Będąc mamą lekarką

Kiedy miałam 19 lat, zafascynowana serialem “Chirurdzy” miałam wielkie marzenie: zostać jednym z nich. Byłam, pełna ideałów, chciałam leczyć ludzi, mieć w swoich dłoniach moc sprawczą. W trakcie trwania studiów moje priorytety zaczęły się zmieniać, pojawiła się miłość, chęć posiadania spokojnej odskoczni od całej presji zawodu lekarza. Nagle okazało się, że muszę wybierać, co jest dla mnie ważniejsze, bo jeśli tego nie zrobię, ktoś tą decyzję podejmie za mnie. Musiałam odpowiedzieć sobie na egzystencjalne pytania i tak założyłam rodzinę, wychodząc z założenia, że na łożu śmierci w dłoni chciałabym mieć dłoń najbliższych a nie podręcznik… Nazywam się Dominika Wojsz i jestem mamą, mamą- lekarzem. Zapraszam Was do przeczytania serii przemyśleń o roli kariery zawodowej w macierzyństwie i roli matki w lekarskiej karierze.

Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która pracuje w przychodni. Bardzo narzekała, bo większość jej pacjentów stanowią dzieci. Jako lekarz rodzinny ma obowiązek przyjmować dorosłych i maluchy. Tak się złożyło, że w okolicy ośrodka zdrowia mieszkają same młode rodziny, a w zespole brakuje pediatry. Oburzona stwierdziła, że przecież z takimi maleństwami powinno się iść do specjalisty!

Pokiwałam ze zrozumieniem głową, bo znajoma jest bezdzietna, a sama pamiętam, jak zanim zostałam Mamą reagowałam na noworodki w gabinecie. Do dziś przechodzi mnie dreszcz przerażenia na wspomnienie 3 tygodniowego malca z rozległą ciemieniuchą, który został wniesiony z impetem przez oszalałą matkę. Nie dziwię się jej przerażeniu, całą główkę pokrywały równomierne strupy, a dziecko zanosiło się płaczem. Tak bardzo mnie to „straumatyzowało”, że swojego Bąbla po urodzeniu myłam codziennie, nie zapominając o dokładnej pielęgnacji główki, co pozwoliło nam uniknąć tej nieprzyjemnej dolegliwości. Na szczęście mieliśmy w lecznicy świetną specjalistkę chorób dziecięcych, do których odesłałam owego noworodka i wszystko skończyło się dobrze.

Moje „niemedyczne” koleżanki, które zwracają się z prośbą o pomoc w kwestii zdrowia swoich maluchów, zawsze podsumowują rozmowę: Ty masz dobrze, bo jesteś lekarzem i się na tym wszystkim znasz. A jaka jest prawda? Cóż…

Kiedy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka, pierwsze, co zrobiłam, to przerażona perspektywą nieznanego pognałam do…wyszukiwarki, wpisując panicznie hasło: jestem w ciąży i co dalej?! Od razu wyświetliły mi się blogi i strony, które zaczęłam namiętnie przeglądać. Trzeciego dnia poszukiwań skapitulowałam poznawszy zatrważającą ilość miejsc, gadżetów, aplikacji, książek i gadżetów, które są niezbędne przyszłej matce. Jeszcze bardziej zagubiona stwierdziłam, że cały proces trzeba wziąć z opanowaniem i na logikę, wykluczając rzeczy zbędne.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Dominika Wojsz
autor BML
Absolwentka WUM, lekarz rezydent medycyny rodzinnej. Odkąd zostałam Mamą cała wiedza medyczna uległa weryfikacji, chciałabym patrzeć na zdrowie oczami pacjentów, żeby lepiej ich zrozumieć. Najtrudniej przekazać rzetelną wiedzę opartą na EBM w prostych słowach. Stąd pomysł na stronę, chcę rewolucji macierzyństwa! Rozwoju dla mam, nie tylko mam lekarzy, pielęgnowania tych przemian, jakie w nas zachodzą. Pozbycia się wyrzutów sumienia i kompleksu bycia niewystarczającą. W końcu szczęśliwa Matka, to szczęśliwe dziecko. Rodzina i medycyna wcale się nie wykluczają, co pokazuję www.mamalekarz.pl której jestem twórcą i właścicielką, zapraszam.

Komentarze na temat “Będąc mamą lekarką”:

    1. Zawsze dziecko wpłynie na przebieg kariery zawodowej, choćby się nie wiem jak człowiek postarał o „najlepszy moment” – taka jest moja obserwacja, a jestem młodą mamą radcą prawnym (wyjątek potwierdzający regułę to dziecko późno, kiedy szczyt kariery zostaje osiągnięty). Dziecko wszystko spowalnia, zmienia się podejście do etatu. Trzeba sobie radzić nie tylko z chwilowym brakiem kontaktu z materią merytoryczną ale i z mijającymi nas znajomymi wkręconymi w zawodowy wir. Brzmi kiepsko?:) Otóż kiepsko wcale nie jest kiedy w południe, w środku tygodnia spacerujesz pięknym parkiem patrząc na najpiękniejszą istotę na Ziemi- Twoje dziecko. Trzeba mieć po prostu świadomość, że ta błogość jest chwilowa i szybko mija. Bo w życiu jest czas kariery i czas bliskości z maluszkiem. Tyle ode mnie, bardzo subiektywnie.

      Dominika – gratuluje świetnego tekstu!:)

    2. najlepszy czas: zdecydowanie na studiach – najlepiej od razu dublecik – bliźniaki, przy dobrym wsparciu personalnym i finansowym rodziców (długofalowym) spóźnisz się w stosunku do bezdzietnych koleżanek robiących karierę tak max z 1 rok.
      Przy przy 2- 3 porodach singlowych już w czasie pracy – mhm spóźnienie będzie większe, dużo większe … ale czy specka jest w życiu najważniejsza ???
      dzieci lekarzy są 1/2 sierotami a małżeństwa dwojga lekarzy sierotami PEŁNYMI więc niech chociaż prolog aprologu mają matkę w normalnym wymiarze czasu

  1. Jestem właśnie w trakcie stażu i życie zrobiło mi psikusa w postaci bliźniaków, które za kilka miesięcy staną się moją nową rzeczywistością i zupełnie nie wiem jak uda mi się to wszystko okiełznać. Tak więc z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych artykułów z tej serii 🙂

    1. Aniu
      a może sama popiszesz – dla siebie, dla innych i dla tych małych bąków, żeby wiedziały -po latach- jakiego narobiły zamieszania w życiu zawodowym mamy 😉

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!