Oszukiwałam samą siebie, może ty też to robisz

Egzystujemy w czasach, kiedy kariera jest na pierwszym miejscu. Od dekady ta tendencja zdecydowanie się nasila, szczególnie wśród kobiet. Coś, co w czasach naszych rodziców, owszem zdarzało się, jest teraz absolutną normą. Czasem zadziwia mnie jak daleko można się posunąć, kiedy życiem steruje ambicja. Jestem lekarzem, w moim środowisku rządzi ambicja. W pewnym momencie nie do końca świadomie popadłam w ten wir.

Gdzieś zasłyszałam historię, jak matka pewnej małej dziewczynki chciała jej zapewnić dobry start w przyszłość, postanowiła więc od początku wychowywać ją jak chłopca. Wszak każda większa firma jest silnie zmaskulinizowana, aby mała umiała się poruszać w takich realiach, kobieta postanowiła „pomóc” jej od początku. Pilnowała, by nie rozklejała się, gdy się przewróci, uderzy czy zdarzy coś przykrego. Starała się też powściągliwie okazywać uczucia, nie przytulając małej panienki. Zachęcała do wspinaczki po drzewach i rywalizacji z innymi dziećmi. Zapisała na dodatkowe zajęcia ze sportów walki, nie pytając przy tym jakie jej córeczka ma o tym zdanie.

Maluchy w pewnym wieku są dość posłuszne, więc dziewczynka nie skarżyła się, wydawała się nawet całkiem zadowolona, spełniając polecenia mamy. Któregoś dnia kobieta wróciła wcześniej z pracy, rzuciła okiem na pokój małej, gdy ona w najlepsze bawiła się ciężarówką. Zadowolona z realizacji swego pomysłu, matka przeszła dalej, by poprawić makijaż w lustrze. Już miała przywitać się z córką, kiedy zbliżała się do drzwi, dobiegło ją z pokoju:

– Nic się nie stało. Nie płacz, ciężaróweczko. Niestety w życiu jest tak, że jeśli nie dbasz o realizację własnych marzeń, ktoś zatrudni cię do realizacji swoich…

Zaintrygowana podeszła do framugi. Dziewczynka tuliła w ramionach samochodzik owinięty w kocyk i czule głaskała wywrotkę.

– Wszystko będzie dobrze – dodała i zaczęła śpiewać zabawce kołysankę.

Ta historia chodziła za mną bardzo długo i zastanawiałam się, czemu tak jest, aż zrozumiałam, że dokładnie to samo robiłam… sama sobie.

Jestem lekarzem, w moim środowisku rządzi ambicja, popadłam nie do końca świadomie w ten wir. Tytuły naukowe, specjalizacje, już w czasie studiów promowane jest pisanie prac, gdzieś mimochodem zaczyna się myśleć takimi kategoriami. Jeśli człowiek nie stanie i nie zastanowi się, czego sam tak naprawdę chce łatwo wpaść w powyższy schemat. Niestety w życiu jest tak, że jeśli nie dbasz o realizację własnych marzeń, ktoś zatrudni cię do realizacji swoich…

Jak tylko sięgnę pamięcią wiedziałam, co chcę robić w życiu – chciałam mieć rodzinę, dużą. Moją ulubioną rozrywką już w przedszkolu była zabawa w dom. Najbardziej cieszyło mnie, kiedy uczestniczyła w tym cała grupa. Siadaliśmy do wyimaginowanej kolacji, przy kilku złożonych ze sobą stoliczkach i udawaliśmy, że jemy wspólny posiłek. Najlepsze wspomnienia wakacyjne? Cóż, nie polecę Wam konkretnych miejsc, dla mnie ważniejsze było nie to gdzie jestem, ale z kim.

W podstawówce odliczałam dni, gdy całą rodziną, jak co roku zgromadzimy się przy jednym stole, u Cioci i Wujka w domku letniskowym na Kaszubach. Do dziś z sentymentem wspominam lato, gdy chatka pomieściła 23 osoby. Z ekscytacji wstawałam codziennie o 6 rano, bo chciałam żeby dzień trwał jak najdłużej. Dzielnie pomagałam przy rozstawianiu zastawy stołowej, dla całej gromady. Popołudniami wyruszaliśmy na grzyby, podchody czy pływać. Uwielbiałam to…

Aż urodziłam dziecko i siedzę sobie na tym macierzyńskim, całkiem szczęśliwa jako klasyczna kura domowa.Ambitne środowisko z lat studenckich zagłuszyło gdzieś we mnie te marzenia, czułam się z nimi nie na miejscu. Mówić ze łzami w oczach, że tak niesamowicie pragnę rodziny, podczas gdy znajomi dążyli, by zostać chirurgiem czy kardiologiem… wstydziłam się. Do tego stopnia, że zaczęłam sobie wmawiać, że też chciałabym zostać kimś! Zabawne, oszukiwałam się tak bardzo, że próbowałam szukać problemu w sobie: czemu mnie to nie interesuje? Przewertowałam wszelkie poradniki psychologiczne: może to lęk przed porażką albo nie, bardziej przed sukcesem? Może to prokrastynacja lub niemoc w stresie, charakteropatia? Dlaczego nigdy nie myślałam o doktoracie i czemu, do jasnej anielki, dalej nie wiem, jaką chciałabym mieć specjalizację?

Aż urodziłam dziecko i siedzę sobie na tym macierzyńskim, całkiem szczęśliwa jako klasyczna kura domowa. Gotuję obiady, piorę i głaszczę po głowie tę małą ciężaróweczkę w kocyku.

– Wszystko będzie dobrze… – mówię do siebie.

Dalej tego do końca nie rozumiem, skąd ta radość skoro żadnych tytułów ani osiągnięć nie ma? Jednak coś w sercu się rozlewa po cichu. Moja prawdziwa kobieca natura wygrała…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Dominika Wojsz
autor BML
Absolwentka WUM, lekarz rezydent medycyny rodzinnej. Odkąd zostałam Mamą cała wiedza medyczna uległa weryfikacji, chciałabym patrzeć na zdrowie oczami pacjentów, żeby lepiej ich zrozumieć. Najtrudniej przekazać rzetelną wiedzę opartą na EBM w prostych słowach. Stąd pomysł na stronę, chcę rewolucji macierzyństwa! Rozwoju dla mam, nie tylko mam lekarzy, pielęgnowania tych przemian, jakie w nas zachodzą. Pozbycia się wyrzutów sumienia i kompleksu bycia niewystarczającą. W końcu szczęśliwa Matka, to szczęśliwe dziecko. Rodzina i medycyna wcale się nie wykluczają, co pokazuję www.mamalekarz.pl której jestem twórcą i właścicielką, zapraszam.

Komentarze na temat “Oszukiwałam samą siebie, może ty też to robisz”:

  1. Świetnie Cię rozumiem! Do niedawna również miałem wyrzuty sumienia powodowane chęcią bycia zwykłym człowiekiem. Wciąż pojawiają się czasami głosy z tylu głowy gdy ktoś w koło snuje plany wielkiej kariery naukowej i zawodowej. A ja ciucho, z boku uśmiecham się w duchu bo obiecałem sobie, że kariera może dostosować się do mnie, a nie ja do kariery. Każdy odpowiada za siebie i za za to aby przeżyć swoje życie w sposób satysfakcjonujący. 🙂

    1. Piękne,bardzo mi bliskie- zadaj sobie pytanie co jest dla Ciebie ważne? To praca ma się do Ciebie dostosować, nie Ty do pracy. Lata studiów mijają, alw niestety system pozostaje w głowie… Pozdrawiam Dominika

  2. Jak wspaniale przeczytać coś takiego! Jakbyś siedziała w mojej głowie. Mój pęd zaczął się już w podstawówce. Musiałam być zawsze najlepsza. I byłam. Przez wszystkie lata edukacji obserwując to co dzieje się dookoła wzrastało we mnie odrębne pojęcie „silnej i niezależnej kobiety”. Planował studia, prestiżowy zawód, piękny dom i samochód. I rodzinę ale tę stawiałam na samym końcu. Dopiero po 30-stce. I żyłam tym przekonaniem przez kilkanaście ostatnich lat. Poświęcalam się tylko nauce bo przecież ona miała zapewnić mi świetny start w dorosłe życie. Zdałam maturę, dostałam się na medycynę i sobie studiuję. I moje myślenie się zmieniło. Gdy ktoś zapytałby mnie teraz jak widzę siebie za 7 czy 10 lat to odpowiedziałabym całkowicie inaczej. Miejsce ogromnej fortuny i wspaniałego domu zastąpiłby mały dom z ogrodem, z dziećmi i mężem u boku. Śmieszne? Być może dla niektórych z Was. Po tylu latach zrozumiałam, że robiłam to, czego inni ode mnie oczekiwali. W międzyczasie zatraciłam samą siebie.. Dziękuję Ci za piękny artykuł. Tulę Cię mocno i życzę z całego serca wszystkiego co najpiękniejsze! 🙂

  3. Kinga dosłownie opisujesz moją drogę…mam wrażenie, że wśród lekarek jest bardzo dużo 5-tkowych uczennic, grzecznych dziewczynek. Ale grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne…tam gdzie chcą. Pozdrawiam, autorka 🙂

  4. Moim zdaniem tekst bardzo potrzebny, takie inne spojrzenie, pod którym mogę się powoli zacząć podpisywać także ja. Również od pierwszych klas podstawówki byłam bardzo ambitna, pracowita, czerwone paski, wygrane konkursy… Potem radość z dostania się na studia, znów ambicja i stypendia, patrzenie na koleżanki piszące prace i wewnętrzny głos „ty też powinnaś się rozwijać!”. Ale gdzieś w połowie studiów w natłoku zajęć i przy wzięciu pod lupę aktualnej sytuacji młodych lekarzy czar zaczął pryskać. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że ambicja i pesja dają mi tak mało, a zabierają 90% życia, zdrowie i dobry kontakt z bliskimi. Po prostu chyba nie mam predyspozycji, siły charakeru żeby piąć się i piąć wyżej, a z drugiej strony marzę o normalnej rodzinie, szczęścia z której na pewno nie potrafiłaby zastąpić mi najlepsza praca. Po prostu każdy musi znaleźć najwłaściwszą drogę dla siebie.

  5. Jejku jaki swiety tekst! Dziekuje Ci za taka szczerosc.
    Stanac w prawdzie. Tez tego tak na prawde chce, ale rodzina i znajomi oceniaja nas przez to ile zarabiamy. Tak, zarobki sa miara sukcesu w zyciu. Znam ludzi, ktorych kardiologia czy ginekologia w ogole nie kreci, ale wybieraja to dla lepszych zarobkow, stabilnosci. Tylko, ze latwo sie w tym wszystkim pogubic. Ja marze o mojej pediatrii/internie/med, rodzinnej, po ktorej bede ponoc „klepac biede”.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!