Lekarz emigrant pisze

Pierwsze kroki

Początki nie były łatwe. Praca w nowym otoczeniu, dodatkowo problemy językowe (posiadanie certyfikatu to jedna sprawa, ale umiejętność płynnego posługiwania się językiem na co dzień to już wyższa sztuka). Ordynator powoli wprowadzał mnie w nowe obowiązki. Zaczynałem od rzeczy prostych, stopniowo przechodząc do trudniejszych. Zanim pozwolił mi cokolwiek samodzielnie robić, to musiałem wiele razy daną rzecz zrobić pod jego czujnym okiem. Czasami mam wrażenie że łatwiej jest się czegoś nauczyć niż dostać potwierdzenie, że już się to umie. Oczywiście cały czas w razie potrzeby mogę po szefa zadzwonić, bo jak sam zaznacza: on jest od tego żeby mnie uczyć i pomagać.

W rozmowach z kolegami z Polski zawsze odnoszę wrażenie, że zdecydowanie więcej się nauczyłem w tym samym czasie niż oni. Nie trudno o taki wniosek kiedy porównuję do ilu operacji znieczulam tygodniowo. Szef co chwilę mnie wysyła na konferencje, szpital mi finansuje kursy np. usg czy bronchoskopii. W zamian oczekuje ode mnie zaangażowania i rzetelności w pracy. Myślę, że się z tego całkiem dobrze wywiązuję, bo pielęgniarki przekazały mi, iż mówił im, że jest zadowolony z mojej pracy. Ponadto szef, myśląc przyszłościowo, już teraz zaczyna ze mną dyskusję odnośnie mojej kariery po specjalizacji, jakbym mógł się dalej rozwijać, abym pozostał w szpitalu na lata.

W szpitalu klinicznym w mieście z którego pochodzę mój znajomy usłyszał na dzień dobry: możesz zrobić tu specjalizację, ale nie licz że dostaniesz tutaj później etat specjalisty. To brakuje w Polsce tych specjalistów czy nie? Fajnie jest zatrudnić rezydenta do noszenia historii choroby za profesorem albo do pracy sekretarki, a później go wyrzucić, bo był za darmo i przyjąć nowego – zaczynamy zabawę od nowa. Czyli tak naprawdę nie brakuje tych lekarzy, to po co zwiększać limity na medycynę i otwierać nowe wydziały lekarskie. Gdyby lekarzy było mało, to przecież by nie pracowali za głodowe stawki, tylko mogli by dyktować naprawdę wysokie warunki.

W Niemczech brakuje lekarzy. To szpitale się o nich biją. Co jakiś czas mam telefony od headhunterów czy nie szukam innej pracy, mówią co mogą mi zaoferować, pytają o moje wymagania odnośnie tego gdzie, w jakim szpitalu, regionie i co bym chciał robić. To praca mnie szuka, a nie ja pracy. To ja wybieram, a nie mnie wybierają. Czuję się dowartościowany i potrzebny. Nikt mi łaski nie robi, że mnie czegoś nauczy, jest wręcz na odwrót.

Współpraca między oddziałami

Wiele osób wie jakie to jest wyzwanie, aby ściągnąć chirurga na konsultację. Skierowanie, telefon, prośba albo błaganie, żeby jeszcze w tym tygodniu, a najlepiej przyprowadzić do niego pacjenta żeby pan doktor sam daleko chodzić nie musiał.

Tutaj jest inaczej. Nie muszę pisać osobnego skierowana z prośbą o konsultację. Ja muszę tylko zadzwonić i zapytać czy to będzie za 15 minut czy za pół godziny (bo to, że dzisiaj to jest oczywiste). Też jest trochę biurokracji, ale większość jest jednak skomputeryzowana. Pacjent ma swój profil w systemie i tam znajdę wszystkie konsultacje, wyniki, poprzednie wypisy, wizyty w przychodni. To znacznie ułatwia pracę.
Codziennie z internistami i chirurgami mamy wspólną wizytę na oddziale intensywnej terapii. To jest nasz wspólny pacjent. Pacjent nie będzie wypisany z intensywnej terapii do domu, tylko trafia najczęściej tam, skąd został przyjęty (chirurgia, interna, ginekologia, urologia). Na intensywnej terapii nie ma planowych przyjęć tak jak na chirurgii czy internie (nie licząc tego że przy planowaniu dużych operacji chirurdzy zawsze konsultują z nami obłożenie oddziału, aby pacjent mógł pozostać przez dłuższy czas pod monitoringiem). Bo to pacjent jest w centrum uwagi.

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Społeczność BML / Nadesłane
 
Społeczność BML to użytkownik zbiorowy - przygotowany dla każdego, kto chciałby opublikować swój tekst bez rozpoczynania stałej współpracy. Pragniesz udzielić kilku rad rozpoczynającym karierę medykom, ale nie widzisz potrzeby dołączania do grupy autorów? Masz ciekawe przemyślenia, którymi chciał(a)byś się podzielić? Organizujesz akcję charytatywną / happening / spotkanie warte rozreklamowania? Prowadzisz ciekawy portal, o którym chciałbyś napisać? Witamy wśród nas, młodych medyków!
"I am what I am because of who we all are." - Leymah Gbowee

Dwa komentarze na temat “Lekarz emigrant pisze”:

    1. Artykuł napisałem z własnej woli. Nikt go nie sponsorował.

    2. Po 2. stronie również dość mocno wyczułem „artykuł sponsorowany”. Jeśli nie, to tylko wrażenie po headhunter-ach z Niemiec, którzy często szukają studentów/młodych lek. W każdym razie gratuluję B2 w przeciągu roku i satysfakcji, również finansowej, z 1 etatu w 1 miejscu! Powodzenia 🙂

    3. Osobiście poprosiłem autora bloga http://lekarz-emigrant.blogspot.com/ o napisanie zbiorczego tekstu podsumowującego jego wrażenia z pracy na obczyźnie. Tekst jest elementem większej całości, działu „Stetoskop i paszport”, w którym ludzie opisują swoje doświadczenia z pracy / praktyk zagranicznych.

  1. I ja tu nie myśleć o emigracji…? Moja koleżanka w zeszłym roku zaczęła specjalizacje i od wejścia dostała 23 pacjentów, w okresie wakacyjnym wszyscy poszli na urlopy i zostawili ją samą, a pracowała tam dopiero pół roku. Kiedy prosiła o pomoc w konsultacji jak leczyć pacjentów od swoich kolegów w większości przypadków słyszała, że nikt nie ma na to czasu i ma radzić sobie sama. Kiedy wyrabia nadgodziny, żeby uzupełnić karty pacjentów, to nikt nawet nie myśli, żeby zapłacić jej za nadgodziny. Skończyła pierwszy rok specjalizacji i nie była jeszcze na ani jednym kursie specjalizacyjnym, bo jej jednostka nie pozwala jej opuścić szpitala mówiąc, że brakuje personalu, a przecież nie musi kończyć specjalizacji w przewidzianych na to pięciu latach…

  2. Mogę potwierdzić to co kolega emigrant napisał. Jestem na drugim roku specjalizacji w Niemczech. Bardzo zadowolona z pracy, mam 40 godzinny tydzień pracy, a to wliczają się dyżury. Przez pierwszy rok nauczyłam się bardzo dużo. Na dyżurze czuję się pewnie, może nie dlatego że jestem już tak doświadczona, ale dlatego że zawsze mam kolegę specjalistę pod telefonem i do którego mam obowiązek zadzwonić w czasie trudnej sytuacji. Wręcz gdybym nie poinformowała go o trudnym problemie w trakcie dyżuru jeszcze w nocy, mógłby mieć pretensje na odprawie porannej. Na oddziale mogę robić wszystkie procedury, które odpowiadają poziomowi mojego doświadczenia. Gdy coś za mnie zrobi specjalista, bywa, że mi się tłumaczy ” wiesz tym razem spodziewałem się więcej problemów i dlatego zrobiłem sam”. Szpital do określonej kwoty finansuje dodatkowe wybrane przeze mnie szkolenia. Ktoś w komentarzach pytał się o minusy, ale naprawdę nie potrafię znaleźć minusów obecnej sytuacji:)

    1. Brak polskiej kuchni jest dla mnie małym minusem. Sam pierogów lepić nie potrafię 😛

  3. Akurat jeśli chodzi o przywrócenie stażu, mam odmienne zdanie. Jeśli się trafi na dobrego opiekuna i jest się dociekliwym, z pewnością można się sporo nauczyć. Nie polegam na tej opinii jak na wyroczni, bo staż jeszcze przede mną, ale jeśli moja uczelnia będzie mnie przygotowywać do zawodu tak jak to się dzieje w tej chwili, to będę wiązać z nim duże nadzieje. Tobie się przydał do zrobienia certyfikatu – zawsze to jakiś plus. Z tego co piszesz jest kolosalna różnica w traktowaniu lekarzy z pełnym prawem wykonywania zawodu w Polsce a w Niemczech. Nic dziwnego, że tyle ludzi rozważa emigrację. Kto w Polsce pomoże nowemu lekarzowi załatwić mieszkanie? Jak w Polsce pacjenci odnoszą się do lekarzy? Czy pacjent to przypadek kliniczny, czy żyła złota z NFZ? Bo na pewno nie człowiek… Spotykałam się już na praktykach z sytuacją, gdy lekarz z SORu stawiał inne rozpoznanie, „bo trzeba się rozliczyć z NFZ i trzeba na tym skorzystać, bo zbankrutujemy”. Albo inny lekarz, który odesłał pacjenta z SORu do domu „bo troponina była ujemna”, a potem pacjent przyszedł znowu i na pewne rzeczy było już za późno. To tylko niektóre z sytuacji…
    Przy okazji – czy istnieje jakieś forum polskich lekarzy w Skandynawii?

    1. Ja wyjechalam do Szwecji na specjalizacje od listopada. Mam identyczne odczucia jak autor artykulu – bylam na 5 rozmowach i jest zupelnie inaczej niz w PL, ze to Ty sie prezentujesz to oni sie prezentowali, zebym to akurat ich wybrala. Pomagaja ze wszystkim (nawet kasa na przeprowadzke). Dyzury juz mialam sama – ale zawsze spec pod tel i trzeba do niego dzwonic 🙂

    2. Czy mogłabyś mi podać namiary na biuro, bądź osobę, która ułatwiła Ci wyjechanie do Szwecji już na specjalizację? Kontaktowałem się z kilkoma biurami i wszystkie wymagają skończonej specjalizacji, bądź biegłej znajomosci języka.
      Pozdrawiam

    1. Teraz chyba już C1, ale jak komuś bez różnicy jak daleko to jeszcze jest Szwajcaria – tam chyba jeszcze B2 obowiązuje.

    2. B2 goethego i C1 w izbie, ten w izbie kosztuje z 300 euro(zalezy jaka izba!), trwa gdzine i jest z jezyka medycznego niemieckiego, konwersacje lekarz-lekarz, lekarz-pacjent plus pisanie Arztbrief

  4. Specka w szpitalku klinicznym w PL:
    1. Staż specjalizacyjny „może w innym terminie albo wcale – właściwie „załatw sobie podpis” i wracaj na oddział
    2. Kurs specjalizacyjny – „nie musisz robić wszystkich od razu”
    3. Konferencje – za zgodą (nawet na urlopie)
    4. Starsi koledzy – skonsultuja, ale ilez sie trzeba naprosic, nachodzic…

    1. Specka u mnie:
      1. Kurs specjalizacyjny- „Czy zapisał się pan na kurs? Dlaczego dopiero na wrzesień jak jest dopiero styczeń? Proszę poszukać gdziekolwiek i szybciej.” – Właściwie tylko muszę dograć termin z urlopami na oddziale i mogę jechać.
      2. Konferencje- szef mi ciągle przynosi info o konferencjach i sympozjach. Jakbym we wszystkich brał udziął to bym nie miał żadnego wolnego weekendu 😛
      3. Starsi koledzy – zawsze mam wyznaczonego lekarza do którego mam dzwonić jak mam problem na sali operacyjnej (najczęściej to i tak szef). Konsultacje między oddziałami – brak problemów, u mnie w szpitalu najczęściej za to odpowiadają starsi lekarze.

  5. Jestem w trakcie stażu podyplomowego i uważam, że to bardzo owocny czas pod względem zdobywanej wiedzy i doświadczenia. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniego szpitala i oddziałów, gdzie odbywa się staże cząstkowe. Trafiając na dobrych specjalistów można nauczyć się bardzo dużo i przy odrobinie chęci oraz zaangażowania bez problemów jest się dopuszczanym do wykonywania prawie wszystkich procedur.

    1. Owszem. Na internie mogłem się uczyć. Na anestezji też się uczyłem. No i wisienka była ginekologia – ginekolodzy kazali mi sobie sami znaleźć zajęcie to poszedłem na blok do anestezjologów.
      Szpital przyjmujący stażystów (i rezydentów) jest zapoznany z programem szkolenia. Możliwości uczenia się powinna być zagwarantowana jak psu buda. A jak na chirurgii chciałem zobaczyć jakiś zabieg to usłyszałem, że ja mam przyjmować teraz pacjentów a nie stać i oglądać operacje. Dziękuję bardzo za takie traktowanie mnie jako taniej siły roboczej.

  6. A jakie są zarobki w Niemczech dla lekarza w trakcie specjalizacji? Bo to jest dla mnie kluczowa kwestia jako rezydenta z 2 dodatkowymi pracami w Polsce, więc prosperującego nie najgorzej 😉
    Czy mile widziane jest podejmowanie przez lekarza dodatkowych prac?
    Będę wdzięczna za odpowiedź.

    1. Tutaj jest tabelka z minimalnymi zarobkami:
      http://www.oeffentlichen-dienst.de/tv-l/tv-aerzte.html

      W zależności od tego który rok specki, albo po specjalizacji, to inna pensja. Oczywiście do tego dochodzi to czy jest się stanu wolnego, ma dzieci, konkubinat etc i inaczej płaci się podatki – ja jako kawaler, bez dzietny, bez legalnego konkubinatu, jestem w pierwszej grupie podatkowej czyli najgorszej z możliwych, ale mimo to biedy nie klepię.

      Większość lekarzy pracuje na jednym etacie. Nie ma biegania z dyżuru na dyżur. Co masz na myśli mówiąc dodatkowa praca?

    1. Polecam ofertę Instytutu Austriackiego. Tam przez rok chodziłem. Duża oferta. Kursy z różna częstotliwością. Świetni lektorzy.

  7. Dzięki za świetny-obszerny wpis.
    Od dziś autor zyskał nowego czytelnika swojego bloga.

    Chyba wrócę do myśli by pójść na kurs niemieckiego w sumie zostało mi jeszcze pól 6 roku i staż

  8. Dlaczego przywrócono staż podyplomowy? Bo bez niego nie moglibyśmy podjąć pracy za granicą, jak TY!!!!! Brak zaświadczenia o odbytym stażu = zamknięcie drzwi na zachód!!!!

    1. Nie przypominam sobie, abym musiał mieć zaświadczenie o odbytym stażu. Jeśli bym go nie odbył to nie dostałbym polskiego PWZ. A ten dokument akurat musiałem mieć. Jedynie na podstawie świadectwa pracy (ze szpitala w którym odbywało się staż) można się ubiegać o uznanie go jako pierwszego roku pracy i wówczas pierwszy rok specjalizacji jest traktowany w tabeli płac jako drugi rok pracy.
      Staż nawet na 6. roku nie zamyka drogi przed wyjazdem, bo taka osoba dostanie przecież PWZ i będzie pełnoprawnym lekarzem.

    2. No to nie jest do konca prawda, bo sa kraje gdzie nie ma stazu i tytul lekarza z Polski pozwala ci przystapic do zagranicznego LEPu i zdobyc miejsca na specjalizacje. Np: Hiszpania, gdzie ja zrobilam specjalizacje w ten sposob. Gorzej, ze teraz przywracaja staz w Polsce, wiec to ja mam zamkniete drzwi zeby wrocic, a myslalam o tym…:-/

  9. A dziś euro już po 4,48, co pewnie i tak masz gdzieś 🙂 Nie ukrywam, że zazdroszczę – oczywiście w pozytywnym słowa tego znaczeniu – i zarobków i warunków pracy. Tak jak piszesz na blogu – u nas też się nie pracuje tylko zap..ala ale jakim kosztem i za jakie stawki. Co raz mniej mi się to podoba. A przy zapędach obecnego obozu rządzącego będzie jeszcze gorzej.

    1. Obchodzi, zwłaszcza, że tankuję sporadycznie w Polsce (no i czasami w Czechach). Kurs euro akurat sprawdzam codziennie. Dzisiaj już po 4,503 widziałem 🙂

  10. Cześć Wam i czołem 🙂 Jestem dopiero na drugim roku. Blog, artykuł Twoje opowieści – świetne. Ale mnie osobiście chce się trochę popaść w rozpacz. Zawód o którym marzyłem (nie dostałem się za pierwszym, więc zapieprzałem by poprawić maturę). Teraz jak słucham starszych kolegów, po LEPie, po specjalizacji, na praktykach rezydentów czy nawet lekarzy specjalistów (na kole naukowym) to odechciewa mi się. 6 lat zapieprzy a później nawet nie masz czasu rodziny założyć, pasji (poza medycyną) rozwijać itd. System niszczy młodych lekarzy a jeszcze nie powiem brzydko kto, powiedział by studia były płatne, nie finansowane z budżetu. Od tak ten Pan wyliczył 500 tys zł ;/ Zazdroszczę kolego! Naprawdę zazdroszczę i sam się zastanawiam czy nie zacząć ostro języka obcego cisnąć i po prostu rzucić to wszystko i wyjechać (najlepiej w Bieszczady :p) Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej szczęścia na obczyźnie 😉

  11. Z perspektywy juz specjalisty w Szwecji, ktory 2 lata po stazu przepracowal w Polsce a specke konczyl juz na emigracji moge sie podpisac pod wieloma wnioskami. Oczywiscie emigracja ma swoje trudne strony, ale ja do Polski nie wracam z wlasnej woli z roznych powodow… Pozdrawiam a jesli ktos zamierza wyjechac do Szwecji moze moj blog zapiski szwedzkie moze byc zrodlem informacji, choc ja az tak duzo ani edukacyjnie nie pisze…

    1. Czy możesz podać linka do bloga?
      Jestem bardzo zainteresowana. I może zdradzisz jak długo przed wyjazdem uczyłaś się języka?

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.