Pamiętnik Lekarza Stażysty. Część 4: Dyżury na SOR. Jedna wielka paranoja i najlepsze miejsce do nauki.

W dzisiejszej części pamiętnika o pierwszym dniu w macierzystym szpitalu i pierwsza część o 12 dyżurach na SOR w ramach stażu w Poradni Lekarza Rodzinnego. Szpitalny Oddział Ratunkowy to niekończąca się opowieść, dlatego będzie długo i w częściach. Dowiemy się dziś, jak najszybciej w tym kraju zrobić sobie tomografię głowy oraz dlaczego lepiej nie mówić pacjentowi, że robi się coś pierwszy raz.

SOR – Dyżur nr 1.

Wejście

5 października, przed 15 docieram do szpitala. Schodzę do szatni stażystów. Mamy swoją własną, z szafkami zamykanymi na klucz, nie trzeba całego majątku wozić ze sobą. Obiło mi się o uszy, że nie jest to podobno w Polsce standard. Niestety szafki są tak antywłamaniowe, że kiedy zapomniałem kluczyka, po prostu rozebrałem ją przy pomocy scyzoryka, przebrałem się i złożyłem z powrotem. Wychodzę z klatki schodowej na korytarz SOR i… cholera, w kolejce 11 stażystów. Przypadnie 4 na 1 dyżurnego. Pamiętam, ile się można było nauczyć na studiach w takiej grupie. Max to 2 osoby na lekarza, a idealnie byłoby 1 na 1. No nic, może nie będzie tak źle. 15:05 na zegarach, wchodzimy.

Doktorze, możemy?

Pytam dyżurnego, czy przyjmie nas na dyżur – niektóre oddziały / szpitale uwzględniają stażystów w normalnym grafiku dyżurowym (ale jest to mniejszość), w innych trzeba z kilkudniowym wyprzedzeniem powiedzieć, kiedy zostaje na dyżur. Najczęściej, tak jak to u nas na SOR po prostu przychodzisz i dyżurujesz. Ma to swoje wady i zalety. Zalety – pozwala dostosować dzień do nagłych zmian planów, pogody, korków, zdrowia itd. Wady – zdarza się, że wszyscy przyjdą jednego dnia, bo nie ma grafiku. Dyżurny się zgadza, ale widząc ilu nas jest zaczyna kręcić nosem. Ustalamy zasady dyżurowania. Nie może być tak, że wpadamy w 12 osób na raz.

Dużą wadą stażu na SOR jest to, że nie każdy szpital uprawniony do przeprowadzania stażu go posiada. Odsyłają więc swoich stażystów do innych placówek. Na SOR są jednocześnie stażyści SOR, dyżurujący z POZ tacy jak ja i goście z innych szpitali w okolicy. Ustalamy, która grupa przychodzi w które dni. Robię zdjęcie rozpiski dyżurów (by robić, to trzeba chodzić, kiedy dyżuruje chętny do nauczania lekarz).

Nauka przez handel wymienny

Jeśli chcecie się czegoś nauczyć, chyba nie ma lepszego miejsca. Tu jest wszystko. Od sraczki po NZK. To jednak nie jest uczelnia, lekarzom nie płacą za nauczanie stażystów. Chcesz się nauczyć – pchaj się do pomocy, pytaj czy możesz przyjąć, proś by Ci coś pokazali. Jeśli odciążysz trochę dyżurnych, to oni sami w ramach podziękowania nauczą Cię tego i owego. Jeśli odciążysz pielęgniarki i ratowników, Ci chętnie nauczą Cię zakładać wkłucia i opatrunki. Po co? Jeśli chcesz wyjechać za granicę, to jest to ważna umiejętność, a od praktyk na 1 roku trochę minęło. W większości krajów zachodu robi to lekarz, a nie pielęgniarka, dlatego warto umieć je założyć. No i załoga jest milsza jak się jej pomaga, ale tego chyba nie muszę tłumaczyć?

Mój pierwszy pacjent.

Z racji tłumu dobieramy się w pary, by zwiększyć szansę na robienie czegokolwiek. Dyżurny ze stosu kart oczekujących pacjentów wybiera “prostsze przypadki” i każe nam je przyjmować.

Pierwszy pacjent! Wraz z kolegą dostajemy kartę, na której prócz danych pacjenta (M. 65l) widnieje odręczny dopisek “nieleczona cukrzyca, uraz palców stopy P”. Wychodzę, wołam pacjenta. Wchodzi z żoną. Zapraszamy na leżankę.

Pacjent nie leczy cukrzycy, bo ta go nie boli, więc po co się faszerować lekami. Oglądamy nogę, tętno niewyczuwalne nawet pod kolanem. Odwijamy opatrunek ze stopy. Uderza nas zapach, który do spółki ze smrodem niedomytych alkoholików-bezdomnych jest naczelnym zapachem oddziału – słodko-mdlący zapach gnijącego ciała. Mi po dwóch miesiącach dyżurowania nie udało się jeszcze do końca do nich przyzwyczaić. Może kiedyś.

Palce są czarne, zimne i bez czucia, po prostu martwe, a stopa obrzęknięta i czerwona. Wracamy do dyżurnego, a ten po nas sprawdza pacjenta. Test zakończyliśmy pomyślnie. Dwa palce do amputacji, dyżurny pyta, czy pan wyraża zgodę. Ten jest w szoku, jak to obciąć, dlaczego, przecież tylko niegroźnie uderzył o szafkę?! Lekarz cierpliwie tłumaczy, że cukrzycę trzeba leczyć, że to powikłanie. Żona pacjenta z nutką satysfakcji w głosie mówi, że nie leczyłeś, bo nie bolało, to teraz będzie. Chyba ma nadzieję, że mąż zacznie teraz o siebie dbać. Dyżurny z góry ściąga naczyniowca, a ten przyjmuje pacjenta. Pacjent idzie na oddział. To wielki minus SOR, że człowiek później rzadko kiedy się dowiaduje, co było dalej z jego pacjentem. Tyle osobistej historii, czas na ciekawsze rzeczy.

Pozostałe dyżury czyli co warto zobaczyć/ zrobić na SOR.

Przez moje pozostałe 11 dyżurów na SOR bywało nas raz z 10 osób, innym razem byłem sam. Wiadomo kiedy najwięcej się nauczyłem, dlatego warto ze znajomymi mieć jakąś grupę dyskusyjną planującą kto kiedy przychodzi. A zwłaszcza warto przychodzić w piątki. Poniższy opis jest w miarę chronologiczny, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotyczny. Jest to spis porad, przemyśleń i co ciekawszych przypadków z dyżurów na SOR. Część pierwsza:

Codzienny rytuał: Astrologowie ogłaszają tydzień plagi, populacja stażystów zmniejsza się.

Tak jest na każdym dyżurze na SOR. Kiedy dyżurny zaczyna podbijać dyżury, liczba stażystów w cudowny sposób zmniejszyła się przynajmniej o połowę. Lepiej dla tych co zostają, każdy ma wtedy swoich pacjentów. Czyli wszyscy mają profit.

Nikt nie musi wiedzieć, że to Twój pierwszy raz

Nigdy, przenigdy, nie mówcie przy pacjencie, że robicie coś pierwszy raz. Jeden z nich mocno poczerwieniał po tym, jak z koleżanką założyłem mu kołnierz ortopedyczny. Koleżanka po wszystkim palnęła, że robi to pierwszy raz, pytając czy ja to już robiłem. Bez zastanowienia, zanim ugryzłem się w język odparłem, że tak, raz już zakładałem.
To nic, że dobrze założyliśmy, (dyżurny po nas sprawdził) ale co sobie pacjent pomyślał to jego. Wyobraźcie sobie co pomyślał pacjent, któremu inna koleżanka zakładała cewnik Foleya tłumacząc swoją niepewność w podobny sposób…

Dlaczego SOR to paranoja?

Proszę, oto od czego jest w Lublinie SOR. To standardowy przypadek, podobny jest przynajmniej raz dziennie:

ZRM (zespół ratownictwa medycznego, czyli karetka) przywozi na wózku wątpliwie pachnącego jegomościa. Na karcie “ból kolana, nieubezpieczony” Rozmowa?:

– Co się stało, że przyjechał Pan na Szpitalny Oddział Ratunkowy
– Od pewnego czasu mam problem z kolanem…
– Od kiedy?
– Od 6 lat
– EEE. I PRZYJECHAŁ PAN Z TYM NA SOR ZAMIAST DO ORTOPEDY?
– No, bo wtedy to potrącił mnie samochód i teraz mi się odnowiło.

Kurtyna.

Podziwiam lekarzy, którzy tam dyżurują i nie wywalają takich ludzi z hukiem za drzwi. Może powinni. Zastanawia mnie jednak bardziej, kto mu przysłał karetkę?!

Nie zawsze niewinny opis to “zielony” pacjent.

Widzę na karcie: “rana głowy, uderzenie o drewnianą szafkę”. Zapraszam pana, który cierpliwie czeka w poczekalni. Pacjent w zabiegowym zdejmuje opatrunek, a łukowaty płat skóry odkleja się i zawisa jak ucho Misia Uszatka nad okiem, przesłaniając wzrok. Rana ma 20cm długości! Pacjent zafundował ją sobie wstając i uderzając o drewniany kant. Aż się wierzyć nie chce. Dlatego zanim odłoży się kartę “w kolejkę” lepiej zerknąć na pacjenta. Nawet jeśli triage jest zielony.

W teorii na SOR trafiają ciężkie i nagłe przypadki

W międzyczasie pojawiają się pacjenci ortopedyczni, ale że wszyscy ortopedzi od kilku godzin stoją na bloku i jeszcze trochę to potrwa, rezygnują albo jadą do innego szpitala. M.in z gwoździem w nodze. Jak się okazało, gwóźdź tkwił tam od dobrych kilku lat. Zamiast do rodzinnego a potem do ortopedy, to migiem na SOR, bo tu się krócej czeka. SORy naprawdę poważnie rozładowują kolejkę do świadczeń AOS i POZ.

SOR to nie izba wytrzeźwień, ale kogo to obchodzi?

Państwo Polskie wydaje kolosalną kasę na ludzi, których jedyny wkład w rozwój tego kraju, to branie renty z powodu choroby alkoholowej i wydawanie jej na akcyzę od napojów alkoholowych. To jest dla mnie niepojęte, na oko prawie 1/3 interwencji na SOR dotyczy kloszardów, meneli i zapitych prymitywów, którzy próbują pobić udzielających im pomocy ratowników. W Lublinie jest Izba Wytrzeźwień, ale noc kosztuje 300 zł. Nasi pacjenci za nią nie zapłacą, więc przywozi się ich na “darmowy” SOR, zwłaszcza, że mój szpital ma oddział Toksykologii. Kto trafia do wytrzeźwiałki? Nie wiem. Za to “normalni” pacjenci grzecznie czekają w kolejce. Najszybszy sposób, żeby w tym kraju zrobić sobie CT głowy? Wypić piwo i powiedzieć, że się uderzyło o podłogę. CT z opisem w 30 minut od przyjęcia. PARANOJA. Nie dziwię się jednak lekarzom, że je zlecają, bo kto za nich pójdzie do więzienia, gdy 99 gagatków będzie zdrowych, a trafi się 1 co serio coś sobie zrobił, a oni go odeślą? Sam byłem świadkiem, kiedy na jednym z dyżurów okazało się, że jeden z takich pacjentów “3 promile +” w CT ma krwiaka podpajęczynówkowego. Gdyby za wizytę na SOR płaciło się choćby 5 zł, kolejka byłaby krótsza o 30%. Bo za 5zł to już można Amarenę kupić.

Pierwsze zabiegi na SOR. Dlaczego warto mieć ze sobą dyżurnego, zwłaszcza na początku.

Na drugim dyżurze dociera do mnie, że zaraz będzie moje pierwsze w życiu szycie przytomnego pacjenta. Już nie na bloku czy manekiny, sztuczne skóry, kurczaka i świńskie nóżki. Może trzeci raz w życiu znieczulam nasiękowo, na szczęście nie jest to trudne, tylko trzeba uważać, by igła nie odskoczyła od strzykawki. Zszywam dłoń, rozcięcie fałdu skóry pomiędzy kciukiem a 2 palcem. Nie pomaga fakt, że pacjentka się rusza, koniecznie chcąc widzieć, co ja dokładnie robię. Wyczuwa moje niedoświadczenie, bo pyta dyżurnego czemu ją szyje “taki młody doktor”. Dyżurny odpiera, że albo taki, albo żaden, bo inni są zajęci, a my się na kimś musimy uczyć (za co jestem mu wdzięczny). Pacjentka już nic nie mówi, za to Kolega stażysta stojący za moimi plecami nie pomaga, zapewniając pacjentkę, że robię to co najmniej setny raz w życiu i mam fach w rękach. Oczekiwania pacjentki rosną.

Zszywam, ale wydaje mi się, że jest trochę krzywo i za duży odstęp między szwami. Dyżurny mówi, że dobrze i pomaga mi założyć sączek. To też robię pierwszy raz w życiu. Po tym jak pacjentka wychodzi, dyżurny tłumaczy mi jak poprawić szew, że było ok, w sam raz miejsca pozostawione na sączek. Kiwam głową, choć jestem pewien, że wie, że zostawiłem akurat tyle… przez przypadek. No nic, następnym razem będzie lepiej. Przynajmniej wiem co poprawić i ktoś po mnie sprawdza. A nie jest to niestety na SOR standard.

Na dziś to tyle o SOR, w następnym odcinku reszta informacji z dyżurów, później kursy z izby i zaczynam psychiatrię. Do zobaczenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Jakub Kosikowski
autor BML
Lekarz Stażysta z Lublina. Wielki fan Rocka, Star Wars, fantastyki (Pratchett, Tolkien), gier komputerowych i wszelakich RPGów. Dawniej w AZS i Samorządzie, obecnie sędzia piłkarski i zapalony bramkarz futsalu.
"Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie." - Fryderyk Nietzsche

Komentarze na temat “Pamiętnik Lekarza Stażysty. Część 4: Dyżury na SOR. Jedna wielka paranoja i najlepsze miejsce do nauki.”:

  1. dzięki za patent jak szybko zrobić TK głowy – nie będę musiał czekać – a piwo lubię 😉
    czy w ten sam sposób można liczyć na załatwienie RM ??? (mniej szkodliwy od TK )
    ale chyba nie bo w takich przypadka to robi się badanie na cito a wtedy ponoć TK a nie RM

    1. Z tego co się orientuję, w poziomie SOR musi być TK a nie MR. Zwłaszcza ze względu na czas badania, zanim zrobisz takie MR, to pacjent już się pewnie skrwawi np do brzucha, a TK kilkanaście sekund i leci dalej.

    2. Zdecydowanie tak, jak mówi autor! Poza tym, KT lepiej służy obrazowania ostrego krwawienia i jest stosunkowo tańsze oraz powszechniej dostępne od MR. Dlatego jest metodą z wyboru w obrazowaniu mózgowia na SORze. Sam jestem ciekaw, czy są jakieś wskazania do zrobienia rezonansu na cito pacjentowi przyjętemu na SOR i powiedzmy – przytomnemu.

  2. W tym momencie człowiek się cieszy, że robi staż w Olsztynie 😉 Na SORze 3 dyżurnych lekarzy, a ze stażystów tylko ja. Codziennie. Do tego badaj kogo chcesz, uzupełniaj dokumentację, a dyżurni później tylko sprawdzą i ewentualnie dadzą dobre rady.
    Po części wynika to z faktu że na cztery szpitale w mieście stażystów jest łącznie trzydziestka, SORy dwa, a ordynator u nas z góry ustalił, że na SOR max tylko dwójka. Żal nie korzystać 😉

  3. Takie czynności jak proste szycie chirurgiczne, powinno się opanować dużo wcześniej, a nie na stażu mieć swój pierwszy raz.

    1. Drogi Tomie, nie napisałem, że pierwszy raz w życiu szyłem, bo w trakcie studiów m.in pracowałem jako unterassistant arzt w Szwajcarii na bloku ortopedii i może nie wirtuozyjnie, ale zszyję.

      Za to nie wiem jak Ty, ale ja w trakcie studiów w Polsce nigdy nie szyłem przytomnego, trzeźwego pacjenta. Zawsze blok, albo pijanych, stąd opis, że to był pierwszy raz, bo nigdy się nie ruszali i nie próbowali za wszelką cenę zobaczyć co robię.

      Polecam najpierw przeczytać, a nie od razu z wyższością komentować 🙂

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!