Trzęsienie ziemi we Włoszech: zadanie dla Polish Emergency Team

Powszechnie znane są organizacje humanitarne, jak Polska Akcja Humanitarna oraz Lekarze Bez Granic. Mniej osób wie o tym, że pierwszym polskim zespołem szybkiego reagowania na klęski żywiołowe i kryzysy humanitarne na świecie jest grupa Polish Emergency Team. Prowadzi ją organizacja pozarządowa Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Klęska żywiołowa, jaka miała miejsce w środkowym rejonie Włoch w nocy z 24 na 25 sierpnia to dobra okazja do zapoznania się z działaniem pomocy humanitarnej w Polsce i Europie.

Oddział specjalny

W ciągu roku organizuje się liczne wyjazdy, które są z góry zaplanowane. Obok tego istnieje zespół specjalistów przygotowanych do działania w nagłych wypadkach. Przed włączeniem do grupy szybkiego reagowania członkowie przechodzą specjalne szkolenie. W razie mobilizacji dostają informację telefonicznie i mailowo. Mają kilka godzin na podjęcie decyzji czy jadą. Dlatego grupa ta musi być liczna.

Łukasz Szozda z PCPM opisał nam podstawowe filary obowiązkowego szkolenia:

Po pierwsze członkowie zespołu zostają zaznajomieni z zakresem działań organizacji pomocy międzynarodowej – jak wygląda dostarczanie tej pomocy oraz jej standardy. Następnie przechodzą szkolenie z zakresu bezpieczeństwa. Dopiero po tym następują szkolenia bardziej specjalistyczne np. górskie i wodne.
Z uwagi na nieprzewidywalną naturę przedsięwzięcia, nie da się przygotować na warunki panujące w konkretnym kraju. Z tego względu najważniejszym źródłem wiedzy są poprzednie wyjazdy. Polacy udzielali dotychczas pomocy ofiarom Majdanu w Kijowie, powodzi w Bośni i Hercegowinie oraz trzęsień ziemi w Nepalu.

O czym nie piszą media?

Kiedy czytamy relacje lekarzy z akcji zagranicznych, jawią się nam historie niezwykłych powołań i misji, a także przygody. Rzeczywiście, jeśli ktoś wie, po co jedzie i potrafi dostosować się do miejsca i czasu – wyniesie z takiej wyprawy bagaż doświadczeń. Jednak warto wziąć sobie do serca zdanie przywożone przez lekarzy z dalekich krajów: "Wszystko może się zdarzyć – dosłownie."

O realiach pomocy zagranicznej opowiedziała nam dr Katarzyna Pikulska, która była na misji w Iraku.

Jest to praca w trudnych warunkach. Nieprzewidywalny natłok pracy. Nie można liczyć na schemat. Można się spodziewać wszystkiego, do czego trzeba dołożyć bardzo ograniczone możliwości sprzętowe. Dosłanie artykułów to czasem kwestia dni. Trzeba pomyśleć o zagrożeniach wewnętrznych w danym kraju.
Tym, co może najmocniej wpłynąć na młodego człowieka, jest duża umieralność. O wiele większa niż w codziennych, europejskich sytuacjach.

Akcja inna niż wszystkie

Co prawda każda akcja humanitarna jest inna, ale nawet wśród kataklizmów trzęsienie ziemi stanowi problem szczególny. Pozostałe klęski żywiołowe – powodzie, huragany, tsunami – dają o sobie znać dużo wcześniej.
– Specyfika trzęsienia ziemi jest taka, że nie da się do niego przygotować – mówi nam Łukasz Szozda – Można co najwyżej domniemywać, że w ciągu 3 lat nastąpi duże trzęsienie ziemi, gdyż w tym regionie raz na 10 lat ma to miejsce. Ale sam akt trzęsienia ziemi zawsze jest zaskoczeniem.

Amatrice, centralne Włochy 24.08.2016. REUTERS/Stefano Rellandini
Amatrice, centralne Włochy 24.08.2016. REUTERS/Stefano Rellandini

Wynika z tego druga cecha kataklizmu: reakcja ofiar. Ponieważ wydarzenia nie da się przewidzieć, zastaje ono ludzi w trakcie codziennych czynności, w różnych miejscach. Mają niewiele czasu na ukrycie się. Część osób umiera od razu, część zostaje uwięziona w budynkach. Dzieje się tak, gdy dom jest zbudowany z dużych metalowych części albo urządzono go ciężkimi meblami, pod którymi człowiek może znaleźć schronienie. Życie uwięzionych zależy przede wszystkim od tego, czy mają dostęp do powietrza.

Następuje wyścig z czasem. Pierwszy etap akcji przebiega według schematu SAR (Search and Rescue). Zakłada się, że człowiek uwięziony pod gruzami może przeżyć 3 doby. Tyle jesteśmy w stanie wytrzymać bez wody. Zdarzało się odratowanie osób po dłuższym czasie uwięzienia, ale były to pojedyncze przypadki. Ratownikom pomagają psy oraz geofony. Poszukuje się odgłosów ludzkich. Z każdą godziną szansa maleje.

Drugiego dnia akcji ratunkowej we Włoszech doniesiono o silnych wstrząsach wtórnych. Ratownicy musieli przerwać poszukiwania, aby uciec przed walącymi się gruzami. W Amatrice konieczna była ewakuacja hali sportowej, w której zorganizowano pomoc medyczną.

Nie tylko lekarze

Właściwie to powinno się powiedzieć, że grupa ratunkowa to "także lekarze". Trzonem ekipy są bowiem ratownicy, a w momencie wydobywania osób z gruzów – strażacy. Oczywiście w trakcie każdej akcji humanitarnej zawsze potrzeba lekarzy i pielęgniarek.

Na miejscu katastrofy priorytetem jest podtrzymanie funkcji życiowych, zebranie rannych w bezpiecznym miejscu, opatrzenie ich oraz odtransportowanie tych, którzy wymagają hospitalizacji. W ramach pomocy międzynarodowej obowiązują zawsze i wszędzie te same standardy udzielania pomocy!

Opieka medyczna to jedna strona medalu. W przypadku pomocy międzynarodowej drugą stanowi zaplecze organizacyjne. Przydatni mogą okazać się fachowcy wszelkich specjalności: logistyki, lotnictwa, transportu morskiego, hydrauliki, elektryki, uzdatniania wody. Czasami bez nich medycy byliby bezradni.

Sam zespół jest typowo medyczny – mówi Łukasz Szozda – W jego skład wchodzą głównie ratownicy, którzy reprezentują różne specjalności oraz dysponują wieloma przydatnymi umiejętnościami.

Czy Włochy potrzebują wsparcia z Polski? Na to pytanie PCPM nie potrafi odpowiedzieć, ale pan Szozda dodaje, że w Unii Europejskiej działa European Union Civil Protection Mechanism. Jest to system szybkiej reakcji na nagłe zdarzenia na terenie Unii Europejskiej, który ustanowiono w 2001 roku.

U nas w Europie funkcjonuje to bardzo dobrze. Należy pamiętać, że zbyt duża liczba grup ratowniczych… to też problem.

Na dzień dzisiejszy liczba zabitych przez trzęsienie ziemi we Włoszech to 294 osoby. Około 400 osób jest rannych. 2,5 tysiąca mieszkańców Umbrii, Lacjum i Marche zostało bez dachu nad głową.

Aby w przyszłości wyjechać na akcję humanitarną, trzeba być wykształconym specjalistą. Zainteresowanych zachęcamy do zapoznania się z informacjami na stronie Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Maria Piekutowska
redaktor
Rocznik '93, studentka UMED w Łodzi, patriotka. Na co dzień popularyzuje polską myśl narodową, historyczną i polityczną. Od niedawna interesuje się historią Kościoła Katolickiego. Prywatnie miłośniczka rysunku, jeździectwa oraz science-fiction. Ryś.
"Pióro mocniejsze jest od miecza... wyłącznie jeśli miecz jest bardzo mały, a pióro bardzo ostre. - Terry Pratchett

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!