Będąc mamą lekarką

Zaczęłam od tego, co znałam najlepiej, czyli książek i z całego serca polecam „W oczekiwaniu na dziecko” Heidi Murkoff. Przyznam szczerze, że porusza temat ciąży znacznie szerzej niż niejeden podręcznik położnictwa. Ujmuje problemy w bardzo życiowy sposób. Poprzysięgłam sobie, że nie przeczytam ani jednego poradnika na temat wychowania, słowa dotrzymałam… aż do porodu. W międzyczasie zajmując się gromadzeniem wyprawki. Co okazało się materiałem godnym do napisania doktoratu, o ile nie od razu habilitacji. Sama kwestia znalezienia odpowiedniego wózka okazał się na tyle istotna, że przeprowadziłam wywiad wśród znajomych i rodziny, którzy mieli cokolwiek wspólnego z posiadaniem małych dzieci.

Nieraz wiedza fachowa przydała się w kwestii rozwiewania różnych mitów dotyczących ciąży, jak na przykład szkodliwości częstych USG, czy spania jedynie na lewym boku. Obalanie ich żelazną logiką, ukrócało proces w zarodku, dlatego nawet drzemki na brzuchu w towarzystwie poduszki dla ciężarnych uszły mi na sucho.

Nieuchronnie jednak zbliżałam się do porodu. A jak tutaj wyglądało zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością? O ile na zajęciach widziałam kilkanaście porodów, w tym cesarskie cięcia, o tyle będąc pacjentką przeżyłam coś zupełnie innego. Zaczęłam zauważać wiele trudności w komunikacji i samym systemie zdrowia. Od tego momentu moje macierzyństwo okazało się „jazdą bez trzymanki”, gdzie wiedza ze studiów zaczęła być nieustannie weryfikowana… Z jednej strony miałam świadomość, że istnieją kwestie takie jak baby blues, problemy z laktacją, ale nie sądziłam, że wyglądają one właśnie TAK! i zdarzą się mnie, skoro byłam ich świadoma.

Sądzę, że moja uczelnia nie była odosobniona w reklamowaniu karmienia piersią, jako najlepszego sposobu odżywiania noworodka i niemowlęcia. Dlatego nie sądziłam, że coś tak naturalnego i pięknego może okazać się trudne. Tymczasem początek był bolesny, a później pojawiły się problemy z przybieraniem na wadze malca, czyli padł na mnie blady strach! Mały płakał, a ja z mężem nie wiedzieliśmy, jak sobie z tym poradzić. Po kilku charakterystycznych objawach sama zdiagnozowałam nietolerancję mleka krowiego. Musiałam przejść na dietę bezmleczną, co dla osoby, której 80% posiłków stanowi nabiał, było ogromnym wyrzeczeniem.

Studia medyczne nauczyły mnie wytrwałości w chwilach, gdy mam poczucie bezsilności i tego, że wszystko mnie przerasta, tak dobrze znane chociażby z zajęć farmakologii. Okazało się to bardzo przydatne, kiedy mały nieustannie płakał z niewiadomej przyczyny. Niewyspanie na dyżurach, czy z powodu nauki po nocach, przypominało częste wybudzanie na karmienie. No i creme de la creme- tzw. „syndrom trzeciego roku studiów”, kiedy każdy nowo poznany objaw choroby skłaniał mnie do wyszukiwania pozostałych symptomów, bo na pewno jestem na coś chora. Kiedy coś się działo z synkiem, już miałam przeprowadzoną w głowie całą diagnostykę z listą potencjalnych rozpoznań różnicowych.

Już teraz wiem, co czuje matka, która przerażona przychodzi do przychodni, bo dziecko gorączkuje i nie da się niczym zbić temperatury. Co to znaczy ząbkowanie i nieprzespane noce. Poznałam strach przed wysypką na całym ciele dziecka. Uroki żłobkowego życia i licznych infekcji. Lęk przed posiadaniem niejadka, podsycany strachem dziadków. Wątpliwości co do prawidłowego rozwoju psycho-ruchowego, postawy i wiecie, co? Jestem przez to lepszą matką i lekarzem!

Doświadczenie macierzyństwa kompletnie mnie zmieniło, jako człowieka, zarówno prywatnie jak i zawodowo. Na wiele spraw patrzę zupełnie inaczej. Wiem, że coś, co sprawdzi się u jednego człowieka, może być kompletną pomyłką u drugiego. Jednak wcale nie jest mi łatwiej być matką, bo jestem lekarzem. Potrzebuję kogoś obiektywnego, by ostudził moje emocjonalne podejście do kwestii zdrowotnych synka. Jest nawet taka niepisana zasada, że nie powinno się leczyć członków własnej rodziny i powoli rozumiem, dlaczego…

Obecnie jesteś na stronie:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Dominika Wojsz
autor BML
Absolwentka WUM, lekarz rezydent medycyny rodzinnej. Odkąd zostałam Mamą cała wiedza medyczna uległa weryfikacji, chciałabym patrzeć na zdrowie oczami pacjentów, żeby lepiej ich zrozumieć. Najtrudniej przekazać rzetelną wiedzę opartą na EBM w prostych słowach. Stąd pomysł na stronę, chcę rewolucji macierzyństwa! Rozwoju dla mam, nie tylko mam lekarzy, pielęgnowania tych przemian, jakie w nas zachodzą. Pozbycia się wyrzutów sumienia i kompleksu bycia niewystarczającą. W końcu szczęśliwa Matka, to szczęśliwe dziecko. Rodzina i medycyna wcale się nie wykluczają, co pokazuję www.mamalekarz.pl której jestem twórcą i właścicielką, zapraszam.

Komentarze na temat “Będąc mamą lekarką”:

    1. Zawsze dziecko wpłynie na przebieg kariery zawodowej, choćby się nie wiem jak człowiek postarał o „najlepszy moment” – taka jest moja obserwacja, a jestem młodą mamą radcą prawnym (wyjątek potwierdzający regułę to dziecko późno, kiedy szczyt kariery zostaje osiągnięty). Dziecko wszystko spowalnia, zmienia się podejście do etatu. Trzeba sobie radzić nie tylko z chwilowym brakiem kontaktu z materią merytoryczną ale i z mijającymi nas znajomymi wkręconymi w zawodowy wir. Brzmi kiepsko?:) Otóż kiepsko wcale nie jest kiedy w południe, w środku tygodnia spacerujesz pięknym parkiem patrząc na najpiękniejszą istotę na Ziemi- Twoje dziecko. Trzeba mieć po prostu świadomość, że ta błogość jest chwilowa i szybko mija. Bo w życiu jest czas kariery i czas bliskości z maluszkiem. Tyle ode mnie, bardzo subiektywnie.

      Dominika – gratuluje świetnego tekstu!:)

    2. najlepszy czas: zdecydowanie na studiach – najlepiej od razu dublecik – bliźniaki, przy dobrym wsparciu personalnym i finansowym rodziców (długofalowym) spóźnisz się w stosunku do bezdzietnych koleżanek robiących karierę tak max z 1 rok.
      Przy przy 2- 3 porodach singlowych już w czasie pracy – mhm spóźnienie będzie większe, dużo większe … ale czy specka jest w życiu najważniejsza ???
      dzieci lekarzy są 1/2 sierotami a małżeństwa dwojga lekarzy sierotami PEŁNYMI więc niech chociaż prolog aprologu mają matkę w normalnym wymiarze czasu

  1. Jestem właśnie w trakcie stażu i życie zrobiło mi psikusa w postaci bliźniaków, które za kilka miesięcy staną się moją nową rzeczywistością i zupełnie nie wiem jak uda mi się to wszystko okiełznać. Tak więc z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych artykułów z tej serii 🙂

    1. Aniu
      a może sama popiszesz – dla siebie, dla innych i dla tych małych bąków, żeby wiedziały -po latach- jakiego narobiły zamieszania w życiu zawodowym mamy 😉

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.