Lekarskie praktyki wakacyjne w Azji. Opis przypadku: Sri Lanka

Coraz trudniej dostać się na bezpłatne praktyki w naszym kraju, a te często okazują się kilkugodzinnym siedzeniem w pokoju lekarskim lub na korytarzu bez kontaktu z pacjentem. Brakuje nauczycieli, pacjenci nie godzą się na obecność studentów, a szpitale wymagają wnoszenia absurdalnych opłat za odbycie obowiązkowego miesiąca zajęć w wakacje. W tej sytuacji coraz więcej z nas studentów poszukuje ciekawszej alternatywy, takiej, która pozwoli poznać tajniki przyszłego zawodu, a także da możliwość poznania egzotycznych zakątków świata.

Największym zaskoczeniem było dla mnie bardzo pozytywne nastawienie Lankijczyków do obcokrajowców. Z pierwszym tego przejawem spotkałem się już w drodze na Sri Lankę, gdzie współpasażerka zaprosiła mnie i moich znajomych do swojego domu, załączając na kartce adres i telefon kontaktowy.Samodzielne organizowanie praktyk w obcym ośrodku, zwłaszcza poza Europą, jest nie lada wyzwaniem. Szpital, który na co dzień nie zajmuje się nauczaniem studentów często nie ma pomysłu na zorganizowanie dnia przyjezdnym, brakuje osób gotowych podjąć kształcenie, a pacjenci traktują z dużą dozą nieufności obcojęzyczny personel. Do tego dochodzi konieczność znalezienia taniego noclegu, przelotów i konieczność samodzielnego załatwiania wszelkich formalności. Na szczęście pojawia się coraz więcej firm na rynku, które umożliwiają wzięcie udziału w wolontariacie zagranicznym mogącym spełnić rolę praktyk.

Działające przy uczelniach oddziały IFMSA umożliwiają odbycie praktyk poprzez program SCOPE. Dzięki temu, że organizacja działa na całym świecie, umożliwia spędzenie miesiąca w niemalże każdym zakątku świata. Aby jednak wyjechać, należy być członkiem IFMSA i zbierać punkty, które wraz z wynikiem z egzaminu z języka angielskiego i opinią o działalności naukowej liczą się w rekrutacji do wyjazdu. Informator IFMSA pozwala przyjrzeć się procedurze kwalifikacyjnej i podjąć decyzję o ewentualnym dołączeniu do organizacji.

Co jednak jeśli student nie zamierza się zrzeszać, ma słabsze wyniki w nauce lub nie czuje pociągu do prac naukowych więc jego szanse na wymianę maleją? Z otwartymi ramionami może zostać przyjęty przez organizacje niezwiązane z uczelnią, przez co niezbyt znane w środowisku. Do wyboru mamy organizacje misyjne, odpowiednie dla osób wierzących, gotowych naprawdę poświęcić się pracy z innymi, nie tylko w czasie wolontariatu w szpitalu ale też w czasie wolnym, a także świeckie. Do tych drugich należy chociażby Projects Abroad, umożliwiający wyjazdy także na praktyki wakacyjne dla kierunków medycznych.

Przewagą organizacji pozauczelnianych jest z pewnością to, że student nie musi się angażować w zbieranie punktów by gdzieś wyjechać, a cel podróży wybiera sobie dowolnie. Co więcej, czas pobytu nie jest w żaden sposób limitowany, pobyt musi być jedynie nie krótszy niż dwa tygodnie. Nie ma więc przeciwwskazań by pozostać w egzotycznym kraju przez kilka miesięcy!

Kamil Bączek, student Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wybrał się na Sri Lankę po pierwszym roku studiów. Jak oceniał swój pobyt tuż po powrocie? Tak odpowiadał organizatorom w wywiadzie, który dostępny jest również w witrynie internetowej projektu.

Kilka miesięcy temu wróciłeś ze Sri Lanki, gdzie realizowałeś wakacyjną praktykę. Jaka jest Twoja opinia na temat tego kraju?

Z pewnością Sri Lanka spełniła wszystkie moje oczekiwania, które miałem wobec niej przed wyjazdem. Kraj egzotyczny, tropikalny i tak odmienny od znanego mi gruntu europejskiego. Bardzo łatwo dało zauważyć się różnice kulturowe, wynikające ze ścisłej dominacji buddyzmu i hinduizmu. W mojej opinii Sri Lankę cechują przede wszystkim wielokulturowość, nieład komunikacyjny, zdrowy styl żywienia i gościnność.

Co Cię najbardziej zaskoczyło w tamtejszym stylu życia, obyczajach?

Muszę przyznać, że największym zaskoczeniem było dla mnie bardzo pozytywne nastawienie Lankijczyków do obcokrajowców. Z pierwszym tego przejawem spotkałem się już w drodze na Sri Lankę, gdzie ku mojemu zdziwieniu, współpasażerka zaprosiła mnie i moich znajomych do swojego domu, załączając na kartce adres i telefon kontaktowy. Kolejny miesiąc spędzony w tym kraju pozwolił mi się tylko utwierdzić w przekonaniu, że mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni.

A jakie są Twoje wrażenia z pracy w tamtejszym szpitalu?

Bardzo często zdarzało się, że ze względu na brak odpowiednich warunków jedno łóżko było dzielone przez dwóch, a nierzadko trzech pacjentów!Mimo że warunki szpitalne były zdecydowanie niższej jakości niż w Polsce, to i tak byłem pozytywnie zaskoczony, bo spodziewałem się czegoś w rodzaju amazońskiej chatki pośrodku dżungli (śmiech). Miałem okazję pracować na czterech oddziałach: ETU będącego odpowiednikiem polskiego SOR-u, oddziale wewnętrznym, chirurgii i sali operacyjnej. Jedynie sala operacyjna (no i jeszcze oddział
intensywnej terapii) spełniały wszelkie wymogi europejskie i dorównywały zarówno standardem, jak i wyposażeniem najlepszym placówkom. Pozostałe oddziały to po prostu szkoła przetrwania.
Bardzo często zdarzało się, że ze względu na brak odpowiednich warunków jedno łóżko było dzielone przez dwóch, a nierzadko trzech pacjentów! Dość codziennym zjawiskiem była obecność kotów i psów wałęsających się po oddziale, nie wspominając już o wszędobylskich owadach, które pacjent musiał sam odganiać, np. wachlując się gazetą.

Jak wyglądał Twój dzień pracy?

W trakcie pobytu na sali operacyjnej miałem możliwość przyglądania się różnorodnym zabiegom, których zresztą było niemało. W jednym czasie, na jednej sali operacyjnej, było operowanych równolegle trzech pacjentów (oczywiście przez trzech różnych chirurgów). Wszelkie czynności podejmowane przez lekarzy, jak i inne procedury były jasno i klarownie wyjaśniane. Stosowanie przez lekarzy języka angielskiego zapobiegało powstaniu bariery językowej (choć pacjenci często wyglądali na zmieszanych, gdy omawiało się ich przypadek w niezrozumiałym dla nich języku). Miałem też możliwość wziąć udział w badaniu autopsyjnym. Z medycznego punktu widzenia uważam to za doskonałe doświadczenie, które pozwoliło mi dokładnie przyjrzeć się ludzkim strukturom, będącym w stanie najbardziej zbliżonym do warunków fizjologicznych. Badanie zostało wykonane bezpośrednio po stwierdzeniu zgonu i dotyczyło młodego zdrowego mężczyzny, który popełnił samobójstwo przez powieszenie, przynajmniej wszystko „leżało” na swoim miejscu.

Byłeś zakwaterowany u lokalnej rodziny goszczącej. Zamieszkanie z obcymi ludźmi może wydawać się trudne. Jak było w Twoim przypadku?

Project Abroad, za pośrednictwem którego odbywałem praktyki, zadbał, aby realizując dany projekt, uczestnik mógł zamieszkać z rodziną o zbliżonym profilu. W związku z tym moi oboje host-parents byli lekarzami, przez co codzienne spotkania przy kolacji i omawianie wrażeń związanych ze szpitalem nie stanowiło dla nich udręki. Średnio w każdej rodzinie mieszkało od dwóch do trzech wolontariuszy, podobnie było u mnie, gdyż moim współlokatorem był Tomas z Belgii, natomiast w innym pokoju mieszkała koleżanka z Australii. Rodzinna atmosfera, jaką wprowadzali gospodarze i ich dzieci, sprawiła, że łatwo można było się tam odnaleźć.

Mieszkając u lokalnej rodziny miałeś zapewnione także wyżywienie. Czy tamtejsza kuchnia przypadła Ci do gustu?

Jeżeli chodzi o miejscową kuchnię, to muszę przyznać, że jestem jej zapalonym fanem. Oparta głównie na lokalnych roślinach, praktycznie całkowicie pozbawiona mięsa, jest bardzo pikantna, zaś ryż stanowi podstawę każdego dania. Moim faworytem został słynny lankijski dhal, czyli potrawa na bazie soczewicy. Wśród innych wspaniałych przysmaków szczególnie miło wspominam: nadzienie kokosowe, owoce świeżej papai, a także sok z drewnianych jabłek.

Sri Lanka to podobno piękna i bardzo różnorodna wyspa. Czy miałeś okazję ją zwiedzić?

Bardzo często w lankijskich autobusach jest tak tłoczno, że podróżuje się na stopniach wejściowych.Właściwie każdy weekend spędzałem wspólnie z innymi wolontariuszami na wyjeździe. Wszystkie wycieczki zapadły w mojej pamięci jako swoiste przygody życia, gdyż wszelkie działania były podejmowane spontanicznie. Jednej nocy potrafiliśmy wspinać się o świetle latarek na szczyt wysokości Rysów po to, by maksymalnie wykorzystać czas i o poranku być już w pociągu jadącym na przeciwległe wybrzeże wyspy. Jeżeli miałbym udzielić jakichś rad, to z pewnością zaleciłbym spokój osobie, która pierwszy raz będzie korzystała ze środków komunikacji publicznej. Bardzo często w lankijskich autobusach jest tak tłoczno, że podróżuje się na stopniach wejściowych, podobnie jest w pociągach, z tą różnicą, że widoki są zdecydowanie lepsze, gdyż pociągi jeżdżą po szczytach gór albo u wybrzeży oceanu.

W czasie Twojego pobytu na Sri Lance było tam także sporo wolontariuszy i stażystów z innych krajów. Zaprzyjaźniłeś się z kimś?

Rzeczywiście spotkałem wiele osób z różnych stron świata, a wynikało to z elastycznego doboru terminu wyjazdu, przez co jedne osoby opuszczały Sri Lankę, inne przyjeżdżały. Pozwoliło mi to na nieustanne nawiązywanie nowych znajomości, z których w sposób szczególny udało mi się utrzymać te z koleżeństwem z Niemiec.\

Jakie jest Twoje najprzyjemniejsze wspomnienie związane z pobytem na Sri Lance?

To chyba najtrudniejsze pytanie, bo trudno jest mi wskazać jedno, jedyne wspomnienie, ale… niespodziewana wizyta, na którą zaprosili mnie sąsiedzi moich gospodarzy, sposób przyjęcia i ugoszczenia, zaznajomienie z rodzinną historią oraz wprowadzenie w tajniki buddyzmu zaowocowało niepowtarzalnym wspomnieniem.


Minęło kilka lat, Kamil jest już u końca swoich studiów. Zapytałam go o to, jak teraz wspomina wyjazd i ile z niego wyniósł.

Jak z perspektywy dzisiejszej oceniasz udział w projekcie?

Z dzisiejszej perspektywy wyjazd uważam za zdecydowanie cenny i wartościowy. Jeżeli miałbym pojechać drugi raz, to z pewnością wybrałbym się jeszcze raz. Jest to szczególnie ciekawe przeżycie dla pierwszoroczniaka, który nie ma za wiele wspólnego z kliniką jako taką, a zajęcia w ramach wolontariatu Project Abroad to swego rodzaju wkroczenie w świat kliniczny, nie ma tam suchej teorii czy siedzenia w ławce, tylko szpital, oddział, Klinika.

Czy umiejętności tam zdobyte przydawały Ci się po powrocie?

Z pewnością to, że miałem okazję zobaczyć na żywo choroby, z którymi spotkanie się w Polsce nie jest dość prawdopodobne, tj. leptospiroza, gorączkę Dengi, ukąszenia przez węże. Zabiegi operacyjne, którym się przyglądałem się niejednokrotnie były wykonywane w tak zaawansowanym stadium (ludzie nie zgłaszają się tam do służby zdrowia na wczesnym etapie zaawansowania zmian), że w Polsce naprawdę wyjątkowo się spotyka takie przypadki.

Udało Ci się utrzymać kontakt z kimś kogo poznałeś przez wyjazd?

Na Sri Lance poznałem wielu wspaniałych wolontariuszy z całego świata, z czego teraz szczególnie cenię sobie znajomość z kolegami z Włoch.

Czy wyjazd zmienił coś w Twoim życiu, patrzeniu na świat, medycynę? Może otworzyłeś się na innych ludzi? Może zostałeś zapalonym podróżnikiem? A może planujesz powrót na Sri Lankę?

Miałem okazję zobaczyć na żywo choroby, z którymi spotkanie się w Polsce nie jest dość prawdopodobne, tj. leptospiroza, gorączkę Dengi, ukąszenia przez wężePrzeżycie takiej wyprawy z pewnością zmieniłoby niejedno w życiu każdego. Uświadomiło mi na samym początku różnicę w podejściu do życia, ponieważ był to pierwszy egzotyczny kraj, w którym miałem okazję być. Ciepły klimat sprzyja zdecydowanie mniejszej konstruktywności, a ponadto niezbyt wysokie dochody tego państwa sprawiają, że ubóstwo jest zdecydowanie bardziej eksponowane. Bardzo silne przywiązanie do buddyzmu dało obserwować się na każdym kroku, na Sri Lance jest bardzo dużo miejsc kultu, a dzięki rodzinie goszczącej z ciekawością poznawałem tajniki ich wiary i sposobu świętowania i przeżywania. Czy stałem się zapalonym podróżnikiem – myślę, że zawsze nim byłem i jeżeli tylko pojawiają się możliwości czasowo – finansowe, to i pojawia się mniejsza lub większa wyprawa. Na Sri Lankę chciałbym wrócić, ale jeszcze nie teraz, bo jest tyle nowych miejsc na świecie do zobaczenia, że staram się przestrzegać niepisanej zasady, że nie jeżdżę dwa razy w te same miejsca.

Dlaczego wybrałeś podróż z tą organizacją? Próbowałeś też innych sposobów (chociażby poprzez IFMSA) na wyjazd?

Wybrałem tę organizację, dlatego, że dobrze się zareklamowała – w moim przypadku wygrała bardzo konwencjonalna metoda, plakat. Pewnego razu idąc na zajęcia z biostatystyki na korytarzu zauważyłem plakat z linkiem do strony. Strona była i jest bardzo profesjonalna, co warunkuje wiarygodność, dodatkowo podobał mi się sprawny kontakt mailowy, chociaż dzisiaj myślę, że istotniejszy byłby facebook’owy, a 2 lata później moja podróżnicza strona odezwała się i udało mi się wyjechać na miesięczne praktyki z IFMSA do Egiptu. Nie ma chyba osoby, która żałowałaby wyjazdu na praktyki wakacyjne za granicę. To morze możliwości, kontaktów i gwarancja niezapomnianych przeżyć, nauka pokory i tolerancji.


Do zalet wyjazdów z Projects Abroad należy z pewnością spora elastyczność, której próżno szukać w innych miejscach. Wspominałam, że student sam określa termin i długość praktyk, jednak to nie wszystko – sam układa też program! Dostosowuje więc swoje oczekiwania, oraz wymagania uczelni, do możliwości szpitala, by jak najszerzej wykorzystać dostępne zasoby. Każda osoba posiada też własnego opiekuna merytorycznego, dzięki czemu uzyskuje się duży dostęp do pacjenta i procedur medycznych. W mojej opinii świetnym pomysłem jest kwaterowanie praktykantów w domach lekarskich – tak jak mówi Kamil, umożliwia to merytoryczną dyskusję, gospodarze zainteresowani są dniem studenta, a można także zapoznać się z realiami życia w rodzinie lekarskiej.

Jeśli masz więc taką możliwość, podejmij wyzwanie i jedź! Jeżeli Twoja uczelnia nie daje Ci możliwości odbycia praktyk wakacyjnych poza zamkniętą listą szpitali, to zawsze możesz traktować taki wyjazd jak wolontariat lub dodatkowy staż zawodowy. A wyjechać warto, nawet jeśli tylko na 2 tygodnie. Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Magdalena Zdziebko
autor BML
Studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na lekarski trafiła trochę przypadkiem, bo rozważała jeszcze bycie naukowcem lub dziennikarką, a zakochała się w medycynie bez pamięci. Prowadzi kronikę grupy studenckiej, czyta niemal wszystko co trafi w jej dłonie, ogląda seriale, gotuje, pływa i uwielbia poszerzać horyzonty. Kocha ludzi, góry, wodę oraz jedzenie i nie ufa ludziom, którzy twierdzą, że jeść nie lubią.
Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego. - Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Dwa komentarze na temat “Lekarskie praktyki wakacyjne w Azji. Opis przypadku: Sri Lanka”:

    1. Organizacje misyjne to po prostu misje katolickie w krajach globalnego południa. Należy zwrócić uwagę, że nie zawsze zajmują się one kwestaimi medycznymi.
      Z mojego przykładu – Rwanda
      1. Siostry Franciszkanki zajmujące się niewidomymi dziećmi w Kibeho (bardziej pedagogika)
      2. Siostry od Aniołów w Kabuga prowadzące hospicjum, nie mając jednak doświadczenia czysto medycznego.

      Zatem co kraj to obyczaj, nie ma tu jednego schematu, ale szukając miejsca na wyjazd, warto napisać do wszystkich na kogo się natrafi, ponieważ misjonarze są zazwyczaj bardzo otwarci i chętnie pomogą w dotarciu do odpowiednich osób

  1. Wolontariat Misyjny Salwator albo Salezjański Wolontariat Misyjny umożliwiają odbycie jakiego wyjazdu 🙂

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!