Aborcja: perspektywa ginekologa

Jestem lekarzem ginekologiem. Korzystając z chwili medialnej ciszy, chciałem zabrać głos w temacie aborcji. Jestem świadomy, że staję na przegranej pozycji – bardzo trudno jest wypowiedzieć się w tak delikatnym temacie w sposób merytoryczny i nie popaść w moralizatorstwo, demagogię lub wręcz nietakt, raniąc czyjeś uczucia. Nie jestem alfą i omegą, nie mam patentu na nieomylność. Im dłużej pracuję, tym mniej wyraźna staje się dla mnie granica etyczności, a pojmowaniu prawdy bliżej jest, delikatnie mówiąc, koncepcji Tischnera niż Arystotelesa…

Medycyna rozwija się w zawrotnym tempie. Codziennie publikowane są nowe artykuły, doniesienia i wytyczne. Odkrywamy nowe leki, techniki operacyjne oraz schematy leczenia. Przeszczepiamy twarze, serca, nerki i wiele innych narządów. Przesuwamy granicę życia i śmierci, zdrowia i choroby. Rozwijamy leczenie wewnątrzmaciczne, terapie genomowe, immunoterapie. Nowe odkrycia tworzą nowe problemy, odpowiedzi rodzą kolejne wątpliwości. Dla przykładu: proste, zdawałoby się, pytanie „kto jest moją mamą?” nie ma jednoznacznej odpowiedzi dla dziecka, które zostało poczęte w technice wspomaganego rozrodu z komórki jajowej jednej kobiety z wszczepionymi mitochondriami od innej… Dynamiczny rozwój medycyny zmusza nas do ciągłego zastanawiania się nad jej kwestiami etycznymi. Jedną z takich problematycznych tematów jest terminacja ciąży.

W ostatnich tygodniach w opinii publicznej wielokrotnie podnoszony był temat aborcji. Skrajne grupy stykały się ze sobą, ale nie rozmawiały. Słyszały siebie, ale nie słuchały. Przypomina to sytuację z I wojny światowej, kiedy Francja i Niemcy prowadziły wojnę okopową. Była to walka na wyniszczenie, która do niczego nie prowadziła. Spróbujmy zatem zrozumieć, że w przypadku tak trudnym i drażliwym jak aborcja nie ma łatwych i oczywistych rozwiązań. W niniejszym tekście przedstawię ten problem przede wszystkim z mojej medycznej perspektywy, starając się jednocześnie zrozumieć głosy innych stron. Zacznijmy więc od początku…

Początek życia

Z punktu widzenia biologii i genetyki początkiem rozwoju człowieka jest zapłodnienie. Jest to fakt – powstaje unikatowa istota, posiadająca swój osobisty materiał genetyczny. To istota jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. To, czy ma on duszę i w tym kontekście jest traktowany jako człowiek, pozostaje do dziś sporem filozoficzno-religijnym, którego rozstrzygnięcie pozostawiam mądrzejszym ode mnie. Z perspektywy nauki nie ma wątpliwości – zapłodniona komórka jajowa, zygota, jest nowym życiem.

Następnie dochodzi do implantacji i dalszego rozwoju. To newralgiczny moment, kiedy życie jest w 100% zależne od matki. Tak samo jak człowiek w śpiączce jest zależny od pomocy innych ludzi. Jest to zatem życie zależne. Przyjęcie tego faktu jest fundamentalne dla dalszych rozważań niezależnie, czy jest się zwolennikiem, czy przeciwnikiem aborcji.

Stan prawny

Zgodnie z aktualnymi przepisami, szczegółowe warunki, w których przerwanie ciąży może być dokonane reguluje Art. 4a ust.1 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, który brzmi:

Art. 4a. 1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza w przypadku, gdy:
1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego

Zagrożenie życia i zdrowia matki

Jeśli chodzi o kwestię etyczną, osobiście mam wrażenie, że najmniej kontrowersji budzi sytuacja, w której ciąża zagraża zdrowiu i życiu matki. Należy tutaj zaznaczyć, że ustawodawca jednoznacznie nie definiuje, o jakim zagrożeniu zdrowia mowa . Jednakże, zgodnie z praktyką lekarską, aborcja jest proponowana kobietom, u których z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie można wykluczyć nagłego pogorszenia się stanu ogólnego lub bezpośredniego zagrożenia życia. W tym konkretnym przypadku to dziecko ratuję matkę. Poświęca się życie dziecka, które trwałoby zazwyczaj nie więcej niż kilkanaście tygodni, dla matki. W obliczu takiego problemu nawet najbardziej doświadczeni ginekolodzy nie pozostają obojętni na tragizm wyboru, przed którym stają. Z jednej strony ratujemy matkę, bardzo chorą pacjentkę, z drugiej – kończymy życie od niej zależne.

Nadmienię, choć nie jestem w tym temacie ekspertem, że argument “wyższej konieczności”, czy “mniejszego zła”, jakim jest sytuacja ratowania życia matki, zdaje się być akceptowany przez wiele religii, jak i nurty filozoficzne i etyczne.

Prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu

Drugą sytuacją dopuszczającą przerwanie ciąży w Polsce jest podejrzenie znacznego uszkodzenia płodu, np. bezmózgowia. To ona w aktualnym publicznym dyskursie powoduje najwięcej sprzecznych emocji. Na potrzeby argumentacji kobieta jest sprowadzona do osoby podtrzymującej życie istoty chorej, która i tak umrze po „odłączeniu”. Oczywiście opisywano przypadki kilkunastodniowego przeżycia dzieci z tym zaburzeniem, jednak zawdzięczają je interwencjom medycznym, bez których umarłyby zaraz po porodzie.

Komisja ds. zasadności przerwania ciąży

Temat uporczywej terapii jest wszystkim lekarzom dobrze znany. Przypadki te są łudząco podobne do tych związanych z kwestią śmierci mózgowej. Musimy odpowiedzieć na pytanie, czym różni się życie wewnątrz- od zewnątrzmacicznego? Według aktualnej praktyki lekarskiej, aby stwierdzić przesłanki do zakończenia ciąży, zgodną opinię musi wyrazić dwóch lekarzy z różnych ośrodków. Z racji znacznego niedoboru lekarzy taka sytuacja w wielu przypadkach nie jest możliwa do osiągnięcia.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy warto byłoby wdrożyć regulacje analogiczne do procedury orzekania o śmierci mózgu w przypadku przerwania ciąży. Komisja składająca się z 2 ginekologów oraz neonatologa/pediatry orzekałaby o możliwości wykonania tej procedury. Rozważyć należy także, czy nie byłoby zasadne, aby komisja pochodziła np. z innego miasta, co ucięłoby podejrzenia o jej ewentualną stronniczość i niezawisłość. Dodatkowo pomocne wydawałoby się stworzenie szczegółowego protokołu – uregulowanie ustawowe lub za pomocą rozporządzenia byłoby krokiem w kierunku większej przejrzystości oraz transparentności procedury przerywania ciąży.

Kryteria stwierdzenia wad płodu

Osobnym problemem pozostaje kwestia definicji ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, która jest niezwykle szeroka i dotyczy znacznego spektrum zaburzeń. Dla zobrazowania możliwości interpretacyjnych w ramach dyskusji warto przytoczyć skrajne sytuacje. W kontrze do wspomnianego wcześniej przypadku bezmózgowia, stoją płody z „drobnymi” z pozoru wadami. Brak przedramienia, gałki ocznej, niedorozwój podudzia także mieszczą się w tej definicji ustawowej. Są to nieodwracalne uszkodzenia płodu i z relacji wielu osób stanowiły lub mogą stanowić wskazanie do ukończenia ciąży. Przykładem, którego nie zapomnę, była pacjentka z wrodzonym brakiem przedramienia, dosyć sprawnie radząca sobie w życiu, która dokonała aborcji z powodu wystąpienia takiej samej wady u swojego dziecka.

Możliwość przerwania ciąży we wspominanych przypadkach, biorąc po uwagę, między innymi, rozwój metod transplantacji kończyn, budzi znaczny niepokój etyczny. Dlaczego mamy prawo zakończyć życie dziecka z niepełnosprawnością stwierdzoną in utero, a po porodzie już nie? Czy to nie jest pewna dyskryminacja osób niepełnosprawnych? Jako państwo staramy się takim ludziom umożliwić względnie normalne życie, oferując rehabilitację, pracę w chronionych zakładach pracy, a nawet wzięcie udziału w specjalnie przygotowanych dla nich olimpiadach, a jednak okazuje się, że przed porodem odbieramy im prawo do egzystencji.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Komentarze na temat “Aborcja: perspektywa ginekologa”:

  1. Bardzo obiektywny artykuł, takich opinii potrzeba w tej ogromnej dyskusji, która teraz toczy się wśród społeczności i w mediach. Cieszę się, że można było to tak racjonalnie podsumować.

  2. Autor poruszyl wiele waznych problemow zwiazanych z terminacja ciazy.
    Z jednej strony, jako kobieta, jestem za szerokim dostepem do mozliwosci terminacji ciazy, nawet w przypadku zlych warunkow socjalnych czy nieprzygotowania psychicznego przyszlych rodzicow. Z drugiej strony, jako lekarz w trakcie specjalizacji z ginekologii i poloznictwa, az slabo mi sie robi na sama mysl, co by nasze (niestety dosc bezmyslne) spoleczenstwo zrobilo z taka mozliwoscia przerywania ciazy (terminacje donoszonej ciazy).
    Mysle, ze gdyby dobrze, na spokojnie, bez religijnego fanatyzmu (ze zygota to tez czlowiek) okresliloby sie granice czasowe kazdego przypadku aborcji, i kobietom i lekarzom zyloby sie w Polsce lepiej.

  3. Bardzo dobry artykuł. Zgadzam się z tym ze ciągle większość społeczeństwa nie dorosło do tak ważnych dyskusji. A jeżeli chce ktoś już coś przekazać to nie potrafimy słuchać.

  4. Jedna rzecz chyba tu jednak autorowi umknęła, a druga nie została dostatecznie uwypuklona. Gdzieś zagubił się fakt, że ustawa nie mówi o „ciąży z gwałtu” tylko o ciąży wobec której zachodzi **uzasadnione podejrzenie** że jest „efektem czynu zabronionego”, a to jest znacznie szerszy worek. Raz, że „czyn zabroniony” to także ciąża w którą zaszła dziewczyna mająca lat 14 i 11 miesięcy ze swoim 16-letnim chłopakiem, a dwa, że „uzasadnione podejrzenie” nie oznacza pewności.

    To co natomiast nie wybrzmiało dostatecznie mocno w tekście powyżej to fakt, iż w punkcie ustawy mówiącym o możliwości legalnej aborcji z powodu wad płodu jest mowa ponownie o „dużym prawdopodobieństwie”, a nie o pewności. Chyba nie muszę dowodzić, że „duże prawdopodobieństwo” wcale nie tak rzadko okazuje się nie mieć racji w stosunku do dziecka. Sęk w tym, że nikt nie weryfikuje rozpoznań prenatalnych po dokonaniu aborcji, więc nie dysponujemy nawet danymi ile zdrowych dzieci zostało wyrzuconych w niebyt z powodu lęku rodziców przed chorobą.

  5. Choć autor próbuje podkreślać swoją neutralność w kwestii aborcji, wyraźnie przebija przez ten artykuł próba „gładkiego” przepchnięcia postulatów antyaborcyjnych i z pewnością nie jest on przezroczysty, raczej centro-prawicowy. Bo chyba w obecnej sytuacji politycznej nie istnieje już neutralność w tej kwestii. Można z lektury odnieść wrażenie, że to zwolennicy aborcji powinni być tymi, którzy mają się douczyć, jakby np nie wiedzieli, że nowe życie powstaje w chwili zapłodnienia. Zapewniam, zwolennicy aborcji wiedzą o tym fakcie w takim samym stopniu, jak i jej przeciwnicy, tylko gdzie indziej widzą początek człowieczeństwa (jakkolwiek strasznie to nie brzmi), nie utożsamiając go z zapłodnieniem czy pierwszym biciem serca – to, że dla autora bicie takowego jest emocjonalnym przeżyciem nie oznacza, że dla innych jest.
    Ciąża w wyniku czynu zabronionego demaskuje poglądy autora. Sugerowanie opieki państwowej jako alternatywy dla abortowania dziecka z gwałtu jest typowo prawicowym argumentem – kroczek dalej i w zamian za „wysoce wskazaną opiekę” zabiera się kobiecie prawo wyboru. Wg statystyk przypadki ciąży w wyniku gwałtu od lat wahają się w granicy kilkudziesięciu, nie kilku. O ile media rzeczywiście rozdmuchują tę kwestię, nie zmienia to w żaden sposób jej istotności dla właśnie tych kilkudziesięciu kobiet rocznie. Ten przepis przecież właśnie dla nich istnieje, nie powinno mieć ŻADNEGO znaczenia to, że jest ich tak mało – nie wiem, co ta wzmianka statystyczna miała za sobą nieść. Zaś stawianie kobiety i płodu w roli równorzędnych ofiar gwałtu jest niepoważne i jest zaprzeczeniem tego, od czego autor sam się odżegnywał parę akapitów wcześniej – jest filozoficzną, moralno-etyczną oceną, pozbawioną naukowych przesłanek, która jest w tym stwierdzeniu sprytnie spłycana. A jest niezbędna dla opisu takiej sytuacji. Bo ofiarą gwałtu jest głównie, jeśli nie tylko, świadoma i przeżywająca traumę kobieta, nie zaś pozbawiony świadomości i emocji zarodek (i tu rozpętuje się wspomniana moralno-etyczna wichura). Gwałt staje się nie tylko potężną fizyczną i psychiczną traumą, ale i zamachem na wolność wyboru kobiet, które w chyba 100% przypadków nie chciałyby w taką ciążę zachodzić. A póki co, jeśli dobrze pamiętam, niejasno motywowane przesłanki religijne przeciwko kontroli narodzin nie są obowiązującą normą, jest nią wolność wyboru i możliwość decydowania, kiedy w ciążę chce się zachodzić, a kiedy nie. I, jak dobrze rozumiem, dlatego istnieje w ustawie taki zapis – istnienie rzeczonej pomocy rządowej i choćby stu fundacji pro-life nie powinno tu mieć nic do rzeczy.
    Ogólnie rzecz biorąc postulat autora, aby prowadzić rzeczową i racjonalną dyskusję jest szlachetny, ale i bardzo naiwny, mający więcej wspólnego ze stawianiem się ponad „ten bałagan”, niż z aktywną dyskusją. Autor zdaje się nie zauważać, że ogrom ludzi jest już doskonale świadom tych rzeczy i nie mają ochoty na „słuchanie się, nie słyszenie”, bo mają ukształtowany światopogląd. I jak to w demokracji, chcą go przepchnąć do Sejmu. W sprawach, gdzie poglądy są tak spolaryzowane i dotyczą konfliktu wartości i światopoglądów, próbowanie pogodzenia zwaśnionych stron mija się z celem, bo jest niemożliwe.
    I niejako wypominanie zwolennikom aborcji, że niektórzy z nich, pragnący „socjopatycznych ginekologów”, powinni „się zastanowić, czy takich chcą jako swoich lekarzy”, jest argumentem czysto emocjonalnym, pokazującym, że autor sam jest po uszy w tym bałaganie zanurzony. Bo przecież ten sam argument można obrócić, wspominając o świętszych od kościoła katolickiego przedstawicielach Ordo Iuris, którzy też mają w poważaniu jakiekolwiek subtelności związane z tym tematem. I takie rzeczy widać w mediach pro-choice.
    I, co najważniejsze – nie wszyscy ludzie przeżywają „niewypowiedzianą traumę i tęsknotę za grą w piłkę z synem, którego nigdy nie było”, bo był abortowany. Jest wiele kobiet, dla których aborcja była ulgą, a nie żadną traumą, i wcale nie świadczy to o tym, że będą złymi matkami. Psychologicznych motywów takich decyzji jest tyle, ile osób, które musiały takie decyzje podjąć. I to jest tylko ich sprawa, powstrzymajmy się od wywierania presji społecznej na takich jednostkach, poprzez utrzymywanie mitu „świętości życia” płodu, który dla niektórych jest po prostu przysłowiową fasolką.
    „Nauczmy się słuchać, nie słyszeć” – ładne hasło, ale bardzo protekcjonalne, bo jak rozumiem, autor jako ten, który uświadamia o subtelnościach aborcji, nie zalicza się pod tych, którzy „nie słuchają”? Tam, gdzie spotykają się ludzie o określonych, skrajnych światopoglądach, zawsze będzie pojawiał się konflikt, jest to naturalna kolej rzeczy. I naturalnym jest, że w pewnym momencie już nie chcą „się słuchać”, tylko jak w przypadku protestujących kobiet – chcą poszanowania swoich praw.

    1. Myślę, że wiele osób czytając artykuł odczuło podobnie, ale nie odpisało autorowi. Ton w jakim się wypowiadasz, choć chłodny, dla mnie ział złością i pozwala przypuszczać, że jesteś ‚innej opcji ‚ niż przypuszczalnie autor. Ale…! Autor nie opowiadał się za zaostrzeniem sporu, a przekazał dość rzeczowo i w czytelny sposób swoje argumenty.

      A propos kobiet decydujących się na aborcję- nawet jeśli były pewne, to w końcu żałują i mają problemy ( wiem z I-ego żródła- (rodzic psycholog) ma mnóstwo terapii po stracie, po właśnie tej „świadomej aborcji”. ) I niezależnie od zmian w prawie, warto istnienie tej depresji kobietom uświadamiać. Wybór podjęty, konsekwencja na całe życie.

    2. To jest właśnie istota rzeczy!Nauczmy się słuchać… Niestety autor tego artykułu nie nauczył się tej sztuki. Proszę zwròcić uwagę na przypadek pacjentki z niedorozwojem ręki który opisuje. Pacjentka boi się że dziecko urodzi się z taką samą wadą i jest gotowa na aborcję ale pan dr. wie lepjej – przecież ona sobie w życiu jakoś radzi . Ale tylko ona wie co czeka człowieka okaleczonego – pan dr.zna to tylko z teorii i potępia jej decyzję. Nie słucha… to nie będzie w końcu jego problem….

  6. Gratuluję Autorowi
    dobrze napisany, wyważony artykułu , autor pisze o trudnych sprawach tak jak je widzi, przedstawia swoje stanowisko i „nie łasi się” do żadnej ze stron sporu.
    co do niektórych tez, czy proponowanych rozwiązań można mieć wątpliwości ale to nie jest powód, żeby”ziać jadem” na Autora trudno
    sprawa tej materii bardzo delikatna – na koniec decyduje kobieta i ona ponosi tego konsekwencje

    rozumiem lekarza, który ma dylemat przyłożyć do tego rękę czy nie

  7. Jest jeden „drobny” problem, mianowicie uwarunkowania społeczno-ekonomiczne. Otóż – w naszym pięknym kraju, jak zresztą w wielu innych, nie ma paru „drobiazgów”, bo systemu ochrony zdrowia na te „drobiazgi” nie stać, albo decydenci od zarania dziejów nie uznają tych „drobiazgów” za wystarczająco istotne. Otóż NIE MA:
    1. Wystarczającej opieki medycznej i psychologicznej nad ciężarną. Żeby stwierdzić czy matka (lub płód) choruje na chorobę zagrażającą życiu lub mogącą spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu, trzeba najpierw przeprowadzić diagnostykę, a tego lekarze nie robią z tego prostego względu, że gdyby ich podejrzenia nie sprawdziły się, a diagnostyka spowodowała poronienie, to oni sami znaleźliby się w kiepskiej sytuacji. Przykład: http://www.federa.org.pl/?option=com_content&view=article&id=187%3Aagata&catid=21%3Apodrzedne
    2. Pieniędzy (ani chęci) na leczenie / rehabilitację już urodzonych osób niepełnosprawnych. Najprostszy przykład: pomimo potrzeby nieustannej rehabilitacji osób z zaburzeniami ruchu (o różnej etiologii), „system” oferuje im dwa cykle rehabilitacji po 10 dni ROCZNIE. To jest śmiech na sali… przez łzy. Rodzice dzieci niepełnosprawnych przemierzają całą Polskę, żeby znaleźć kogoś, kto podejmie się leczenia. A jak już znajdą kogoś te 300-500 km od domu, to NIKT im nie zaoferuje ani zwrotu kosztów podróży, ani płatnego urlopu na ten cel, ani bezpłatnej opieki w czasie tych podróży nad drugim, zdrowym dzieckiem pozostawionym w domu.
    3. O hospicjach nawet nie będę pisać, bo wszyscy wiemy, jak one wyglądają – a raczej NIE wyglądają. Domowa opieka paliatywna wygląda tak samo, jeśli nie gorzej. O leczeniu bólu nie będę się wypowiadać, bo mi żyłka pęknie – mam wśród znajomych człowieka z silną neuropatią pourazową, trwającą już prawie 10 lat – na jego przykładzie wiele się nauczyłam o systemie…
    4. Co dostaje matka w zamian za poświęcenie się opiece nad chorym dzieckiem, a po 18 latach – nad chorym dorosłym? Zerowe wsparcie fizyczne, finansowe i psychologiczne, skrajne ubóstwo dla siebie i swojej rodziny (w tym pozostałych, zdrowych dzieci) oraz perspektywę śmierci pod płotem dla siebie w okresie starości i jednocześnie dla tego dziecka, nad którym kilkadziesiąt lat sprawowała opiekę i starała się je utrzymać przy życiu i we względnej formie – bo ona sama emerytury mieć nie będzie, a z renty socjalnej dorosłego już dziecka we dwójkę nie przeżyją, o kontynuacji leczenia nie wspominając.
    Więc może NAJPIERW zadbajmy o całe otoczenie medyczno-bytowe rodzin z osobami niepełnosprawnymi w składzie, a dopiero POTEM możemy grzecznie pytać, czy wobec pomocy dostępnej z każdej strony ciężarna byłaby skłonna urodzić to, co nosi. A jeśli nadal NIE, to opracujmy technikę przeniesienia tej ciąży z brzucha ciężarnej do innego środowiska, w którym będziemy sobie hodować do momentu osiągnięcia zdolności samodzielnego przeżycia owoc NASZYCH chęci uratowania tego płodu, zamiast zmuszać ciężarną do odgrywania przez długie miesiące roli PRZYMUSOWEGO INKUBATORA – bo istota ludzka ma prawo odmówić oddania własnego ciała do naszej dyspozycji wbrew własnej woli.
    Że państwo nie jest w stanie tego zrobić? Aaaa… to już problem obrońców życia za wszelką cenę, a nie ciężarnych, które usiłują oni zmusić do poświęcenia własnego życia na realizowanie ICH przekonań i chęci.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!