Pamiętnik Lekarza Stażysty. Część 5: Dyżury na SOR cz. 2: Lekarz Lekarzowi Wilkiem

W najnowszej części pamiętnika o kolejnych dyżurach na SOR w ramach stażu w Poradni Lekarza Rodzinnego. Opowiem dlaczego moim zdaniem niektóre szpitale powiatowe powinny wylecieć z sieci szpitali, jak to jest kiedy umrze pacjent i dlaczego dyżurni nie lubią stażystów. Zapraszam do lektury.

Dyżury na SOR – część druga

Piątek to najlepszy dzień dyżurowania, a Polacy niestety się nie myją

Na SOR multum pacjentów i mało stażystów. Fajnie dla wszystkich, bo jedni mają weekend, a drudzy dużo się nauczą. Dziś pomagam ortopedzie i z każdym kolejnym gipsem utwierdzam się w przekonaniu, że Polacy to jednak jak nie muszą, to się nie myją. Uprawiam sporo różnych sportów i z tego powodu “mam karnet na urazowej części SOR”. Wiem z autopsji jak to jest być miesiąc w gipsie i jak wygląda higiena takiej zagipsowanej części ciała, kiedy gipsu niestety się zamoczyć/umyć nie da. Za każdym razem zanim coś sobie dam zagipsować to dokładnie to myję, jak do operacji.

A pacjenci? Przyjeżdża rolnik, zeskoczył z ciągnika w gumofilcach, coś chrupnęło, nie mógł stanąć, pojechał na SOR. Oglądamy, noga jak się domyślacie, prosto z roboty na roli, więc nie najczystsza. Po zrobieniu RTG okazało się, że jest złamana. Tłumaczę pacjentowi, czekając na dyżurnego ortopedę, że warto by było teraz nogę do kolana umyć, bo na kilka tygodni będzie to niemożliwe, a po pracy jest po prostu brudna i szybko zacznie śmierdzieć. Grochem o ścianę, pomimo namów żony, pan nie widzi takiej potrzeby. Pomagam ortopedzie zagipsować taką jaka była. Brudną. I to nie jest odosobniony przypadek, a codzienność na SOR.

Jak wygląda kocioł na SOR? Bierzcie i przyjmujcie ze stosu wszyscy

„Nie wyobrażam sobie pracy w taki sposób po 50 roku życia. Czyli jednak nie ratunkowa.”

Czasami na SOR robi się taki korek, że dyżurny odsiewa proste przypadki i każe nam “przyjmować samemu, bo inaczej ludzie będą godzinami czekać”. Bierzemy – rana głowy, AT podana, do zszycia. Szyjemy sami i bardzo żałujemy, że nie ma z nami Pani Pielęgniarki, albo że nie uważaliśmy kiedy ona kompletowała cały zestaw z szafek. Przez to tyle samo nam się zeszło z przygotowaniem, co z szyciem. Pacjent mający długie włosy nie wyraził zgody na ogolenie miejsca szycia (Panie Doktorze, będę głupio wyglądać), dlatego długo to trwało, ale udało się. Zgarniamy jednak burę od pielęgniarki, że nie wpisaliśmy zestawu do szycia do rzeczy zużytych. Teraz już wiemy, co skąd brać i gdzie wpisać.

Cały dyżur przyjmujemy kolejnych pacjentów, których jest od groma. Ta praca jest świetna, aż chciałbym zrobić ratunkową i pracować na SOR. Po chwili jednak przychodzi refleksja. Nie wyobrażam sobie pracy w taki sposób po 50 roku życia. Czyli jednak nie ratunkowa.

Pierwszy naoczny zgon

Na początku jednego z dyżurów pada komenda, że jedzie do nas karetka z wypadku na budowie, na masażu, szykują zabiegowy.

Walka o przeżycie

Pierwsze co szokuje, to widok rannego. Na budowie osunęła się ziemia. Wydaje ci się, że taki piasek to jest lekki i sypki? To podnieś sobie jego worek. Potem zastanów się, ile waży taka wywrotka. Gołym okiem widoczne są liczne obrażenia, które odniósł poszkodowany.

Drugie co robi na mnie ogromne wrażenie, to spokój i pewność z jakimi załoga SOR po kolei wykonuje całą procedurę ratowania życia, zakłada potrzebne wkłucia, respirator, Lucasa, pobiera badania, robi FAST i sprawdza parametry. W pewnym momencie i im brakuje rąk do pracy i proszą nas o pomoc, której chętnie udzielamy.

Po 45 minutach walki, dyżurny niestety stwierdził zgon. Wychodzimy z lekka przybici całą sytuacją. Niby nie pierwszy raz widzę coś takiego, ale po raz pierwszy “już jako lekarz”. Niestety nie ma dłuższej chwili na refleksję, bo przez ten czas zrobiła się duża kolejka i siadamy do przyjmowania pacjentów. Wywołując kolejnego w kolejce pacjenta widzę rodzinę płaczącą w poczekalni, już powiadomioną o śmierci bliskiego. Z kolejnych przyjętych pacjentów niewiele pamiętam.

Co się dzieje, kiedy SOR jest ślepy?

Dwa razy w trakcie dyżurów ma miejsce sytuacja, że radiologia i hemodynamika mają nie mieć prądu, więc cały szpital będzie nie dość, że ślepy to jeszcze “bez serca”. W CPR o tym wiedzą, dlatego wszystko co wymaga diagnostyki i hemodynamiki ląduje na innych SOR-ach (ich załogi muszą być przeszczęśliwe). Pacjenci klną i mają do nas pretensje, jakby to była nasza wina. Niektórzy decydują się czekać aż prąd wróci, inni stwierdzają, że jednak nie potrzebują pomocy SOR, jeszcze inni jadą do innych szpitali. Dla nas stażystów to chwila oddechu, dla dyżurnych błogosławieństwo.

Dzięki pracy w dni bez prądu, dowiadujemy się z opowieści, że największym wrogiem lekarza na SOR-ze są często inni lekarze. Po chwili mamy niestety idealny przykład powyższej tezy.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Jakub Kosikowski
autor BML
Lekarz Stażysta z Lublina. Wielki fan Rocka, Star Wars, fantastyki (Pratchett, Tolkien), gier komputerowych i wszelakich RPGów. Dawniej w AZS i Samorządzie, obecnie sędzia piłkarski i zapalony bramkarz futsalu.
"Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie." - Fryderyk Nietzsche

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!