Damian mówi dla BML: Wywiad z Damianem Pateckim

W przededniu wrześniowego protestu Porozumienia Zawodów Medycznych w Warszawie, w Łodzi spotykam się z Damianem Pateckim – lekarzem rezydentem, aktywistą, przewodniczącym Porozumienia Rezydentów (PR), blogerem. Rozmawiamy o PR, polityce i życiowych pasjach. Nie przesadzając można powiedzieć, że nie byłoby wielkiej demonstracji zjednoczonego środowiska pracowników ochrony zdrowia, gdyby nie on. Proszę Państwa: Damian Patecki.

Wojciech Lubiński: Jesteś doświadczonym aktywistą społecznym, czy znasz określenie “polskie piekiełko”?

Damian Patecki: Chyba tak, ale jestem ciekaw tego, jak to definiujesz.

Jesteś teraz osobą publiczną, to Ty zainicjowałeś największą manifestację młodych lekarzy w historii, wcześniej nigdy takiej nie było. Nie czujesz presji, że wszystkie oczy są skierowane na ciebie i pojawia się zazdrość innych osób, którym nie do końca pasujesz? Czy może nie masz z tym problemu?

W miarę upływu czasu jest to coraz większy problem. Za pracę nie otrzymuję wynagrodzenia, jedyne, na co mogę liczyć, to satysfakcja i pewne poczucie wpływu na rzeczywistość. W ciągu prawie roku od pierwszego spotkania Porozumienia Rezydentów poczyniłem duże postępy. Nauczyłem się, że nie ma sensu wchodzić w rozmaite dyskusje, bo i tak nie da się ich wygrać. Często piszę odpowiedź na krytykę, po czym pojawia mi się w głowie takie światełko, że to i tak nie ma sensu. Czemu mam się przejmować ludźmi, których nie znam?

Dla mnie nie ma czegoś takiego, jak określone przekonania, w każdym światopoglądzie jest coś wartościowego, a definiowanie się po jakiejś stronie zakłada ograniczenia. Problem polega na tym, że cały czas staram się myśleć o tym, co jest dobre dla organizacji, dla osiągnięcia celu, a nie dla mnie. W takim sensie, że, wiesz, czasem miałbyś ochotę wejść w jakiś konflikt, pokłócić się itd. W ostatecznym rozrachunku na płaszczyźnie intelektualnej wiem, że to nie ma sensu, ale na płaszczyźnie emocjonalnej ciągle się tego uczę. Być może na tym polega rozwój osobowości i dorosłość, sam nie wiem.

To, co jest dla mnie pocieszające w związku z krytyką, to fakt, że pojawia się ona mniej więcej po równo ze wszystkich stron. Dzięki temu mam nadzieję, że udaje mi się zachować apolityczność i że moje poglądy nie mają znaczenia dla Porozumienia Rezydentów. Zresztą coraz bardziej myślę, że dla mnie nie ma czegoś takiego, jak określone przekonania, w każdym światopoglądzie jest coś wartościowego, a definiowanie się po jakiejś stronie zakłada ograniczenia. Wierzę w czynnik ludzki, w to, że wszędzie można znaleźć wartościowych i pomocnych ludzi.

Krytykę warto też traktować jako coś wartościowego i konstruktywnego. Na przykład jak ktoś pisze o trampolinie do kariery dla mnie w pewnych branżach, to mam aż ochotę dopytać, jak ta osoba to widzi, jak to zrealizować. Jestem wdzięczny za wskazanie możliwości. Nikt Ci tak nie pomoże w rozwoju, jak Twoi wrogowie.

damian01

Jak wyglądały początki Porozumienia Rezydentów?

Kosztowały niewiarygodną ilość energii. Generalnie cały czas słyszałem, że się nie uda, że nie da się zjednoczyć środowiska lekarskiego, sprawić, żeby ludzie ze sobą współpracowali. Też nie sądziłem, że mi się uda, chciałem po prostu spróbować, a potem wiedzieć, że przynajmniej podjąłem starania. Cały czas najgorsze są chyba dla mnie osobiste rozmowy o Porozumieniu Rezydentów. Po jakimś czasie zorientowałem się, że nie mają dla mnie żadnego sensu, bo bardzo dużo osób wykorzystuje to jako okazję do wygłoszenia pewnych pseudomądrości typu: „Kibicowałem Porozumieniu Rezydentów, ale poszło w złą stronę”, „Obserwuję rozwój i zobaczę”, „Ja to bym nawet pomógł, ale sam rozumiesz”, „Na pewno się nie uda” itp.

Porozumienie Rezydentów to przede wszystkim fantastyczni ludzie i genialny zespół, który jest bardzo samodzielny. To dla mnie niezwykła przygoda.
Wyciągnąłem wnioski i nie rozmawiam z ludźmi na ten temat. Podobnie jest z publicznymi wystąpieniami. Nigdy nie działałem w żadnej organizacji. Lubię pisać, lubię radio, ale telewizja mnie stresuje, podobnie jak przemowy przed ludźmi. Oczywiście tutaj też zrobiłem postępy, ale zasadniczo chodzi o to, że wystawiam się na krytykę.
Tym, co jest dla mnie interesujące i poniekąd zabawne, jest to, jak postrzegają mnie inni ludzie i jakie mają oczekiwania. Miałem gorszy dzień i napisałem w komentarzu coś pesymistycznego. Ujęła mnie wypowiedź jednej dziewczyny „lider nie ma prawa do takich zachowań, popłacz sobie nocą w poduszkę i weź się w garść”. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, co prawda to prawda.

Było trochę pesymistycznie, ale Porozumienie Rezydentów to przede wszystkim fantastyczni ludzie i genialny zespół, który jest bardzo samodzielny. To dla mnie niezwykła przygoda.

Kierujesz dużą inicjatywą, która ma teraz głos i może dużo mówić. Masz jakiś swój model zarządzania?
Wydaje mi się, że jest dosyć nowoczesny. Zanim powstało Porozumienie Rezydentów, bardzo dużo myślałem, sporo czytałem. Zastanawiałem się nad tym, jak to powinno wyglądać. Nie mam do zaoferowania swoim ludziom pieniędzy. Jedyne, co mogę im dać, to poczucie frajdy, dobrą zabawę, poczucie sprawczości, wpływu na rzeczywistość. Staram się, żeby odpowiadali za projekty od początku do końca, sami tworzyli swoje zespoły i zarządzali nimi. To wszystko wymaga olbrzymiego zaufania, ale działa. Jest to dla mnie dużym pozytywnym zaskoczeniem.

Staram się, żeby w organizacji było jak najmniej mnie i mojego ego, boję się, że mógłbym coś zepsuć.To wszystko genialnie zadziałało i kierowanie całym zespołem jest największym zaszczytem, jaki spotkał mnie w życiu. Nigdzie indziej nie mógłbym poznać tak bardzo inteligentnych, ideowych, oddanych sprawie ludzi. To, że to chwyciło, świadczy o tym, że warto dawać ludziom szansę, warto w nich wierzyć. Staram się, żeby w organizacji było jak najmniej mnie i mojego ego, boję się, że mógłbym coś zepsuć. Kiedy wiem, że nie jestem w stanie niczego poprawić, to po prostu nie ingeruję w projekty, nie pojawiam się na wszystkich spotkaniach zarządu Porozumienia Rezydentów.

Co Cię inspiruje?

Polacy najlepiej organizują się pod okupacją. Powstanie Styczniowe miało świetne struktury, listonosz który przynosił Ci listy mógł być ministrem podziemnego rządu. Solidarność do czasu wprowadzenia stanu wojennego była w zasadzie całkowicie samodzielnym i niezależnym państwem w państwie. Perfekcyjnie zorganizowana w sposób oddolny, z wieloma komórkami, które działają niezależnie od siebie.

Dzielisz się władzą z innymi?

Widzisz moja władza jest w zasadzie symboliczna, przynajmniej tak to postrzegam. Mam świetny zespół i on bardzo dobrze działa i jestem pewien, że poradziłby sobie świetnie beze mnie. Chodzi o to, że ludzie mnie darzą autorytetem i dlatego czasem pytają o zdanie, w moim odczuciu nie zawsze muszą to robić.

Na pewno nie jestem autokratą, mam wpływ na pewne rzeczy, moje działanie opiera się na bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Porozumienie Rezydentów odniosło sukces organizacyjny, bo sprawdziła się formuła, w której ludzie, którzy chcą podziałać, po prostu mogą przyjść i to robić.

Czyli dla PR ważny jest aktywizm społeczny.

Chodzi o to, żeby wykorzystywać oddolny zapał ludzi, kreatywność. Zresztą wiele firm tak funkcjonuje, tzn. działają w sposób rozproszony. My podobnie. Takie rzeczy działają i są dużą przyszłością, u nas się powoli przyjmują.

damian02

Jak to się stało, że to właśnie Ty zostałeś przewodniczącym PR?

Wiem, że to może zabrzmieć jak fałszywa skromość, ale nie chciałem. Duża odpowiedzialność, nie wiem, czy nadaję się do tej funkcji etc. Staram się radzić sobie najlepiej, jak umiem, ale możliwe, że nie jestem wystarczająco dobry. Chciałem po prostu wszystko zainicjować i mieć nadzieję na to, że lider sam się wyłoni. No, ale czas mijał i jakoś tak się nie działo.

Teraz np. jak myślę o swoich najbliższych współpracownikach, takich jak Jarosław Biliński czyli Dżej Bi, czy też Krzysztof Hałabuz, to myślę, że byliby równie dobrzy, jeśli nie lepsi ode mnie. Zwłaszcza Krzysztof Hałabuz ma świetne predyspozycje do kierowania zespołem, jest bardzo sympatyczny i nigdy nie traci cierpliwości. Z kolei Dżej Bi potrafi wykonywać tytaniczną pracę i jest najbardziej ideową osobą jaką znam. Potrafi walczyć o swoje przekonania.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Wojciech Lubiński
redaktor
Obecnie student medycyny, administrator fanpage BML na Facebooku. Pisze najczęściej z całej redakcji, bo codziennie. I codziennie dostarcza świeżych i ciekawych newsów ze świata medycyny. „Media społecznościowe, analizy polubień i komentarzy dostarczają ciekawych informacji socjologicznych o naszych czytelnikach, czyli głównie młodych lekarzach i studentach. Takich obserwacji w świecie niewirtualnym ciężko byłoby dokonać” – mówi Wojtek, bo media społecznościowe i socjologia to kolejna jego pasja (zaraz po medycynie).

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!