Manifest: Niepodlegli Rezydenci

Dwa dni temu obchodziliśmy Święto Niepodległości. Po 123 latach Polska stała się suwerennym krajem, jednak umysły jej obywateli, w tym lekarzy, są zniewolone – brakiem perspektyw i nadziei na poprawę. Po roku obecności we wszystkich mediach, fali protestów, dwóch dużych marszach, ministrowie III Rzeczpospolitej pytają na spotkaniu z przedstawicielami lekarzy rezydentów “jakie są wasze postulaty”? Jak się okazuje, nie jesteśmy w pełni wolni, a mury stoją w naszych umysłach. Pozostaje pytanie: jak wyzwolić się z arogancji Rządzących. Co dalej, Porozumienie Rezydentów?

Gdzie teraz jesteśmy

Wrześniowa manifestacja Porozumienia Zawodów Medycznych to miły sen z przedwczoraj – przyjemnie się kojarzy, ale po takim czasie trudno powiedzieć, o co w nim chodziło. Czerwcowa manifestacja Porozumienia Rezydentów to najfajniejsze wakacje z przyjaciółmi ze studiów – zapamiętamy je na zawsze, będziemy wracać do tych chwil, mówiąc “a pamiętasz, kiedy…:”, ale ich miejsce pozostaje na półce obok innych zdjęć w ramce.

Czołowi działacze Porozumienia Rezydentów, tacy jak Damian Patecki, Jarosław Biliński, Krzysztof Hałabuz, Łukasz Jankowski i Joanna Matecka, a także dziesiątki innych osób, których nie sposób wymienić, nie sprzedali się za garść srebrników. Mimo licznych zarzutów internetowych trolli, nie wykorzystali Porozumienia jako “trampoliny do kariery” i nie widzimy ich w czołówkach prasowych jako przedstawicieli rządowych. A nie raz otrzymywaliśmy propozycje “przejścia na ciemną stronę mocy”. Zarząd PR nie “brylował w mediach” tylko dla pokazania gęb, ale poświęcał czas, by informować społeczeństwo o problemach lekarzy i przestrzec ludzi przed zbliżającym się kryzysem systemu opieki zdrowotnej. Czas pokazał, że faktycznie nawoływali do solidarności, bo wierzyli, że razem można osiągnąć więcej.

Nasz ruch spotkał się z pozytywnym odzewem – nie tylko naszego środowiska, ale również innych zawodów medycznych a także, przede wszystkim, pacjentów.

Efekty wielomiesięcznej pracy obserwuję osobiście, choćby w gabinecie – pacjenci są coraz bardziej przychylni, w szczególności młodym lekarzom. Jeśli rozmowa schodzi na tematy polityczne, słyszę głosy poparcia płynące od ludzi w różnym wieku i o różnym statusie majątkowym. Na przestrzeni ostatnich miesięcy przeczytałem lub obejrzałem w mediach więcej przychylnych nam materiałów niż w ciągu całego mojego życia. Bez wątpienia świadomość społeczna problemów opieki zdrowotnej wzrosła. I jest to bez wątpienia sukces Porozumienia Rezydentów, a później także Porozumienia Zawodów Medycznych.

Faktem jest również, że w naszych działaniach uderzyliśmy głową w szklany sufit naszych możliwości. Dotychczasowa aktywność, niczym w najlepiej zarządzanych projektach typu Open Source, polegała na skoordynowanej wolontaryjnej pracy chętnych lekarzy, także studentów – wszystkim im należy się szacunek i wdzięczność. Jednakże, mimo że obecnie ministerialni dygnitarze pocą się na sam widok przedstawicieli PR przychodzących na kolejne obrady komisji ds. zdrowia, kształcenia i innych, ich mocodawcy, biegli wyjadacze realpolitik doskonale zdają sobie sprawę z brutalnego faktu: tak długo, jak za działaniami lekarzy stoją deklaracje i zabiegi “miękkiego” budowania relacji, nie muszą sobie nami zaprzątać głowy. A już na pewno nie budżetu.

Co możemy zrobić dalej

Wszystko to prowadzi do rozgoryczenia i frustracji pracowników ochrony zdrowia. I słusznie. Pozostaje pytanie, co, poza zaciskaniem pięści i zagryzaniem warg, pozostaje nam robić? Z pewnością każdy z nas myślał na ten temat nie raz, pozwolę sobie tutaj podsumować moje własne rozważania. Dla mnie istnieje pięć głównych możliwych rozwiązań.

1. Pokojowe manifestacje

W przeciągu ostatniego roku zorganizowaliśmy już 2 duże marsze 18.06 i 24.09.2016. Było to niesamowite doświadczenie organizacyjne i eksperyment społeczny na olbrzymią skalę. Nie wiem, jakie kto miał oczekiwania, ja uważam oba wydarzenia za sukces naszego środowiska. Frekwencją zbliżone były do innych istotnych politycznie i społecznie protestów, a pamiętajmy, że mówimy o wyjściu na ulicę wybranej i wąskiej grupy zawodowej.

Internet kipi od nowych pomysłów, dalszych “pokojowych” akcji – oddawania krwi, rozdawania ulotek itp.

Są to działania potrzebne do utrzymania naszego dobrego wizerunku, ale w obecnej politycznej przepychance zdecydowanie nie będzie to gamechanger – mówiąc delikatnie, władzy to zwisa. Marsze KODu były w czasach swojej świetności kilkunastokrotnie liczniejsze niż nasze, a taktyka władzy ta sama – wziąć na przetrzymanie, poczekać aż przeciwnik się wykrwawi (à propos oddawania krwi) lub znudzi.

Do jednej z istotniejszych przeprowadzanych aktualnie i wartych wsparcia akcji należy zbiórka podpisów pod Obywatelskim Projektem Ustawy o Płacy Minimalnej. Zachęcamy wszystkich zainteresowanych do wzięcia w niej udziału – nie kosztuje to wiele czasu, a może być jednym z tych kamyczków, które ruszą lawinę.

Zdeklarowanych przeciwników angażowania się w takie pozytywne happeningi również przestrzegam przed nadmiernym sceptycyzmem – do zalet pokojowych manifestacji należy m.in::

  • tworzenie Public Relations z pacjentami, nagłaśnianie problemu
  • przechodzenie przez wszystkie elementy ścieżki negocjacyjnej (nikt nie będzie mógł zarzucić, że w pertraktacjach z Rządem nie wykorzystaliśmy wszystkich dostępnych metod)
  • łatwość organizacji – są nieobciążające dla uczestników – zwoływane w dni wolne, nie wymagają nadmiernych wyrzeczeń, jedynie wygospodarowania czasu i środków na przejazd
  • konsolidowanie środowiska i nagłaśnianie działań

2. Strajk

Jeśli więc stała obecność w mediach i nieustanny pressing polityczny nie wystarcza, to znaczy, że należy sięgnąć po stare, sprawdzone sposoby, cytując słowa dojrzałych już wywrotowców, “butelki z benzyną i kamienie”?

Każdy kij ma dwa końce. A przeciwnik też umie rzucać kamieniami. Strategia typu Strajk Generalny byłaby zagraniem typu all in. Albo pękniemy my, albo oni. Rzecz w tym, że rządzący mają personalnie dużo mniej do stracenia niż poszczególni lekarze. Owszem, kraj się zawali, ludzie będą umierać bez pomocy medycznej, ale kogo to obchodzi?! Ja, Misiewicz, Rostowska, czy inny Dyzma, dostanę odprawę spadochronową, a w następnych wyborach samorządowych mój kuzyn zostanie prezesem lokalnej elektrociepłowni. A ja, lekarz? Mogę zapomnieć o karierze w Klinice i przyzwyczaić się do dojeżdżania na wizyty domowe traktorem. Albo wykupić intensywny kurs języka niemieckiego.

Żeby nie popadać w skrajności. Owszem, strajki były, niektóre nawet skuteczne, choć nie na tyle, na ile byśmy tego chcieli. Ostatni duży w 2007 roku. Jest tylko jedno zasadnicze “ale”: wymaga on skoordynowanego działania. Tu już nie można się bawić w wybór “przyjdę sobie albo nie”, tu działa prawo dżungli. Jak widać, jest to działanie, które, silniej nawet niż społeczeństwo, polaryzuje grupę samych strajkujących.

Skoordynowane działanie potrzebuje dużych, scentralizowanych struktur. Takie już są – to lokalne oddziały OZZL, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Inne zawody medyczne też mają swoje związki. Jeżeli jesteś zainteresowana/y działaniem, znajdź najbliższy region (najprawdopodobniej w Twoim szpitalu / placówce). Jeśli nie ma, trzeba będzie takowy założyć – o tym napiszemy w osobnym artykule.

Jest jeszcze wiele innych problemów związanych z organizacją Strajku. Na grupie PR okresowo pojawiają się komentarze w stylu “palimy opony i robimy rozróbę jak górnicy, tylko taki język przemawia do gawiedzi”. O zgrozo, co jakiś czas podobne postulaty są brane całkiem na poważnie.

Podstawowe problemy związane z organizacją i przeprowadzeniem strajku są następujące:

  • Strajk jest trudny do zorganizowania technicznie (wymaga ścisłej koordynacji).
  • Jest postrzegany jako działanie nieetyczne, również przez samych lekarzy.
  • Występowanie w roli zakapiorów szarga nasz wizerunek i naraża nas na śmieszność – nawet w obliczu słuszności motywów takowego działania.
  • W zależności od dokładnej formy, może stworzyć realne zagrożenie dla pacjentów – o konsekwencjach prawnych i moralnych nie muszę mówić.
  • Mimo, że temat strajku w “Służbie Zdrowia” jest wałkowany od dziesięcioleci, nie ma konsensusu co do jego ram prawnych. Czytaj – prawie zawsze można pociągnąć do odpowiedzialności jego uczestników, jeżeli zajdzie minimalne chociaż podejrzenie, że narażają oni pacjentów na utratę życia lub zdrowia. A o to można posądzić zawsze w przypadku strajku polegającego na odejściu od łóżek pacjentów…
  • Wyprzedzając propozycje: skoordynowany urlop na żądanie nie ma mocy prawnej, może zostać zanegowany przez przełożonego, a za niesubordynację mogą zostać wyciągnięte konsekwencje ze zwolnieniem dyscyplinarnym włącznie.
  • Na strajk trzeba się przygotować, także finansowo. Podstawową strategią dyrektorów placówek jest bezpardonowe wyrzucanie krnąbrnych pracowników. Jest to działanie nierzadko bezprawne, wielu lekarzy zostało później sądownie przywróconych na stanowiska i otrzymali zadośćuczynienie, ale okres “walki o swoje” może trwać miesiącami – wysoce wskazane jest więc posiadanie oszczędności.
  • Strajk, przynajmniej ten Generalny, może zostać zorganizowany tylko przy poparciu lekarzy specjalistów, większością głosów zatrudnionych w danym oddziale / placówce pracowników. Porozumienie Rezydentów jest zwartą i dobrze zorganizowaną grupą, ale nie wciąż nie posiada pełnego poparcia w całym środowisku. Jeśli więc chcemy do tego dążyć, bez rozmowy z ordynatorem / kierownikiem się nie obejdzie.

Nie chcę gasić w Was ognia walki. Strajk Generalny da się zorganizować. Jednak decyzja o tym powinna być wspólna i każdy z uczestników musi znać związane z tym trudności – bo do ich pokonania potrzebna będzie wspólna pomoc. Tu już nie wystarczy 50 osób organizujących marsz w Warszawie. Tu będą potrzebne setki, jeśli nie tysiące osób z całego kraju. A na jego realizację potrzeba kilku miesięcy przygotowań.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Jeden komentarz na temat “Manifest: Niepodlegli Rezydenci”:

  1. Punkt 5 – Alternatywa, to nie tylko najlepszy dotychczas tekst autora, ale przede wszystkim jedyna sensowna propozycja rozwiązania najważniejszych obecnie problemów dotyczących przedstawicieli zawodów medycznych w Polsce. Stanowi logicznie uporządkowany manifest, którego realizacja nie tylko DŁUGOTRWALE przywróciłaby godne warunki pracy i płacy medyków, ale również zwiększyłaby istotnie bezpieczeństwo pacjentów. Jedynym poszkodowanym tej akcji byłby rząd, który musiałby sprostać konieczności zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną, w tym kształcenie większej liczby jej pracowników – ale przecież o to wszystkim medykom (i de facto pacjentom) chodzi. Najważniejsze jednak jest to, że zmienia optykę spojrzenia na problem – nagle to nie lekarze i inne zawody medyczne stają się petentami ze swoimi problemami wobec rządu, ale to rząd zostaje postawiony pod ścianą wobec narastającej frustracji pacjentów. I to on będzie się pocił, co z tym faktem zrobić.
    Jeżeli powyższy tekst nie przekonuje koleżanek i kolegów lekarzy, którzy dalej zamierzają „pracować” za 30-40 brutto PLN za godzinę poza podstawowym wymiarem pracy, to chyba nic już ich nie przekona. Współczuję.

    „Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności – odwaga.”

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!