Wspomnienia z rezydentury: medycyna rodzinna. Część 2: Szkolenie specjalizacyjne

Lekarz rodzinny – lekarska niedojda, któremu nie poszło na LEKu czy prawdziwy specjalista od wszystkiego, który jest w stanie leczyć większość najczęstszych chorób? Wyrobnik w POZ i człowiek-pieczątka, czy kierownik przychodni, prawdziwy biznesmen? Zapraszamy do przeczytania drugiej i ostatniej części relacji z pierwszej ręki, napisanej przez specjalistę medycyny rodzinnej, Jacka Bujko. Opowie nam o wadach i zaletach tej specjalizacji, o przebiegu szkolenia, ciężarze odpowiedzialności związanej z samodzielnym prowadzeniem chorego i możliwych formach dalszego rozwoju kariery.

“W medycynie wąskospecjalistycznej pracujesz ciągle z tymi samymi chorobami, a ludzie przychodzą i odchodzą. W medycynie rodzinnej pracujesz ciągle z tymi samymi ludźmi, a choroby przychodzą i odchodzą.”

Szkolenie lekarzy rodzinnych jest bardzo niejednorodne, chyba jak w każdej specjalizacji. Od pewnego czasu obowiązują przepisy, że rezydenci medycyny rodzinnej są zatrudniani bezpośrednio w POZach, w których prowadzi się szkolenie, a nie, jak wcześniej, w szpitalach uniwersyteckich

Ponieważ POZ to w dużej części biznes, to pojawiają się różne sytuacje tak jak: “Dzień dobry! To Pana pierwszy dzień pracy w POZ, a za miesiąc będzie Pan pracował samodzielnie z pełną listą deklaracji, bo poprzedni doktor w naszej filii zmarł ze starości” oraz “Proszę Pana, dopóki nie skończy Pan drugiego roku specjalizacji, to nie pozwolę Panu na samodzielną pracę w mojej przychodni!”. Jak wszędzie trafiają się świetni, jak i fatalni nauczyciele –- trzeba jednak pamiętać, że w POZ “praca wre”, więc nawet dobry kierownik specjalizacji raczej rzadko ma czas na długie pogadanki z rezydentami.

Kluczem do nauki zawodu jest samodzielna praca bez nadzoru więc, moim zdaniem, im wcześniej to nastąpi, tym lepiej –- oczywiście trzeba od samego początku silnie dążyć do poprawy swoich kompetencji, mocno inwestując w swoją wiedzę. Wydaje mi się, że optymalnym rozwiązaniem jest przeznaczyć pierwszy rok na maksymalnie ostrą naukę, a później już pracować samodzielnie.

Cały czas warto być za pan brat z bazami danych, zwłaszcza zagranicznymi, takimi jak: UpToDate, GPnotebook, GPCD czy polskim eMPendium, a także śledzić wszelkie nowe wytyczne, zwłaszcza te przeznaczone dla lekarzy rodzinnych. Praca lekarza rodzinnego to przede wszystkim proste, częste dolegliwości, w których trzeba się doskonale orientować, aby pracować szybko i zgodnie z najnowszymi wytycznymi. Umiejętność rozwiązywania trudniejszych przypadków bez wsparcia poradni specjalistycznych czy szpitali przychodzi wraz z latami doświadczeń.

Przebieg szkolenia

Aby zdobyć tytuł specjalisty medycyny rodzinnej należy ukończyć 2-letni staż w POZ pod nadzorem specjalisty medycyny rodzinnej, a także 6-miesięczny staż z chorób wewnętrznych (w tym po miesiącu kardiologii i pulmonologii), 6-miesięczny staż z pediatrii oraz inne staże: chirurgia ogólna, ginekologia, psychiatria, okulistyka, medycyna paliatywna, dermatologia, laryngologia, choroby zakaźne, SOR, neurologia i geriatria.

Jakość staży zewnętrznych jest różna, najczęściej fatalna. Niezmiernie często spotykałem się z podejściem na zasadzie “no, Doktorze, to do 11 Pan porobi wypisy i pójdzie Pan do domu” albo “no dobra, i tak Pan nie będzie chirurgiem, to niech Pan stanie na hakach do 13, a potem idzie do tej swojej drugiej pracy”. Wielokrotnie też spotykałem się z lekarzami, którzy faktycznie chcieli mnie czegoś nauczyć, jednak nie wiedzieli, jakiej wiedzy potrzebuje lekarz rodzinny, więc uczyli w zasadzie tego, czym zajmuje się lekarz na oddziale szpitalnym, a co nie ma zupełnie zastosowania poza nim.

Bardzo opłaca się podejście typu “ja cię podrapię – ty mnie podrapiesz” – jak zrobisz uprzejmość lekarzowi z oddziału i przewalisz za niego hałdę bezsensownych papierów, to ten będzie miał czas na wolną dyskusję o swojej specjalizacji, sprzeda Ci jakieś nowe “tricki” lub ciekawostki, albo podzieli się z Tobą wiedzą na temat “co, jako lekarz rodzinny, mógłbyś robić lepiej”. No i zawsze warto mieć znajomości w szpitalach i poradniach, bo możesz wtedy zapewnić znacznie lepszą opiekę swoim pacjentom.

W Polsce od kilku lat działa Grupa Rezydentów i Młodych Lekarzy Rodzinnych, skupiająca młodych i ambitnych lekarzy rodzinnych, którym zależy na samorozwoju i nieustannym podwyższaniu jakości medycyny rodzinnej w Polsce. Grupa ta oferuje medyczne forum facebook’owe, szkolenia i staże zagraniczne w zakresie medycyny rodzinnej oraz własne wydarzenia i konferencje związane z medycyną rodzinną. Dla przykładu, do tej pory w ramach wyjazdów organizowanych w ramach GRiMLR byłem na stażach szkoleniowych w: w Wielkiej Brytanii, Holandii i Hiszpanii.

Przed Kongresem Medycyny Rodzinnej samodzielnie, oddolnie, organizujemy dla siebie tzw. Prekonferencję Młodych Lekarzy Rodzinnych i Forum Młodych Lekarzy Rodzinnych w różnych miastach raz w roku – tam mamy własne szkolenia, wykłady i warsztaty.

Podsumowując – musisz bardzo mocno skupić się na samorozwoju, bo jak o to nie zadbasz, to w POZ wrzucą Cię do roboty jako wyrobnika, a na stażach klinicznych zignorują – i nic się nie nauczysz.

Odpowiedzialność

Dobre w medycynie rodzinnej jest to, że nikt nie mówi Ci, co masz robić. Z drugiej strony, niedobre w medycynie rodzinnej jest to, że nikt nie mówi Ci co masz robić. W zasadzie jako lekarz rodzinny możesz badać, leczyć i zlecać wszystko pod jednym warunkiem – weźmiesz za to pełną odpowiedzialność. Nie ma chorób, które może zdiagnozować/leczyć, czy leków, które może zlecić tylko “specjalista”, a nie lekarz rodzinny. Obowiązują Cię takie same standardy, jak lekarzy klinicystów. Jak chcesz – możesz robić małą i średnią chirurgię albo zajmować się badaniem z lampą szczelinową, jednak nie dość, że nikt Ci nie zapłaci więcej, to jeszcze odpowiedzialność masz identyczną jak chirurg lub okulista. Nie masz też wiele czasu na konsultację – całość musisz zamknąć w 5-30 minutach. Jeżeli popełnisz jakiś błąd – musisz próbować skontaktować się z pacjentem, który już dawno może być poza Twoim zasięgiem.

Czasem uda Ci się go złapać i np. poprawić receptę, czasem nie. Nie masz możliwości dumania nad przypadkiem klinicznym, czy konsultacji z kolegami z oddziału i profesorem (czasem nie masz możliwości nawet do kogoś zadzwonić z pytaniem), ale z drugiej strony masz wpływ na każdy aspekt Twojej pracy bez pytania się o zgodę przełożonego i nie musisz z nikim dzielić gabinetu – masz “swoje poletko”, do którego nikt inny Ci nie zagląda przez ramię. Medycyna rodzinna jest dziedziną dla ludzi lubiących samodzielność i podejmowanie decyzji – coś jak medycyna ratunkowa, tylko w porównaniu z nią jest znacznie bardziej powolna.

Wynagrodzenie i możliwości dalszego rozwoju

Lekarz rodzinny pracujący na pełnym etacie, z pełną listą deklaracji, zarabia dużo, ponieważ takich lekarzy jest mało. Niedobory kadrowe są ogromne, a POZ to duży kawałek tortu z pieniędzy. Już na rezydenturze możemy mieć pełne listy deklaracji, przez co rezydenci medycyny rodzinnej są drogim i chodliwym “towarem” – często jesteśmy wychwytywani już na początku specjalizacji do zbierania deklaracji w innym POZ, niż macierzysty. Z drugiej strony – możliwości dorabiania są zdecydowanie małe i bardzo szybko osiągamy poziom przychodów, powyżej którego raczej nie ma szans się wybić – jedyną szansą na “awans” jest założenie własnego POZu, a później założenie kolejnych i zostanie dyrektorem medycznym regionalnej sieci przychodni. Możemy dorabiać w Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej, ale pracując na pełnym etacie raczej nie mamy na to siły.

Prywatnie rzadko przyjmujemy, ponieważ mało który lekarz rodzinny jest na tyle obrotny, żeby “sprzedać” swoje usługi na rynku prywatnym – większość pacjentów jak już za kogoś płaci, to musi to być jakiś “wąski specjalista”. Oczywiście są chlubne wyjątki – można jeździć na wizyty domowe, pracować w medycynie estetycznej, pracować w firmach ubezpieczeniowych… dla chcącego, nic trudnego.

Po medycynie rodzinnej warto robić w zasadzie dwie specjalizacje medycynę sportową (z zamiłowania do sportu) i medycynę pracy (z zamiłowania do pieniędzy). Można co prawda robić kilka innych, pomniejszych specjalizacji, ale jest to rzadki wybór lekarzy rodzinnych – raczej uważa się medycynę rodzinną za pierwszy i ostatni wybór. Warto natomiast rozwijać się na inny sposób – robiąc karierę naukową, czy zdobywając nowe umiejętności praktyczne, takie jak badanie USG lub dostawowe podawanie leków.

Podsumowanie

Ukończyłem specjalizację i gdybym mógł wybierać raz jeszcze – nie wybrałbym innej. Od dziecka marzyłem o byciu takim “dr Quinn” i w zasadzie wydaje mi się, że bycie lekarzem rodzinnym jest prawie tym samym. Wiadomo, że są słabsze chwile, ale jednak satysfakcja z prowadzenia “swojej trzódki” jest niezmierna. Trzeba cały czas pamiętać, żeby nie dać się stłamsić pacjentom, szefom, Wielkim Specjalistom z Kliniki i wielu innym. Jeżeli jesteś asertywną i samodzielną osobą, która lubi gadać z ludźmi i pomagać im w ich codziennych problemach, szczęściach i nieszczęściach, to chyba nigdzie się tak dobrze nie odnajdziesz. Pamiętaj jednak, że wybierając medycynę rodzinną, będziesz traktowany przez wielu jak lekarska niedojda. Twoim zadaniem jest udowodnić, że jesteś prawdziwym “specjalistą od wszystkiego”.

Wady

  • działasz samodzielnie
  • samorozwój we własnym zakresie – nie ma nad Tobą szefa, który wyśle Cię na szkolenie albo każe opublikować pracę naukową
  • utrudniony dostęp do skonsultowania przypadku pacjenta – w gabinecie nie zawsze uda się dodzwonić do znajomego specjalisty
  • jako szef swojej własnej praktyki musisz użerać się z rzeczami, o których w czasie studiów nie śniłeś w najgorszych koszmarach (papierologia)
  • nikt nie zapłaci Ci więcej za ambitne podejście i samodzielne wykonywanie specjalistycznych procedur (badanie okulistyczne, mała chirurgia etc.)
  • nie dla ludzi, którzy nie lubią rozmawiać z pacjentem
  • brak należnego prestiżu, brak poszanowania ze strony lekarzy innych specjalności

Zalety

  • działasz samodzielnie
  • łeb jak sklep – jesteś specjalistą od wszystkiego i musisz znać wytyczne diagnozowania i leczenia większości najczęstszych chorób
  • “ten znajomy lekarz” – latami pracujesz na swoją reputację wśród pacjentów
  • kontakt z człowiekiem, nie chorobą – priorytetem jest zyskanie zaufania pacjenta
  • jesteś panem swojego czasu – sam kontrolujesz, co i kiedy robisz
  • dobra specjalizacja do pogodzenia z życiem osobistym: jeżeli się postarasz, masz czas na hobby i życie rodzinne
 
Chciałabyś / chciałbyś podzielić się swoimi wspomnieniami ze specjalizacji? Zachęcić innych do jedynej słusznej drogi, do wybrania swojej wymarzonej dziedziny medycyny? A może czujesz się w obowiązku przestrzec innych, by nie powtórzyli Twoich błędów? Jest coś, na co powinni zwrócić szczególną uwagę na początku swojej kariery?

Chcesz pomóc innym lekarzom w wyborze?

Przeczytaj również pozostałe artykuły z cyklu "Wspomnienia z:"

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Jacek Bujko
autor BML
Trener szermierki, specjalista medycyny rodzinnej, dumny ojciec. Członek zarządu Grupy Młodych Lekarzy i Rezydentów Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce oraz brytyjskiej organizacji lekarzy-zastępców NASGP. Doktorant Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, prowadzi zajęcia z diagnostyki laboratoryjnej dla studentów III i IV roku Wydziału Lekarskiego. Ukończył szkolenie specjalizacyjne z medycyny rodzinnej w Szczecinie, dokształcał się w Holandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii a zawodowo zajmuje się zastępstwami w POZ - pracował w licznych praktykach lekarzy rodzinnych w Polsce - więc wie co nieco o tym, jak może być, jak jest i jak bywa.

Jeden komentarz na temat “Wspomnienia z rezydentury: medycyna rodzinna. Część 2: Szkolenie specjalizacyjne”:

  1. Ten brak poszanowania przez lekarzy innych specjalności/ze szpitali/AOS chyba jest najbardziej wyraźny w praktyce lekarza rodzinnego. Niestety, cieżko wymagać żeby pacjenci myśleli o rodzinnym inaczej niż „lekarz ogólny” skoro nawet koledzy ze szpitali tak myślą. I robią w dodatku.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!