uśmiechem na twarzy porozmawiać z chorym. Zanika empatia, gdyż złość na złe warunki płacowe czy lokalowe musi zostać na kimś wyładowana. Jeśli 90% czasu, w którym nie śpimy, spędzamy w pracy z pacjentami to zawsze będą pierwsi, którzy odczują nasze niezadowolenie. Koło się zamyka.

Niestety nie poprzewracało nam się w głowach. Nie mamy także wygórowanych wymagań. Chcemy tylko godnie zarabiać, tak, jak nasi koledzy i koleżanki w innych krajach. Nie chcemy się wstydzić wysokości naszych pensji rozmawiając z kolegami zza granicy. A co najważniejsze, chcemy pomagać pacjentom wypoczęci i zdolni do podejmowania racjonalnych decyzji. Skorzystałby na tym każdy z nas. Jestem bardzo ciekaw, kiedy to wszystko się zmieni i wreszcie przestaniemy być gośćmi w naszych domach.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Marcin
wpis gościnny
Optymista na przekór wszystkiemu wyłączając system opieki zdrowotnej. Lubi czytać i pisać. Ma wiele hobby ale nie ma czasu by je realizować, więc nie będzie o nich mówić.

Dwa komentarze na temat “Kim jest rezydent i czego chce?”:

  1. Skończyłam rezke rok temu. Przez większość tego czasu narzekałam razem z kolegami współdzielacymi niedolę mając nadzieję, że coś się w końcu zmieni. I powiem wam, że niestety nic się nie zmieni. W systemie jest za mało pieniędzy, a więcej nie będzie, bo żaden polityk nie odważy się podnieść składki zdrowotnej. Wyborcy też się nie zgodzą, bo nie będą płacić więcej za leczenie „obcych”, w końcu co ich życie rodaków obchodzi, niech sami o siebie zadbają. Dalej – wyborcy nie obchodzi, ile lekarz zarabia (a zawsze zarabia za dużo) i ile czasu pracuje – póki będzie na kogo pokrzyczeć w POZ czy izbie przyjęć wszystko jest ok. Mi już dawno kolega wytłumaczył, że życie ludzkie choćby nie wiem jakie górnolotne peany pisać, jest warte tylko tyle ile sam zainteresowany lub rodzina jest w stanie za nie „zapłacić”. Pana Jarosława nic nie obchodzi los umierającego na raka płuca Kowalskiego co kilka dni wożonego w te i nazad na internę, bo nie ma miejsca w hospicjum. Czy rzeszy innych pacjentów przechodzących gehennę na IP i na internach, gdzie brakuje personelu, łóżek i leków.

    Ja się spakowałam i wyjechałam i jest mi ciężko gdzie indziej, ale już z innych powodów niż w szpitalu powiatowym w PL. Stwierdziłam, że jest to jedyna forma protestu, jaką mogę zastosować. Póki lekarze będą pracować za takie stawki NIC się nie zmieni. Jedyny nacisk, jaki może po działać, to grupowe zwolnienia.

    [edit: poprawiona ortografia i interpunkcja]

  2. godnie zarabiać jak na zachodzie…przepraszam bardzo ale wszyscy w Polsce chcieliby zarabiać jak na zachodzie.A niby czemu macie takie wynagrodzenie? Bo spoelczentswo musiałby zarabiać jak na zachodzie i wtedy wasze pensje z naszych składek bylyby wyższe to jest jasne

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!