Biografia: Hanna Hirszfeldowa

Kolejne biografie i artykuły o polskim naukowcu, nieodmiennie wspominają jego żonę. Nic dziwnego, bo autobiografia Hirszfelda to właściwie biografia dwuosobowa, niemalże małżeńska. Jednak żona nie ogranicza się w niej do bycia przy mężu. Asystentka klinik w Heidelbergu i Zurychu, lekarz armii serbskiej, ordynator Kliniki Pediatrii w Warszawie, ordynator Szpitala Dziecięcego w Lublinie, założycielka Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, naukowiec. Już suche przytoczenie biografii tej Polki wystarczyłoby, aby zrobić wrażenie na czytelniku. Skupmy się jednak na aspekcie społecznym życia niezwykłej lekarki.

Żona i matka

Na kwitnącej, na jabłoni
Słowik dzwoni
Tak srebrzyście, tak miłośnie

O miłości i o wiośnie.
O młodości, o Kochaniu.
Słyszysz, Haniu?

Ludwik Hirszfeld swojej żonie

“Pierwsze [pragnienie] urzeczywistniłem, gdy jako młody chłopiec postanowiłem iść wspólnie przez życie z kobietą, którą pokochałem, wbrew radom, bym żenił się dopiero wówczas, gdy zdobędę stanowisko. Dotychczas błogosławię tę lekkomyślność.”Ludwik Hirszfeld, “Historia jednego życia”Ludwik kochał się w niej już w szóstej klasie szkoły gimnazjalnej, gdy poznali się na lekcjach tańca. Hanna mieszkała wówczas przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Zakochany uczniak całymi dniami przesiadywał w maleńkiej księgarni naprzeciwko jej domu. W tym celu sprzedawał swoje książki gimnazjalne, dzięki czemu, jak żartował, uratował resztki swojej inteligencji od ogłupienia przez gimnazjum carskie.

Pobrali się w wieku 21 lat, w Berlinie, w przerwie pomiędzy wykładami. Po zawarciu związku małżeńskiego w urzędzie w obecności dwóch świadków (w tym samym wieku), wrócili na zajęcia. 14 lat później małżeństwo przypieczętowali sakramentem w kościele rzymskokatolickim.

Ludwik pisał o sobie jako kłopotliwym mężu. Nie tylko wracał z pracowni naukowej po nocach. Czasem wyrywał Hannę ze snu, aby przekazać komunikat podobnej treści: “Wiesz, surowica Pii zlepia krwinki psa”. Ona zakochana w medycynie na równi z nim, cierpliwie towarzyszyła mężowi przez całą jego karierę. Ludwik ze swej strony odwdzięczał się posłuszeństwem.

Jak pisał – raz, jeden w życiu, w trakcie przygotowań do wystąpienia przed śmietanką naukową Zurychu, żona zabroniła mu czytać ze skryptu. Nigdy nie musiała się powtarzać. Po owym wykładzie, a był to odczyt pracy habilitacyjnej, Ludwik Hirszfeld zasłynął w świecie naukowym jako niezrównany orator.

W międzywojennej Polsce Hanna stworzyła Ludwikowi i ich córce Marii ciepłe domowe ognisko, mimo iż w kuchni potrafiła jedynie zaparzyć kawę. Ponoć okropną.

Ochotniczka

Hanna Hirszfeldowa ok. 1920; Żródło: wikipedia.pl
Hanna Hirszfeldowa ok. 1920; Żródło: wikipedia.pl

W wiosnę 1915 roku Ludwik wiedziony potrzebą ofiarnej pomocy, wyjechał do Serbii, gdzie panowała epidemia duru plamistego. Dlaczego Serbia? Lekarzowi z całkowicie spolszczonej rodziny pochodzenia żydowsko-niemieckiego, nie widziała się walka po którejkolwiek ze stron I Wojny Światowej. Pracując w ciszy Szwajcarii wręcz z utęsknieniem wyczekiwał okazji, aby pomagać narodom, które nie byłyby wrogiem Polski. Hanna początkowo nie mogła towarzyszyć mężowi, gdyż w Klinice Pediatrii w Zurychu brakowało lekarzy, których wysłano na służbę. Jednak młoda lekarka niedługo wytrzymała w szwajcarskiej ostoi.

Praca w szpitalu polowym, w którym pacjenci leżeli po kilku na jednym łóżku, co dzień niosła ze sobą ryzyko zakażenia. Miasta były praktycznie wyludnione, brakowało personelu – chorowali wszyscy. Właściwie od podstaw należało zorganizować szpital i dezynfekcję, zaczynając od edukacji epidemiologicznej wszystkich zdolnych do pracy. Przez wiele miesięcy lekarze wiedli obozowy tryb życia, z czego mimo wszystko potrafili czerpać małe radości.

W wyniku późniejszych wydarzeń wojennych poznali też smak tułaczki. Uchodźstwo, które stało się udziałem Hanny oraz innych sanitariuszy misji humanitarnych, szybko odbiło się na jej zdrowiu. W drodze przez Serbię i Albanię przeżyła momenty całkowitego wyczerpania i rezygnacji. Dopiero z Albanii włoski statek zabrał ich do bezpiecznego Brindisi, skąd – odwiedziwszy Rzym – udali się z powrotem do Szwajcarii. W sielance państwa neutralnego wytrzymali tydzień. Oboje czuli potrzebę działania.

“Kto z was nosi spodnie?” – Książę George do Ludwika Hirszfelda o Hannie W czasie gdy Ludwik starał się przez Colonial Office o misję w egzotycznym kraju (aby połączyć ją z pracą nad bakteriologią podzwrotnikową), Hanna wyjechała do Neapolu. Zamierzała wstąpić do włoskiego wojska. Zażądano od niej włoskiego egzaminu i zdała go.
Wkrótce wraz z mężem wyjechała do Salonik, gdzie objęła kierownictwo nad jednym z oddziałów szpitalnych. Poznany tam pułkownik Roman Sondermeyer (Polak z Krakowa), kilkukrotnie zabrał Hannę na front jako tłumaczkę. Tam miała okazję poznać księcia George’a, który Ludwika Hirszfelda miał później zapytać, kto w ich małżeństwie nosi spodnie. W autobiografii lekarz podejrzewał, że księciu zaimponowała odwaga Hanny.

“Jeśli będziesz czytał ze skryptu, rozwiodę się” – Hanna Hirszfeld do męża LudwikaTa sama bohaterka “szlochała spazmatycznie”, gdy jej mąż otarł się o śmierć leczony z zimnicy dużą dawką chininy z uretanem. Jednak to właśnie dzięki obfitości chorób i chorych, dr Hirszfeld zdobył w Serbii ogrom materiałów do badań. Co więcej, Saloniki były miejscem, gdzie trafili przedstawiciele wielu ras. Hirszfeldowie zbadali Anglików, Francuzów, Włochów, Serbów, Bułgarów, Rosjan, Greków, Żydów, Hindusów, Annamitów, Malgaszy, Arabów oraz Murzynów (w autobiografii nie występują nazwy narodów). Fakt ten walnie przyczynił się do stworzenia nowej dziedziny medycyny – seroantropologii.

Pewnej nocy po głośnym wybuchu myśleli, że bomba spadła na ich szpital. Hanna zerwawszy się w pierwszym odruchu ratowała… zeszyt z wynikami i protokołami badań.
W ogniu wojny i epidemii powstała przełomowa praca o pochodzeniu grup krwi, którą Hirszfeldowie wspólnie ogłosili przed angielskimi oraz francuskimi lekarzami. Początkowo listy do pism naukowych były odrzucane. O publikacji swej pracy dr Hirszfeld dowiedział się w 1919 z wystawy "Kuriera Porannego" w Warszawie.
W artykule pisano, że "dwaj angielscy lekarze…" itd.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Maria Piekutowska
redaktor
Rocznik '93, studentka UMED w Łodzi, patriotka. Na co dzień popularyzuje polską myśl narodową, historyczną i polityczną. Od niedawna interesuje się historią Kościoła Katolickiego. Prywatnie miłośniczka rysunku, jeździectwa oraz science-fiction. Ryś.
"Pióro mocniejsze jest od miecza... wyłącznie jeśli miecz jest bardzo mały, a pióro bardzo ostre. - Terry Pratchett

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!