Po spotkaniu z Ministrem Zdrowia: Głodówka trwa

Dziś, 4 października 2017 r., ok. godziny 21 w siedzibie Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” zakończyła się trwająca niecałe 3 godziny pierwsza tura negocjacji przedstawicieli komitetu protestacyjnego Porozumienia Rezydentów OZZL z Ministrem Zdrowia Konstantym Radziwiłłem. Czy nadeszła wreszcie „dobra zmiana” w ochronie zdrowia? W niniejszym tekście postaram się wytłumaczyć kontekst aktualnego sporu i wyjaśnić, dlaczego młodzi lekarze zdecydowali się na tak radykalny krok.

„Nie możemy dopuścić do tego, żeby państwo głodowali i zrobili sobie krzywdę.”To mogłaby być scena z westernu. Po stronie rezydentów: czterech przedstawicieli, znane twarze i nazwiska, główni działacze i inicjatorzy protestu. Po stronie rządowej: Konstanty Radziwiłł we własnej osobie, jego dwóch zastępców, w tym osoba odpowiedzialna za analizy finansowe, oraz przedstawiciel Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, niemrawa odpowiedź na prośby o spotkanie z panią Premier RP. Dobry, Zły i Brzydki więc są – niech każdy sobie dopowie, kto jest kim. Na tym podobieństwa do filmu się jednak kończą, a wkracza proza życia: zamiast merytorycznych rozmów – szantaż emocjonalny, zamiast negocjacji – retoryka sukcesu. Zupełnie jakby głodujący od 3 dni lekarze przyszli na prezentację szybkogotujących garnków trzeciej generacji, a nie rozmowy na temat poprawy systemu ochrony zdrowia.

„Nie możemy dopuścić do tego, żeby państwo głodowali i zrobili sobie krzywdę.” – oznajmia Minister, wszak lekarz, w geście trudnym do interpretacji – ni to troski, ni to pogróżki. W trakcie kolejnych minut spotkania dysonans poznawczy tylko się pogłębia.

W geście „dobrej woli” MZ jest w stanie zaproponować… poszerzenie listy specjalizacji deficytowych o specjalizacje onkologiczne (nawet nie zauważyłem, że z nich wypadły). Pomijając podnoszoną już przez środowisko kwestię niesprawiedliwości takiego rozwiązania, była to propozycja przyznająca dodatkowe środki dla… ok. 200 lekarzy. I co najważniejsze: w ogóle nie dotyczyła tematu negocjacji, czyli podwyższenia nakładów na leczenie z 4,7% do do słynnych 6,8% PKB. Po bezowocnej wymianie zdań, strony rozstały się bez konkretnych ustaleń co do dalszych działań.

„Oddawanie krwi jako sposób protestowania budzi we mnie wątpliwości Osobiście jestem krwiodawcą, nigdy nie zdarzyło mi się brać dnia wolnego z powodu oddania krwi, byłem normalnie w pracy.”Przypomnijmy kontekst. Grupa ponad 20 lekarzy od 3 dni prowadzi głodówkę w Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym przy ul. Żwirki i Wigury 63A w Warszawie. Manifestują swoje niezadowolenie z rażąco niskich nakładów na ochronę zdrowia i domagają się formalnych zapewnień o ich podniesieniu – do zalecanego przez WHO 6,8% PKB w przeciągu najbliższych 3 lat. Wśród innych postulatów medyków znajduje się m.in. rozwiązanie problemu braku personelu medycznego, poprawa warunków pracy i płacy, zmniejszenie biurokracji i zniesienie limitów na świadczenia, co zlikwiduje lub przynajmniej skróci kolejki pacjentów.

Protest ten jest efektem fiaska dwuletnich merytorycznych rozmów na linii PR – MZ. Podstawieni pod ścianą młodzi lekarze zamanifestowali swoją gotowość do działania w czerwcowym i wrześniowym marszu w 2016, udowadniając swoją determinację i skłonność do samoorganizowania. Wspomniane manifestacje, w których na ulice wyszło ok. 10 000 medyków były największymi takimi wydarzeniami w historii Polski, jednak nie potrafiły wywrzeć wystarczającej presji społecznej na klasie rządzącej by skłonić ją do intensywniejszego działania. Strona rządząca co prawda powołała stosowne komisje ds. poprawy warunków kształcenia i pracy lekarzy, jednak związane było to z przewlekaniem ich działalności bez osiągania widocznych efektów. Niejako na boczny tor spychany był najważniejszy problem: niedofinansowania systemu.

Herbata nie zrobi się od mieszania słodsza – niby oczywiste, ale obecny i (praktycznie) każdy poprzedni Rząd III RP zdaje się nie rozumieć (a raczej udawać, że nie rozumie) tej zależności, zamiatając problem braku środków na leczenie pod dywan. Jakiekolwiek inne reformy „służby zdrowia”, w tym głośna ostatnio „sieć szpitali” nie mają absolutnie sensu z bardzo prozaicznego powodu – samo zmienianie szyldów na szpitalach w magiczny sposób nie przysporzy im środków na diagnostykę i leczenie. A proces zadłużania szpitali jest wręcz flagowym przykładem degrengolady obecnego systemu, którego płynność pracy opiera się już tylko na zapewnieniach, że jakoś to będzie. Dyrektorzy słyszą, że mają wykonywać nadwykonania i kiedyś za nie otrzymają zwrot, personel słyszy, że nie może być mowy o zatrudnieniu dodatkowych pracowników i ma pracować więcej i dłużej pomimo ewidentnych oznak przepracowania – ze słynnymi zgonami na dyżurach włącznie.

Tragiczna sytuacja polskiej ochrony zdrowia, a przede wszystkim brak perspektyw na jej poprawę i bezczelna niekiedy nonszalancja z jaką zdarzało się klasie politycznej podchodzić do problemu (np. poprzez komentarz lekarza-polityka „jak ja byłem młody, to cieszyłem się, że mogłem za darmo dyżurować, dyżury to była taka medyczna przygoda”) popchnęły młodych lekarzy do ostateczności. Wiedząc, że strajk i odejście od łóżek nie jest bezpieczne dla pacjentów i wątpliwe moralnie, zdecydowali się na protest głodowy wybranej grupy rezydentów, stanowiącej ich Komitet Protestacyjny. Setki innych lekarzy, po uprzednim ustaleniu tego z przełożonymi, ruszyło do stacji krwiodawstwa by oddać krew i zamanifestować swoje poparcie. Akcja ta została skwitowana przez Ministra Zdrowia słowami:

„Oddawanie krwi jako sposób protestowania budzi we mnie wątpliwości Osobiście jestem krwiodawcą, nigdy nie zdarzyło mi się brać dnia wolnego z powodu oddania krwi, byłem normalnie w pracy.” .

Pomijając kwestię, jak można pójść oddać krew i jednocześnie nie mieć wolnego w pracy, daje nam to rozeznanie w podejściu Rządu do polskich pacjentów i protestujących w ich imieniu medyków. Tymczasem ich grono skutecznie się poszerza: od wczoraj głodujących odwiedzają studenci medycyny z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, z całego kraju (i z zza granicy!) płyną słowa poparcia, organizowane są kolejne pikiety, a nawet… biegi.

„Moim zdaniem głodówka nie jest adekwatnym sposobem, żeby wyrażać wolę zwiększania nakładów na ochronę zdrowia” – komentuje Konstanty Radziwiłł na konferencji prasowej 2.10.2017.

Panie Ministrze, a co jest?

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Krzysztof Ostaszewski
Redaktor Naczelny
Redaktor naczelny BML. Członek Porozumienia Rezydentów. W 2013 rozpoczął rezydenturę z onkologii klinicznej. W trakcie studiów wyjechał na praktyki do Austrii i Łotwy, odbył również roczne stypendium w Hiszpanii w ramach programu ERASMUS. Żegluje i jeździ po świecie rowerem. Dużo :-).
"Hasta la muerte, todo es vida." - Miguel de Cervantes, Don Quixote de la Mancha

Dwa komentarze na temat “Po spotkaniu z Ministrem Zdrowia: Głodówka trwa”:

  1. Pomijając fakt, że sam pomysł dodatków motywacyjnych i to tylko dla nowych rezydentów jest niesprawiedliwy, to jeszcze dorzucenie specjalizacji onkologicznych nie jest kompletne, bo ministerstwo zapomniało o radioterapii onkologicznej… Rozumiem, że zdaniem rządzących wystarczy wyciąć guza, dać patomorfologowi do oceny i po potwierdzeniu przekazać do onkologa klinicznego i podać chemię, ale z napromieniania można systemowo zrezygnować i przestać szkolić specjalistów w tej dziedzinie? Jeśli to by przeszło w tej formie, to zapomnijmy o napływie nowych chętnych na radioterapię, która jest jedną z opcji dla osób zainteresowanych onkologią. Przy różnicy zarobków 1200 zł na rezydenturze wszyscy pójdą w onkologię kliniczną lub hematologię, a niedobory w radioterapii będą się pogłębiać. Genialny pomysł – widać, że przygotowywany na kolanie… Szuka ten człowiek rozwiązań, a każdym następnym tylko pogarsza sytuację.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!