Będąc Młodym Studentem: przebieg studiów na kierunku lekarskim piórem absolwenta odc. 3

Niniejszy tekst jest częścią serii artykułów opisujących pobieżnie wszystkie ważniejsze przedmioty zawarte w programie studiów kierunku lekarskiego. Zebrane są one w dwie kategorie: nauki podstawowe i przedmioty kliniczne, na których ma się już realny kontakt z pacjentem. Tekst powstał na podstawie wrażeń własnych autora i szeroko zakrojonego wywiadu wśród studentów i absolwentów wszystkich polskich uczelni medycznych. Ma na celu przybliżenie maturzystom zainteresowanych medycyną i studentom przebiegu studiów, by mogli świadomie podjąć tę jakże masochistyczną decyzję o zostaniu lekarzem.

To już trzecia publikacjia z cyklu “Medycyna czyli jak to wygląda i po co to wszystko?” Dziś na tapetę wchodzi to, po co każdy z nas poszedł na te studia czyli „bycie lekarzem”. Opis jest dużo bardziej pozytywny, niż w przypadku przedmiotów przedklinicznych. Nie dajcie się mu jednak zwieść, głównie będziecie służyć za mobilne kaloryfery ogrzewające szpitale w zimie i podpory ścian na wiosnę. Większość uczelni i asystentów na klinikach nie jest w stanie zapewnić wam nic ciekawszego do roboty. Czy to z braku kadry, czasu czy materiałów. Często ze wszystkich tych powodów. Ciekaw jestem, czy rozczarowaliście się „zajęciami praktycznymi” tak samo mocno, jak ja.

Przedmioty Kliniczne część I:

Anestezjologia i intensywna terapia

Na początek coś, co o dziwo jest warte pochwalenia, bo nie zapowiadało się, byśmy mogli tam cokolwiek robić. A intubowaliśmy, wentylowaliśmy, znieczulaliśmy, oglądaliśmy i oiom i blok z perspektywy anestezjologa, nie czuliśmy się tam zbędni. Cholernie trudny przedmiot, przesadnie rozbudowana specjalizacja, ale pomimo trudności fajna. Człowiek wie po co tam przyszedł.

Chirurgia dziecięca

Po co ten przedmiot został wyodrębniony z i tak totalnie teoretycznej pediatrii, to nie jestem w stanie zrozumieć. Przecież wiadomo, że każda matka da zbadać wytrzewione dziecko bandzie 20 studentów, prawda? Prezentacje z wadami cewy pokarmowej i układu moczowo-płciowego, z przepuklinami przeponowymi itd., zdjęcia, filmy wszystko rozumiem. Tylko to można upchnąć w pediatrii, a nie robić kolejny praktyczny przedmiot, na którym akurat wcale się nie dziwię, że nikt nie daje nam NICZEGO dotknąć, ani nawet nie zabiera nas na blok, bo tam wkoło tego malutkiego dzieciaczka nic nie widać.

Chirurgie wszelakie

Temat rzeka. Chirurgia ogólna, onkologiczna, kardiochirurgia, torako, urazowa czy co tam jeszcze się przewij. Schemat wg PMS zawsze ten sam. Najpierw Cię znieczulą jakimś nudnym seminarium (nie dziwię się, że samych zabiegowców to nudzi, gadanie do slajdów 5 dni w tygodniu i mnie by pokonało), potem idzie się na obchód, gdzie z reguły ogląda się albo opatrunki, albo jak macie farta to i szwy. Wybrani dostąpią zaszczytu zdjęcia tych szwów, bo przecież takim idiotom jak studentom medycyny nie pozwoli się nawet zmienić opatrunku czy broń boże coś więcej. Następnie padnie pytanie nie do odrzucenia: Idziecie na blok, czy do domu? Jako, że na bloku wkoło stołu stoi 3 zabiegowców i instrumentariuszka, student może sobie pooglądać plecy swojego asystenta, który operując, by nie narazić pacjenta na zakażenie mówi jak najmniej, więc niewiele wyjaśni. Skoro plecy asystenta można też oglądać idąc w kierunku wyjścia ze szpitala, to wybór jest prosty. Niektórzy wybrańcy dostąpią zaszczytu umycia się i sterczenia obok operatora, ew trzymając hak. Po studiach już wiem, czemu w Polsce brakuje chirurgów. Skoro nas na studiach nawet porządnie szyć nie nauczą (bo jak można nazwać uczeniem jedne, 20 minutowe znęcanie się nad kurczakiem), to kto potem się zdecyduje na chirurgię. Chcę jednak na koniec dodać trochę miodu w tej beczce słonych łez, że dostałem parę informacji o np. Klinice Kardiochirurgii, gdzie operacje ogląda się live w gabinecie z kamery zawieszonej nad stołem, w asyście tłumaczącego wszystko lekarza, czy o chirurgiach w formie symulacji gdzie pobiera się biopsje, czy odbarcza odmy. Takie rzeczy się chwali, ale jedna jaskółka na razie wiosny nie czyni. Niezależnie gdzie byście nie studiowali, z reguły chirurgie są słabe.

Choroby Wewnętrzne

To skomplikowana do opisu grupa przedmiotów. Wiadomo, jak wiele zależy od asystenta. Osobiście miałem cudowną gastroenterologię, gdzie nauczono mnie więcej niż wymagał program i fatalną endokrynologię, gdzie nie nauczyłem się nic. Koledzy z kolei mieli odwrotnie, więc ciężko sprawiedliwie ocenić te przedmioty, by nikogo nie skrzywdzić opisem. Są jednak pewne schematy, które powtarzają się wszędzie, więc zapraszam do lektury:

Endokrynologia

Zbierzcie wywiad, na przemian: Cukrzyca, Tarczyca, Cisawica, a na deser przytarczyca. Jak wiadomo, interna składa się tylko ze zbierania wywiadu, napisania statusu i siedzenia w papierach. Krążą legendy, że jakaś klinika dała kiedyś studentom hipotetycznie zaplanować leczenie na podstawie wyników pacjenta, ale nie udało mi się dowiedzieć na której Uczelni dokonał się taki cud. Długopis i dużo kartek!

Gastroenterologia

Kiedy już przejdziecie z wizytą, zobaczycie seminarium i zbierzecie wywiad (kwintesencja interny 🙂 ) asystent zobaczy, że chyba zaczynacie się już nudzić. Wtedy wylądujecie w gabinecie endoskopowym, gdzie stłoczeni w 10 osób w rogu będziecie oglądać, jak kolejny pacjent zapomniał przygotować się do zabiegu i nie da się przejść endoskopem przez masy kałowe. A potem wypuszczą was na przerwę z drugim śniadaniem.

Geriatria

Do tej pory nikt nie chce się przyznać, kto wpadł na pomysł tej specjalizacji w Polsce. Osoby które jej nauczają, same wprost mówią, że jest bezsensowna i ćwiczenia z niej niestety mnie w tym utwierdziły. Oddziały ogólnej interny w większości miast już dawno zamieniły się w Geriatrię, a pracujący na nich lekarze interniści w geriatrów. Ta specjalizacja składa się z interny plus wiedzy gdzie jest jaki ZOL czy DPS i gdzie kogo wysłać, skoro rodzina nie chce się już nim zajmować i zostawiła go w szpitalu. Ćwiczenia w sumie mało odkrywcze, ale uczą jak niewdzięczna potrafi być rodzina, zostawiając starszą osobę na pastwę obcych. Ku przestrodze.

Hematologia

Morfologia, morfologia, morfologia, rozmaz, PCR, wywiad, zapętlić. Ale warto, bo oglądając później setną morfologię setnego pacjenta, można wyłapać nieprawidłowość i uratować komuś życie. Nudne jak cholera, ale warte zapamiętania, choćby podstaw!

Kardiologia

Wszyscy w tej chwili chcą zostać kardiologami, najlepiej interwencyjnymi i pięknie zarabiać ratując ludzkie życie. Chyba tylko po wyleczeniu z raka pacjenci są bardziej wdzięczni, niż po zawale, skoro to jeszcze 10 lat temu był synonim zgonu. Jak wpłynęło to na ćwiczenia? Ano tak, że asystenci są tak zawaleni pacjentami, że mając do zrobienia przyjęcia, wypisy, zabiegi i konsultacje z czegoś muszą zrezygnować. Najprościej ze studentów, więc nie oczekujcie za wiele, bo niewiele dostaniecie. Jeśli będziecie sami w stanie odczytać EKG, oznacza, że dużo umiecie.

Nefrologia

Trudne i nudne, to chyba dwa słowa najlepiej opisujące nefrologię. Nauczyć się tego ciężko, ale przynajmniej asystenci mają tego świadomość, więc nie katują studentów. Chcą dobrze opanowanych podstaw, a to student jest w stanie z siebie dać. Wady? Zbierzcie wywiad. Dializowani z reguły mają go kartkę a4 więc miłego pisania.

Pneumonologia

Ten przedmiot powinni już wyłączyć z interny i włączyć do onkologii. Ewentualnie zostawić internistom POCHP, astmę i zapalenia, jeśli by za nimi tęsknili. Rak raka rakiem pogania. To na tych zajęciach część studentów stwierdza, że będzie/nigdy nie będzie onkologiem. No i zbierzcie wywiad, nasz rekord to 180 paczkolat pacjentki pod tlenem, ktoś da więcej?

Reumatologia

Jeszcze nudniejsze i jeszcze trudniejsze od nefrologii. Kiedy nasi asystenci się tego uczyli, nikt poważnie nie traktował słów „eh chyba mam reumatyzm”. A książka była cienka. Teraz wraz z rozwojem immunologii i genetyki przedmiot spuchł kolosalnie. A my, tak samo jak 100 lat temu musimy wiedzieć wszystko. Miłego ślęczenia nad książkami i wytycznymi rozpoznań. A no i miłego zbierania wywiadów. Toczeń i RZS, to max co wyniesiecie z tych zajęć… z drugiej strony, w pełni to wystarczy.

Choroby Zakaźne

Ciężko powiedzieć cokolwiek o tym przedmiocie, ponieważ akurat mój rocznik trafił na niego w momencie, gdy najczęściej wpisywanym w Google słowem była „Ebola”. Co oznaczało, że zajęcia składały się głównie ze słuchania, jak to Polska ma debilny system ochrony przed epidemią. (Dla zainteresowanych, bodaj 20 punktów zajmowania się chorymi na Ebolę w Polsce, gdy i Niemcy i Anglia miały bodaj po 2 super wyposażone, z wymiennikami powietrza, filtrami itd. W Polsce 20 punktów, tylko żaden nie spełniał norm dla tej choroby. Dziwi to kogoś?). Asystenci średnio dostępni, bo ciągle mieli szkolenia a to z policją, a to strażą pożarną. Jak już byli, człowiek zauważał, że cały oddział składa się w 90% z chorych z WZWC albo WZWB. Zapamiętacie dosłownie dwa słowa: SZCZEPCIE SIĘ.

Dermatologia

Nr 1 na liście wymarzonych specjalizacji wśród kobiet, tuż za okulistyką. Czy te zajęcia są potrzebne? Chyba jako reklama specjalizacji, bo sami prowadzący zajęcia przyznają, że oddziały dermatologii istnieją tylko po to, by studenci mieli mieć gdzie zajęcia. Bo naprawdę ktoś myśli, że standardowy dermatolog się zna lepiej na układówkach od reumatologa? Czerniaka już zabrali onkolodzy. Zostały choroby weneryczne. Miłych zajęć. Tylko odpuście sobie rano śniadanie.

Ginekologia

Medycyna w pigułce dla każdego. Być ginekologiem, to jednocześnie chirurgiem, radiologiem, onkologiem, internistą i pediatrą. Niektórzy zamiast pediatry, dodają do tej listy weterynarza, ale to już kwestia gustu. Nie wiesz jaką specjalizację wybrać? Zostań ginekologiem, będziesz każdym po trochu. Same zajęcia zróżnicowane. Nasuwają pytanie ”dlaczego za komuny było lepiej?” Ano dlatego, że kiedyś pacjent w szpitalu klinicznym nie miał nic do gadania i badali go studenci. A teraz jak nie chce, to go nie będą badać. A, że ginekologia i macierzyństwo to bardzo intymna sfera życia, może się okazać, że jedyne porody w jakich weźmiecie udział i badania jakie wykonacie, to te na fantomach. O ile uczelnia ma fantomy. Pierwszy raz plus dla ćwiczeń, minus dla pacjentów (choć znając tendencję niektórych studentów do opowiadania co widzieli na cały autobus czy peron metra, trochę się pacjentkom nie dziwię).

Nie zgadzasz się z moim opisem? Na Twoich zajęciach było zupełnie inaczej? A może dokładnie tak, jak to opisałem? Daj o tym znać w komentarzach!
Kolejne części serii opisujące kolejne przedmioty będą publikowane co tydzień w czwartek. Jeśli nie chcesz przegapić kolejnego odcinka, zapisz się do newslettera i/lub śledź fanpage BML!

Chcesz zobaczyć wszystkie artykuły z tej serii?

fot. Robert de Bock

autor: K.L.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Komentarze na temat “Będąc Młodym Studentem: przebieg studiów na kierunku lekarskim piórem absolwenta odc. 3”:

  1. Autorze, czy autor na wrocławskiej nie studiował, bo mi to toczka w toczkę przypomina. No chyba, że nasz system osiągnął perfekcję i uczelnia naprawdę nie ma znaczenia, bo pełna unifikacja systemu?

  2. Nie zgadzam się co do chirurgii dziecięcej, na mojej uczelni było ciekawie i na bloku byłem jako pierwsza asysta przy kilku operacjach.

  3. Autor tekstu jest tak przepełniony goryczą, jak jego tekst błędami językowymi. I straszne jest to, że potrafi jedynie tylko narzekać, jest skrajnie subiektywny i uważa się za autorytet w metodyce szkolenia lekarzy gdy ledwo co zakończył edukację na swojej uczelni.

  4. Po gastroenterologii w Łodzi do konca życia będę potrafiła porównać c.ulcerosa i Crohna :p zakazy za to były bardzo fajnie prowadzone (oprocz prezentacji czyli tortur), na reumatologii nie zobaczyliśmy ani jednego pacjenta, a gineksy to „nic nie widzę na bloku”/”nic nie widze na usg”, kardiologia bardzo spoko, ale, żeby ogarnąć ekg, musialam iść na osobny fakultet

  5. Jezu, jak to czytam to chyba studiuję co innego, a myślałam, że medycynę. Przecież jak to maturzysta przeczyta to się od razu rozmyśli 😛 Dobra, niektóre zajęcia są beznadziejne, ale inne są zajebiste, a wg Autora beznadziejne jest wszystko 😛 Pozwolę sobie odnieść się do nauki szycia. Ja akurat miałam sporo tego na zajęciach, ale nie licz drogi autorze, że w ramach ćwiczeń będziesz się uczył szycia, od tego są praktyki, kursy szycia oraz SAMODZIELNE ćwiczenie w domowym zaciszu. Ćwiczenia są od tego, żeby pokazać, jak szyć. Mnie chirurgia w ogóle nie kręci, ale na zajęciach oprócz oglądania pleców asystenta, Ci co chcieli mogli się umyć do operacji i patrzeć co tam robią, a nawet zaasystować, a w ambulatorium KAŻDY, czy chciał czy nie musiał coś zrobić = zmienić opatrunek, wyskrobać ranę, zdjąć szwy, znieczulić miejscowo, a czasem nawet wyciąć znamię pozwalali samemu. Trochę optymizmu koledzy! Medycyna jest pasjonująca, i nie wierzę, że totalnie wszystkie przedmioty są do dupy na jakiejkolwiek uczelni. Love and peace.

  6. Muszę przyznać, że autor trafił na strasznie beznadziejną uczelnie. Owszem, większość uczelni traktuje studentów jak zło konieczne i albo puszcza do domu albo katuje bezsensem. Jednak zawsze się jakieś plusy znajduje. U mnie spoko była nefro II klinika (case study = rewelacja), gastroentero (podejście bardzo praktyczne), anestezjo na kardiochirurgii (ładuj co masz pod ręką w pacjenta ja zobaczę czy dobrze), kardio (dużo osłuchiwania, dużo EKG). Żeby coś zrobić praktycznie najlepiej zapisać się na koło. Ja chodziłem na koło AiIT na dyżury i zupełnie inne podejście niż na zajęciach, dużo praktyki

  7. Jak się chce zostać zabiegowcem, trzeba powiedzieć stanowcze „nie” wykładom i stanowcze „tak” blokom i kołom naukowym. Na takich zorganizowanych we własnym zakresie zajęciach naprawdę idzie się nauczyć bardzo dużo. Asystenci też spojrzą inaczej na jednego ochotnika, a inaczej na grupę sześciu osób, z których tylko jedną interesuje chirurgia.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!