I Ty możesz zostać misjonarzem

Muraho! Witajcie!
Myślisz o wyjeździe na misję medyczną, ale nie wiesz jak to zorganizować? To zaraz będziesz wiedzieć. O przygotowaniach do wyjazdu do Afryki od zera w wykonaniu Gochy. Misji Gochy.

Pomysł wyjazdu na wolontariat to jedno, a jego realizacja to drugie. Jak to mówią, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Jeśli nie przygotujesz się wystarczająco, może to zaważyć na twoim bezpieczeństwie na miejscu. To nie przelewki. Miesiąc temu opisywałam mój samodzielnie zorganizowany wyjazd do Rwandy. Dziś opowiem o szczegółach organizacyjnych. Ale zacznijmy od początku…

Planowanie

Poszukiwania miejsca wyjazdu rozpoczęłam z rocznym wyprzedzeniem. Skontaktowałam się prawie ze wszystkimi organizacjami humanitarnymi, zajmującymi się pomocą medyczną, istniejącymi w Polsce. Wszystkie zgodnie twierdziły, że jestem jeszcze za młoda, i że mój roczny staż pracy, zdobyty podczas stażu podyplomowego, to zdecydowanie za mało, żeby pracować jako samodzielny lekarz w Afryce. Czy odpuściłam? Oczywiście, że nie. Postanowiłam zorganizować wyjazd na własną rękę, co do łatwych nie należało.

Warto jednak skontaktować się z organizacjami humanitarnymi, skorzystać z ich doświadczenia i pomocy. Te działające prężnie w Polsce to między innymi:

Poszukiwanie kontaktów

W moim przypadku wszystko zaczęło się od RPA. Wybrałam ten kraj, ponieważ fascynowała mnie jego historia, jest bezpieczniej pod względem epidemiologicznym, ponieważ w południowej Afryce nie ma zagrożenia malarią. Napisałam do ośrodka misyjnego ojców Paulinów w Centocow. To taka południowoafrykańska Częstochowa. W zorganizowaniu wyjazdu pomagał mi zuluski ksiądz – ojciec David. Skontaktował mnie z miejscowym szpitalem. Wszystko zapowiadało się świetnie, ale dyrekcja była tak opieszała w działaniu, że zapytanie o zgodę miejscowej Rady Lekarskiej wysłała dopiero po kilku miesiącach moich nalegań! Wtedy zdałam sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Straciłam mnóstwo czasu, trochę się załamałam. Czy się poddałam? Chyba już znacie odpowiedź…

Napisałam do mojego ziemskiego anioła, który od samego początku motywował mnie do wyjazdu – doktor Dominiki Pomorskiej. Uruchomiła swoje kontakty i poradziła, abym napisała do doktora Norberta Górskiego, który sam był na misji w Rwandzie. Jeśli Dominika była moim aniołem, to Norberta śmiało mogę nazwać archaniołem. Z tego doświadczenia płynie taka lekcja, że pomoc otrzymujemy od osób, od których nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Dlatego w dążeniu do celu, jakim jest wyjazd na misje, warto pisać dosłownie do wszystkich, i na pewno znajdzie się wśród nich ktoś, kto doceni nas, i nasze chęci.

I tak moja destynacja zmieniła się z RPA na Rwandę. Skontaktowałam się z dyrekcją szpitala, w którym miałam pracować, znajdującego się na północy kraju w małej wsi Nemba. To była już zupełnie inna jakość współpracy. Szybkie odpowiedzi, szybkie dogadanie szczegółów, po prostu zaczęło się dziać! Był to zdecydowanie moment przełomowy, w którym zaczęłam być pewna, że wszystko się uda. Ale jak się później okazało, był to tylko malutki pierwszy kroczek na dłuuuugiej drodze.

Bezpieczeństwo

Po pierwsze edukacja. Przeczytałam o kraju wszystko, co miałam pod ręką, oglądałam filmy, rozmawiałam z osobami, które były na miejscu, aby po przyjeździe jak najmniej mnie zaskoczyło. Szoku kulturowego nie da się uniknąć, ale przynajmniej wiesz, na co się piszesz.

Rwanda nie nastrajała optymistycznie. To kraj budzący skrajne emocje. Z jednej strony piękno natury, z drugiej piekło, jakie zgotowały sobie plemiona Tutsi i Hutu ponad 2 dekady temu. Nie pojechałam tam, by przeżywać na nowo całe zło, ale pomagałam w budowaniu przyszłości, której solidną podstawą jest zdrowie. Obecnie jest tam bezpiecznie. Co to znaczy? To państwo policyjne, można wieczorami chodzić po ulicach, bo na każdym rogu stoi uzbrojony w karabin żołnierz. Nikt cię nie okradnie, bo za coś takiego grożą lata więzienia w strasznych warunkach. Będąc lekarzem na rwandyjskiej wsi, miałam specjalny status. Ludzie szanowali mnie z jednej strony za to, że pracowałam w szpitalu, a z drugiej z obawy, że gdy sami trafią do szpitala to za wcześniejsze złe traktowanie mogę ich otruć. Takie to bezpieczeństwo strachem podszyte.

Finansowanie

Miałam miejsce wyjazdu, chęci, ale nie miałam środków. Niestety z pensji lekarza stażysty nie da się odłożyć 10 000zł, a tak wstępnie rysowały się koszta. Pomyślałam, że warto by było zawieźć tam również sprzęt medyczny. Tylko skąd wziąć na to pieniądze?

Wystosowałam do szpitala w Nemba zapytanie o zapotrzebowanie na sprzęt i starałam się gromadzić rzeczy z listy. Kontaktowałam się z firmami, pytając, czy byłyby w stanie przekazać dary na rzecz mojej akcji. Reakcje były różne, często moje prośby były najzwyczajniej ignorowane. Wśród gros firm, znalazły się takie, które niezwykle entuzjastycznie zareagowały na moją zbiórkę. To nie były suche rozmowy biznesowe, ale fajnie układająca się współpraca. Ostatecznie udało mi się zawieźć do Rwandy sprzęt o wartości około 15 tysięcy złotych. Co zawiozłam? Sprzęt do podstawowej opieki medycznej jak ciśnieniomierze, stetoskopy, pulsoksymetry, otoskop, trochę leków, środki do dezynfekcji, rękawiczki, sprzęt dentystyczny, nici i narzędzia chirurgiczne… Trochę się tego uzbierało.  Fajne uczucie, że wspólnie udało nam się pomóc komuś na drugim końcu świata.

Jak jeszcze starałam się dotrzeć do ludzi z moją akcją? Najprostszym sposobem jest wykorzystanie socialmedia. W dobie facebooka nie da się tego uniknąć. Postanowiłam też skorzystać ze strony crowdfundingowej do zbierania środków. Wybrałam stronę zrzutka.pl, wydawała mi się najprostsza w obsłudze. O co chodzi w crowdfundingu? W zebraniu większej kwoty przez dużą ilość mniejszych wpłat. Każdy pomaga, na ile może, począwszy od kwoty 5 zł, aż do kilku tysięcy złotych, bo taki był rozstrzał przekazywanych środków w mojej zbiórce. Każdemu wpłacającemu, niezależnie od sumy, jestem bardzo wdzięczna!

A co o wyjeździe sądziła moja rodzina? Początkowo, delikatnie mówiąc, nie byli zachwyceni. Musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby przekonać ich do mojego pomysłu. Ostatecznie, jak pokazałam im, że mój plan ma ręce i nogi, mocno wspierali moja działania. Całe szczęście, bo bez nich nigdy nie dałabym sobie rady. Dzięki za wszystko!

Szczepienia

Miejsce wyjazdu mam, środki już też, pora zadbać o bezpieczeństwo na miejscu. W tym pomogła mi fundacja pomocy humanitarnej Redemptoris Missio, której byłam oficjalną wolontariuszką. Organizacja ta, zajmuje się profesjonalnym przygotowaniem misjonarzy na wyjazd. Nie zapomnieli też o mnie. Zostałam ubezpieczona, zaszczepiona w Centrum Chorób Tropikalnych w Poznaniu, poinstruowana jak powinnam się zabezpieczać przed zakażeniami. Fantastycznie jest dbać o innych, ale nie można robić tego kosztem własnego bezpieczeństwa.

Na co się szczepić? Oprócz szczepienia na żółtą febrę, które musiałam odbyć , aby zdobyć wymaganą żółtą książeczkę, zaszczepiłam się na dur brzuszny, WZW A i B. Z racji dodatkowego narażenia w szpitalu, dołożyłam  meningokoki, tężec, błonicę oraz polio. Wściekliznę sobie darowałam.

Formalności

Kwestie wizowe i uprawnienia. Od razu powiem, że nie są tanie. Sam wjazd do Rwandy to 50 dolarów amerykańskich, wiza pracowniczo-rezydencka to drugie tyle. Dodatkowo roczne pozwolenie na pracę uzyskane na podstawie polskiego Prawa Wykonywania Zawodu Lekarza to koszt 300 $. Rozbój w biały dzień! Całe szczęście, że w uiszczaniu tych opłat pomógł mi szpital w Nemba, bo byłoby krucho. Zaznaczam, że opłaty i regulacje prawne różnią się w zależności od kraju.

To taki wstęp dotyczący formalności, które mogą zabić cały entuzjazm wyjazdu w zarodku. Ale po stokroć warto przejść przez to piekło. Bo to co czeka na miejscu, wynagradza każdy wysiłek.

Ponownie wielki ukłon w stronę sponsorów mojego wyjazdu:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Małgorzata Osmola
wpis gościnny
Rwanda to jej drugi dom. Spędziła kilka miesięcy na misji medycznej. Obecnie lekarz rezydent z dziedziny onkologii klinicznej. Odbyła część studiów we Francji w ramach ERASMUS-a. Lubi pływać wpław po jeziorach. A może sam chcesz pojechać na misję?
"Dziecko ty chyba guza szukasz." - moja Mama

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!