„It’s about sending a message” – wywiad z głodującym studentem


Chodzi oto żeby wysłać wiadomość dla Rządu i społeczeństwa a przede wszystkim – do naszego środowiska – rezydentów, studentów. Z każdą taką kolejną akcją, pikietą, głodówką ta świadomość rośnie i ludzie coraz bardziej się jednoczą. Przy odpowiednio dużym zjednoczeniu można łatwiej zorganizować i zagrozić radykalniejszymi formami protestu.

 

Co robisz o tak późnej porze w szpitalu dziecięcym przy ul. Żwirki i Wigury?

Podjąłem się głodówki. Głoduję o wczoraj, czyli od piątku 6 października 2017 r, od godziny 15. Na ten moment głoduję już od ponad 24h.

Co zamierzasz robić od poniedziałku? Idziesz na zajęcia ?

Tak, wrócę. Akurat mam wolny weekend, więc mogę się do nich przyłączyć. Chociaż tyle mogę zrobić.

Czy głodówka jest konieczna? Czy naprawdę trzeba koczować w holu szpitala, nie ma innego rozwiązania?

To jest naturalna kolej rzeczy. Wszystkie dotychczasowe próby komunikacji z Rządem, próby dojścia do kompromisu spełzły na niczym i musimy sięgać po coraz ostrzejsze środki.

Jaki jest odbiór Twoich kolegów ze studiów? Czy wiedzą?

Odbiór jest zdecydowanie pozytywny. Większość zna genezę problemu i popiera działania Porozumienia Rezydentów. Natomiast, w moim mniemaniu, jest jeszcze spora bierność środowiska studenckiego. Można by dużo więcej zrobić, dużo bardziej wspomóc.

Jak myślisz, z czego wynika ta bierność wśród studentów?

Studenci mimo wszystko nie zdają sobie sprawy jak wygląda szara codzienność lekarza w Polsce i przez to, że nie spotykają się z tymi problemami na co dzień, w podświadomy sposób uważają, że te problemy ich nie dotyczą. Nie mają bodźca, który by ich popchnął do bardziej aktywnych i radykalnych działań.

A czy Ty wiedziałeś z czym będzie się wiązać praca lekarza, zanim poszedłeś na studia?

Poniekąd tak, moi rodzice są lekarzami. W czasie liceum, kiedy wybiera się swoją ścieżkę zawodową, człowiekiem kieruje idealizm. Teraz, po pięciu latach studiów, nie zniknął zupełnie, niemniej z czasem człowiek zaczyna myśleć o bardziej pragmatycznych sprawach, o założeniu rodziny, ustatkowaniu się.

Z czasem zaczęło do mnie docierać co mnie czeka, gdy zostanę lekarzem, z jakimi problemami przyjdzie mi się zmagać. To był stopniowy proces, informacje rozpowszechniane przez Porozumienie Rezydentów z pewnością pomogły w zrozumieniu skali zjawiska.

Co jeśli protest nic nie zmieni? Czy masz jakiś plan B?

Protest nie jest dla mnie ostatecznym argumentem jaki mamy, dopuszczam do siebie myśl, że głodówka może zakończyć się fiaskiem. Ale cytując film „it’s about sending a message”. Chodzi oto żeby wysłać wiadomość dla Rządu i społeczeństwa a przede wszystkim – do naszego środowiska – rezydentów, studentów. Z każdą taką kolejną akcją, pikietą, głodówką ta świadomość rośnie i ludzie coraz bardziej się jednoczą. Przy odpowiednio dużym zjednoczeniu można łatwiej zorganizować i zagrozić radykalniejszymi formami protestu.

A co Ty chciałbyś osiągnąć?

Chciałbym żeby cała ochrona zdrowia w Polsce wyglądała inaczej, lepiej. Miałem to szczęście wyjechania na praktyki Erazmus do Hiszpanii. Byłem pod wrażaniem, ze da się pracować inaczej, lepiej, że cały personel medyczny może ze sobą współpracować w zgodzie, pracownicy mogą być zadowoleni, wypoczęci i szczęśliwi, mieć czas się odstresować, porozmawiać z przyjaciółmi, porozmawiać, pożartować z pacjentami – przecież to jest ważne w procesie terapeutycznym, buduje zaufanie w relacji lekarz – pacjent! Podobnie z kwestią dostępności do leków, lepszego sprzętu – a przecież mówimy o Hiszpanii, która nie jest znowu najbogatszym krajem w Europie.

Jak osoby, które nie są związane z medycyną reagują na protest medyków?

Moi znajomi nie będący lekarzami rozumieją i popierają to co robię. Kiedy ma się szanse przez dłuższy czas podyskutować z kimś, wytłumaczyć na spokojnie jak działa system i jakie są postulaty protestu, łatwiej jest przekonać kogoś do wspierania naszej akcji. Wystarczy trochę cierpliwości i czasu.

Powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!