Czarny protest: fakty i mity

3 października ludzie wyszli na ulice. Co więcej – kobiety! Ucieszyłam się. Lata głoszenia zaangażowania politycznego obywateli odniosły skutek. Polki zaczęły głośno walczyć o swoje prawa: zwiększenie kwoty wolnej od podatku, dofinansowanie ochrony zdrowia, odrzucenia umowy CETA, zniesienie ograniczeń dla małych i średnich przedsiębiorstw, ograniczenie praw komorników, mniejsze składki ZUS, przemysł, przemysł, przemysł…! O, ja głupia. Zapomniałam, że moim podstawowym prawem jest aborcja. Że to jest coś, czego bardzo potrzebuję. Zawsze i wszędzie.

To był magiczny czas. Polacy wzajem się oskarżali o morderstwa, gwałty (na dzieciach, kobietach, demokracji), cudzołóstwo, a przede wszystkim anencefalię. Oświeceniowcy XXI wieku nauczali o tym, że aborcję wykonuje się na zygotach i tego właśnie chcą zakazać uczniowie Jezusa, którzy z kolei jakby zapomnieli, że skoro zygotę kochają, to proaborcyjnego rozmówcę też by wypadało. W końcu ktoś z protestujących stwierdził, że wcale nie chodzi o popieranie czegokolwiek, ale o prawo wyboru. Iście polska dyskusja, bo nikt już nie wiedział, co myśleć, ale głos każdy zabrał! Grono intelektualistek przerzucało się inwektywami z “katotalibami”. W ruch poszły butelki, wieszaki i… tampony. Panie w żałobnych strojach oraz panowie w kwiecistych spódnicach (sic!) środkowymi palcami starali się przekonać mnie, że chcą mnie, biedną stłamszoną kobietę, ratować. Protest nabrał skali ogólnokrajowej, zwłaszcza w internecie, gdzie z obu stron – tej za i tej przeciw – leciały coraz ciekawsze określenia.

Wśród uczestników awantury były również, niestety, elity intelektualne naszego kraju, w tym studenci medycyny i lekarze. Oni również, przekrzykując się w przestrzeni publicznej, uczestniczyli w odśpiewywaniu coraz ciekawszych wariacji na temat ustawy antyaborcyjnej. Niewiedza nie jest grzechem. Trudno jednak szanować lekarzy, którzy swoją ignorancję łatwo mogli zwalczyć kilkoma kliknięciami w wyszukiwarce.
Popieraj, co chcesz, myśl jak chcesz i protestuj do woli. Wmawiaj sobie, że powstałeś ze zlepka komórek bądź tkanek, że zarodek to część macicy i ciała kobiety, że to jej sprawa. Nie moja broszka. Tylko proszę – nie powielaj mitów. Przez ostatnie tygodnie przestrzeń publiczną zdominował cały koncert kłamstw, pod szumną nazwą: czarny protest. Spróbuję wytłumaczyć kilka nieporozumień narosłych wokół niego.

Wina PiS. Księża przeciwko lekarzom. Gwałt na demokracji

To pierwsze przeinaczenie dość długo podburzało część obywateli, nieświadomych pojęcia "inicjatywa obywatelska" bądź niezdolnych do wyłapania go z treści newsów. Autorem projektu jest Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, o którym za chwilę. Słynna “ustawa antyaborcyjna” formalnie nazywa się “Ustawą o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny”.

Mimo, że liczy dosłownie dwie strony A4, po wypowiedziach dużej części obywateli (w tym lekarzy) można było odnieść wrażenie, że przyswojenie treści jego projektu przerosło ich możliwości. Niektórzy twierdzili nawet, że dotyczy zakazu stosowania antykoncepcji.

Jeśli chodzi o PiS można mieć do niego realne pretensje o to, że jego posłowie odrzucili projekt "Ratujmy kobiety". Partia zrobiła to pomimo deklaracji, że żadna inicjatywa ustawodawcza nie zostanie odrzucona. Co innego jednak demokracja, a co innego honor partii. To drugie po prostu nie istnieje.

Protestujący oburzali się, że projekt ustawy był sprzeczny z wolą obywateli. Pod projektem "Stop aborcji" podpisało się 450 tysięcy obywateli. Podpisy poparcia dla ustawy zbierała m.in. Fundacja Pro-Prawo do Życia od kwietnia do czerwca bieżącego roku w ramach inicjatywy obywatelskiej, a więc drogą bardzo demokratyczną. Projekt "Ratujmy kobiety" poparło 215 tysięcy osób. Oba zespoły czasu miały tyle samo.

Dodajmy do tego statystyczne poparcie dla aborcji w Polsce. Wg CBOS obecny kompromis aborcyjny popiera 73-80% Polaków, zależnie od przesłanek. Poparcie dla aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży oraz aborcji po 12 tygodniu życia, którą wprowadzałby projekt "Ratujmy kobiety", utrzymuje się od lat na niskim poziomie – w kwietniu 2016 wynosiło około 13%. 66% ankietowanych opowiada się za ochroną życia w każdej sytuacji, niezależnie od okoliczności. Wśród zwolenników zaostrzenia prawa aborcji 65% stanowią osoby w wieku 18-24 lat. Kobiety w wieku rozrodczym w 55% sprzeciwiają się aborcji na życzenie. Przy podobnym rozkładzie sił powoływanie się na wolę ludu nie jest najlepszym argumentem.

Dla Prawa i Sprawiedliwości, partii populistycznej kreującej się na konserwatywną, tak kontrowersyjny projekt stworzył sytuację nader kłopotliwą, jak wspomina w wywiadzie dla Polska The Times prof. Zoll. Jakakolwiek reakcja oznaczała stratę.
W chwili, gdy publikujemy ten tekst ustawa “antyaborcyjna” w swoim aktualnym brzmieniu została odrzucona w całości bez możliwości zgłoszenia poprawek.

Co ciekawe, posłowie partii Platforma Obywatelska i .Nowoczesna głosowali za… przedłużeniem dyskusji nad projektem. I to aż do 11 stycznia 2017 roku! Drogie Panie, chyba macie wilki w swoim stadzie…

Posłanka Krystyna Pawłowicz zapowiedziała, że PiS przygotowuje własny projekt ustawy dotyczącej ograniczenia aborcji, która będzie koncentrowała się na osobach z zespołem Downa. Stwierdzenie takie jest nieprecyzyjne, chodzi o tzw. aborcję eugeniczną, czyli selekcjonującą chorych spośród zdrowych (skojarzenia z nazizmem jak najbardziej na miejscu).

Kościół nie brał udziału w tworzeniu projektu ustawy, pomimo zbieżności w nauczaniu Kościoła i motywacji autorów ustawy. Co więcej, Episkopat nie od razu poparł sam projekt, a gdy to uczynił, stanowczo podkreślił postulat niekarania kobiet.

Ordo Iuris

Nad projektem "Stop aborcji" pracowali prawnicy oraz organizacje pozarządowe. Wśród nich pierwsze skrzypce grała jedna, o której ostatnio zrobiło się głośno: Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris (łac. porządek prawny).

Na stronie kancelarii prawnej obecnego szefa Ordo Iuris Jerzego Kwaśniewskiego instytut przedstawiony jest jako "think-tank zrzeszający prawników broniących konserwatywnych wartości w praktyce stosowania prawa". Ze statutu wynika, iż Instytut na rzecz Kultury Prawnej "Ordo Iuris" założyła Fundacja Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. Piotra Skargi,

Do działalności Ordo Iuris z ostatnich lat należy:

  • walka o tożsamość prawną małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny
  • internetowa petycja o odwołanie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara; powód – wsparł w postępowaniu sądowym organizację LGBT, której drukarz odmówił wydrukowania logo
  • obrona prof Bogdana Chazana, gdy odmówił dokonania aborcji kobiecie w ciąży z uszkodzonym płodem (poczętym w klinice in vitro) – obrona zakończona oczyszczeniem z zarzutów
  • ekspert instytutu dr Tymoteusz Zych i jego zespół, prezentowali w 2015 w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy raport o polityce rodzinnej.

Pełna treść dokumentu dostępna tutaj (wraz z uzasadnieniem projektu). Główne wnioski zaczynają się od strony 5.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Maria Piekutowska
redaktor
Rocznik '93, studentka UMED w Łodzi, patriotka. Na co dzień popularyzuje polską myśl narodową, historyczną i polityczną. Od niedawna interesuje się historią Kościoła Katolickiego. Prywatnie miłośniczka rysunku, jeździectwa oraz science-fiction. Ryś.
"Pióro mocniejsze jest od miecza... wyłącznie jeśli miecz jest bardzo mały, a pióro bardzo ostre. - Terry Pratchett

Komentarze na temat “Czarny protest: fakty i mity”:

  1. Po przeczytaniu „artykułu” nasuwa mi się jeden komentarz – kłamliwy i obrzydliwy tekst o wydźwięku „wszystkie, kobiety, które brały udział w Czarnym proteście to tępe idiotki, które nie mają pojęcia o realnych problemach.” Jak fakty i mity, to fakty i mity. Ktoś zarzuca innym ignorancję, a nie widzi belki w swoim oku. Odniosę się po kolei do części zarzutów.

    „Mimo, że liczy dosłownie dwie strony A4, po wypowiedziach dużej części obywateli (w tym lekarzy) można było odnieść wrażenie, że przyswojenie treści jego projektu przerosło ich możliwości. Niektórzy twierdzili nawet, że dotyczy zakazu stosowania antykoncepcji” – no tak, każdy kto nie zgadza się z autorką, jest głupi. O ja biedna, nie potrafię czytać ze zrozumieniem. Droga autorko, w ustawie nie musi być zapisu „zakazujemy antykoncepcji”, żeby zakazywała pewnych jej form i wynika to z jej zapisów. A projekt Ordo Iuris zakazuje wszelkich metod antykoncepcji, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się zarodka, czyli na przykład spirali domacicznej i być może także środków hormonalnych, które (mimo, że nie jest to podstawowy mechanizm ich działania) mają potencjalne działanie antyimplantacyjne.

    „Protestujący oburzali się, że projekt ustawy był sprzeczny z wolą obywateli” – bo był, przyznaje to później sama autorka, stwierdzając, że większość jest za utrzymaniem obecnego „kompromisu”. Podane przez autorkę badanie statystyczne z kwietnia jest dobrane bardzo tendencyjne. Badanie IPSOS z października pokazuje, że 39% Polek i 35% Polaków opowiada się za dopuszczeniem aborcji ze względu na trudną sytuację życiową kobiety. Całkowity zakaz aborcji popiera tylko 11 proc. Polek i Polaków. Natomiast Czarny protest cieszy się poparciem 55% Polek i 45% Polaków, przy czym tylko 14% Polaków jest przeciw.

    „chodzi o tzw. aborcję eugeniczną, czyli selekcjonującą chorych spośród zdrowych (skojarzenia z nazizmem jak najbardziej na miejscu)” – tekst w nawiasie jest najdelikatniej mówiąc nie na miejscu, przykro mi, że taki tekst dopuszczono na publikacji na tym portalu…

    Wina PIS i Kościoła – niemal wszyscy wiedzą, że projekt jest autorstwa OI, nie zmienia to faktu, że zarówno PIS, jaki i KEP będą dążyły do zaostrzenia prawa aborcyjnego i wcale się z tym nie kryją, co gorsza mają na to realne szanse.

    „Środowiska proaborcyjne zapowiadały, że powyższy przepis doprowadziłby do wzywania prokuratora do kobiety dotkniętej tragedią poronienia. Gorzej, do wsadzania kobiet do więzienia za niezawinione przez nie sytuacje” – po pierwsze nie ma czegoś takiego jak środowiska proaborcyjne, taka nazwa sugeruje, że chcą jak największej liczby aborcji, a jest wręcz przeciwnie. Po drugie autorka wykazuje się wielką naiwnością. Uważa, że oczywistym jest, czy kobieta sama wywołała poronienie, czy było ono samoistne. Nie da się tego dowieść bez śledztwa prokuratorskiego, przesłuchań, które byłyby wielką traumą dla kobiety, która właśnie straciła ciążę. Trzeba być bardzo ograniczonym, żeby tego nie zauważyć.

    „Tak więc pomimo iż autorzy ustawy potraktowali nienarodzone dziecko jako człowieka, to zaproponowane kary za spowodowanie jego śmierci były niższe” – skoro autorzy ustawy chcą niższej kary za „zabicie płodu” niż za zabicie dziecka, to sami widzą że „płód” nie równa się „dziecko”.

    „§ 5. Jeżeli sprawcą czynu określonego w § 1 jest matka dziecka poczętego, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.” – może, ale nie musi. Równie dobrze można twierdzić, że nie pójdziesz do więzienia za pobicie, bo przecież prezydent może cię ułaskawić. Jakoś w Salwadorze kobiety po poronieniach w więzieniach siedzą.

    „Nawet państwa z bardziej liberalnym prawem aborcyjnym niż Polska przewidują karę dla kobiety, która dokonuje nielegalnej aborcji.” – mowa tu o nielegalnej terminacji bardzo zaawansowanej ciąży, warto to uściślić.

    „§ 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego” – chodzi tylko o ochronę życia, jak ciąża zagraża jej zdrowiu to spoko, nawet jeśli kobieta miałaby zostać „warzywkiem” niech rodzi, a co tam.

    „Żaden zapis ustawy prawa do badań prenatalnych nie odmawiał” – no nie odmawiał, co nie zmienia faktu, że żaden normalny lekarz ich nie wykona, bo niosą one za sobą niewielkie ryzyko poronienia lub uszkodzenia płodu, a według projektu ustawy nie ponosi za to odpowiedzialności, tylko w przypadku działań ratujących bezpośrednio zagrożone życie. Badania prenatalne, to nie działania ratujące życie, tylko diagnostyczne.

    „Kobiety potrzebują lepszej opieki okołoporodowej, łatwiejszej procedury adopcyjnej, pełnego wsparcia w trudnej sytuacji, stałej opieki psychologicznej w razie patologicznej ciąży, choroby płodu, nowotworów. Jak każdy pacjent, kobiety w ciąży wymagają dostosowanej do indywidualnych potrzeb terapii i rehabilitacji […]” – tu się jak najbardziej zgadzam, ale te działania mogą zaistnieć bez zakazywania aborcji. Obok, a nie zamiast. Kobieta powinna mieć możliwość wyboru, im więcej opcji pomocy zapewni jej państwo, tym mniejsza szansa, że wybierze aborcję.

    W Polsce aktualnie de facto panuje zakaz aborcji. Rocznie wykonuje się około tysiąca legalnych aborcji, a szacuje się, że nielegalnych przeprowadza się nawet 100-200 tysięcy rocznie! Więc czy zakaz zmniejsza ich liczbę? Nie! Co może zmniejszyć ich liczbę? To pokazuje przykład innych państw (np. Holandii czy Niemiec) – porządna edukacja seksualna i łatwy dostęp do taniej antykoncepcji (projekt OI ograniczałby prawo do edukacji seksualnej wolnej od indoktrynacji). I zdaje się, że autorka zarzucająca innym nieznajomość projektu ustawy OI sama nigdy nie zapoznała się z projektem Ratujmy kobiety. Gwarantuje on właśnie takie rozwiązania, które przyniosłyby realny skutek, jakim byłoby zmniejszenie liczby niechcianych ciąż, a co za tym idzie również liczby aborcji.

    Ponownie podkreślę, że jestem zawiedziona, że redakcja portalu BML opublikowała ten „artykuł”.

    1. 0. Jestem zawiedziona, że komentująca osoba przeciwstawia badania IPSOS bezwzględnym liczbom poparcia dla projektu „Stop Aborcji”. Jeśli IPSOS zbadały milion polskich obywateli – zwracam honor i będę pod wrażeniem. Wola ludu jest wyrażana na różne sposoby, a demokracja bezpośrednia jest jednym z nich. Cytowane badania CBOS miały jedynie pokazać, że zdania wśród Polaków na temat aborcji są podzielone. Duża część osób popierających czarny protest bądź projekt „Ratujmy kobiety” nie zdawała sobie sprawy, że organizatorzy postulowali aborcję na życzenie. A to jest nadużycie. Zwłaszcza jeśli chce się odgrywać głos ludu, a do tego aspirują organizatorzy czarnego marszu (i towarzyszący im KOD).

      1. „wszystkie, kobiety, które brały udział w Czarnym proteście to tępe idiotki, które nie mają pojęcia o realnych problemach.” – To Pani słowa. Nigdzie nie użyłam określenia „wszystkie” ani „idiotki”. Szkoda, że taki stosunek ma Pani do ignorancji. Jak dla mnie to choroba, a do chorych mam szacunek.

      2. „no tak, każdy kto nie zgadza się z autorką, jest głupi. O ja biedna, nie potrafię czytać ze zrozumieniem. ” – Znowu Pani słowa. To przykre. Ja uważam, że nikt tu nie jest głupi. Co najwyżej: leniwy, nierozważny, emocjonalny, niekonsekwentny, nieuważny. A już na pewno nie nazywam kogoś głupim dlatego, że się ze mną nie zgadza. Jeśli mnie z tego powodu obraża, np. wsadzając mi w usta rzeczy, których nie powiedziałam i nie miałam na myśli – to jest to zwyczajnie niemiłe.

      3. „Droga autorko, w ustawie nie musi być zapisu „zakazujemy antykoncepcji”, żeby zakazywała pewnych jej form i wynika to z jej zapisów. A projekt Ordo Iuris zakazuje wszelkich metod antykoncepcji, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się zarodka, czyli na przykład spirali domacicznej i być może także środków hormonalnych, które (mimo, że nie jest to podstawowy mechanizm ich działania) mają potencjalne działanie antyimplantacyjne.”

      W jaki sposób chciałaby Pani udowodnić, że doszło do poronienia w wyniku stosowania spirali domacicznej? Bo tylko wywołania poronienia dotyczy projekt Ordo Iuris. Jeśli stałoby się to przed zagnieżdżeniem, to trudno udowodnić nawet nie tyle czyn, co samo zdarzenie. Projekt antykoncepcji nie dotyczy.

      4.” „Nawet państwa z bardziej liberalnym prawem aborcyjnym niż Polska przewidują karę dla kobiety, która dokonuje nielegalnej aborcji.” – mowa tu o nielegalnej terminacji bardzo zaawansowanej ciąży, warto to uściślić.” – mowa tu o rozwiązaniu prawnym, warto to uściślić. Poza tym 13 tydzień to niezbyt zaawansowana ciąża, a jednak według niemieckiego prawa czasem też nielegalna. I kto tu komu zarzuca niewiedzę?

      5. „„Tak więc pomimo iż autorzy ustawy potraktowali nienarodzone dziecko jako człowieka, to zaproponowane kary za spowodowanie jego śmierci były niższe” – skoro autorzy ustawy chcą niższej kary za „zabicie płodu” niż za zabicie dziecka, to sami widzą że „płód” nie równa się „dziecko”.” – Albo sami widzą, że skoro nawet kary za zabicie małego dziecka nie da się wprowadzić, to trzeba zawczasu je obniżyć. Dodajmy do tego, że w przypadku płodu o wiele łatwiej jest o nieumyślne spowodowanie śmierci np. w przypadku pobicia. Takie rzeczy, jak sądzę, należy uwzględniać w prawodawstwie. Myślę, że autorzy bardzo poważnie traktują zrównanie płodu z dzieckiem, ale też poważnie podchodzą do oponentów.

      6. „chodzi tylko o ochronę życia, jak ciąża zagraża jej zdrowiu to spoko, nawet jeśli kobieta miałaby zostać „warzywkiem” niech rodzi, a co tam.” – Ojejku, to są sytuacje, kiedy zostaje się „warzywkiem”, gdy nie ma żadnego zagrożenia dla życia? Pytam jako laik. Wydawało mi się, że stanie się „warzywkiem” to otarcie się o śmierć, więc jakieś zagrożenie zawsze wystąpić musi. Bodaj niedotlenienie?

      7. „Badania prenatalne, to nie działania ratujące życie, tylko diagnostyczne.” Przepraszam bardzo, ale czytać warto do końca:

      „§ 3. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2 lekarz, jeżeli uszkodzenie ciała lub rozstrój
      zdrowia dziecka poczętego są następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia
      niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu (<TUTAJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) lub życiu matki dziecka poczętego albo dziecka poczętego."

      Wszelka diagnostyka zdecydowanie służy uchyleniu niebezpieczeństwa grożącemu zdrowiu.

      8. "Tu się jak najbardziej zgadzam, ale te działania mogą zaistnieć bez zakazywania aborcji. Obok, a nie zamiast. Kobieta powinna mieć możliwość wyboru, im więcej opcji pomocy zapewni jej państwo, tym mniejsza szansa, że wybierze aborcję."

      Co do małej szansy wyboru aborcji, opieram się tu na doświadczeniach kobiet, które miały do wyboru aborcję i zrezygnowały. Kobiety dokonują aborcji, bo mogą. To jest wybór nieodwracalny i poważny w skutkach (konkretnie polegający na zabójstwie). W porównaniu z wychowywaniem dziecka kłopotliwego, nawet z odpowiednią pomocą, aborcja wydaje się jednak rozwiązaniem prostszym i nie odwiedzie od niej kobiet zdesperowanych. Przykładem jest Francja, gdzie pomoc socjalna jest na dużo lepszym poziomie niż w Polsce, a liczba aborcji raczej nie spada, bo jest ona legalna. Jak piszę dalej: dopóki aborcja jest dostępna, zmiany ku poprawie bytu matek i dzieci w Polsce są mocno wątpliwe. Ale ok – może komuś taka eksterminacja nie przeszkadza.
      Niech tylko z równym zapałem protestuje za pomocą niepełnosprawnym, jak protestowano za "prawami do ichniejszej macicy". Dopóki polskie kobiety myślą "macicą", to nie, absolutnie, te zmiany możliwe nie są.

      9. "W Polsce aktualnie de facto panuje zakaz aborcji. Rocznie wykonuje się około tysiąca legalnych aborcji, a szacuje się, że nielegalnych przeprowadza się nawet 100-200 tysięcy rocznie! Więc czy zakaz zmniejsza ich liczbę? Nie! Co może zmniejszyć ich liczbę? " Podobne statystyki opiera się na wątpliwych źródłach, więc proszę o pewne źródło. Według wskaźników statystycznych szacunkowa liczba aborcji nielegalnych w Polsce wykonuje się ok. 15 tysięcy. Podane przez Panią liczby były efektem m.in. ankiet na lekarzach i pielęgniarkach. Wskaźnik dający 15 tysięcy opiera się na liczbie legalnych aborcji dokonanych w Polsce w czasach jej niemal całkowitej dostępności.
      Co do edukacji seksualnej, w Wielkiej Brytanii zbiegła się w czasie ze wzrostem liczby ciąż u nastolatek. No, nie wiem, czy to takie skuteczne.

      10. "I zdaje się, że autorka zarzucająca innym nieznajomość projektu ustawy OI sama nigdy nie zapoznała się z projektem Ratujmy kobiety. " – bardzo dokładnie się zapoznałam. Gwarantuje on wspomnianą przez Panią terminację późnej, bardzo zaawansowanej ciąży. Podstawowe prawo człowieka, wspaniałości.

      11. Jestem zawiedziona, że znów odmawia mi się prawa głosu. Zwłaszcza, że robią to osoby powołujące się na "prawo wyboru". Czyli mogę wybrać aborcję, ale przeczytać dokładnie ustawy już nie?

      12. Jestem też zawiedziona, że nic w powyższym komentarzu mnie nie zdziwiło. Nawet zrozumienie tekstu i znajomość projektów ustaw.

  2. Dotarłam do fragmentu o leczeniu ciąży pozamacicznej. Wystarczy. Już sam ton wypowiedzi wzbudzał podejrzenia, że będzie grane prawackie bicie piany- cóż, nie pomyliłam się. Nie będę się wydawać w polemikę, proponuję zapoznać się z danymi z Konsylium24 dotyczącymi stosunku lekarzy do projektu ustawy. Na temat tej ustawy wypowiedziały się większe autorytety w dziedzinie ginekologii i położnictwa niż studentka medycyny z Łodzi, która egzaminu z tego przedmiotu chyba jeszcze nie pisała 😉 Czy to na pewno miejsce na manifestowanie swoich poglądów politycznych? Wszechpolacy, Ruch Narodowy… Co się tutaj dzieje? Autorka pewnie pomyśli, że jestem zlewaczałą fanatyczką aborcji… Otóż nie, jestem libertarianką, ale takie artykuły tutaj uważam za szkodliwe i niepotrzebne. Wstyd.

    1. Proszę o uzasadnienie:

      1. „Prawackie bicie piany”. Zwłaszcza w kontekście zrzucenia winy również na „prawą” stronę konfliktu.
      2. Co ma egzamin z ginekologii do prostych informacji możliwych do znalezienia za pomocą wyszukiwarki?
      3. Gdzie zamanifestowałam poglądy polityczne? Serio, nie widzę. Może w stopce? Na profilu na facebook?
      4. Nic o nikim nie myślę. Prawdę mówiąc, wolałam nie wiedzieć o tym libertarianizmie.

  3. Uważam, że artykuł dotykający sprawę czarnego protestu, i to od tej strony, był bardzo potrzebny. Sama zgadzam się z wieloma jego częściami, ale sam sposób pisania… słabe, oj słabe ‚dziennikarstwo’! Wokół tematu narosło dużo kłamstw, temat jest też bardzo emocjonujący. I tu przydałoby się żeby ktoś to trzeźwo opisał, wskazał błędy w rozumowaniu wielu osób, najczęściej powielane pomówienia, ALE nie w tak protekcjonalny sposób. Mam nadzieję, że wynikło to z tego, że autorka sama nie dała rady napisać tego ‚na chłodno’, a nie z czystej arogancji… Mówi się, że używanie ironii to cecha ludzi inteligentnych – niektórzy używają jej w takich ilościach jakby mieli komuś coś do udowodnienia, a w tak delikatnej sprawie to powinno być wręcz przeciwwskazane. Dobrze by było, żeby taki artykuł wniósł coś dobrego dla ludzi, którzy się z prezentowaną opinią nie zgadzają, ale jednak nakłoni ich do przemyśleń, zweryfikuje przynajmniej parę spojrzeń. Jest to mało prawdopodobne, kiedy bije w oczy brakiem szacunku. Dobrze się go czyta zapewne tym, którzy się nie dość, że z nim zgadzają, to jeszcze lubią się trochę pokąpać w samozachwycie z góry patrząc na resztę godnych pogardy ludzi, co to inaczej myślą niż oni. Szkoda… Fajnie byłoby coś zmienić, napisać tak, żeby kogoś przekonać do swoich racji. A nie zbesztać ‚głupich innowierców’ dla poklasku innych, podobnych sobie.

    1. Prawie cała ironia skupiła się we wstępie, który krytykował raczej awanturę i sposób dyskutowania (i to z obu stron konfliktu). Proszę zauważyć, że zbeształam też chrześcijan i ogólnie obie strony konfliktu. Nigdzie nie odniosłam się do wiary protestujących ani nie nazywałam nikogo „głupim” poza samą sobą. Powstało wiele chłodnych tekstów od „tej strony”, ale żaden do Szanownych Internautów nie trafiał. Nie jestem od zmieniania ludzi, tylko od nagłośnienia czarno na białym, że coś jest nie tak. Zdarzało mi się pisać mniej wyraziście – odzew był zerowy lub równie wrogi. Czy w Polsce można wyrazić odmienne zdanie bez wychodzenia na pieniacza i agresora? Nie wiem.
      Ale skoro tyle osób oskarża mnie o brak szacunku, to na pewno ktoś wreszcie poda przykład.

    2. To prawda z tym wstępem, i do pewnego momentu jest to całkiem wyważone, aż tu nagle:
      „Panie w żałobnych strojach oraz panowie w kwiecistych spódnicach (sic!) środkowymi palcami starali się przekonać mnie, że chcą mnie, biedną stłamszoną kobietę, ratować.” – co stawia uczestników protestu(ogólnie) w bardzo niekorzystnym świetle. Przykro mi, że spotkałaś się z takim zachowaniem. Jak sama napisałaś – i z jednej, i z drugiej strony można było się nadziać na takie nastawienie, obrzucanie wyzwiskami nawet. Dobrze byłoby stanąć ponad czymś takim.
      „To pierwsze przeinaczenie dość długo podburzało część obywateli, nieświadomych pojęcia „inicjatywa obywatelska” bądź niezdolnych do wyłapania go z treści newsów.”
      „Mimo, że liczy dosłownie dwie strony A4, po wypowiedziach dużej części obywateli (w tym lekarzy) można było odnieść wrażenie, że przyswojenie treści jego projektu przerosło ich możliwości.” – To są przykłady zdań, dzięki którym artykuł jest nieprzyjemny w odbiorze, zwłaszcza dla kogoś, kto chociaż przez chwilę się do tej grupy zaliczał. Wydają się subtelne, ale kogoś, kogo to dotyczy, na pewno uderzą słowa ‚nieświadomy’, ‚niezdolny’, czy że coś ‚przerosło jego możliwości’. Jakkolwiek prawdziwe nie byłyby te zdania, są one sformułowane w sposób, który nie zostawia wątpliwości, że masz o tych osobach/ich podejściu do sprawy nieprzychylną opinię i to tak, że kładziesz nacisk, żeby to dało się odczuć. Ja to tak odbieram, być może się mylę.
      Określenia ‚głupi innowiercy’ użyłam w znaczeniu ‚osób o odmiennych poglądach’, nie chciałam się tu odnosić do wiary, niejasno napisałam – mój błąd.
      Dobrze, że ktoś pisze, że coś jest nie tak. I im więcej osób to dostrzeże, tym lepiej. Słusznie jest nazywać rzeczy po imieniu, i Ty to odważnie robisz, tak że może się to wydawać agresywne, a to odstrasza. Dlatego czasem lepiej jest coś powiedzieć delikatniej, wcale nie będzie przez to mniej prawdziwe, a może ktoś się chętniej nad tym zastanowi.

    3. Stawia w złym świetle uczestników czarnego protestu? Szanowna Pani, ja tam byłam. Przez obrońców „moich praw” zostałam zelżona. Prolajferów w Gdańsku obrzucono wieszakami, butelkami i tamponami (sic! to zdanie NIE JEST PRZENOŚNIĄ). Jeśli to jest złe światło, to uczestnicy czarnego protestu (zwłaszcza lekarze) powinni na przyszłość się zastanowić kogo popierają. Odpieranie takich zarzutów jest żenujące. Sposób w jaki opisałam zaistniałą sytuację zasługuje na miano poezji w porównaniu z tym, co ciśnie się na usta. A Pani tego jeszcze broni? Hah.

      Ja w żadnym miejscu nie potępiam nikogo za przedstawianie odmiennej opinii. Nikt kto mnie zna nie jest w stanie przytoczyć sytuacji, w której bym to robiła. Zawsze sprzeciwiam się tylko kłamstwom i sposobowi dyskutowania.

      Powtarzanie tak prostego przekłamania, jak w wymienionym przypadku, jest skandaliczne w wykonaniu lekarzy. Jeśli ktoś się tym podburzał, a co gorsza powtarzał dalej, a teraz czuje się urażony, że mu to wytknięto, to może sam powinien się zastanowić nad opiniami, które zamieszcza w przestrzeni publicznej? Bo ja bym się schowała pod ziemię, zamiast obrażać się na zawoalowane sugestie, że jeśli powtarzam coś bez sprawdzenia źródeł, to wychodzę na głupka i sama sobie jestem winna. W przypadku lekarzy nawyk takiego „powtarzania” może mieć bardzo negatywne skutki. Stąd nie uważam, aby jeszcze delikatniejsza sugestia (a może jeszcze przeprosiny? 🙂 ) była konieczna czy w ogóle wskazana. To w ogóle nie powinno mieć miejsca. Jeśli wkurza to czytających – tym lepiej. Pouczeń nikt nie zapamiętuje.

      Zwłaszcza, że gdybym napisała „nie wolno lekarzowi powtarzać kłamstw bez sprawdzenia źródeł” wyszłabym na protekcjonalnego moralizatora, bo przecież studentce nie wolno pouczać starszych. Itd itd

    4. Kiedy ktoś zarzuca Pani coś, czego Pani nie napisała, albo wysnuwa błędne wnioski, to zaraz jest poprawiony i to dość dosadnie. Spodziewałam się, że można oczekiwać od Pani trochę więcej uwagi w czytaniu komentarzy innych. Źle mnie Pani zrozumiała.
      Nigdzie nie napisałam, że bronię tego w jaki sposób zachowali się uczestnicy protestu, jak Panią potraktowali. Nie wiem skąd ten wniosek. Mało prawdopodobne żeby Pani miała do czynienia ze wszystkimi bądź większością uczestników tego protestu we wszystkich miastach, dlatego pisanie o tym że niektóre osoby zachowywały się skandalicznie w kontekście opinii o całym proteście i jego wydźwięku, jest dużym uogólnieniem. Takie okazje skupiają mnóstwo ludzi różnej maści, i to żadne zdziwienie, że zdarzają się osoby, które w ten sposób się zachowują. Jest to jak najbardziej godne potępienia. Szkoda, że insynuuje Pani, że uważam inaczej.

      Co do drugiej kwestii – chodziło mi o osoby, które przez chwilę znajdowały się w worku ‚błędnie myślących’ a nie takich, które te błędy przekazywały dalej, i nie mówię tu tylko o lekarzach.

      I już kończąc.. Te uśmiechy ironiczne, to ‚hah’… Czy to naprawdę potrzebne? Pani pierwsza odpowiedź była (w porównaniu z innymi Pani wypowiedziami do komentatorów) na tyle kulturalna, że miałam wyrzuty sumienia za takie sformułowanie komentarza. Jednak trochę jadu było do nadrobienia jak widzę.

  4. Szanowna Pani,
    Odpowiedź że nie trzeba mieć zdanego egzaminu z ginekologii bo informacje można znaleźć w sieci jest dla mnie co najmniej szokująca. Nigdy nie chciałabym trafić do lekarza, który opiera się na tym co piszą w sieci a nie na rzetelnej wiedzy popartej teorią naukową i badaniami. W sieci często znajdują się jedynie cząstkowe informacje lub bardzo uproszczone dotyczące wielu dziedzin, dlatego ważne jest aby specjaliści różnych dyscyplin potrafili wiedzą naukową i potwierdzoną w badaniach, a także ich replikacjach weryfikować przekonania jakie ukształtowały informacje z sieci. Bez tego w społeczeństwie nadal będą funkcjonować stereotypy, ignorancja i pseudo specjaliści. W Pani przypadku należałoby się zastanowić nad zmianą profesji na taką która nie wymaga specjalistycznej, naukowej wiedzy, ponieważ może Pani swoim brakiem wiedzy zaszkodzić zamiast pomóc innym ludziom

    1. Myślę, że do potwierdzenia lub obalenia prostych mitów nie potrzeba ani egzaminu, ani studiów. Nawet osoba popierająca projekt „Ratujmy kobiety” powinna się zastanowić nad pewnymi stwierdzeniami. Sytuacja jest taka, że o ile w pewnych skrajnych przypadkach interpretacje prawnicze mogą się różnić, to wymienione stwierdzenia pozostają NIEPRAWDZIWE. Nawet jeśli czyjeś obawy na temat skutków danych przepisów są REALNE i UZASADNIONE, to nie zmienia to faktu, że są to przewidywania i opinie. Tymczasem w tej sytuacji przewidywania przekazywano jako FAKTY. A to jest KŁAMSTWO. Jestem w szoku, że rzekomi profesjonaliści idą z prądem tak zmanipulowanego dyskursu.
      A Pani nie jest w stanie ocenić mojego profesjonalizmu (zwłaszcza przyszłego), więc proszę powstrzymać tego typu opinie, bo i ja nikomu z nazwiska nie szkodzę. 🙂

  5. Najbardziej kłamliwa i spolecznie szkodliwa jest w powyższym artykule teza że prawny zakaz aborcji zamykajacy możliwość usuniecia plodu rozwijajcego sie nieprawidowo jest „pójściem na łatwiznę” aroganckim i egoistycznym decydowaniem o własnym i całej rodziny przyszłym życiu bez poszanowania prawa tego płodu. Tyle że owa implikowana arogancja i egoizm są często bardzo pozorne i uproszczone. Czy kobieta zyjaca na granicy ubostwa, matka majaca juz kilkoro absorbujacych albo nieuleczalnie chorych dzieci, matka samotna i niepracujaca niemogaca uzyskać jakichkolwiek alimentów, kobieta przewlekle chora i niepewna czy i jak długo będzie w stanie opiekować się dzieckiem chorym gdy jej stan sie pogorszy albo kobieta która zna swoje możliwości i kondycję psychiczną i wie ze patrzenie na nieuleczalną chorobę lub rychlą śmierć dziecka będzie dla niej życiową traumą pchajaca w stronę nałogów, depresji czy próby samobojczej nie podejmje sie heroicznego wyczynu wychowywania i dozgonnego leczenia ciezko chorego dziecka lub patrzenia na jego powolna i bolesna smierc serio Pani zdaniem robi to wylacznie dlatego ze jest egoistka i idzie na łatwiznę… jakim prawem wszystkie te trudne sytuacje wrzucać do jednego wora i etykietpwac krzywdzacym i demagogicznym pojęciem „aborcja na zyczenie” lub mylacym pojęciem „aborcji eugenicznej”??? Pytanie osobiste – gdyby miała Pani rzadka chorobę genetyczną smiertelna i dziedziczna np z szansą 1 do 10, nosilaby Pani przez 9 miesięcy te 9 kolejnych jakby sie okazalo po fakcie chorych plodow i za kazdym razeJ pomimo nadziei ze tym razem się uda pochowalaby pani te dzieci po tygodniu, miesiącu czy roku życia a mimo to starała się dalej pełna wiary bo przecież nic to ze statystyką działa tak ze i 10 ciąża nadal może być wadą obciążona, nie wpadła w chorobę psychiczną, załamanie nerwowe muszą rodzić, patrzec na smierc w meczarniach i grzebać dzieci w myśl swojego jakże uciazliwego pragnienia zostania matką…cóż to ma wspólnego z eugenika??? To tylko prawo do przerwania rozwoju płodu skazanego przez naturę na śmierć w takim momencie gdy konsekwencje tej decyzji są możliwie najmniej dotkliwe DLA KOBIETY i jej dalszego życia w zdrowiu, godności i późniejszych starań o macierzyństwo… ps. A swoje prywatne poglądy religijne wyraźnie Pani odwołując się do cytatów z księży, organizacji o podłoŻu katolickim, tylko sondaży które potwierdzają Pani tezy oraz wybiorczo dobranych lekarzy o zdefiniowanych katolicko sumieniach (którzy i tak zostali już dawno skpmpromitowani wlasna podwojna moralnoscia) zamiast stanowisk apolitycznego środowiska zarządzającego WSZYSTKICH lekarzy czy WSZYSTKICH prawników…

    1. Ta „kłamliwa teza” to moja własna opinia, którą przeciwstawiam stwierdzeniu, że protestowały kobiety. Nigdzie nie stwierdzam, że aborcja to tylko i wyłącznie egoizm. Żenujące jest ciągłe zaprzeczanie czemuś, czego się nie powiedziało, ale dobra…

      Projekt „Ratujmy kobiety” miał za zadanie wprowadzić aborcję na życzenie. Osoby, które dołączyły do jego autorów w proteście, powinny się liczyć z tym, że będą identyfikowani z inicjatywą, a więc z aborcją na życzenie. Na czarnym proteście nie widziałam transparentów mówiących „ja jestem tylko za aborcją chorych płodów, ale nie za aborcją na życzenie”. Za to były transparenty powtarzające kłamstwa np. zakaz aborcji = BRAK badań prenatalnych. Co najwyżej oznacza to zmniejszenie ich liczby i to tylko badań inwazyjnych. Nawet jeśli, to jest to kłamstwo.
      J e d n a k ż e nikomu w żadnym miejscu nie zabraniam wykonywać czy popierać aborcji. Jedyne, co krytykuję to postawę rzekomych feministek, które poświęcają nieporównanie więcej czasu (i pieniędzy!!!) aborcji niż pozostałym problemom kobiet.

      Kurczę, wydawało mi się, że o tym napisałam…

  6. To co mówią anti-choice nie ma znaczenia. Każdy może wygłaszać swoje poglądy, natomiast nie wolno ich siłą narzucać innym a tak jest w Polsce od 1993 roku. W cywilizowanych karajach obowiązują liberalne ustawy i każdy może żyć tak jak chce. Nie mam nic przeciwko rodzeniu przez zygotarianki dzieci z wpadki, z gwałtu, dzieci ciężko chorych i skazanych na śmierć natychmiast po porodzie lub na wieloletnią wegetację. Nie mogę też nikomu zabronić ryzykowania własnym zdroweim lub życiem w związku z ciążą lub porodem. Nikt natomiast nie ma prawa zmuszać innych do rodzenia dzieci wbrew ich woli. W tym sporze tylko o to chodzi. Dzieci rodzi się z miłości nie z przymusu. To przecież oczywiste.

    1. „To co mówią anti-choice nie ma znaczenia.” AAAAHAAAA…

      Za wskazanie cytatu, w którym coś komuś każę albo cokolwiek popieram (choćby sam projekt „Stop Aborcji”) – stawiam piwo.

  7. Krótki komentarz? Może taki. Może lekarze zajmą się leczeniem i ochroną zdrowia a analizy legalne pozostawią profesjonalistom. Bo jak ktoś nie ma pojęcia, że system prawny to naczynia połączone i, że to że w tekście jednej ustawy nie ma mowy wprost o karaniu za to jest odesłanie do drugiej, która jasno o tym mówi to odznacza się li tylko ignorancją.
    Wybierając zawód lekarza należy liczyć się z tym, że często staje się przed trudnymi wyborami. Ale wtedy trzeba ważyć wszystkie ratowane dobra.

    Jeśli ktoś jest super wierzący – nie ma obowiązku zostawać ginekologiem. Kropka. I nie za moje jako podatniczki pieniądze. Bo jako podatniczka domagam się tego, żeby w państwowym szpitalu wykonywać wszystkie zabiegi jakie są gwarantowane a nie uzależniać je od widzimisię lekarza.

    I proszę nie kłamać na temat badań prenatalnych – nikt się ich nie podejmie, bo te badania niosą minimalne ale jednak ryzyko poronienia a projekt zakłada także zmianę przepisów w zakresie karania lekarzy.

    Nikt od lekarzy nie oczekuje, że poświęcą wolność w imie amniopunkcji. Oczekiwać się od nich powinno zejścia na ziemię i zrozumienia, że ten zawód służy ludziom ! Tym którzy są już na tej planecie. A nie nausciturusowi.

    Dlatego, Droga Autorko – jeżeli nie potrafisz robić analizy legalnej projektów ustaw to się za to nie zabieraj. Prawo bowiem nie jest tak ścisłą nauką jak medycyna gdzie wystarczy wyryć na pamięc i zdać. Wymaga się też logicznej, samodzielnej analizy, znajomości zasad prawa i świadomości tego, że normy prawne razem tworzą pewien porządek.
    Więc produkowanie całej góry niepotrzebnych słów na podstawie tekstu projektu bez umiejętności oceny całego legalnego kontekstu planowanych zmian, które obejmą też inne ustawy to zwykłe marnowanie czasu, sił, energii oraz wprowadzanie innych w błąd. Oby niecelowe.

    1. Bazowałam na ocenie całego legalnego kontekstu autorstwa prawników i profesorów.
      Co do ocen odmiennych, bazują one na przewidywaniach i prawdopodobieństwach. Przewidywania nie są faktami i nie zmieniają treści ani znaczenia krytykowanych przepisów. Nigdy nigdzie nie stwierdziłam, że ustawa jest idealna i nie powinna być zmieniona. Ale jeśli ktoś twierdzi, że ustawa spowoduje całkowity BRAK badań prenatalnych, to kłamie. Przekazuje tylko swoją opinię. Nawet jeśli jest bardzo prawdopodobna (ale tylko częściowo, bo przecież USG i badanie krwi matki to też badania prenatalne…), to ludzie wykształceni w taki sposób nie powinni szerzyć informacji.

    2. Artykuł nie odnosił się do sumienia ginekologów, ten temat był poruszany przy okazji tekstu Deklaracja Wiary – deklaracja wojny.

      W którym ustępie projekt ustawy zakłada zmianę przepisów w zakresie karania lekarzy?

      Artykuł nie jest analizą projektu ustawy, miał na celu zwrócenie uwagi na powtarzane w mediach niektóre nieścisłości z nim związane.

      Mam szczerą nadzieję, że studia medyczne również wymagają od uczącego się przytoczonych przez Panią cnót cechujących absolwenta prawa.

    3. „Dlatego, Droga Autorko – jeżeli nie potrafisz robić analizy legalnej projektów ustaw to się za to nie zabieraj. Prawo bowiem nie jest tak ścisłą nauką jak medycyna gdzie wystarczy wyryć na pamięć i zdać. Wymaga się też logicznej, samodzielnej analizy, znajomości zasad prawa i świadomości tego, że normy prawne razem tworzą pewien porządek.” Proszę wybaczyć, ale jest pani w błędzie. Takiej właśnie analizy lekarz uczy się przez całe swoje studia i dalsze kształcenie podyplomowe. Na tym polega urok medycyny, że nie wystarczy wyryć na pamięć pewnych regułek. W praktyce klinicznej każdy parametr laboratoryjny, każdy wynik diagnostyczny musimy odpowiednio zinterpretować i odnieść to do dolegliwości i objawów które chory opisuje i które jesteśmy w stanie sami zbadać. Trzeba uwzględnić wiele czynników, które mogą wpływać na obraz wyników i które powinniśmy wykluczyć, mając jednocześnie na uwadze, że to, co ustalimy niekoniecznie może być tym czego szukamy, a przyczyna może leżeć gdzie indziej. Tego typu krytyczna analiza wymaga właśnie samodzielnego, logicznego myślenia oraz szerszego spojrzenia na całość. Zawsze gdy coś nam nie pasuje w obrazie klinicznym drążymy aż do skutku, zlecamy kolejne testy dopóki całość nie ułoży się w logiczną całość. Czasem wynik jednego badania może zmienić rozpoznanie, natomiast w czasie całej hospitalizacji chorego może się ona zmieniać nawet kilka razy. To wszystko wymaga dokładnej znajomości anatomii, fizjologii, patofizjologii ciała człowieka oraz praw nim rządzących. Teraz widzi pani? Nieświadomie (opisując prawo) opisała również pani dokładnie czym medycyna jest – „Wymaga się też logicznej, samodzielnej analizy, znajomości zasad prawa i świadomości tego, że normy prawne razem tworzą pewien porządek.” uważając jednocześnie, że sprowadza się ona do: „wyrycia na pamięć i zdania” – czym niestety dała pani właśnie wyraz swojej ignorancji, o której pisała autorka artykułu.

      Istotą tego artykułu jest to, że ludzie prezentując określone opinie, punkty widzenia nie odnoszą się do źródeł, czego skutkiem są szerzące się potem nieścisłości i nieporozumienia, a których można by uniknąć. Jak pani myśli – jaka część protestujących w czarny poniedziałek przeczytało projekt omawianej nowelizacji ustawy, a jaka część była świadoma tego, że w programie komitetu „Ratujmy kobiety” znajduje się aborcja na życzenie do 12 tyg.? … Na tym polega cały problem:(

      Być może jest to szczegół, ale dla lekarza ma to krytyczne znaczenie, bo swoje zalecenia musi opierać na aktualnej wiedzy medycznej, do czego zobowiązuje nas ustawa o zawodzie lekarza. Z tego powodu musimy być świadomi z jakiego źródła pochodzi nasza wiedza.

      „I proszę nie kłamać na temat badań prenatalnych – nikt się ich nie podejmie, bo te badania niosą minimalne ale jednak ryzyko poronienia a projekt zakłada także zmianę przepisów w zakresie karania lekarzy.”
      art. 157a, ustęp 3: Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2 lekarz, jeżeli uszkodzenie ciała lub rozstrój
      zdrowia dziecka poczętego są następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia
      niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu matki dziecka poczętego albo dziecka poczętego. – Kto tu mija się z prawdą?
      Oczywiście może pani powiedzieć, że lekarze nie znają się na analizach prawnych. Jednakże przez to, że musimy wykonywać czynności, które są dokładnie uregulowane w prawie (jak chociażby wypisywanie recept czy konieczność znajomości praw pacjentów, uzyskiwanie świadomej zgody, sposób wprowadzania leków na rynek) to musimy trochę się na tym znać. I tak (zakładając, że czytała pani wcześniej ustawę oraz przytoczony przez mnie ustęp) może pani twierdzić, że do działań leczniczych amniopunkcja nie może być zaliczona, bo to jest to działanie diagnostyczne. Ale tak się składa, że istnieją podobne pojęcia w polskim prawie, jak np. produkt leczniczy. Ustawa o prawie farmaceutycznym definiuje produkt leczniczy m.in. jako substancję podawaną w celach diagnostycznych. Innymi słowy np. kontrast jodowy podawany podczas tomografii jest produktem LECZNICZYM, chociaż NIE leczy. Prosta analogia, ale myślę, że w sposób jasny wyjaśnia co ustawodawca miał na myśli.

      Pozdrawiam

  8. Autorka analizuje literalne brzmienie przepisów, lecz brakuje jej wyobraźni i praktyki prawnej, aby zobaczyć ich zastosowanie w praktyce. Proste pytanie, jak sąd może nałożyć lub odstąpić od nałożenia kary za nieumyślne spowodowanie poronienia, jeśli nie będzie przeprowadzał w tej sprawie postępowania, żeby stwierdzić po pierwsze nieumyślność tego zdarzenia i po drugie na tej podstawie wydać werdykt o odstąpieniu od nałożenia kary. To jeden tylko z przykładów. Ponadto trzeba brać pod uwagę fakt, że żadne prawo nie jest stosowane idealnie. Padło w artykule niefrasobliwe stwierdzenie na temat, czy ktoś będzie wiedział o poronieniu: „chyba, że komuś będzie zależało”. Rozumiem, że autorka miała na myśli donos. Nie trudno sobie wyobrazić taką sytuację. Może komuś będzie zależało, żeby sprawę drążyć i kogoś obciążyć, pragnąc go ukarać. Polecam głębszą analizę takich przepisów.

    1. To są przewidywania. Osoby rozpowszechniające podobne opinie podawały swoje przewidywania jako fakty, a to jest już kłamstwo.

    2. Nie sposób mi się z Panią nie zgodzić. Sprawiedliwość koniec końców będzie zależała od sędziego, oczywiście lepiej, żeby miał do dyspozycji „lepsze” prawo. Zawsze jednak można stosować zasadę „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”.

  9. Szkoda, że tyle biernej agresji wychodzi z tego artykułu. Bronisz się, że nikogo głupkiem czy idiotą nie nazwałaś, owszem, nie bezpośrednio, ale udawanie świętej, która nic złego na myśli nie miała możesz sobie darować. Traktujesz ludzi z góry, z pozycji nauczyciela/mistrza gdzie tylko ty masz rację, nie dziw się, że ludzie będą odbierać artykuł, a przez jego pryzmat także ciebie, negatywnie.

  10. Proszę sprawdzać źródła. Czarny protest nie był zorganizowany w obronie liberalizacji ustawy tylko przeciw zaostrzeniu. Po drugie projekt ustawy należy czytać ze zrozumieniem i ze świadomością konsekwencji wynikających z takiego zapisu a nie innego. Bo może będą kobiete ciagac po sądach i narażać na traumy a może jednak nie. Może ktoś uzna że lekarz nie dzialal w celu ratowania matki tylko w celu aborcji. Generalnie tak czy siak i w jednym i w drugim przypadku ktoś to musi zweryfikować ocenić i przesłuchać. Jest to instrumentalne traktowanie kobiety nie zwracajac uwagi na jej zdrowie psychiczne np. A filmik jest populistyczny nie merytoryczny a wręcz żałośnie podstawowy jak cały projekt ustawy.
    Pozdrawiam.

    1. „Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy kobiety – ustawa o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie

      (…)

      Art. 8.
      1. Kobieta ma prawo do przerwania ciąży do końca 12 tygodnia jej trwania.”

      Jest mi przykro, że Panią okłamano. Zródło jest już niedostępne na stronie, ale mogę je Pani przesłać.

  11. „To są przewidywania. Osoby rozpowszechniające podobne opinie podawały swoje przewidywania jako fakty, a to jest już kłamstwo” A to co Pani pisze o projekcie ustawy np. że nie spowoduje ograniczenia do badań prenatalnych, że nie spowoduje ani jednego śledztwa w sprawie poronienia samoistnego itd, to co to jest? Czyżby przewidywania podawane jako fakty? A nie, przepraszam Pani przewidywania są przecież faktami a przewidywania innych ludzi są kłamstwami.

  12. Bardzo dobry i mądry tekst o Czarnym Proteście. A co do aborcji, to jest to morderstwo niewinnego dziecka i powinno się jej zakazać.

  13. Ten artykuł nie może być inny niż tendencyjny skoro autorka na własnym profilu na FB popiera Profesora Chazana i prowadzi jedną wielką krucjatę antyaborcyjną. Popierać osobę rozpowszechniającą „naprotechnologię” – będąc studentką medycyny? Wstyd!

    Wybielanie stanowiska Kościoła: „Episkopat nie od razu poparł projekt”. Ale poparł!

    Co to za przykład: Niemcy jako państwo, gdzie karana jest nielegalna aborcja, kiedy w tym kraju legalna jest aborcja w pierwszym trymestrze? Zapomniała Pani o tym szczególe?

    Nierzetelny artykuł.

  14. Ej serio, myślałem że trafiłem na portal medyczny, a wygląda na to, że znalazłem się na blogu studentki… Nie będę polemizował z każdym argumentem po kolei, już niejeden czytelnik to zrobił, ale tutaj kurczę sam wstęp odrzuca! Autorka będzie nam mówiła w jakiej sprawie mamy protestować, a w jakiej nie…

    Tak więc autorko – sama posłuchaj swoich rad i pisz o „ważnych” tematach, aborcją się nie zajmuj, bo przecież to nieistotne…

  15. Niezwykle smutny jest fakt, ze przyszły medyk wypowiada się w takim tonie i nie rozumie chyba z jakim problemem ma do czynienia. Z drugiej jednak strony, po przeczytaniu kim jest autorka raczej nie mogłam się spodziewać innej oceny sytuacji. Na całe szczęście, zdecydowana większość środowiska doświadczonych ginekologów jest po stronie kobiet, które protestowały, wobec czego może Autorka powinna się zastanowić czy jej ocena sytuacji jest prawidłowa i czy wiedza jaką posiada jest rzeczywiście tak ogromna by oceniać tak radykalnie ustawę, która decyduje o czyimś życiu? Zauważyłam, ze studenci uczelni medycznych z chęcią wypowiadają się na temat Czarnego Protestu i to co najmniej w takim tonie jakby ich doświadczenie zawodowe wiązało się z co najmniej kilkudziesięcioletnim stażem pracy a tym czasem, tak jak i w tym przypadku, mówimy o kilkumiesięcznym doświadczeniu na praktykach jak przypuszczam po roczniku zamieszczonym w krótkiej notatce dotyczącej autorki.
    Porównania z nazizmem chyba nawet nie warto komentować, bo wypowiadanie takich słów świadczy jedynie o człowieku ( swoją drogą trochę śmieszy mnie oburzenie, że „obrońcy życia” zostali czymś obrzuceni czy obrażeni, skoro sama autorka porównuje poniekąd zwolenników aborcji eugenicznej, w tym i mnie , do nazisty). O sprawie prof. Chazana też chyba nie warto dyskutować, bo z tego co wiem, to profesor nie zajmuje się medycyną prenatalną i nic do ratowania życia nienarodzonych nie wnosi, więc wspominanie o nim w tym artykule, podkreślając jeszcze fakt, że człowiek ten nie zgodził się na dokonanie LEGALNEJ aborcji, dziecka poczętego metodą in vitro ( no tak, przecież naturalnie poczęte dzieci nie chorują w ogóle) jest delikatnie mówiąc niepotrzebne albo i bezsensowne.
    Autorce chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię, która mi nie dawała nigdy spokoju, jeżeli chodzi o tą ustawę. O badaniach prenatalnych, które w niektórych przypadkach mogą się zakończyć poronieniem decyduje przecież lekarz, więc jaką pewność ma kobieta, że lekarz decydujący o tym, czy są one potrzebne czy nie, decyzję podejmie rzetelnie a nie na podstawie „swojego widzi mi się”? Z całym szacunkiem dla lekarzy ( jestem związana z medycyną, lecz nie jestem lekarzem), ale skoro ginekolodzy nie potrafią się „dogadać” czy zwykła tabletka antykoncepcyjna jest szkodliwa czy nie i czy powinno się ją w ogóle przepisywać, to jak się dogadają w przypadku o wiele poważniejszych spraw?
    Cały komentarz piszę, tak jak już wcześniej wspomniałam, jako osoba związana ze środowiskiem medycznym, ale także jako przeciwniczka aborcji na życzenie, osoba, która jest wolontariuszem i pracuje z dziećmi upośledzonymi i jako osoba, u której w najbliższej rodzinie, w przeciągu zaledwie roku problem taki pojawił się dwukrotnie. Na koniec dodam, że 415 tys. to i tak nic jeżeli spojrzy się na całkowitą liczbę obywateli a powoływanie się na Instytut Ordo Iuris, zważywszy na to, jak nieprawdziwymi informacjami się posługują, jest niepoważne.

    1. 1. Niezwykle smutne, że osoby popierające postulaty eugeniczne dziwią się porównaniom do nazistów. Jeśli tak to kogoś boli, to może bardziej ucieszy porównanie do Margaret Sanger. Oświecona kobieta ta, założycielka Planned Parenthood była czołową głosicielką prawa do aborcji, sterylizacji biedoty i pozbawiania praw człowieka Murzynów. Warto wiedzieć, co się popiera.
      2. Piszę raczej jako kobieta, a w tej pozycji mam 23 lata (niestety) doświadczenia. Ile bym jednak nie miała lat i jakiej nie byłabym płci – każdy ma prawo wypowiadać się o prawie do życia. Każdy ma też prawo do takiego tonu, jakiego postanowi użyć. Literackie prawo, nie medyczne. Jeśli już wciągamy w to moje medyczne konotacje, to powyższy komentarz tym bardziej nie powinien się pojawić – Pani zapewne nawet medycyny nie studiuje? Jak się Pani może wypowiadać???
      3. Niegdyś większość psychiatrów wspierała lobotomię, większość Amerykanów uważała Murzynów za własność, większość Niemców poparła NSDAP, a wreszcie – większość Polaków wybrała PiS. Nie obchodzi mnie zdanie większości. Zastanowienia nad własną oceną podejmuję się nieustannie, ale pod wpływem faktów. Polecam.
      4. Dlaczego mamy nie wspominać o profesorze Chazanie? Dodajmy, że według wyroku sądu nie złamał prawa odmawiając aborcji (co również jest LEGALNE).
      5. Jeśli z powodu tego, że lekarze nie mogą się na jakiś temat dogadać, mamy im odbierać prawo do decyzji, to możemy właściwie odebrać im prawo do decyzji we wszystkich czynnościach medycznych. Tak działa medycyna i to nie jest niczyje „widzi mi się”. A wspomniana większość (!) specjalistów wszystkich dziedzin zwykle co 5 lat wydaje nowe wytyczne na temat „dogadanego” postępowania… radzę omijać szpitale.
      6. Przykro mi, że członkowie Pani rodziny sprawiali „problem”. Mam nadzieję, że sobie z tym Państwo poradzili.
      7. Cały komentarz piszę jako osoba niezwiązana ze środowiskiem medycznym poza studiami, ale także jako przeciwniczka hipokryzji i zabijania dzieci w ogóle. Nie jestem nigdzie wolontariuszem i nie uważam, żeby te informacje mówiły cokolwiek o moim życiu, stanie wiedzy czy stosunku do ludzi.

      8. Dodajmy, że te kilkaset tysięcy na Czarnym Proteście to w takim razie też nic jeżeli spojrzy się na całkowitą liczbę obywateli.

      9. Dlaczego mam nie powoływać się na Instytut Ordo Iuris? Jakimi nieprawdziwymi informacjami się posługuje? Szczerze, też bym tak mogła podsumować każdego, kto się ze mną nie zgadza: „powoływanie się na nich jest niepoważne” czy „wspominanie o tym jest bezsensowne”. Zapewne łatwiej by mi się żyło, tylko mniej logicznie…
      Z całej tej beli tekstu powyżej wynika, że najmniej sensu miało pisanie powyższego komentarza. W większości (!) przypada on na komentowanie „bezsensownych wzmianek”, których „nie warto komentować”. Ja mam ferie i mnóstwo czasu do zmarnowania. Widzę, że Pani również. Dziękuję za poświęconą mi uwagę!

      Na koniec zapytam tylko:
      „Z drugiej jednak strony, po przeczytaniu kim jest autorka raczej nie mogłam się spodziewać innej oceny sytuacji. ”
      …kim właściwie jest autorka? Jestem ciekawa. Może dowiem się czegoś nowego?

  16. Przykro mi czytać takie artykuły na tym portalu. Argumenty merytoryczne już się tutaj pojawiały, odpowiedzi na nie również, ale ja nie o tym. Od razu napiszę, że jestem zwolenniczką obecnie obowiązującego prawa, nie popieram odchyłów ani w jedną, ani w drugą stronę.
    Boli mnie jednak, że na portalu branżowym, który pretenduje do źródła rzetelnej, medycznej wiedzy (dostępnej również dla nie-lekarzy, w tym pacjentów) pojawia się artykuł tak skrajnie nacechowany politycznie i światopoglądowo. Każdy autor ma prawo do swoich poglądów, jednak w publicznej wypowiedzi mającej uchodzić za, powiedzmy, źródło wiedzy, nie powinno się z taką agresją (zawoalowaną, ale wyczuwalną, bo żeby kogoś obrażać nie trzeba używać przekleństw) agitować za żadną skrajną opcją polityczno-światopoglądową.
    Jakoś nie widziałam tutaj artykułów z przeciwnego bieguna, żeby „skrobać, co popadnie”, że się tak kolokwialnie wyrażę. A gdyby się taki pojawił, to jakoś nie chce mi się wierzyć, że autorka pominęłaby go milczeniem, jako że każdy może wszędzie wyrażać swoje poglądy. A może, o czym świadczy powyższy artykuł – tylko inni mają prawo zaprotestować, co już najwyraźniej autorce nie w smak.
    Jeszcze raz powtarzam. Uważam, że to nie miejsce na takie skrajne światopoglądowo manifestacje w tak delikatnej sprawie, zwłaszcza z ust laika, bo nie oszukujmy się, student medycyny o niuansach leczenia pojęcie ma niewielkie, co najwyżej może mieć wiedzę z embriologii o rozwoju płodu, a czerpanie wiedzy z subiektywnie dobieranych źródeł w internecie prowadzi do leczenia raka sodą i innych tego typu rewelacji.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!