Zwyczaje godowe i dobór naturalny, czyli co nam się w sobie podoba

Czy Newton formułując trzecią zasadę dynamiki miał rację? W skrócie: jeśli ciało A działa na ciało B, to ciało B działa na ciało A z taką samą siłą. Śmiem wątpić. Przynajmniej, jeśli chodzi o związki międzyludzkie. Równanie na siłę grawitacji (im większa masa ciał, tym większe przyciąganie) też nie najlepiej je opisuje. Czy w ogóle można mówić o naukowych podstawach określania tego, co jest atrakcyjne, a co nie jest? Można, ale nie będę już więcej nieudolnie odwoływać się do praw fizyki, ale do psychologii ewolucyjnej.

Obecność przerw między zębami może być związana z genetycznymi zaburzeniami, takimi jak: zespół Pfeiffera, Robinowa czy Rapp-Hodgkina.

Zarówno ewolucja jak i dobór naturalny istnieją – zdajemy sobie z tego mniej lub bardziej sprawę. Większość z nas jest również świadoma faktu, że dotyczy ona nie tylko zięb Darwina, ale i nas, ludzi. I to nie tylko te kilkadziesiąt tysięcy lat temu, ale także obecnie. Mimo iż nasz gatunek dąży do zlikwidowania wpływu doboru naturalnego w tym znaczeniu, że przeżywają i rozmnażają się nie tylko najsilniejsi, ale również osobniki mające problemy z płodnością, to nadal istnieją mechanizmy, które kierują naszym wyborem partnera, działając na poziomie podświadomości. Kilka z nich chciałabym opisać powołując się na prace naukowe publikowane m.in. w „PLoS One” autorstwa (bądź współautorstwa) dr Gayle Brewer z Preston, w Wielkiej Brytanii.

A po ilu kostkach ty się uśmiechniesz?

O tym, że uśmiech jest ważny w naszym codziennym funkcjonowaniu, świadczy chociażby nawiązywanie do niego w reklamach czekolady. Cytując pracę naukową:

„uśmiechanie się jest jednym z pierwszych oznak seksualnego zainteresowania drugim osobnikiem w naszym gatunku”.

Jeśli więc myślicie, że to zupełnie niewinna czynność i ludzie powinni wciąż i wciąż się do siebie nawzajem uśmiechać, to – według wspomnianej wcześniej pani psycholog – możecie się mylić. Chyba, że jesteście zwolennikami społeczeństwa poligamicznego. A co jest najważniejszego w uśmiechu? Zęby! To na nie zwracamy przede wszystkim uwagę w takich momentach. Okazuje się, że patrząc na uzębienie można wnioskować o wielu kwestiach, m.in. o generalnym stanie zdrowia, stanie odżywienia, zaburzeniach poznawczych, chorobach układu krążenia. Co za tym wszystkim idzie – o ewentualnym podwyższonym ryzyku opuszczenia tego świata szybciej niż szacuje to średnia przeżycia.

Aby wzbudzić zainteresowanie w kobiecie mającej 160 cm wzrostu, wystarcza 180 cm.

Zagłębiając się w szczegóły, braki w uzębieniu sugerują (odkrycie Ameryki…) złe nawyki higieniczne. Ich kolorystyka jest głównie zależna od diety i nawyków żywieniowych oraz wieku.

Natomiast obecność przerw między zębami – co wydaje się być najciekawsze – może być związana z genetycznymi zaburzeniami, takimi jak: zespół Pfeiffera, Robinowa czy Rapp-Hodgkina. W końcu przy wyborze partnera, z którym chcemy spłodzić potomstwo obciążenie genetyczne jest istotne.

Nic w takim razie dziwnego, że w USA rocznie wydaje się miliard dolarów na zabiegi czysto kosmetyczne dotyczące poprawy jakości uzębienia, czyli w gruncie rzeczy na ukrycie prawdy o wszystkich naszych wadach. Od palenia papierosów po zaburzenia osobowości i genetyczne włącznie.

Badania dotyczące tego aspektu urody wyglądały w ten sposób, że grupa złożona z 75 kobiet i 75 mężczyzn oceniała pod kątem atrakcyjności modyfikowane fotografie uśmiechniętych dziewcząt i młodych mężczyzn. Modyfikacje fotografii polegały na zmianie kolorystyki uzębienia oraz jego typu (zęby ustawione zbyt blisko siebie, normalnie i szeroko rozstawione). Najwyżej oceniane zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn były zdjęcia przedstawiające osoby z normalnie, prosto ustawionymi zębami (co w sumie nie jest zaskakujące), a najbardziej preferowaną była kolorystyka naturalna – hollywoodzko białe zęby wcale nie cieszyły się taką popularnością, jaką próbują nam wmówić reklamy wybielających past do zębów.

Wniosek – nad myciem zębów nie ma co się zastanawiać, ale już celowość ich wybielania, można poddać w wątpliwość.

Małe jest piękne, ale większe więcej może

Dobór partnera pod względem wzrostu to jedno z bardziej krzywdzących zjawisk, o których można znaleźć naukowe doniesienia. O higienie jamy ustnej decydujemy sami, natomiast na wzrost mają wpływ czynniki wymykające się spod naszej kontroli. Według badań populacyjnych wyżsi mężczyźni częściej umawiają się na randki niż ich niżsi (nie wstydźmy się tego słowa) rywale. Są także postrzegani jako będący bardziej asertywnymi, mający wyższy status socjoekonomiczny i zdolność do dominacji nad otoczeniem.

Częstość randkowania wynika nie tyle z ich większej atrakcyjności dla płci pięknej, ale z „dostępności” potencjalnych partnerek. Kobiety preferują mężczyzn wyższych od siebie, co wcale nie oznacza wysokich. To nie tak, że na widok dwumetrowego osobnika pod większością kobiet uginają się z zachwytu kolana. Aby wzbudzić zainteresowanie w kobiecie mającej 160 cm wzrostu, wystarcza 180 cm. Wysoki mężczyzna natomiast jest automatycznie wyższy od większej liczby kobiet, stąd ta „dostępność” i wyższa częstość randek. Różnica wzrostu między partnerami jest bardziej istotna niż ich bezwzględny wzrost i najczęściej wynosi między 15 a 25 cm. Również mężczyźni wolą niższe od siebie partnerki z bardzo podobnych powodów. Wyższe kobiety odbierane są jako bardziej asertywne i dominujące. Z tym że w tę stronę to najwyraźniej nie są już zalety.

Co za tym wszystkich idzie? Większy sukces reprodukcyjny wyższych mężczyzn oraz konflikt tragiczny całej płci pięknej. Dlaczego mówię o konflikcie, w końcu wydawałoby się, że jeśli wyżsi partnerzy są lepszym wyborem w kontekście przetrwania gatunku, to jaki konflikt? Otóż z tych samych badań wynika, że im partner wyższy tym mniej zazdrosny i bardziej skory do zdrad. Dlatego cytując:

„Związek seksualny z wysokimi mężczyznami jest mniej korzystny dla kobiet w kontekście długotrwałego związku niż z mężczyznami niższymi”.

Brzmi okrutnie, ale nie zapominajmy, że mowa o statystyce, a nie o tym, co etyczne, a co nie. Z jednej strony kobieta musi walczyć ze swoimi instynktami (wykazano, że w okresie dni płodnych kobiety najczęściej zdradzają i to właśnie z wysokimi mężczyznami), a z drugiej dbać o stabilność związku i rodziny, którą statystycznie częściej zapewniają niżsi partnerzy.

Z ciekawostek innego typu: badania te były przeprowadzane w czterech krajach: w Niemczech, Austrii, Polsce i Wielkiej Brytanii i w podsumowaniach autorzy piszą o wyraźnych związkach między wzrostem a atrakcyjnością seksualną w krajach zachodnich. Mała rzecz, a cieszy, bo w końcu nie jesteśmy zaliczani do Europy Środkowo-Wschodniej, ale do Zachodniej.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Anna Klimont
wpis gościnny
Studentka 6 roku na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Była harcerka, redaktorka naczelna gazety studenckiej „Puls UM”. Przyszła internistka. W ramach programu ERASMUS spędziła cudowny rok w Maladze, a korzystając z innego stypendium miała okazje praktykować w Edynburgu. Uważa, że świat najlepiej opisują reportaże i dobra fantastyka. Pasjonatka gotowania i jeżdżenia po świecie, najlepiej z mężem, namiotem i plecakiem na plecach. Ma słabość do gór o wschodzie słońca, białej czekolady i alpak.
„To do is to be” – Nietzsche "To be is to do” – Kant “Do be do be do” – Sinatra

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!