Pamiętnik Lekarza Stażysty. Część 6: Po co stażysta w POZ?

Praca w POZ to nieustanna, dość monotonna manufaktura recept, skierowań, zaświadczeń, zwolnień i klikania w “Bartoszmowi” przerywana badaniem pacjenta i opowieściami o wnukach. Ale czy to źle? W dzisiejszej części pamiętnika o stażu w Poradni Lekarza Rodzinnego i o tym, czy ma on sens. Odpowiedź w tekście.

POZ, po co to, jak działa i czy każdy tam powinien dorabiać?

Tak jak pisałem wcześniej, wybranie POZ proste, przynajmniej w moim szpitalu/izbie nie jest. Kiedy już tam traficie i wszystko się udało załatwić, odbębnicie pierwszy dzień (bo pierwszy, wiadomo na zapoznanie, zwiedzanie ośrodka, poznanie systemu pracy itd.) wraz z kolejnymi wizytami szybko wdrożycie się w rutynę pracy w POZ.

A wygląda ona tak: pacjent wchodzi co 30 minut (w niektórych POZ jest to 10-15-20, u mnie był luksus i było 30 minut, w międzyczasie upychane “nagłe przypadki” więc komfort pracy duży). Wchodzi do gabinetu, jeśli jest to “początek choroby”, to opowiada cały wywiad, objawy, doświadcza pełnego badania przedmiotowego, ma mierzone ciśnienie, cukier, robione ekg. Potem zlecania diagnostyka/leczenie/skierowanie do specjalisty. Jeśli wpada “kontynuować leczenie”, sam już często wie o czym ma mówić i wizyta się skraca. Najkrótsze są wizyty pt. “ja tylko po nową receptę” które wyglądają I trwają prawie tyle, co wypowiedzenie tych słów. Sprawdzenie danych, zapytanie czy wszystko ok, pacjent odpowiada “Ok”, bierze receptę i wróci w umówionym terminie, kiedy będzie wizyta pt. “kontynuacja leczenia”.

Praca w POZ to nieustanna, dość monotonna manufaktura recept, skierowań, zaświadczeń, zwolnień i klikania w “Bartoszmowi” przerywana badaniem pacjenta i opowieściami o wnukach. Ale czy to źle? Niewątpliwym plusem jest brak dyżurów, wolne święta i praca 8-18 we względnie spokojnych warunkach. Ta praca nie jest dla każdego. I tak powinno być.

Wiadomo, że na oko 75% rezydentów niezależnie od robionej specjalizacji trafi do POZ “dorobić” do głodowej rezydentury. Więc stażyści przynajmniej na początku są zainteresowani tą częścią stażu. Wszak stawka pierwszego lepszego POZ bije na głowę rezydenckie 14zł/h. Niestety, wady funkcjonowania systemu, nieporozumienia na liniach rodzinny-specjalista/poz-szpital często wynikają również z tego, że pracuje tam po prostu każdy. A nie każdy może mieć predyspozycje, by być przygotowanym do specyfiki medycyny rodzinnej.

Rodzinny powinien mieć kolosalną wiedzę z interny i pediatrii z elementami każdej innej dziedziny medycznej. By po prostu wiedzieć, kiedy można leczyć samemu, a kiedy wysłać dalej. Zostało mi to brutalnie uświadomione, kiedy pacjentka została kaleką przez własnego niekompetentnego rodzinnego do spółki z endokrynologiem. Dopiero rodzinny w miejscu mojego stażu dobrze ją zdiagnozował i wysłał do odpowiedniego specjalisty na leczenie. Zdrowia jej to nie wróci, ale przynajmniej choroba nie postąpiła dalej.

Zobaczy się pacjenta z zaawansowanymi objawami nowotworu, który dopiero się przemógł by pójść do lekarza. Albo z dyskretnymi, których inni nie wyłapali i go uspokajali, że zmyśla a rodzinny uratował mu życie. Jeśli ma się pecha, to czeka Cię 6 tygodni oglądania na przemian cukrzycy, astmy, nadciśnienia, wypisywania skierowań i recept. I nic ciekawego. Stąd chyba wyobrażenie, że rodzinny to niedouczony lekarz, który tylko kosi kasę ze stawki kapitacyjnej, a wszystko co wymaga jakiegokolwiek wysiłku odsyła do AOS/na SOR. Tyle, że to mylne i krzywdzące przeświadczenie.

Przynieś, podaj, pozamiataj?

Co robi stażysta w POZ? Niestety niewiele ciekawego. Dlaczego? Bo to dla POZ niewielki zarobek, a spore ryzyko. Stąd często nie różni się to od studenckiego “zbadaj, zbierz wywiad, ja zrobię resztę”. Trochę to smutne, bo często nawet chcąc coś robić, nie bardzo jest co. Stażysta nie wypisze leków 75+, recepty też lepiej jakby nie pisał, bo za tydzień go już nie będzie i kto poprawi? A jeszcze źle napisze i będzie sroga kara za 5 lat i kto go będzie wtedy szukał? ZLA lepiej też nie, bo to mój-specjalisty bloczek, stażysta swojego nie ma więc niech mi nie narobi błędów, bo ja za to odpowiadam. Papierów lepiej niech też nie pisze, bo to ja prowadzę pacjenta i kto wie czy ja to za 2 miesiące odczytam? I on się dopiero uczy więc pracuje powoli, pacjenci się denerwują, kolejka rośnie, wezmą się jeszcze przepiszą do konkurencji i stracę stawkę kapitacyjną. Niestety trochę trudno się specjalistom dziwić.

Czyli najlepiej – zmierz cukier, ciśnienie, zrób ekg, zbadaj, zbierz wywiad i potem patrz jak starszy lekarz pracuje nad papierami żeby było szybko. Na początku myślałem, że to nudne, bez sensu, po co dla czegoś takiego skończyć medycynę. Potem posiedziałem na SOR i stwierdziłem, że to miła odmiana jak nic się nie dzieje.

Czy jest sens, by ten staż trwał 6 tygodni? Byłby, gdyby stażysta wszystko robił sam, a specjalista go tylko nadzorował. W obecnej sytuacji, która wygląda tak jak opisałem powyżej, spokojnie można by się wyrobić z nauczeniem jak się pracuje w POZ w 2-3 tygodnie. 6 tygodni polecam tylko wtedy jeśli chcesz być rodzinnym, to warto się upewnić. Jeśli nie, to może po to by pooglądać pacjentów i wyłapywać później ciekawe, dyskretne objawy. Tylko czy trzeba to robić aż 6 tygodni?

Co będzie dalej?

Miałem nadzieję wynotować wam tutaj ciekawe przypadki podobnie jak z SOR, ale w sumie w porównaniu z SOR to w POZ nic specjalnego się nie działo. Kilku hipochondryków, babcie co są zdrowe ale chorują na samotność i chcą z kimś porozmawiać, faceci po pięćdziesiątce, którym się wydaje, że są nadal nieśmiertelni i mają po 20 lat, a cukrzyca i nadciśnienie to nie choroby tylko wymysł żony i koncernów farmaceutycznych. Przekrój pacjentów trochę jak stołu na święta, szalony wujek, chora babcia, pijący dziadek. O mierzeniu ciśnienia i osłuchiwaniu też ciężko długo pisać. Stąd nie przedłużam już bardziej tego tekstu.

Z na kolejną część, w której będzie o kursach OIL, później wybierzemy się na psychiatrię.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Jakub Kosikowski
autor BML
Lekarz Stażysta z Lublina. Wielki fan Rocka, Star Wars, fantastyki (Pratchett, Tolkien), gier komputerowych i wszelakich RPGów. Dawniej w AZS i Samorządzie, obecnie sędzia piłkarski i zapalony bramkarz futsalu.
"Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie." - Fryderyk Nietzsche

Komentarze na temat “Pamiętnik Lekarza Stażysty. Część 6: Po co stażysta w POZ?”:

  1. Podejście, że na rodzinną idą niedouczeni jest faktycznie bardzo krzywdzące, bo tak jak napisałeś – każdy jest inny. Każdy ma inny temperament , osobowość i oczekiwania.
    Jest sporo ludzi, którzy lubią adrenalinę – idą na ratunkową i później latają śmigłowcami czy pracują na SOR-ze. Inni lubią majsterkowanie – idą na ortopedię czy inną chirurgię. Inni lubią rozmawiać z pacjentami, interesuje ich wnętrze pacjentów i holistyczne do nich podejście – idą na psychiatrię. Inni nie lubią pacjentów – idą na radiologię czy patomorfologię. Inni wolą spokojną pracę, z wykorzystaniem wszystkiego po trochu, czego nauczyli się na studiach, bez dyżurów, bez stresu i pośpiechu – idą na rodzinną. Zresztą pokazują to wyniki LEKu. Jeśli miejsc byłoby tyle samo na każdej specjalizacji – średni wynik dostania się na daną seckę byłby podobny.
    Każdy specjalista jest potrzebny i licytowanie się kto jest większym czy bardziej potrzebnym specjalistą jest bez sensu.
    Czekam z niecierpliwością na ten opis stażu z psychiatrii – liczę na bardziej obszerny i szczegółowy niż ten, bo za szybko się go czyta:P

  2. Cześć Jakub Kosikowski, co myślisz o ustawie POZ-owskiej? Zakładając, że WEJDZIE, gdzie będą dorabiać rezydenci? Pytam bardzo poważnie, u wielu zarobek z POZ to większość miesięcznej pensji i niepokoi mnie to, a tekstow o tym brak.

    1. Myślę, że podobnie jak teraz będzie się ją dało obejść tak jak to robią do tej pory. Rezydent przyjdzie „w zastępstwo pod nadzorem lekarza POZ” i papier wszystko przyjmie. Dopiero uniemożliwienie takiego procederu naprawdę wyrzuci rezydentów z POZ. Ale na to się nie zanosi, bo rodzinnych krytycznie brakuje.

    2. Dzięki za odpowiedź, też mi się wydaje, że ten aspekt nowej ustawy w praktyce jest niemożliwy do wprowadzenia.

  3. To może w inny sposób – czego jako stażysta oczekujesz od stażu z medycyny rodzinnej? Jak byś to widział?

    Nasza przychodnia od niedawna jest na liście podmiotów uprawnionych do prowadzenia stażu z medycyny rodzinnej wojewody zachodniopomorskiego – chętnie się przygotujemy 🙂

    1. Szczerze? Będę potrafił na to w 100% odpowiedzieć dopiero po stażu, kiedy skończę wszystkie staże cząstkowe.

      Na chwilę obecną: Najpierw pokazania od a do z jak krowie na rowie co po kolei musi zrobić lekarz rodzinny z pacjentem. Jak wygląda taka idealna wizyta. Wraz z całym systemem informatycznym, receptami, skierowaniami. Potem towarzyszenie w tym procesie (i tutaj z reguły się kończy zabawa, bo kolejka duża, rodzinny nie wyrabia z pacjentami a co dopiero z nauczaniem). A na koniec możliwość załatwienia pacjenta od A do Z „samemu” pod czujnym okiem specjalisty. A specjalista na koniec poprawia jeśli trzeba, pokaże co lepiej zbadać, gdzie skierować i kiedy. A kiedy pacjent wyjdzie podpowie jeszcze co można poprawić w rozmowie z pacjentem, o co zapytać, jak przeprowadzić wizytę, kiedy uciąć opowieść o wnukach. Kiedy poradzić zmianę specjalisty. Czy leczenie tego jest jeszcze w kompetencjach rodzinnego, czy już do szpitala/AOS itd

      Nie wiem co więcej można wymyślić na tym polu, w rodzinnej co się będzie działo jest nie do przewidzenia w porównaniu z takim oddziałem chirurgii. Stąd trudno coś na sztywno zaplanować.

      Pytanie który POZ może sobie na to pozwolić, żeby stażysta „zrobił kilku pacjentów sam” kiedy kolejka jest duża, pacjenci chorzy i wkurzeni, a nfz szuka każdego najmniejszego błędu byle by nie zapłacić.

      Ale utopijnie to tak bym to widział.

  4. @Jakub Kosikowski

    O rety – szczerze? Żeby taki staż komuś urządzić to lekarz rodzinny musiałby dostać jakieś konkretne pieniądze na stażystę albo być bardzo, bardzo zapalonym idealistą 🙂

    Problemem dotychczas było to, że stażysta miał niepełne PWZ – teraz dzięki ostatnim zmianom stażysta ma na stażu pełne PWZ i faktycznie mógłby samodzielnie popracować. Różne rzeczy mówi się o tych reformach ale ja osobiście uważam, że są dobre 🙂

    Może są jacyś chętni, którzy chcieliby przyjść do nas na staż? 😀

    1. To jest właśnie przewaga klinik nad POZ w trakcie stażu.
      W klinice można stażystę posłać samego do pacjenta, niech spróbuje zrobić wszystko samodzielnie i zaproponuje diagnostykę i leczenie. W tym czasie specjalista robi swoją robotę i jest to dla niego zwykle pomoc.
      W POZ nie można zostawić stażysty całkowicie samego bo jednak wymaga nadzoru, a jak pacjent skończy wizytę, to specjalista już nic nie zweryfikuje/poprawi. Dlatego ani to dla LR oszczędność czasu, a dla stażystów kilka tygodni nudy bo ile można siedzieć w kącie i słuchać, ew. badać jak przez pół studiów.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!