Medycyna po ukraińsku

Ukraina coraz częściej przyciąga kandydatów na lekarzy z Polski i innych krajów UE. Oprócz chęci zdobycia dyplomu, najczęstszym powodem wyjazdu są konkurencyjne ceny opłat za studia w porównaniu do innych krajów europejskich, w tym studiów niestacjonarnych na polskich uczelniach. Rozmawiam z Arkadiuszem Orzechowskim, lekarzem dentystą, blogerem i doktorantem Uniwersytetu Medycznego w Tarnopolu o tym jak to jest studiować za wschodnią granicą.

Wojciech Lubiński: W Polsce widać tendencję wzrostową jeśli chodzi o zainteresowanie a co za tym idzie liczbę kandydatów na studia medyczne. Jeszcze nie spotkałem osoby, która by zdecydowała się na studia na Ukrainie, wcześniej nie próbując dostać się w Polsce, pewnie Twój przypadek jest dokładnie taki sam?

Arkadiusz Orzechowski: Od dziecka marzyłem o byciu lekarzem. Zawsze też interesowałem się biologią i chemią. Od małego również miałem smykałkę i zdolności manualne. Wybierając kierunek uznałem, że połączę te umiejętności i pójdę na stomatologię – jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę! Matura niestety nie poszła mi tak dobrze, aby dostać się na wymarzoną stomatologię. Dlatego w 2008 r. wybrałem technologię chemiczną na Politechnice Wrocławskiej. We wrześniu odebrałem indeks i legitymacje wrocławskiej polibudy i zacząłem przeprowadzkę do wcześniej już wynajętego mieszkania.

W któryś weekend wróciłem do domu i ni stąd, ni zowąd moja mama zapytała mnie „a może Ukraina – przecież Wołodia kiedyś wspominał o stomatologii we Lwowie”. Wołodia był stomatologiem i moim przyszywanym wujkiem, który przyjeżdżał na początku lat 90-tych do Polski leczyć zęby. Bardzo go lubiłem. Wspomnieliśmy jego deklaracje pomocy w dostaniu się na studia medyczne dla mojej siostry – również miała plany być lekarzem, ale ostatecznie wybrała inną drogę życiową.

Jako że była to już połowa września, a więc stosunkowo późno jak na rekrutację, zacząłem przeszukiwać internet, aby znaleźć jakąkolwiek informację nt. studiowania medycyny na Ukrainie. Kontaktu z wujkiem Wołodią niestety nie udało nam się nawiązać. Wtedy istniało jeszcze forum (ratownictwo maturalne, albo ratownictwo na medycynę?- nazwy dobrze nie pamiętam) oraz swoje początki miało do dziś istniejące forum.biolog.pl Na tych forach było wtedy bardzo mało informacji nt. Ukrainy, a znaczna część odnosiła się do UM we Lwowie.

Było wtedy już za późno na rekrutację we Lwowie, ponieważ tam egzaminy wstępne odbywają się w połowie sierpnia. Odnalazłem jeden wpis mówiący o Tarnopolu i o przedłużonej rekrutacji na tym Uniwersytecie. Niestety, brak było jakichkolwiek szczegółów, danych teleadresowych, czy kontaktu do ludzi tam studiujących. W Internecie odnalazłem główną stronę uniwersytetu i zadzwoniłem w celu uzyskania szczegółowych informacji dot. rekrutacji. Na szczęście trwała ona do października. Postanowiłem pojechać na Ukrainę w celu złożenia dokumentów i podejścia do egzaminu wstępnego. Wszystko działo się praktycznie na dniach. Wsiadałem do autobusu i pojechałem do Tarnopola. Po złożeniu dokumentów i pozytywnym przejściu egzaminu wstępnego wróciłem do domu i oznajmiłem rodzicom „Mamo, tato – będę studiował w Tarnopolu – jedziemy na Ukrainę” [śmiech]. 7 października 2008 roku rozpocząłem studia na UM w Tarnopolu. Szczerze mówiąc moja presja i chęć studiowania stomatologii była tak duża, że nie zasięgałem jakiś szczegółowych informacji nt. studiowania na Ukrainie, możliwości przeniesienia się do Polski czy konsekwencji idących ze skończeniem studiów na Ukrainie, takich jak np. możliwość nostryfikacji.

Dlaczego wśród młodych ludzi jest takie parcie na medycynę, że decyduje się na odpłatne na studia zagranicą?

Po pierwsze myślę, że studiowanie medycyny jest jak powołanie- jest to cholernie trudna, odpowiedzialna i męcząca droga. Jak ktoś poczuje to powołanie to niewiele stanie na przeszkodzie, aby osiągnąć cel. Także wyjazd do „kraju trzeciego świata ogarniętego wojną” nie stanie mu na przeszkodzie- tak przynajmniej było w moim przypadku. Po drugie czasy się trochę zmieniły. Zlikwidowano szkoły zawodowe, więc wszyscy poszli na studia. Społeczeństwo mamy przeedukowane i brakuje nam specjalistów. Myślę, że studia medyczne to jedne z nielicznych „szkół zawodowych” jakie zostały, które jednoznacznie kierunkują i przygotowują do danego zawodu. Oczywiście szanując prestiż i powagę tego zawodu. Pozostaje jeszcze grupa dzieci z rodzin lekarskich, których to rodzice nie wyobrażają sobie, aby dziecko poszło w innym kierunku – czemu się nie dziwię, bo komuś cały dorobek życia trzeba przekazać i sam chciałbym, by moje dzieci poszły po mnie – miałyby o wiele łatwiejszy start.

Czesne na Ukrainie jest nawet kilkukrotnie niższe niż w Polsce. Czesne na kierunku stomatologii na niektórych polskich uczelniach wynosi ponad 40 tys. zł, kiedy w Tarnopolu ok. 17 tys zł. Życie na Ukrainie również jest dużo tańsze niż w Polsce- średni koszt miesięcznego utrzymania oraz wynajęcia mieszkania to ok. 300-400$ (1200-1500zł), w studenckich miastach w Polsce wynajęcie pokoju lub akademika to koszt od ok 800-1000zł.

Jakie są różnice między studiowaniem medycyny/stomatologii w Polsce i na Ukrainie?

Różnic jest naprawdę wiele, ale jak dużo jest różnic tak i wiele podobieństw. Z mojego punktu widzenia jako byłego studenta, a później osoby zajmującej się pomocą przy rekrutacji, widzę dwa największe problemy związane ze studiowaniem na Ukrainie: rozłąka i język.

Spora odległość od domu zmusza nas do ograniczonego kontaktu z rodziną i przyjaciółmi z kraju. Do tego dochodzi problem hermetycznie zamkniętego środowiska. Przyjeżdżając na studia do Tarnopola studenci obcują praktycznie tylko i wyłącznie z Polakami. Nie ma się innych znajomych, kolegów studiujących na innych uczelniach, czy znajomych znajomych. Polacy zdani są praktycznie tylko i wyłącznie na innych Polaków studiujących na Uniwersytecie – przynajmniej do czasu, kiedy nie opanuje się języka ukraińskiego na tyle dobrze, aby poznać kogoś „na mieście”. O ile odległość w pewnym stopniu jest do pokonania – wielu studentów posiada prywatne samochody i w ciągu roku akademickiego bardzo często jeżdżą do Polski, a tanie linie lotnicze coraz częściej otwierają się na wschód, o tyle ograniczona grupa znajomych pozostaje nie do przeskoczenia. Ja to porównuję do kilkuletniej kolonii, na którą wyjeżdżamy i jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na innych kolonistów. Z czasem rodzi to u studentów liczne konflikty, a mała grupa Polaków rozbija się na jeszcze mniejsze grupki.

W studiowaniu daleko od domu, w obcym kraju można również doszukać się wielu pozytywów. Sam wiem po sobie, że wyjazd na Ukrainę nauczył mnie radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Studenci szybciej dojrzewają niż ich rówieśnicy studiujący w Polsce. Przebywanie za granicą kształci naszą osobowość, kulturę i buduje światopogląd. Osoby takie mają również mniejsze obawy przed późniejsza emigracją np. do krajów zachodnich w celu odbycia specjalizacji lub zdobycia zatrudnienia.

Kolejną sporą różnicą jest język wykładowy – Polacy w 99% wybierają język angielski. Na początku studiów stanowi to trochę problemów, ale studenci szybko wdrażają się w nowy system nauczania. Rekrutuję osoby z różnym stopniem zaawansowania j. angielskiego.

Większość z kandydatów posiada jednak „licealną” znajomość tego języka. Szybko jednak okazuję się, że wszyscy kandydaci i ci którzy biegle znają angielski jak i ci, którzy znają tylko podstawy, na początku roku zaczynają z tego samego poziomu. Przecież nawet rodowici Anglicy nie znają terminologii medycznej. Język medyczny znacznie różni się od języka mówionego. Ponadto angielska terminologia medyczna oparta jest w 90% na łacinie, więc gdziekolwiek by się nie studiowało medycyny tę terminologię należy opanować. Znam osoby, które studiują na trzecim, czasem nawet na piątym roku i nadal nie rozmawiają biegle po angielsku, choć mają ogromną bazę słów medycznych. System nauczania na UM w Tarnopolu oparty jest na systemie bolońskim. Także jest on ujednolicony z innymi krajami zachodnimi w tym z Polską. Obowiązuje punktowy system zaliczania zajęć przez studentów, czyli powszechnie znane punkty ECTS (European Credit Transfer System). Wszystko po to, by móc zwiększyć mobilność studentów i pracowników akademickich oraz ich możliwości na europejskim rynku pracy. Dzięki wprowadzeniu punktów ECTS oraz ujednoliceniu programów nauczania z krajami zachodnimi, studenci mają możliwość przenosin do Polski i skończenia studiów w Polsce, omijając tym samym proces nostryfikacji dyplomu. Sam podjąłem decyzję o przeniesieniu i ukończeniu studiów w naszym kraju.

Jak wygląda kwestia przenosin? Jak wielu polskich studentów chce po pierwszych latach studiów przenieść się na polskie uczelnie i czy jest to w ogóle możliwe?

Jeśli ktoś poczuje powołanie zrobi wszystko, żeby stać się lekarzem. Powołanie jest czymś ponad wszystko i niewiele stanie na drodze człowiekowi, który je poczuje. Zdecydowana większość kandydatów podczas pierwszych rozmów o rekrutacji porusza temat przenosin. Nie wszyscy jednak po rozpoczęciu studiów na Ukrainie decydują się na nie. I nic w tym dziwnego. Znam wielu kandydatów, którzy podczas rekrutacji byli pewni, że się przeniosą po 1 roku, a spotykam ich po 3-4 latach w Tarnopolu i dowiaduję się, że decydują o ukończeniu studiów na Ukrainie. Moim zdaniem optymalnym czasem na przenosiny jest drugi, trzeci rok studiów. Przenosząc się wcześniej lub później należy liczyć się z utratą roku. Uczelnie w Polsce albo cofają studenta o rok, albo wysyłają na roczny urlop dziekański celem nadrobienia różnic programowych.

Po drugie, przenosząc się do Polski możemy przenieść się tylko i wyłącznie na studia niestacjonarne, czyli płatne. Związane jest to z międzynarodowym prawem mówiącym o tym, że przenosząc się na inną uczelnię zawsze przenosimy się na takich samych warunkach i w takim samym trybie w jakim studiujemy na uczelni macierzystej. Na Ukrainie jako obcokrajowcy studiujemy w trybie niestacjonarnym, czyli płatnym i na taki sam wydział możemy złożyć dokumenty w Polsce. Bardzo dużą różnicą między Polską, a Ukrainą jest możliwość podjęcia studiów praktycznie dla każdego. Sam wiem po sobie jak to jest. Jeśli ktoś poczuje powołanie zrobi wszystko, żeby stać się lekarzem. Powołanie jest czymś ponad wszystko i niewiele stanie na drodze człowiekowi, który je poczuje. Czesne na Ukrainie jest nawet kilkukrotnie niższe niż w Polsce. Dla przykładu: na kierunku stomatologii na niektórych polskich uczelniach wynosi ponad 40 tys. zł, a w Tarnopolu ok. 17 tys zł. Życie na Ukrainie również jest dużo tańsze niż w Polsce – średni koszt miesięcznego utrzymania oraz wynajęcia mieszkania to ok. 300-400 dolarów (ok. 1200-1500 zł), podczas gdy samo wynajęcie pokoju lub akademika w Polsce to koszt od ok 800-1000zł. Ponadto słabo napisana matura nie dyskryminuje dostania się na nasz uniwersytet, bowiem decydującym kryterium dostania się jest pozytywne przejście egzaminu wstępnego – tzw. rozmowy kwalifikacyjnej. Jest to egzamin ustny z biologii i chemii w języku angielskim, a zakres materiału obowiązujący do rozmowy kwalifikacyjnej jest niemal identyczny jak na maturze. Ponadto wszystkich swoich kandydatów odpowiednio przygotowuję do pozytywnego przejścia tego egzaminu. Taka forma rekrutacji jest bardzo sprawiedliwa i miarodajna niż sama matura. Również w Polsce na jednej z uczelni medycznych wprowadzono takie kryterium rekrutacyjne.

Myślisz, że zwiększenie limitów miejsc i ilości uczelni medycznych w Polsce wpłynie na zainteresowanie kandydatów ukraińskimi uczelniami medycznymi?

Myślę, że wpłynie, ale nieznacznie, o ile nie minimalnie. Rekrutacją na UM w Tarnopolu zajmuję się już siódmy rok. Przez te lata zauważyłem znaczną tendencję wzrostową w ilości osób wyjeżdżających na Ukrainę. Siedem lat temu zrekrutowałem ok. dziesięciu osób, tak w tym roku prawie sto. Do tej liczby należy dodać osoby, które same przeszły proces rekrutacji oraz należy pomnożyć to przez ilość najbardziej popularnych ukraińskich uniwersytetów medycznych. Liczby mówią same za siebie, myślę, że zainteresowanie medycyną będzie coraz większe. Niedobór lekarzy to problem nie tylko Polski ale globalny. A tak jak wspomniałem wcześniej medycyna była jest i będzie pewnym zawodem.

Czy nostryfikacja sprawia dużo problemów Polakom po medycynie na Ukrainie?

Nostryfikacja dyplomu to nic innego jak podejście i zdanie egzaminu wewnętrznego na wybranej uczelni w Polsce. Po zdaniu tego egzaminu otrzymuje się aneks tejże uczelni i dalsza ścieżka kariery wygląda identycznie jak studenta z Polski, czyli należy odbyć staż podyplomowy oraz zdać Lekarski Egzamin Końcowy. Studenci studiujący na Ukrainie nie do końca wiedzą jeszcze gdzie chcieliby stawiać swoje lekarskie pierwsze kroki. Uczą się zatem z angielskich książek myśląc np. o wyjeździe za ocean. Jak wiadomo egzaminy testowe nie do końca sprawdzają obiektywnie wiedzę, a w znacznej mierze znajomość książki na pamięć. Jeszcze jako student podczas egzaminu musiałem domyślać się, z której książki układane jest pytanie, bo jest wiele różnic u różnych autorów podręczników. Np. jeden autor podaje, że połączenie ustno-zatokowe powstaje najczęściej przy ekstrakcji “górnej szóstki” inny, że jednak “siódemki” itp. Podchodząc do procesu nostryfikacji należy posiadać szczegółową wiedzę z książek wymaganych w naszym kraju. Studenci, którzy tak jak im sugeruję, na Ukrainie uczą się z polskich podręczników nie mają później większych problemów ze zdaniem nostryfikacji. Ponadto egzamin nostryfikacyjny jest bardzo trudny i taki też wg. mnie powinien być. Myślę, że niejeden student z Polski miałby problem z jego zdaniem za pierwszym razem. Znam osoby, które bez problemu, zaraz po skończeniu studiów na Ukrainie pozytywnie przeszły nostryfikacje za pierwszym razem, większość podchodzi po kilka razy, a i tak nie słyszałem o osobie, która by nie zdała egzaminu nostryfikacyjnego.

Sądzisz, że Polska jest w stanie konkurować z innymi krajami w UE aby przyciągnąć ukraińskich lekarzy?

Myślę, że UE nie jest w stanie konkurować z Polską. Nasz kraj w ostatnich latach stał się szczególnie atrakcyjny dla Ukraińców pod względem zatrudnienia. Ze względu na dynamiczny rozwój gospodarki oraz bliskość kulturowo-językową, Ukraińcy coraz liczniej zaczną emigrować do Polski, również lekarze. Na wschodzie Polski, szczególnie w Rzeszowie i Przemyślu pracuje wielu lekarzy z Ukrainy. Dopiero od niedawna polskie szpitale zaczęły otwierać się na lekarzy z Ukrainy. We wrześniu ubiegłego roku do Tarnopola przyjechali przedstawiciele szpitala z Kluczborka z ofertą współpracy. Również ze mną nawiązała współpracę jedna z największych w Polsce firm medycznych, wspólnie z którą zorganizowałem konferencję na UM w Tarnopolu oferując pomoc w procesie nostryfikacji oraz przy późniejszym pozyskaniu miejsca specjalizacyjnego w ich szpitalach. Jakiś czas temu skontaktował się również ze mną właściciel kilku gabinetów i przychodni stomatologicznych z prośbą o pomoc przy rekrutacji lekarzy dentystów ze wschodu. Myślę zatem, że czas na Ukraińskich lekarzy dopiero przyjdzie i za wcześnie jest mówić o tym, że nie chcą do nas przyjeżdżać. Nauczenie się na wymaganym poziomie B2 języka polskiego dla Ukraińca jest znacznie łatwiejsza niż np. języka niemieckiego. Problemem jedynie może stanowić nostryfikacja dyplomu. Jednak tak jak wspomniałem rynek medyczny w Polsce dopiero się otwiera na lekarzy ze wschodu, a do tego potrzeba czasu.

Dziękuję. Mam nadzieje, że nasza rozmowa choć trochę przybliżyła niuanse studiów na Ukrainie i możliwości rozwoju kariery po ich ukończeniu.

Również mam taką nadzieje i dziękuję

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Wojciech Lubiński
redaktor
Obecnie student medycyny, administrator fanpage BML na Facebooku. Pisze najczęściej z całej redakcji, bo codziennie. I codziennie dostarcza świeżych i ciekawych newsów ze świata medycyny. „Media społecznościowe, analizy polubień i komentarzy dostarczają ciekawych informacji socjologicznych o naszych czytelnikach, czyli głównie młodych lekarzach i studentach. Takich obserwacji w świecie niewirtualnym ciężko byłoby dokonać” – mówi Wojtek, bo media społecznościowe i socjologia to kolejna jego pasja (zaraz po medycynie).

Dwa komentarze na temat “Medycyna po ukraińsku”:

  1. cóż smutne że łatwiej zostać obecnie drem niż zdać prawo jazdy, samo powołanie to nie wszystko czym się zasłaniają Ci misjonarze ze wschodnich uczelni jeszcze trochę zdolności by trzeba

    1. Myślę, że sytuacja może się za kilka lat odwrócić – tzn. będzie nadmiar lekarzy (wobec napływu ze Wschodu i wyrastających wciąż prywatnych uczelni).

  2. „Oprócz chęci zdobycia dyplomu, najczęstszym powodem wyjazdu są konkurencyjne ceny opłat za studia” Chyba raczej brak jakichkolwiek wymagań…

  3. No cóż… No tak… Każdy wie dlaczego wyjeżdzają na wschód – żadnych wymagań – to co Pan nazywa egzaminem wstępnym jest zwyczajną pogadanką o podstawach podstaw. Porównywanie tego z maturą rozszerzoną z biol chem fiz jest co najmniej nie na miejscu.. A o przebiegu egzmanów i poziomie ich trudności lepiej milczeć.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!