Staż podyplomowy: teraz jesteś już dużym lekarzem

Staż podyplomowy to czas wyjątkowy pod wieloma względami.
Upragniony koniec studiów, dyplom lekarza w ręku i w końcu… możliwy bezpośredni kontakt z pacjentem! Dla jednej grupy młodych lekarzy rok stażu to czas luzu zawodowego, zakuwania do LEKu. Dla innych to rzucenie na głęboką wodę, zderzenie z rzeczywistością i przede wszystkim czas wyboru specjalizacji. Ja zdecydowanie należałam do tej drugiej grupy!

Ginekologia i położnictwo podbiła moje serce już po pierwszym roku studiów. Na praktyki pielęgniarskie trafiłam właśnie na ten oddział. Z upływem lat moje zainteresowanie tą dziedziną medycyny tylko się pogłębiało, jednak progi na rezydenturę w owej specjalizacji działały zdecydowanie odpychająco. Staż podyplomowy miał być kluczowym momentem przed podjęciem ostatecznej decyzji, chociaż w głębi duszy nie wyobrażałam sobie zrezygnować ze swojego marzenia.

Szybko pokazałam zespołowi swoje zainteresowanie tematem, dzięki czemu i oni chętnie dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem.Czas spędzony na oddziale ginekologii i położnictwa w rodzimym stażowym szpitalu był niezwykły. Szybko pokazałam zespołowi swoje zainteresowanie tematem, dzięki czemu i oni chętnie dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem. Miałam okazję asystować do wielu skomplikowanych operacji, jak i drobnych zabiegów, uczyć się wykonywania podstawowych procedur samodzielnie, takich jak: szycie krocza, badanie USG płodu, czy po prostu wstępna diagnostyka pacjentów na Izbie Przyjęć.

Jak każdy stażysta przeszłam również przez etap papierologii i robienia kawy, po kilku tygodniach pracy zostałam zapytana „A nie chciałabyś u nas zostać?”Jak każdy stażysta przeszłam również przez etap papierologii i robienia kawy, ale wyszłam z założenia, że skoro każdy przez to przeszedł to ja też dam radę. Po kilku tygodniach pracy zostałam zapytana „A nie chciałabyś u nas zostać?”. Pytanie zabrzmiało tak nierealnie, że zamilkłam ze zdumienia. „No oczywiście!” – odpowiedziałam, tym samym dostając zaproszenie na dyżury towarzyszące. Najpierw dwa razy w tygodniu na całą dobę, czasem i 3 razy w tygodniu. Doświadczenie było niesamowite. Zderzenie z rzeczywistością podyżurowego zmęczenia, pędem pracy i stresem. Wracając do tego myślami nie jestem pewna czym tak naprawdę się stresowałam, wydaje mi się, że było to moje pierwsze poczucie odpowiedzialności za zdrowie i życie moich pacjentów. Dla znajomych stażystów byłam ewenementem i swego rodzaju szaleńcem, aczkolwiek ja wiedziałam, że warto.

Podczas jednego z dyżurów na Izbę Przyjęć wjechał przysłowiowy „ostry brzuch”. Dla trzeciego dyżuranta sprawa bardzo ekscytująca – operacja o 23! Na blok, szybkie decyzje, otwarcie brzucha. Pęknięta torbiel jajnika, tak jak podejrzewaliśmy. W pewnej chwili dzwoni telefon na blok operacyjny „Pani doktor! Jest pani wzywana na salę porodową!”. Początkowo w ogóle nie zrozumiałam, że prośba dotyczy mojej osoby, ale przecież przy stole operacyjnym stało 3 lekarzy, a ja byłam jedyną kobietą. Szef dyżuru kazał mi natychmiast odstąpić od operacji. W błyskawicznym tempie się przebrałam i pobiegłam na salę porodową. Okazało się, że pacjentka, którą rano przyjmowałam do porodu ma pełne rozwarcie, więc wzywano lekarza do porodu. Pacjentka poprosiła konkretnie o mnie! Pani położna spojrzała na mnie wymownie i szepnęła mi do ucha „Chcesz przyjąć poród? Pacjentka bardzo Cię polubiła… Myślę, że i dla niej i dla Ciebie będzie to niezwykłe wydarzenie. Ja tutaj cały czas będę”.

Na blok porodowy przyszedł szef dyżuru. Obejrzał moją pacjentkę, spojrzał na mnie, podał mi rękę i powiedział „Teraz jesteś już dużym lekarzem”.Do porodu asystowałam już wielokrotnie ale po raz pierwszy miałam przyjąć go samodzielnie! Zgodziłam się bez wahania.Po 30 minutach na świat przyszła mała Hania 3390/56 cm, 10 pkt Apgar. Pacjentka ścisnęła mnie za rękę i powiedziała „Dziękuję Pani doktor, cieszę się, że była Pani przy mnie”. Emocje były niesamowite. Obecność przy porodzie jest mocno wzruszająca, a jego przyjęcie to dużo silniejsze wrażenia. W czasie opisywania dokumentacji medycznej na blok porodowy przyszedł szef dyżuru. Obejrzał moją pacjentkę, spojrzał na mnie, podał mi rękę i powiedział „Teraz jesteś już dużym lekarzem”.

Zawsze, gdy mam chwilę zwątpienia wynikającą z braku sił, albo różnych innych przeciwności stawianych nam na drodze przypominam sobie „mój pierwszy poród”. Zarówno wspomnienie pacjentki, jak i słów uznania od lekarza utwierdzają mnie w przekonaniu o dobrym wyborze i dają siłę na więcej. Dla takich chwil właśnie zostajemy lekarzami, dlatego w chwilach zwątpienia i rezygnacji pamiętajmy, że… WARTO!

Mela

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Dwa komentarze na temat “Staż podyplomowy: teraz jesteś już dużym lekarzem”:

  1. Piękny opis ! 🙂 chciałabym móc opisać w podobnie pięknych słowach moje doświadczenia związane z psychiatri.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!