Trzy średnie krajowe od zaraz

W pierwszym kwartale br. członkom Porozumienia Zawodów Medycznych udało się zebrać prawie ćwierć miliona podpisów pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia. Reguluje on minimalne wynagrodzenie dla wszystkich grup „białego personelu” i jest zwieńczeniem ponad rocznej pracy zrzeszonego środowiska pracowników ochrony zdrowia. 19 lipca 2017 roku, w dniu pierwszego czytania projektu, pod Sejmem RP odbyła się manifestacja PZM. O nastrojach wśród medyków i perspektywach poprawy ich warunków pracy rozmawiam z Marcinem Sobotką, organizatorem manifestacji.

Dlaczego dziś się tutaj zebraliście?

Wspieramy komitet obywatelski, który jest teraz w sejmie podczas czytania obywatelskiego projektu ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia.

Ilu uczestników liczy demonstracja? Czy przybyło tylu ludzi, ilu się spodziewaliście?

Wstępnie liczyliśmy na ok 500 i tyle osób faktycznie przybyło. Manifestację organizowaliśmy ad hoc, ponieważ dosyć późno zostaliśmy poinformowani o terminie czytania naszego projektu ustawy. Jak na warunki, w jakich przyszło nam się organizować, uważam, że odzew był dosyć duży. Pracownicy medyczni zjechali się z całej Polski: Rzeszów, Wrocław, Kłodzko, Poznań, Szczecin. Duży ukłon w ich stronę, za to, że chciało im się przyjechać.

Czy kogoś dziś zabrakło? Czyja nieobecność jest najmocniej odczuwalna?

Wydaje mi się, że wśród nas powinna być również reprezentacja pielęgniarek i pielęgniarzy, tym bardziej, że stanowią najliczniejszą grupę zawodową w PZM.

Dlaczego nie przyjechały?

Zapewne z powodu otrzymanego „zembalowego”, tj. dodatku do pensji. W ramach porozumienia jeszcze z poprzednim rządem zobowiązały się do nierealizowania protestów. Od tamtej pory protestują w formie „szczątkowej” – prezentują swoje niezadowolenie, ale na tyle słabo, aby nie łamać umowy społecznej między Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych a Rządem.

Jak myślisz, z jaką reakcją ze strony polityków spotka się Wasz projekt?

Myślę, że projekt jest dziś czytany tylko dlatego, że mija właśnie ustawowy termin trzech miesięcy, jaki Sejm RP ma na jego rozpatrzenie. Myślę, że on się zakończy tym, że po prostu zostanie przeczytany bez większych refleksji, a posłowie zajmą się dalej procedowaniem ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, natomiast nasz projekt będzie czekał na dalsze procedowanie. Zapewne zostanie przesłany do komisji, a tam zamrożony i umrze śmiercią naturalną. Do takich wniosków dochodzę, ponieważ w zeszłym miesiącu, kiedy byłem na posiedzeniu komisji zdrowia, obecni tam politycy dali jasno do zrozumienia, że nie mają zamiaru procedować projektu PZM. Także zapowiedzi z kampanii wyborczych o uszanowaniu projektów obywatelskich nie mają przełożenia na faktyczne działania polityków w Sejmie tej kadencji.

Dlaczego w takim razie działacie, wiedząc, że macie nikłe szanse na sukces?

Szanse zawsze jakieś istnieją, niewielkie, ale są. Przy poparciu polityków opozycji, którzy bardzo nas wspierają (choć jeszcze 2 lata temu działali bardzo podobnie jak obecny Rząd) i poparciu środowiska medycznego może nam się udać. Będziemy się pokazywać, demonstrować, manifestować, pikietować… To wszystko zmierza do organizacji strajku ogólnopolskiego wszystkich medycznych grup zawodowych i myślę, że to się uda, ale takie działania trzeba dobrze przygotować logistycznie i prawnie. Należy zapewnić bezpieczeństwo pacjentom i pracownikom, którzy będą ten strajk realizować. Zgadzam się z przemawiającym dziś podczas otwarcia demonstracji dr. Jarosławem Bilińskim, który twierdzi, że bez strajku się nie obędzie i niezbędne są naciski siłowe.

Czyli strajk? To jest wasz następny krok?

Bezpośrednim następnym krokiem będzie strajk głodowy rotacyjny, który planujemy zacząć w październiku. Chcemy pokazać, że nieobecność pracowników medycznych spowoduje duże braki kadrowe – obecnie większość z nas pracuje na kilku etatach, co sprawia, że problemy z dopięciem grafiku nie są jeszcze aż tak odczuwalne.

Czy uważasz, że sąsiednia manifestacja KODu przeciwko zmianom w sądownictwie pomogła wam w nagłośnieniu problemów ochrony zdrowia, czy wręcz przeciwnie, jesteście w jej cieniu?

Nasza demonstracja była zgłoszona jako pierwsza. My jesteśmy gospodarzem tego miejsca, staramy się nie wchodzić sobie w drogę. Rozmawiałem z organizatorami z KODu, ustalaliśmy szczegóły logistyczne tak, żeby sobie wzajemnie nie przeszkadzać. Jaki będzie wydźwięk medialny takiego połączenia, trudno mi jest w tej chwili przewidzieć.

Czy PZM i dzisiejsza manifestacja ma coś wspólnego z KODem ideologicznie?

Jesteśmy apolityczni, nie chcemy być związani z żadną partią. Zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że musimy współpracować z politykami, bez tego nic nie osiągniemy, natomiast unikamy jak ognia wszelkiego uwikłania się w politykę. Nie chcemy, by kojarzono nasze działania jako wspieranie opozycji czy bycie organizacją antyrządową. Podpisy pod projektem ustawy też zbieraliśmy bez poparcia partii politycznych, bez ich struktur.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Dziękuję również i zachęcam wszystkich pracowników ochrony zdrowia do dołączenia do naszej organizacji – Porozumienia Zawodów Medycznych. Im nas będzie więcej, tym większą mamy szansę na poprawę warunków pracy i leczenia!


Marcin Sobotka: organizator demonstracji, lekarz rezydent radiologii i diagnostyki obrazowej, Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej w Warszawie. Członek Porozumienia Zawodów Medycznych oraz Porozumienia Rezydentów.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!