Pukając do nieba bram…

Każdy z nas zastanawiał się w liceum ile by to nie poświęcił by dostać się na medycynę. Ba, pochłaniając kolejne książki z biologii, fizyki, chemii by należycie podejść do matury, prosząc rodziców o pieniądze na korepetycje, myśleliśmy zapewne wszyscy, że tuż po studiach te trudy i wydatki się zwrócą. W dniu dzisiejszym obiektywnie stwierdzam, że ten tok rozumowania był bardzo błędny.

Inspiracją do napisania tych kilku zdań była nader ciekawa dyskusja, w którą wdałem się z pewną studentką, z którą miałem zajęcia. Otóż, zapytała mnie, jak to jest po studiach, jak to jest z rezydenturą, z warunkami pracy… Była tak nakręcona idealistyczną wizją bycia lekarzem, że aż żal serce ścisnął, gdy zdecydowałem się powiedzieć jej, jak bardzo mylne ma pojęcie o tym, jak wszystko zmienia się diametralnie w dniu, w którym odbierze dyplom. Nie śpiesząc się, odpowiedziałem jej wprost jak jest.

Ile moich znajomych odbijało się od drzwi do drzwi chcąc znaleźć miejsce do odbywania rezydentury.Kończysz studia, podchodzisz do LEP-a i zaczynają się schody. Pierwszy schodek to rezydentura – chcesz, a niekoniecznie możesz, bądź możesz, a niekoniecznie chcesz… Ile moich znajomych odbijało się od drzwi do drzwi chcąc znaleźć miejsce do odbywania rezydentury. Niestety, nie jest to takie proste, jakby mogło się wydawać. Kolejnym schodkiem jest zderzenie z systemem pracy w naszym dumnie brzmiącym systemie opieki zdrowotnej. Zaczynasz pracę o 7:30, odprawa, obchód, zapieprz jakich mało, zabiegi, papiery, jeszcze raz papiery i dokumentacja i tak 5 dni w tygodniu. Jak dobrze pójdzie to o 16 – 17 uda się wyjść do domu. Praca naprawdę nie należy do łatwych. Jak ktoś ma pasję to rzeczywiście, może sprawiać przyjemność, ale po roku takiego oddziałowego mętliku i nawału obowiązków można zwątpić. Kolejnym „demotywatorem” jest magiczne słowo – wynagrodzenie. Mija miesiąc, Młody adept loguje się na konto i… 2247,50 zł z dopiskiem pobory za miesiąc… Ba, owa niewiasta studiująca na V roku wydziału lekarskiego była zdziwiona, dlaczego wypowiadam się o takiej sumie jako o żenującej…

No właśnie. Specjalizacja to nie tylko praca od 8:00 do 15:35 w jednym szpitalu. To również kursy specjalizacyjne, staże poza rodzimą jednostką. Za wszystko trzeba płacić z własnej kieszeni. Licząc, że podczas pięcioletniej specjalizacji spędzamy rocznie ok 3 tygodnie (niektóre specjalności znacznie dłużej) na kursach rachunek jest prosty. 50 złotych za podrzędny pokój w pensjonacie, drugie tyle na wyżywienie, dojazdu już nie licząc i wychodzi, że rocznie z naszej kieszeni ubywa jedna pensja rezydenta. Chciałoby się tu wspomnieć o płatnych kursach, które wnoszą znacznie więcej wiedzy i umiejętności drenując nasze portfele o kwoty rzędu kilku tysięcy złotych. Kolejny wydatek – książki. Dobra literatura kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Oczywiście, ktoś zapyta: po co lekarzowi książka za dwa tysiące PLN? Otóż po to, by leczyć pacjenta w miarę nowoczesnymi metodami i udoskonalić swoją wiedzę na tyle, by nie być w oczach społeczeństwa lekarzem konowałem, którym tak często nas nazywają.

Zapytałem więc jeszcze raz moją koleżankę studentkę: “Czy wciąż uważasz, że zarabiamy godnie? Czy naprawdę musimy ratować nasz domowy budżet dyżurując po nocach w miejscach często odległych? Czy do cholery nie należy nam się, by po ciężkich studiach, latach wyrzeczeń mieć godne wynagrodzenie?“.

Nie ponosimy winy za chroniczne niedofinansowane Polskiego Systemu Opieki Zdrowotnej, ale cierpią na tym pacjenci. Nam też jest ciężko funkcjonować w tym bałaganie. To nie pacjentów jest za dużo, tylko nakładów za mało.Stara śpiewka, że na zachodzie wszyscy zarabiają dobrze jest już nieaktualna. Leczymy zgodnie ze standardami obowiązującymi za zachodnią granicą, często na przekór warunkom panującym w szpitalach. Korzystamy z międzynarodowej wiedzy, standardów, wytycznych by leczyć lepiej, szybciej i zmniejszać powikłania. Więc czy nie należy się nam godziwa pensja? Stereotyp lekarza to obibok w drogim aucie lekceważący pacjenta. Skąd się to bierze? Może stąd, że w ferworze zajęć trudno nam znaleźć czas na spokojną rozmowę, na przysłowiowe 5 minut dla chorego. Zabiegi wykonujemy byle szybciej ciesząc się, że mamy łaskawy dostęp do bloku operacyjnego. O 15:00 myślimy, czy zdążymy dojechać do poradni czy na dyżur w NPL oddalonego o 150 kilometrów. Takie są realia. Nie ponosimy winy za chroniczne niedofinansowane Polskiego Systemu Opieki Zdrowotnej. Też jest nam ciężko funkcjonować w tym bałaganie. Pacjentów jest za dużo? NIE! Jest za mało szpitali, za mało łóżek i zbyt mało personelu! Czasu dla pacjenta jest za mało? TAK! Gdyż ciągle dokładane są coraz to nowe kwiatki i lista dokumentacji rośnie z roku na rok. Pół dnia spędzamy przy komputerze, wklepując jak te małpy obserwacje, procedury, KRN-y, DiLO, skierowania, recepty, zwolnienia.

Produkujemy świetnie wykształconą kadrę medyczną, ale ze względu na płace i warunki pracy stajemy się czołowym eksporterem lekarzy do krajów wysoko rozwiniętych. W krajach dobrze rozwiniętych (głównie umysłowo), tęgie głowy wpadły na pomysł, że lekarz, jako jednostka służąca leczeniu, marnowałaby się na stanowisku „maszyno-pisarza”. I kwestie dokumentacji są przejmowane przez osoby na stanowisku sekretarka medyczna. Tak moi drodzy posłowie i posłanki oraz wysoka izbo, to ma sens. To jest mądre. Kopiujmy mądre rozwiązania. Nie są objęte patentem ani prawami autorskimi. Kształćmy młodych lekarzy, zapewniajmy im dobre warunki płacowe oraz dobre warunki pracy. Nikt wtedy nie będzie myślał co najmniej kilka razy w tygodniu, że za granicą stać byłoby go na mieszkanie, utrzymanie rodziny i wolne weekendy. Produkujemy świetnie wykształconą kadrę medyczną, ale ze względu na płace i warunki pracy stajemy się czołowym eksporterem lekarzy do krajów wysoko rozwiniętych.

Jak wiadomo, ostatnio zwiększono liczbę studentów medycyny. O zgrozo! Od lat obserwuję, że kolejne polskie ekipy rządzące są mistrzami świata w stosowaniu środków doraźnych. A system opieki zdrowotnej w naszym kraju ma dość doraźnych rozwiązań. Potrzebuje reformy głębokiej, może nawet radykalnej. Przede wszystkim potrzebuje zwiększenia nakładów finansowych. Nie zwiększajmy nakładów na czołgi czy samoloty. Panie Prezesie, naszym wrogiem nie jest wirtualny wróg. Naszym wrogiem jest starzejące się społeczeństwo i brak zwiększonych nakładów finansowych na jego leczenie. Mam cichą nadzieję, że wkrótce coś się zmieni, bo żal patrzeć na coraz bardziej sfrustrowaną kadrę medyczną. Na chroniczny brak czasu na odpoczynek. Na pacjentów cierpiących i zagubionych jeszcze bardziej od nas.

Nie miałem innej odpowiedzi dla mojej koleżanki studentki. Nie jest tak kolorowo, jak Wam mówią na studiach. Po zdobyciu dyplomu zaczynają się kolejne schody, dużo dłuższe i bardziej strome. W połączeniu z potrzebą utrzymania rodziny czasem stają się stromizną, która nas przytłacza.

Szkoda, że tego artykułu nie przeczyta dwoje moich znajomych z którymi kończyłem studia. Jedna z nich w drodze na dyżur uległa wypadkowi a druga dostała zawału serca po dwóch dobach w NPL. Szkoda, że nie dożyli trzydziestki. Im dedykuje te kilka zdań, które napisałem.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Marcin
wpis gościnny
Optymista na przekór wszystkiemu wyłączając system opieki zdrowotnej. Lubi czytać i pisać. Ma wiele hobby ale nie ma czasu by je realizować, więc nie będzie o nich mówić.

Komentarze na temat “Pukając do nieba bram…”:

  1. Masz chyba zbyt apokaliptyczne wizje, trzeba umieć się ustawić a nie pchać w oko cyklonu jakim bywają zabetonowane kliniki i oddziały a potem pkakac. W powiatach tez da się żyć.pzdr

  2. Nigdy nie chciałąm studiować medycyny . Zrobiłam to ,jako posłuszne dziecko/chyba każdy kierunek studiów skończyłabym bez problemu? Najpiękniejsze jest to,że jestem szczęśliwa .Leczę, będę leczyć ,pomagać ludziom i w tym znajdować obopulne szczęście 😉 🙂

  3. Jakby na to nie patrzeć: jeżeli jest nas ile jest a będzie tylko mniej, to i pacjentów musi być mniej żeby stosunek 2,2 na 1000 nie uległ pogorszeniu. Czyli to co obecnie obserwujemy to selekcja naturalna – sprawdzona od tysięcy lat. A obecni studenci medycyny doskonale znają sytuację po studiach, dlatego zamiast marnować czas na kółka i inne akademickie czasoumilacze uczą się skandynawskich dialektow. Brawo wy

  4. Czy ktoś komuś każe iść na medycynę? Czy 6 lat studiów to są LATA wyrzeczeń? Ludzie, przestańcie myśleć o kasie a zacznijcie cieszyć się tym co robicie, pomagać chorym. Czy ktoś kto kończy inne studia ma zagwarantowaną jakąkolwiek płacę? 2240 dla wielu jest niedościgłym marzeniem, i jeszcze opłacony ZUS. Akurat wiem z bliska jak wygląda staż po studiach. LABA. Staż kończy się po kilku m-cach i masz kilka miesięcy płatnego urlopu. Ale jak się chce od razu po studiach zarabiać kokosy to nic dziwnego, że jesteście niezadowoleni.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!