Misterium ciała

Jeśli istnieje coś takiego jak powołanie, to ja je mam i nie wstydzę się tego powiedzieć. To piękne uczucie, kiedy wiesz, że praca daje ci spełnienie zarówno w wymiarze zawodowym, jak i prywatnym.

Od kiedy pamiętam, fascynuje mnie wykonywanie sekcji zwłok. Jestem humanistką i mam potężną potrzebę kontaktu z pierwiastkiem metafizycznym. Ostatnia posługa medyczna może rozwiać wątpliwości co do przyczyny śmierci człowieka. A dla mnie jako lekarza jest darem. To ostatni moment, w którym można zrobić coś namacalnego dla człowieka w jego ziemskim bycie.

Kiedy poznaję nowych ludzi, zawsze dochodzi do tej samej wymiany zdań: – Cześć. Kim jesteś z zawodu? – Jestem lekarzem – odpowiadam. – Na pewno pediatrą. Zaprzeczam. – Taka zadbana babka… To może dermatolog? – Też nie. – Okulistka? Internistka? Też nie? No nie mów, że jesteś chirurgiem!? – Blisko. I gdy w końcu pada magiczne „jestem patologiem”, zapada cisza i szybko zmienia się temat. Może dlatego, że jestem wesołą optymistką, a większość ludzi uważa, że patolog powinien być poważny i permanentnie przygnębiony.

Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok. Wstrząsnęło mną, że zwłoki wyglądają zupełnie jak żywy człowiek, który jest jakby w łagodnym śnie. Z tą tylko różnicą, że ten sen jest ostateczny, a każde nacięcie niesie za sobą dramatyczną nieodwracalność. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest kres dla ciała.

Moim zdaniem zwłoki są szalenie estetyczne. Przyjeżdżają schorowane, czasem okaleczone, po amputacjach i operacjach, a niekiedy zdarza się, że mają jeszcze założone dreny, które elegancko usuwamy. Ale to wciąż są ludzie tacy jak my: starsi, młodsi, dzieci, noworodki. Zwłoki, które do nas trafiają, nigdy nie są zgniłe, zjedzone przez mikroorganizmy, wyciągnięte z wody czy spalone. Nimi zajmuje się medycyna sądowa. Patomorfologia ogólna wiąże się z wykonywaniem sekcji zwłok osób, które zmarły w domu bądź szpitalu bez podejrzenia zbrodni lub wypadku. Na przykład z powodu przewlekłej choroby.

Oczywiście, na ludzkim ciele uwidaczniają się oznaki śmierci – plamy opadowe. Są to krwawe wybroczyny o sinoczerwonym kolorze, związane z przenikaniem krwi z naczyń krwionośnych do sąsiadujących tkanek. Ale niekoniecznie od razu je widzę, bo przeważnie znajdują się na niżej położonych częściach ciała: pośladkach, okolicach łopatki czy tyle głowy. Kiedy pacjent leży, są niewidoczne.

W czasie sekcji zwłok wrażenia organoleptyczne nie są najistotniejsze – to nieprawda, że śmierdzi, że to jest nieprzyjemne, że są wydzieliny i procesy gnicia. Zwłoki są cudownie zakonserwowane, chłodne i nie wydzielają żadnego zapachu. Nie istnieje coś takiego jak „odór śmierci”. Woń pojawia się dopiero po otwarciu jam ciała, a i to nie zawsze. Kiedy otwieramy jelita, to cóżby tam miało być innego, jak nie kupa? A kupa śmierdzi. Czasami w organizmie są zmiany martwicze, rozpadające się nowotwory – to wszystko wydziela bardzo charakterystyczną woń, ale nie powiem, że jest to materia obrzydliwa, widok nie do zniesienia.

Sekcja zwłok składa się ze ściśle określonych procedur, których należy przestrzegać. Na samym początku zapoznaję się z kartą pacjenta, bo nie mam prawa rozpocząć autopsji bez podwalin klinicznych. Niejednokrotnie zdarza się, że dokumentacja medyczna zawiera nie tylko informacje o pacjencie i jego chorobie, lecz także opis fragmentu życia. Jeśli pacjent zmarł z powodu podejrzenia zawału serca, to często czytam: „Dziadek odbierał wnuczkę z przedszkola, zabolało go serce, upadł, został przewieziony…”. Czasami czuję się, jakbym znała tę osobę prywatnie.

Każda sekcja zwłok składa się z autopsji trzech jam ciała: jamy czaszki, jamy klatki piersiowej i jamy brzusznej. Otwieramy każdą po kolei, w takim właśnie porządku, niezależnie od tego, w której z nich spodziewamy się znaleźć przyczynę zgonu. Często zdarza się, że u pacjentów, u których zdiagnozowaliśmy już jakąś chorobę – np. niewydolność krążenia, zawał serca – odnajdujemy inne patologie w mózgu, jak udar czy guz, które też mogły być przyczynami zgonu.

Narządy ludzkiego ciała można podzielić na estetyczne, czyste i przyjemniejsze w dotyku oraz na te mniej „lubiane”. Szalenie estetyczne są nerki. Mają bardzo ładny kształt – fasolkowaty. Są przyjemne w dotyku, mają ciekawą konsystencję. Nie są rozlazłe, ale też nie są twarde jak kamień. Są zwarte, a jednocześnie bardzo delikatne i zawsze czyste. Nawet jeśli zawierają zmiany patologiczne, to są one ukryte w środku, więc kiedy je rozpakowujemy z tych ich pięknych, tłuszczowych torebek, to zawsze są gładkie i lśniące. Z kolei niezbyt przyjemnym organem z wiadomych względów jest jelito. Niekoniecznie elegancka jest też trzustka – trudno dostępna i ciężka do wypreparowania. Płuca zazwyczaj zawierają pienistą wydzielinę, są mocno przekrwione i broczą w chwili preparowania, ale za to mówią sporo o pacjencie. Od razu można rozpoznać płuca palacza, bo towarzyszy im rozedma, czyli pęcherze powietrzne ulokowane na obwodzie i pylica węglowa – czarne złogi pyłów, osadzające się w tkance płucnej.

Serce jest eleganckie, zwarte, sprężyste i w większości przypadków – chore. Nie robi jednak na mnie większego wrażenia. Może niefortunnie to zabrzmi, ale moim ulubionym organem jest mózg. Jestem patologiem od piętnastu lat, a i tak za każdym razem, kiedy go dotykam, dreszcz przechodzi mi po plecach. To coś niewyobrażalnego. Moment, kiedy go kroję, jest nie do porównania z niczym innym. Zawsze sobie wtedy myślę, jakie to niesamowite, że w tej oto tkance zawiera się wszystko. Wszystko, czyli ja – człowiek. Poczucie świadomości styku materii z duchem, który tę materię ożywia, jest nie do opisania.

Ale inne jamy ciała też są interesujące. Lekarzowi zawsze towarzyszy ciekawość: znajdzie coś czy nie znajdzie, będzie guz czy nie? Ale to jest raczej naukowe, badawcze, takie medyczne. Natomiast ten moment metafizycznego spięcia, niezwykle dziwnego uczucia, jest możliwy tylko wtedy, kiedy otwiera się jamę czaszki. Nie na darmo Thorwald (niemiecki pisarz, autor książek o historii medycyny sądowej – przyp. red.) powiedział, że mózg jest kruchym domem duszy. Bo kiedy już pokroję mózg, kiedy zrobię preparaty, to wtedy czuję, że oto zadziało się najgorsze – nie ma już ducha.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Dwa komentarze na temat “Misterium ciała”:

  1. Dziwny artykuł. Jestem lekarzem, znam patomorfologów i nie spotkałem się z takim dzwacznym (nie chcę powiedzieć fetyszyzującym, ale się jednak ciśnie) stosunkiem do zwłok. Całe te opisy brzmią dziwacznie i nieprzyjemnie.
    Sekcje zwłok to jakieś 10% pracy patomorfologa – reszta to szkiełka, tutaj ta proporcja jest odwrócona. Nie spotkałem się jeszcze, żeby patomorfolog omawiał wyniki histologii z pacjentem – tylko z lekarzem.

  2. Zgadzam się z wami, jestem patologiem z 24 letnim stażem i ani ja ani nikt ze znajomych nie podchodzi w taki sposób do sekcji. Robi się je coraz rzadziej, a znakomita większość pracy to histopatologia. Wydaje mi się, że ekscentryków wśród nas nie ma więcej niż wśród innych specjalności.

  3. Akurat miałem zajęcia z dr Hałoń. Rzeczywiście kto jej nie zna, może mieć dziwne wrażenia po przeczytaniu artykułu. Sam takie miałem jak go czytałem. Dopiero kiedy zobaczyłem o kim mowa wiedziałem, że nie ma w tym nic dziwnego.
    Dr Hałoń jest naprawdę pozytywną i sympatyczną osobą, lubianą przez studentów.

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.