Odkryjmy prawdziwe znaczenie terminu “lekarz pracujący na wolontariacie”

Ustalmy jedno: praca za darmo w trakcie specjalizacji to NIE wolontariat – to niewolnictwo. O tym nie będziemy dziś mówić. Ku Waszemu zaskoczeniu, odkryjemy na nowo prawdziwe, a tak często przez nas zapominane znaczenie tego słowa: “dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie”. Krótko mówiąc – pomaganie innym. Za darmo, dla satysfakcji. Nie z ekonomicznego przymusu.

Rodzajów wolontariatu jest wiele, od sportowych, poprzez pomoc w organizacji wydarzeń masowych, po pracę w hospicjach czy edukację dzieci, a centra wolontariatów gotowe są pomóc ludziom o dobrych sercach w niesieniu pomocy. Można zdecydować, czy woli znaleźć się w środku dużej grupy działającej środowiskowo, czy pracować w zaciszu własnego domu – możliwości udzielania się jest dużo!

Jeśli jednak chcemy wykorzystać własną wiedzę, warto zainteresować się wolontariatem medycznym, ten ma nam bardzo wiele do zaoferowania! Wolontariat to nie tylko uczucie spełnienia, to też ogromna nauka pokory, cierpliwości, okazja do zdobycia umiejętności praktycznych i uwrażliwienia na potrzeby innych ludzi.

Kochasz muzykę?

Możesz jej posłuchać w czasie koncertu wieńczącego największą charytatywną zbiórkę w Polsce. Nie ma lepszej okazji by spróbować swoich sił jako wolontariusz niż Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Od 25 lat Jurek Owsiak z ekipą oddanych ludzi wyrusza w jedną z niedziel stycznia w Polskę, by zbierać pieniądze, które przeznaczone są na ratowanie zdrowia i życia pacjentów, przeważnie tych młodszych. Autorka tego tekstu jest żywym dowodem na to, że zakupiony przez WOŚP jest przydatny i potrzebny szpitalom i pacjentom – po porodzie wymagałam interwencji medycznej, w której użyte były urządzenia ze znaną nam czerwoną naklejką.

Działalność Orkiestry nie kończy się w dniu podliczenia i rozdysponowania zebranych pieniędzy. Niemalże każde nowonarodzone dziecko objęte jest Programem Przesiewowych Badań Słuchu, 4 kolejne programy zajmują się wczesną diagnostyką onkologiczną, leczeniem retinopatii u noworodków, nieinwazyjnym wspomaganiem oddechu niemowląt oraz wyposażaniem w pompy insulinowe kobiet ciężarnych. Dodatkowo, WOŚP szkoli nauczycieli w zakresie pierwszej pomocy, aby mogli nabytą wiedzę przekazywać uczniom.

Najbliższy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się już 15 stycznia 2017! Wciąż możesz się zaangażować i stać się częścią organizacji, która ratuje życie.

Dołączenie do Polskiego Czerwonego Krzyża lub Maltańskiej Służby Medycznej to otwarcie drzwi do kolejnych dużych wydarzeń. Zakon Maltański organizuje obozy letnie dla młodzieży niepełnosprawnej, szkoli wolontariuszy i umożliwia pracę przy organizacji wydarzeń masowych. Inną organizacją działającą w podobny sposób jest Lazarus, która nie tylko zabezpiecza imprezy, ale też prowadzi szkolenia dla osób niezwiązanych z medycyną.

Miś pod szpitalną choinkę!

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Miasta rozbłysnęły tysiącem świateł, wszechobecnie widzimy choinki a w powietrzu czuć zapach mandarynek. Nie ma w Bożym Narodzeniu nic piękniejszego niż cenne chwile przy wspólnym stole z rodziną. Nie każdy jednak może sobie na taki komfort pozwolić. Mimo iż zwierzęta zaczynają mówić ludzkim głosem, a wrogowie się godzą, szpitale wciąż pracują. W nich, poza personelem, spędza świąteczny czas spora część pacjentów.

Nietrudno sobie wyobrazić, jak kłopotliwe jest, zarówno dla pacjenta jak i jego rodziny dzielenie się opłatkiem przy szpitalnym łóżku, gdy życzenia składa się nie pod jemiołą, a pod stojakiem z kroplówką. Sytuacja jest jeszcze bardziej przykra, gdy na oddziale szpitalnym na czas Świąt zostają dzieci.

Studenci medycyny w całej Polsce starają się pomóc młodym pacjentom zapomnieć o bólu i odciągnąć ich uwagę od chorób, które uniemożliwiły im powrót do domu. Oddziały IFMSA organizują akcję “Miś pod Szpitalną Choinkę”, podczas której zbierane są zabawki oraz datki na prezenty, które później trafiają do rąk podopiecznych oddziałów pediatrycznych. Warszawski oddział organizuje kiermasz ciast a także turniej, którego zwycięzcy mają okazję rozegrać mecz z władzami uczelni. W czasie rozgrywek prowadzona jest zbiórka, z której dochód przekazywany jest na prezenty dla dzieci zostających na święta w szpitalach. Nie jest to jednak proste przekazanie podarku, a barwny korowód z Mikołajem na czele, który wnosi mnóstwo radości do szpitali i na moment pozwala zapomnieć o niedogodnościach oraz miejscu pobytu.

Oddział w Łodzi działa nieco inaczej. Studenci organizują duże zbiórki pieniędzy oraz loterie na rzecz takich organizacji jak Fundacja Gajusz, Fundacja Dom w Łodzi czy Łódzkie Hospicjum dla Dzieci.

W szpitalną pomoc można się jednak angażować przez cały rok, przy okazji nabierając bezcennego doświadczenia i obycia. Jednak, aby zostać pełnoprawnym wolontariuszem, trzeba się trochę nachodzić, zebrać potrzebne papierki i wykonać wszelkie potrzebne badania. Na szczęście w dużych ośrodkach jest możliwość ich wykonania bezpłatnie. Po spełnieniu wszystkich wymogów możemy wreszcie rozpocząć pracę jako wolontariusz lub sanitariusz. Przeważnie dyrekcja i pracownicy przyjmują zaangażowanych studentów z radością, pozwalają im uczestniczyć w procedurach i dają możliwość zdobycia praktycznych umiejętności. Jak to zwykle bywa w przypadku pracy w szpitalu, im mniejszy i biedniejszy ośrodek, tym więcej można z wolontariatu wynieść.

Warto angażować się w działalność kół naukowych, które umożliwiają uczestnictwo w dyżurach. Przeważnie można wiele nauczyć się z wykładów, a następnie wiedzę wykorzystywać w czasie pracy w szpitalu. Są koła chirurgiczne i anestezjologiczne, które wdrażają w pracę na bloku operacyjnym, inne na oddziałach niezabiegowych, jeszcze inne nauczą Cię jak odebrać poród. Warto postarać się o uzyskanie miejsca w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Sama miałam okazję spędzić kilkanaście nocy na dyżurach, gdzie wspaniały personel nauczył mnie bardzo ważnych rzeczy – od zakładania wenflonów czy cewników, badania fizykalnego, po komunikowanie z upojonym alkoholem i niechętnym pracownikom SORu pacjentem. Zwłaszcza ta ostatnia umiejętność, zupełnie pomijana w trakcie szlaku edukacyjnego, warta jest pozyskania. Gwarantuję, że przyda się nie raz.

Studentów chętnych do pracy przygarną z radością Lekarze Nadziei – przychodnie dla bezdomnych zlokalizowane w Krakowie i Warszawie. Stowarzyszenie ma historię sięgającą stanu wojennego i od tego czasu działa dzięki pracy ludzi dobrej woli. Chociaż szczególnie potrzebni są lekarze, każda para rąk się liczy. W tej chwili placówka w Warszawie szuka neurologa do pomocy.

Jeden ze studentów zaangażowanych w pomoc w placówce zapewnia, że poza spełnieniem, w przychodni Lekarzy Nadziei można się sporo prawdziwej medycyny nauczyć. Bezdomni to często ludzie, którym się w życiu nie udało. Ci, którzy pomocy szukają, często okazują się być wartościowymi ludźmi, z marzeniami, historią i bogatym wnętrzem. Twoje zaangażowanie, ujrzenie w nich normalnych ludzi znaczy o wiele więcej niż Ci się wydaje.

Dzieci

Monika, do której jeszcze wrócimy, przyznaje, że praca w hospicjum, zwłaszcza dziecięcym, to jak mocne uderzenie Goodmanem i Gilmanem w twarz. Zanim więc zdecydujemy się na tak poważny krok, warto spróbować nauczyć się kontaktu z pacjentem pediatrycznym. Jeśli los nie sprawił, że spotkaliśmy na swojej drodze dzieci, godnym polecenia projektem będzie Szpital Pluszowego Misia, organizowany przez organizacje studenckie (m.in. IFMSA lub EMSA), gdzie mamy szansę oswoić najmłodszych z personelem medycznym lub Best Buddy, który umożliwia odwiedzanie dzieci w szpitalach pediatrycznych. W Twoim mieście jeszcze nie ma takich projektów? Może czas je stworzyć!

Kolejnym krokiem, wymagającym więcej empatii są pediatryczne koła naukowe. Tym razem szkolimy się, będąc jednocześnie wielką pomocą dla lekarzy czy pielęgniarek, a także mamy okazję dostarczyć małym pacjentom sporo radości.

Jesteś gotów na wybranie się do hospicjum dla dzieci? Miałam okazję uczestniczyć w fenomenalnych warsztatach Mały Pacjent a Śmierć organizowanych przez Warszawski oddział IFMSA przy Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Mimo że w trakcie szkolenia wylałam z siebie wiele łez, uważam to doświadczenie za jedno z najważniejszych w czasie mojej dotychczasowej edukacji. W hospicjach dla dzieci, także w tym wspomnianym, istnieje możliwość zostania wolontariuszami i niesienia pomocy nieuleczalnie chorym dzieciom, wspierania ich rodzin i niesienia pocieszenia w żałobie. Prawdziwa misja dla osób o silnych nerwach i wielkim sercu.

Wszystkiego po trochu

Wspomniana wyżej Monika Siwińska, mimo że jest już u kresu studenckiej podróży, wcale nie chce rezygnować z dawania swojej energii innym, stara się natomiast nieco ukierunkowywać pod kątem przyszłej specjalizacji. Swoją przygodę z wolontariatem zaczęła już w liceum, a od tego czasu konsekwentnie się rozwija, by móc dawać z siebie coraz więcej. Ponieważ wybrała klasę kończącą się maturą międzynarodową, zgodnie z programem musiała odbyć kilka godzin pracy w formie wolontariatu, od tego czasu pomaganie innym stało się jej pasją. Gdy próbowałam się z nią skontaktować przebywała na obozie dla niepełnosprawnych dzieci, nawet w wakacje poświęcając swój czas innym. Angażowała się zarówno w koła naukowe, jak i w Szpital Pluszowego Misia, jest sanitariuszką w dużym szpitalu klinicznym, angażuje się w wiele innych projektów. Jej energia, uśmiech i niekończąca się siła to wystarczające dowody na to, że warto pomagać!

Studenci mogą ćwiczyć swój kontakt z pacjentami, zwłaszcza tymi małymi, poprzez akcje takie jak “Miś pod szpitalną choinkę” czy “Szpital pluszowego misia”. Ci bardziej zdeklarowani do bardziej obciążającej psychicznie pracy mogą spróbować sił w pracy w hospicjum, by sprawdzić się w pracy z pacjentem terminalnym. Lekarze z PWZ pragnący realizować się społecznie mogą zasilić szeregi Lekarzy Nadziei czy obstawy medycznej WOŚP lub zacząć szkolić z pierwszej pomocy z ramienia PCK. Wachlarz możliwości jest naprawdę szeroki, a satysfakcja ogromna!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Magdalena Zdziebko
autor BML
Studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na lekarski trafiła trochę przypadkiem, bo rozważała jeszcze bycie naukowcem lub dziennikarką, a zakochała się w medycynie bez pamięci. Prowadzi kronikę grupy studenckiej, czyta niemal wszystko co trafi w jej dłonie, ogląda seriale, gotuje, pływa i uwielbia poszerzać horyzonty. Kocha ludzi, góry, wodę oraz jedzenie i nie ufa ludziom, którzy twierdzą, że jeść nie lubią.
Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego. - Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Komentarze na temat “Odkryjmy prawdziwe znaczenie terminu “lekarz pracujący na wolontariacie””:

  1. Cześć, jestem studentką V roku lekarskiego i chciałam skomentować wasz artykuł, ponieważ nie do końca mogę się zgodzić z opiniami tu padającymi. Od zawsze „ciągnęło” mnie do wolontariatu i uważam, że jest to coś pięknego. Jednak społeczeństwo wcale tak nie uważa. Byłam już w na prawdę wielu szpitalach z chęcią niesienia pomocy, jednak spotkałam się z bardzo dużymi oporami szpitali – nawet w szpitalach dziecięcych. Może to kwestia obszaru – może południe Polski jest mniej chętne do inicjatyw społecznych. Chociaż byłam też na wolontariacie w kraju tz. trzeciego świata i okazuję się, że tam nie posiadając konkretnych umiejętności, też nie jesteś tam mile widziany. Jesteśmy tylko ciężarem, który trzeba dostosowywać do istniejących tam warunków, bo np. nie rozumiemy języka. Trzeba mieć świadomość, że mała część ludności Afryki mówi w językach urzędowych, raczej używają języków afrykański, specyficznych dla kraju czy obszaru.
    Dlatego uważam, że zbyt radośnie autorka podchodzi do tematu wolontariatu. Nie zawsze tak to wygląda i trzeba mieć tego świadomość.

    1. Owszem zdarzają się oddziały szpitalne, które są tak przyzwyczajone to działania na własnych zasadach oraz w obrębie swojego personelu, że nie łatwo jest „wbić” się komuś z zewnątrz. Wolontariusz w szpitalu stanowi pewien rodzaj dodatkowej odpowiedzialności ze strony jednostki szpitalnej. Dlatego wolontariat medyczny rządzi się trochę własnymi prawami. Jako student polecam Ci zgłoszenie się do szefa wybranego przez Ciebie SORu i zawiązanie oficjalnej umowy z szpitalem, gdzie będziesz przeszkolona, przebadana i prawnie chroniona(a przynajmniej szpital będzie), a ty z kolei będziesz miała możliwości szybkiego wykształcenia się (i pamiętaj – im biedniejszy wybierzesz szpital tym chętniej będą potrzebowali kogoś do triage’u czy pobierań). I najważniejsze – to specyficzny rodzaj wolontariatu, na którym musisz nieustannie wkładać duże pokłady energii we własną edukację. Bez tego ani rusz. Jeśli pokażesz lekarzom, że potrafisz pracować i szybko się uczysz oraz zainwestujesz w dyplomy/kształcenie/kursy poza ramami podstaw uczelnianych (np KPP, kurs usg w ramach koła naukowego etc.) to zaprocentuje Ci to na przyszłość. Przede wszystkim nie możesz się bać działać. Jak widzisz, że leży coś do roboty a umiesz to zrobić – nie pytaj ciągle, tylko działaj. Pokaż, że się przydajesz. Do krajów trzeciego świata preferują rzeczywiście lekarzy już specjalistów (między innymi to jest podstawa rekrutacji w lekarzach bez granic – wyjątkowo przyjmują rezydentów) ponieważ tam potrzebna jest im przede wszystkim wiedza, a nie tylko ręce do pracy. Ale to też na szczęście nie wszędzie. Nie zniechęcaj się. Jak startowałam z wolontariatami na początku to też nie było łatwo, ale jak zbudujesz kredyt zaufania ciężką pracą oraz zaangażowaniem, nie będzie tak ciężko jak się wydaje. Natomiast na wolontariaty studenckie działające w obrębie organizacji EMSA czy IFMSA warto też uczęszczać ponieważ pozwolą Ci nauczyć się dobrego kontaktu z pacjentem np na szpitalu pluszowego misia. Co chciałabym w tym wszystkim podsumować – jeśli szukasz wolontariatów, to nawet jeśli są one krótkie z różnych względów, zawsze warto szukać dalej. Osobiście pamiętam, że często było pod górkę i wolontariat wymagał wiele wyrzeczeń (zdrowotnych, finansowych czy osobistych), ale sprawia on tyle radości (a co ważniejsze radości drugiej osobie), że te kwestie idą szybko w zapomnienie. Grunt to się nie zniechęcać.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo wytrwałości!

  2. Nie mogę nie nawiązać do pominiętego tematu, bo coraz bardziej mnie ostatnio nurtuje. Wolontariat na specjalizacji to moim zdaniem nie niewolnictwo, ale samobójstwo względnie frajerstwo. Tak, tak, łatwo mi mówić, bo jestem młoda, życia nie znam… Tylko że znam osoby, które będąc w potrzebie zmieniły nie specjalizację, ale zawód. Nie zrobiły tego kosztem 6 lat studiów, a czasem 15 lat doświadczenia zawodowego. Wynieść się do innego miasta? Zmienić pracę? Trzeba – zmieniam. Tak się robi, bo takie jest życie. Kiedyś współczułam „wolontariuszom” specjalizacyjnym, a teraz się dziwię: co trzeba mieć w głowie, żeby zgodzić się na 6 lat pracy za darmo? W sensie… serio, jak można godząc się na coś takiego, czarno na białym, mieć do kogokolwiek pretensje…???

    O ile wolontariat w ogóle szanuję i może czasem brakuje mi dawania ludziom serca na dłoni w ramach medycyny, to w związku z powyższym co raz trudniej mi tę ideę zrozumieć. Kiedy mam do wyboru praktykowanie odrobiny medycyny za darmo i bezideową pracę za 10 zł/h, moim powołaniem jest jedzenie. Za 6zł/h nie wychodzę z domu. Ostatnio sprzed kompa zarobiłam 3x tyle (p.s. na kompa wcześniej sobie zarobiłam).

    Może taka forma umowy ma sens, gdy jedna ze stron potrzebuje jakiejś formy kontaktu np. z ludźmi starszymi i dziećmi albo porzuconymi zwierzętami albo rzeczywiście zdobywa w ten sposób wstępne doświadczenie zawodowe (jak widać po powyższym komentarzu – nie zawsze tak jest). Przede wszystkim, gdy pełni jakąś funkcję wychowawczą albo ktoś to bardzo… lubi? robi to po coś? np. za punkty na praktyki z IFMSA? Wolontariat jest wg mnie dobry dla młodzieży, chociaż to i tak wyzysk.
    No może nie aż tak, jeśli mówimy o dyżurowaniu w trakcie studiów – to jest właściwie forma nauki.
    A tak to od dawna wolontariatu nie praktykuję. Może po studiach na jakiejś imprezie masowej spróbuję… 🙂

    1. Wolontariat to psucie systemu i rynku – TAK
      Wolontariat to frajerstwo – NIE
      Zauważ że zwykle osoby, które same są na wolontariacie nie żalą się na swój los. Prawda jest taka, że zarobić te 2,5 kafla na miesiąc dorabiając nie jest jakoś trudno, a sporo osób staje jednak przed wyborem: rezydentura z mało profitodajnej dziedziny i męka przez całe życie czy kombinowanie wolontariatu z takiej która przynosi duże korzyści materialne. Jeszcze do tego sporo osób z lekarskiego pochodzi jednak z zamożnych rodzin więc rachunek jest prosty.

    2. „Wolontariat to frajerstwo – NIE
      Zauważ że zwykle osoby, które same są na wolontariacie nie żalą się na swój los.”

      No właśnie się żalą. Ludzie potem dzielą się ich historiami na portalach społecznościowych, przekazują sobie dalej jako przykład draństwa tego systemu. I przyznaję – jest to draństwo – sama historię takiego wolontariatu sherowałam wśród znajomych, ale po namyśle – jest to draństwo, na które ludzie się godzą. Jak szereg innych.
      Co do osób z zamożnych lekarskich rodzin, oni równie głośno jak reszta domagają się podwyżek na rezydenturach (swoją drogą straszny pijarowy strzał w stopę – grafiki o biedzie lekarzy pod zdjęciami z wakacji w egzotycznych krajach). Tak więc z tą opłacalnością wolontariatu absolutnie nie mogę się zgodzić. 🙂

      A obecnie zastanawiam się nad wolontariatem w zupełnie innej dziedzinie w zamian za możliwość trenowania, więc z drugiej strony znów trochę przychylam się do wartości wolontariatu w ogóle. Czasami to rzeczywiście świetna perspektywa. 🙂

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!