Będąc Młodym Studentem: przebieg studiów na kierunku lekarskim piórem absolwenta odc. 2

Niniejszy tekst jest częścią serii artykułów opisujących pobieżnie wszystkie ważniejsze przedmioty zawarte w programie studiów kierunku lekarskiego. Zebrane są one w dwie kategorie: nauki podstawowe i przedmioty kliniczne, na których ma się już realny kontakt z pacjentem. Tekst powstał na podstawie wrażeń własnych autora i szeroko zakrojonego wywiadu wśród studentów i absolwentów wszystkich polskich uczelni medycznych. Ma na celu przybliżenie maturzystom zainteresowanych medycyną i studentom przebiegu studiów, by mogli świadomie podjąć tę jakże masochistyczną decyzję o zostaniu lekarzem.

Przedmioty Przedkliniczne część II:

Immunologia

To jest już chyba legendarny przedmiot na każdym wydziale lekarskim, bo nie sposób powiedzieć, że jest niepotrzebny. Połowa medycyny opiera się w tej chwili na immunach. Tylko wiecie w czym jest problem? W tym, że nasi profesorowie i asystenci do tego przedmiotu mieli książkę grubości broszurki Świadków Jehowy. A my mamy grube tomiska, bo tak przez ten czas przedmiot poszedł do przodu. A jak się uczyli nasi Mistrzowie? Wkuwając to na pamięć broszurkę. Więc tak, my też wkuwamy na pamięć tyle, że setki stron o odpowiedziach komórkowych, o kaskadach przemian i genach, zamiast to zrozumieć. Absolutna podstawa onkologii, alergologii, połowy gastro, całej hematologii, sprowadzona do bezsensownej pamięciówki w myśl zasady 3Z.

Łacina

Język, który zawsze był podstawą medycyny, a za granicą pozwalał dogadać się lekarzowi z lekarzem nawet nie znając innego języka niż polski. W ,momencie gdy pojawił się internet i światowe kongresy, jego rolę w 100% przejął angielski. Ale, że to łaciny uczyli się nasi profesorowie…

Mikrobiologia Lekarska

Wszystkim zorientowanym w medycynie nie trzeba przypominać, że obecnie kończą się nam antybiotyki. Wielooporne bakterie i powrót gruźlicy są traktowane przez co bardziej cywilizowane rządy za poważne zagrożenie dla całej ludzkości. I na tych oto ćwiczeniach, zamiast uczyć się o sposobach zarażania, objawach, opornościach, schematach antybiotykowych i powikłaniach, większość czasu spędzaliśmy na zapamiętywaniu białek i glikoprotein w otoczkach i ścianach oraz innych pierdołach. Nie mówię, że nie uczymy się tego co będzie nam potrzebne, bo wymienione wyżej rzeczy pojawiają się na ćwiczeniach, niestety ich proporcja jest mocno zaburzona. Za dużo drobnicy, za mało wiedzy przydatnej w szpitalu. Kolejny przedmiot, po którym nie tylko ja mam wrażenie, że medycyna to studia mające wykształcić naukowców, a klinicyści i zabiegowcy to jedynie produkt uboczny stażu podyplomowego. Szkoda.

Patofizjologia

I z wysokiego C jakim była Fizjologia z hukiem spadamy na dno skali. Nuda nuda i jeszcze raz nuda! Odmiana gruźlicy przez wszystkie przypadki, do tego odrobina miażdżycy plus zapalenia i to chyba cały program tego przedmiotu. Wkuwanie na pamięć receptorów limfocytów. I ogólnie wszystkich CD1500 100 900+. Przedmiot równie ważny co fizjologia, a jest sprowadzony do rycia na pamięć regułek, które niestety są mniej logiczne i dużo trudniejsze niż na fizjo. Tylko co z tego, że będę znać proces patologiczny powodujący chorobę, skoro go nie rozumiem.

Patomorfologia

Obok immunów kolejna podstawa lekarskiego fachu, biorąc pod uwagę, że nowotwory są drugą przyczyną zgonów w krajach rozwiniętych a onkologia najprężniej rozwijającą się działką medycyny. Kolejna okazja do bawienia się kredkami i pierwsze realne połączenie wiedzy teoretycznej z kliniką. Jedyny mankament polega na tym, że wiedza zawarta w podręcznikach jest już praktycznie nieaktualna w chwili, gdy te wychodzą do druku.

Psychologia lekarska

Sporo ludzi uważa, że przed medycyną powinny być jakieś testy psychologiczno-społeczne sprawdzające, czy ktoś się nadaje ma lekarza. Liczyłem, że te zajęcia będą czymś tego rodzaju. Areopagiem Etycznym Ś.P. x. Kaczkowskiego w pigułce. W praktyce bywa różnie i
to czego nauczymy się na tym przedmiocie bezpośrednio zależy od dobrostanu psychicznego prowadzącego zajęcia. Ja np., uczyłem się czemu autor „Małego Księcia” chciał się ożenić i mieć dzieci z własną matką, co powoduje, że nie powinno się na zaproszeniach na ślub ani na przysiędze cytować Małego Księcia. Bosko. Jednak coś z tych zajęć wyniosłem!

Socjologia w medycynie

Przedmiot wiodący grupy “pomocy międzyuczelnianej”, czyli przedmiotów służących do tego, by humaniści po studiach mieli gdzie pracować. Uczysz się totalnych bzdur, które nijak się mają do zawodu lekarza. Przepraszam, prócz holistycznego podejścia do pacjenta, z którym się osobiście nie zgadzam. Przedmiot wiodący dla tych, którzy po zobaczeniu ile wynosi w Polsce pensja rezydenta, jednak zdecydowali się na pracę w supermarkecie i wstydzą się powiedzieć, że są po medycynie.

Statystyka

Wyśmiewany i wyszydzany przez cały wydział lekarski, do czasu gdy ktoś na 4 roku będzie chciał napisać artykuł albo pracę naukową. Nagle następuje wysyp wpisów na grupie roku „czy ktoś może mi zrobić statystykę do badania?” Choć nudny i z reguły fatalnie prowadzony, to w pracy naukowej ten przedmiot jest NIEZBĘDNY!

Technologia informacyjna

Przedmiot z reguły nauczany przez przekwalifikowaną na unijnych kursach byłą nauczycielkę techniki z liceum, która umie zrobić tylko to, co przewiduje program. Jeśli jakikolwiek student wyjdzie choć o centymetr poza „wpisujemy komendę =suma()” to nie będzie wiedzieć co dalej i na wszelki wypadek postanowi nie zaliczyć studentowi ćwiczeń. Bardziej jednak przeraża mnie to, że pomimo, iż od podstawówki na informatyce nie robi się nic innego, niż worda, excella i powerpointa, 75% studentów nadal nie umie ich obsługiwać. Więc pomimo szyderczego wstępu, nauczyciel i tak umie więcej od studentów. Skoro dała radę nauczyć się tego osoba po rekwalifikacji zawodowej, skandalem jest, że nie umie tego ktoś wychowany od dziecka z komputerem. Tak, ty, wstydź się!

Wychowanie Fizyczne

Przedmiot, którym z obserwacji większość studentów nie chce się hańbić, bo pracownikom umysłowym nie wypada się spocić. Wszyscy przyszli lekarze wybierają więc siłownię, żeby broń Boże nie pobiegać za piłką (to jest dla polibudy, nie dla lekarzy). I potem na tej siłowni ćwiczą rozmowy o duperelach i czytają anatomię. A potem gruby jak trzydrzwiowa szafa internista każe pacjentowi schudnąć, bo to będzie dobre dla jego układu krążenia.

Zdrowie Publiczne

Przedmiot stworzony po to, by mieć gdzie zatrudniać absolwentów jednoimiennego kierunku. Zajęcia z niego są równie frustrujące co wypełnianie papierów dla NFZ, co swoją drogą było by sensownym przygotowaniem do zawodu w ramach tych zajęć. Niestety, jesteśmy na nich katowani analizami potrzeb zdrowotnych, definicjami pierdół o których lekarz w życiu nie pomyśli i generalnie przygotowaniem do roli dyrektora szpitala. W czasach, gdy już większość jest zgodna, że dyrektorem powinien być wykształcony manager, a nie dokształcony lekarz.

Na podsumowanie przedmiotów przedklinicznych dodam, że część tej wiedzy jest niezbędna i powinna być dobrze nauczana, ale i egzekwowana od studentów, bo doskonale znacie przedmioty typu “wszyscy 4, kto chce 5 odpowiada, reszta zejść mi z oczu bo nie mam czasu”.

Niestety, spora część przedmiotów, jak i wykładowców chyba nie wie po co znalazła się na medycynie. Układający program też nie wiedzą. Skoro są katedry to muszą mieć pensum, skoro ten przedmiot był 25 lat temu to będzie i dzisiaj. Patrząc na to z dalszej perspektywy, nikt by za nimi nie tęsknił, ani nie był gorszym lekarzem, gdyby tej “niezmiernie ważnej dla przyszłych lekarzy wiedzy” na medycynie zabrakło.

Doszliśmy do końca drugiej publikacji z tego cyklu, zamykającej opis zajęć przedklinicznych. Przed nami kwintesencja medycyny, czyli to co studenci robią najlepiej. Ogrzewanie pustych szpitalnych korytarzy zimą i podtrzymywanie sal operacyjnych przed zawaleniem w lecie w ramach klinik. Do zobaczenia za tydzień!

Nie zgadzasz się z moim opisem? Na Twoich zajęciach było zupełnie inaczej? A może dokładnie tak, jak to opisałem? Daj o tym znać w komentarzach!
Kolejne części serii opisujące kolejne przedmioty będą publikowane co tydzień w czwartek. Jeśli nie chcesz przegapić kolejnego odcinka, zapisz się do newslettera i/lub śledź fanpage BML!

Chcesz zobaczyć wszystkie artykuły z tej serii?

autor: K.L.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Komentarze na temat “Będąc Młodym Studentem: przebieg studiów na kierunku lekarskim piórem absolwenta odc. 2”:

  1. Absolutnie nie zgodzę się z zawartym tutak opisem patofizjologii. Pierwszy przedmiot, na któryn miałem ustne kolokwia dzięki czemu trzeba było rozumieć wszystkie procesy, a nie jedynoe wykuć Maślińskiego czy Guzka na pamięć. Każdemu kto chce mieć taką samą opinię o patofizjo, polecam Łódź i profesora ZB 😉

    1. W Białymstoku patofizjologia też (z perspektywy czasu) była przeprowadzona dość sensownie. Kolokwia były dość ciężkie momentami, i człowiek nie do końca wiedział, co zaznacza, ale koniec końców wiedza z tego przedmiotu jest dość potrzebna – zaburzenia krążenia, układu oddechowego, nerki, równowaga, anemie, choroba wrzodowa i nieswoiste zapalenia jelit i trochę innych informacji jest całkiem w porządku i dość dobrze przygotowywały do kliniki. A, i u nas nie było za bardzo immunologii, od tego był osobny, zupełnie bezsensowny przedmiot.

    2. O tak, patofizjo w Łodzi- na kolokwiach płaczesz, ale potem na klinikach dziękujesz niebiosom za ten płacz. A wf na uczelni wspominam bardzo pozytywnie (dużo ruchu i dobrej zabawy), tylko trzeba było wiedzieć, do jakiego wuefisty się nie zapisywać 🙂 Też pani prof. od mikrobów- szacunek za układanie egzaminów, po których coś się wie na klinikach, a nie tylko białka otoczki.

    3. Dokładnie tak, w Łodzi kolokwia ustne u prof. ZB zmuszały do logicznego myślenia i dokładnego wytłumaczenia mechanizmu zachodzących zmian i procesów. A nie rycia na pamięć regułek

  2. Na ŚUMie patofizjologia była przedmiotem dość dobrze przygotowującym do klinik. Uczyliśmy się patomechanizmów zazwyczaj najczęstszych chorób więc głowy nie zaśmiecaliśmy sobie a jak coś mieliśmy umieć to i rozumieć. Nagle medycyna stawała się taka logiczna! Oczywiście można narzekać, że przez to, że kolokwia ustne były z różnymi asystentami to i różnie się zaliczało oraz zakres materiału był „nauczcie się z ksiązki A ale pytania będą z B” co wkurzało niemiłosiernie ale dało się przeżyć.
    Co do mikrobiologii, na szczęście nie uczyliśmy się, żadnych CD milion ani takich rzeczy. Bardziej patogen, choroba, jak rozpoznać, co pobrać, leczenie. Ale zdarzały się kwiatki jak np. na jakim podłożu hoduje się patogen X. Co już jest głupotą. Więc niby już bardziej przemyślane co katedra chce przekazać i co się nam przyda ale niestety jeszcze kadrze to nie do końca wychodziło. Za dużo na raz jednak chcieli powiedzieć. I wtedy wychodzi tyle, że na wszystko penicylina. 🙁

  3. Najlepsze na mikrobach to wkuwanie podłoży – jaka bakteria na którym rośnie O.O
    Idiotyczny przedmiot, którego istotne elementy najlepiej się pojmuje w trakcie nauki pediatrii i czytania zaleceń antybiotykoterapii.
    Tak samo fizjologia czy patofizjologia – wszystko nabrało sensu dopiero w trakcie nauki interny, opowiedziane przez internistów.
    Generalnie uważam że pierwsze 2 lata to strata czasu i konieczność użerania z zakładami które uważają się za najważniejsze na świecie, a później na ważniejsze przedmioty brakuje czasu.

  4. Z opinią o zdrowiu publicznym nie do końca się zgodzę – co prawda przez pierwsze 5h słuchaliśmy definicji wg pierdyliarda sławnych ludzi i zarysu historii tejże wspaniałej dziedziny, to w końcu dowiedziałam się ile i za ile jest urlop macierzyński/wychowawy/zdrowotny i innych rzeczy przydatnych do radzenia sobie w naszym kochanym państwie. Za to duży plusik dla katedry.
    Bardzo żałuję że nie mieliśmy statystyki, istotnie bardzo przydatny przedmiot. Ale za to wiem jak działają i gdzie są wodociągi w Warszawie…

  5. Ja również wypowiem się co do patofizjo. Był to u nas jeden z ciekawszych przedmiotów na studiach, dający widoki na klinikę. Szczerze polecam! Do tego nawet wykłady były ciekawe i przychodzili na nie studenci (co nie było regułą). To w Gdańsku.

  6. Ogólnie- zgadzam się. Piszę z perspektywy kierunku lek-dent, jednak na mojej uczelni UMLUB, kierunki ogólnolekarskie realizowane są w znakomitej większości bez rożnienia stoma czy lek(syllabus ten sam, tylko stoma ma mniej godzin skoro ma swoje kierunkowe przedmioty). Katedra Zdrowia Publicznego dodatkowo rysuje sie jako przyjemne miejsce gdzie mozna dorobic tytul do kolekcji 😉

    1. Dla niektórych studia na kierunku lekarskim mają same negatywy. Wg mnie wszystko można zmienić odrobiną chęci. Istnieją samorządy studenckie, ankietyzacja zajęć i inne metody, pozwalające „unowocześnić” ćwiczenia czy też seminaria. Poza tym dużo zależy od prowadzącego- może tylko mojej grupie trafił się taki, który skutecznie przedmiot obrzydził? A ostatnim elementem układanki jest student, bo jeśli on sam nie odnajdzie sensu w tym, czego należy się nauczyć, to nigdy mu się to nie spodoba. I może większość mnie wyśmieje, ale jeśli zastosujemy się do ostatniego punktu, to nawet cytofizjologia ma szansę stać się ciekawą.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!