Dyplomatorium

„To miało być radosne wydarzenie, a powoduje tylko frustrację.”
Mówią absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, którzy mają dość tego, jak są traktowani w związku z Dyplomatorium, które organizuje im uczelnia.

Tegoroczni absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego nie mogą doczekać się dyplomatorium, które odbędzie się już niedługo. Uroczyste wręczenie dyplomów to dla wielu osób, zmęczonych po ciężkich latach studiów potrzebny akcent zamykający pewien rozdział w życiu. To dzień, w którym absolwentom towarzyszą najbliższe osoby będące dla nich wsparciem podczas okresu kształcenia.

Najpierw okazało się, na półtorej miesiąca przed uroczystością, że dyplomy angielskojęzyczne (jedyne w języku obcym, które można otrzymać), nie będą gotowe na czas. Ba, że nie wiadomo, czy zdążą przygotować te polskojęzyczne. Ale to nie jedyne problemy związane z tegorocznym rozdaniem dyplomów.

Na niewiele ponad miesiąc przed uroczystością absolwenci I Wydziału Lekarskiego dowiedzieli się, że będą na nią mogli zabrać tylko jedną osobę towarzyszącą, mimo że dotychczas zawsze mogli zaprosić dwie. Ta informacja pewnie nie wzbudziłaby tylu emocji gdyby była podana o wiele wcześniej i z oficjalnego źródła. Jednak niektóre osoby spoza Warszawy zdążyły zarezerwować noclegi dla siebie i rodziców/partnerów, rodzice zdążyli wziąć urlopy, aby móc towarzyszyć pociechom w tak ważnym dniu.

Dziś wielu absolwentów mówi wprost, że zdecydowali się wziąć udział w wydarzeniu właśnie ze względu na nich, na osoby, które umożliwiły im studiowanie, okazywały wsparcie i są z nich dumne. Niestety, teraz muszą wybierać czy zabiorą mamę, tatę czy może męża/żonę. Kto jest ważniejszy? Kto zasłużył?

Co myślą o tym absolwenci?

Osobiście nie mam ochoty marnować kolejnych 4 godzin w życiu na dyplomatorium, bo będą to kolejne źle wykorzystane przez uczelnię i nic nie wnoszące godziny w moim życiu. Jednak chciałabym, a w zasadzie to moi rodzice chcieliby zobaczyć jak ich jedyne dziecko odbiera dyplom. Przez całe studia i dużo wcześniej wspierali w dążeniu do celu, zarabiali na moje utrzymanie w stolicy i pomagali w każdy możliwy sposób. Niestety poprzez prywatne gierki i niechęć uczelni prawdopodobnie nie będzie to możliwe. W obecnej sytuacji nawet jeśli dałoby radę pomieścić odpowiednią ilość osób i pozwolić nam zaprosić 2 osoby, to prawdopodobnie i tak będzie już za późno aby wzięli udział w tym wydarzeniu ? Dlaczego? Ponieważ oznacza to wzięcie 2 dni urlopu, spędzenie w obie strony ponad 12 h w transporcie, gdyż mieszkają ponad 500 km od stolicy, a niestety nie każdy może sobie pozwolić na luksus planowania urlopu praktycznie z dnia na dzień. Moi rodzice mają znajomych których dzieci kończyły przeróżne uczelnie i kierunki, w przeróżnych miastach. natomiast ani razu nie spotkali się z sytuacją, że czyiś rodzice nie mogli uczestniczyć w dyplomatorium. Nie tylko mi jest głupio, że wybrałam taką uczelnię, ale również im, bo co mają powiedzieć swoim znajomym?liczba absolwentów była znana od co najmniej 6 lat, więc dlaczego ten problem jest rozwiązywany na 2 tygodnie przed dyplomatorium, a nie w momencie rezerwacji filharmonii?

Ostatnie sześć lat to był trudny czas. Wie o tym każdy student medycyny, wiedzą też jego rodzice. To właśnie dzięki nim i ich pomocy większość z nas miała możliwość studiować ten wymagający kierunek. Wiedzieliśmy, że możemy liczyć na ich pomoc i wsparcie. Uważam, że uniemożliwianie nam możliwości świętowania tego dnia z bliskimi jest brakiem szacunku dla nas i dla nich. Nie zależy mi na uroczystości, nie mam potrzeby przespacerowania się z birecie i uściśnięcia czyjejś dłoni. Zależało mi natomiast, żeby byli ze mną rodzice. Zdecydowałam się to napisać bo oznajmiając bliskim, że mogę zaprosić tylko jedno z nich, pierwszy raz czułam wstyd za własną uczelnię

Cała sytuacja jest dla mnie absurdalna i bardzo żenująca. Najpierw miesiąc przed dyplomatorium, z inicjatywy naszej starościny, dowiedzieliśmy się CZEGOKOLWIEK nt. uroczystości, a mianowicie tego, że wszystko jest w rozsypce. Polskie dyplomy „powinny być gotowe” na czas, angielskich nie będzie – nie wiadomo na kiedy przygotują, książeczki pamiątkowe ze zdjęciami – może zabiorą się za to w styczniu, roześlą pocztą. Irytacja rośnie, prościej byłoby kazać sobie wysłać dokumenty, gdy będą gotowe. Tu pojawia się mityczne „ale”.
Osobiście, przejechanie kilkuset kilometrów z innego miasta na dyplomatorium do Warszawy, w dzień roboczy na 16:00, nie jest dla mnie atrakcyjne. Muszę się zwolnić z pracy, moi rodzice też, musiałam też ok. miesiąc przed zarezerwować noclegi oraz opłacić bilety na pociąg dla siebie i dla rodziców (bo UWAGA SZOKUJĄCA INFORMACJA dużo absolwentów WUM stażuje poza woj. mazowieckim, od Gdańska aż po Zakopane i to dosłownie), co jest dużym wydatkiem. Dlaczego to wszystko robię? Bo marzę o wysłuchaniu przemówienia ważnej persony? Bo mój dyplom nie będzie ważny jeśli nie uścisnę przy tym czyjejś ważnej ręki? Nie. Ja i moi koledzy oraz koleżanki robimy to dla swoich rodziców, małżonków, rodzeństwa, właściwie tylko i wyłącznie. To dyplomatorium to jest NASZE święto i NASZYCH bliskich, bez których wsparcia prawdopodobnie nie mielibyśmy tytułu lekarza w garści. Naprawdę nas nie interesuje ilu VIPów będzie obecnych na sali, czy usiądą w pierwszym rzędzie czy na scenie, czy taki czy inny minister bądź prezes zaszczycą nas swoją obecnością – to nie ma dla nas żadnego znaczenia. Nas interesuje tylko to, by odebrać ten nieszczęsny dyplom na oczach bliskich, by mogli to świętować wraz z nami z należytą nam i im godnością – bo tylko wtedy ta ceremonia ma sens, jeśli ten kawałek papieru otrzymamy właśnie na oczach rodziny. A jeśli według władz nie jest to możliwe, ponieważ muszę wybrać, którego rodzica kocham bardziej, ponieważ dostanę 1 zaproszenie dodatkowe bo jakiś tam obcy mi człowiek z rady wydziału musi mieć zapewnione miejsce – to proponuję, żeby Pan Rektor albo Pan Dziekan osobiście zadzwonili na nr tel moich rodziców i ich o tym poinformowali oraz wytłumaczyli, dlaczego nie zobaczą sukcesu własnego dziecka. Chociaż nie będą chyba chcieli rozmawiać – obydwoje zgodnie stwierdzili, że czują się upokorzeni postawą Uczelni. Przykro jest to usłyszeć. Jest mi wstyd za WUM. Tak więc w obecnej sytuacji, skoro nasi bliscy nie zobaczą odbioru naszych dyplomów w Filharmonii, to co za różnica czy odbierzemy go właśnie tam z rąk Rektora czy w domu z rąk listonosza? Podstawa – w domu będzie ze mną rodzina, a widok pustej Filharmonii może wywoła jakąkolwiek refleksję u osób odpowiedzialnych za tę kuriozalną sytuację.

Gdy już udało się, na podstawie ankiety zorganizowanej na portalu społecznościowym ustalić, że część absolwentów rezygnuje z udziału w Dyplomatorium, a inni chcą wziąć tylko jedną osobę towarzyszącą wydawało się, że sprawę uda się rozwiązać. Niestety, wciąż było o 30 osób za dużo. Po rozmowach z filharmonią, która ma gościć młodych lekarzy wyglądało na to, że te osoby by się zmieściły, gdyby na scenie oprócz gości zaproszonych przez Uczelnię usiedli najlepsi absolwenci. Nie było na to zgody.

Ostatecznie każdy będzie mógł wziąć tyle osób ile zadeklarował w ankiecie. Jak do tego doszło? Czy umożliwiła to publikacja problemu na naszym profilu na facebooku? Może to zmasowane deklaracje absolwentów o chęci zbojkotowania imprezy? Czy konieczne były nerwy, setki telefonów i generowanie gigantycznego napięcia, skoro wystarczyło z wyprzedzeniem oszacować liczbę absolwentów i zmienić salę?

Pojawił się jednak nowy, niespodziewany problem.

Zaproszenia można odbierać osobiście w dziekanacie, nie ma możliwości przesłania ich pocztą. Nie ma także możliwości odebrania ich w poniedziałek rano przed Dyplomatorium.

Co to oznacza?
Osoby odbywające staż w Warszawie raczej bez problemu się z niego zwolnią i odbiorą zaproszenia. Ci absolwenci, którzy stażują w województwie mazowieckim powinni dać radę odebrać je w godzinach przedłużonej pracy dziekanatu lub w sobotę tydzień przed uroczystością. Obie możliwości pojawiły się dopiero po licznych telefonach i interwencjach ze strony byłych studentów. Na nic jednak zdały się telefony osób, które zdecydowały się wyjechać daleko od Warszawy i chciały odebrać zaproszenia w dniu dyplomatorium.

Kilka osób, którym obiecano kontakt w sprawie możliwości odebrania zaproszeń poza godzinami działania dziekanatu, nadal nie dostały odpowiedzi. Rozumiemy, że nie jest to do końca wina osób obsługujących dziekanat, że obowiązki związane z dyplomatorium spadły na nie dopiero po przemianach związanych z wdrażaniem Ustawy 2.0, jednak całe podejście uczelni do absolwentów wydaje się absurdalne.

Są osoby, które odbywają staż kilkaset kilometrów od Warszawy i jest ich niemało. Dla nich konieczność osobistego stawienia się w dziekanacie oznacza wzięcie minimum jednego dnia wolnego i podróż. Osoby, które zdecydowały się napisać do Będąc Młodym Lekarzem zwróciły także uwagę na koszty takich podróży. Pozbawieni zniżek studenckich, zmuszeni do kupienia biletów z niewielkim wyprzedzeniem zapłacą nawet ponad 200zł. Jeśli doliczymy do tego koszty noclegów dla siebie i gości, dojazdów po odbiór zaproszeń i na samą uroczystość oraz wypożyczenie tog wydarzenie staje się poważnym wydatkiem.

EDIT: W trakcie pisania tego tekstu liczne telefony absolwentów sprawiły, że dziekanat zgodził się na przyjęcie części byłych studentów w sobotę 9 listopada, a części w dniu uroczystości rano, co jeszcze dzień wcześniej było nie do zrobienia. Czyżby ktoś był wyjątkowo wyszkolony w sztuce przekonywania? Niestety, osób które nie mają możliwości pojawić się wcześniej jest ponad 40, a mogą być przyjęte tylko w 3 godziny. Sama procedura odbioru nie trwa długo, podpisuje się odbiór dyplomu, po czym idzie się do innego pomieszczenia gdzie weryfikowane jest o ile zaproszeń (ale nie więcej niż dwa) aplikowano (poprzez ankietę na grupie facebookowej roku).

Na koniec warto wspomnieć, że uczelnia nie zdążyła przygotować zaproszeń dla wszystkich. Absolwenci otrzymają JEDNO zaproszenie, do którego zostanie doczepiona zszywaczem kartka ile dana osoba może zabrać osób towarzyszących…
Mimo tego, handel zaproszeniami kwitnie, a ich cena sięga kilkuset złotych. W końcu każdy chciał zabrać na wydarzenie najbliższych.

Nie tylko WUM

Z trudnościami spotkały się także osoby kończące II wydział lekarski, one także mogły wziąć jedną osobę towarzyszącą.
Jak dowiedzieliśmy się po opublikowania postu na naszym profilu na facebooku nie tylko absolwenci warszawskiej uczelni narzekają na organizację zakończenia studiów. Wygląda na to, że nigdzie młody lekarz nie może liczyć na wsparcie i szacunek.

Pierwsze problemy z organizacją dyplomatorium pojawiły się na wiele miesięcy przed wydarzeniem. Przez ostatnich kilka lat dyplomatorium wydziału lekarskiego odbywało się w Centrum Spotkania Kultur. W momencie w którym starości obu wydziałów próbowali zarezerwować aulę okazało się, że władzom uczelni żaden z wolnych terminów nie odpowiada. Jak zresztą później się okazało nawet wybór terminu pasującego władzom uczelni nie sprawił, że pojawiły się na nim ważne dla nas osoby. Swoją obecnością nie zaszczycił nas np. Dziekan I Wydziału Lekarskiego prof. dr hab. n. med. Ryszard Maciejewski jakby nie patrzeć najważniejsza osoba dla naszego wydziału. Ze względu na brak możliwości wynajęcia sali w terminie odpowiadającym władzom, studenci podjęli decyzję o podzieleniu naszego rocznika na pół tzn. I wydział lekarski i II wydział lekarski. W pewnym sensie mieliśmy obiecane, że dzięki temu każdy będzie mógł zaprosić 3 gości. Dla wielu osób była to trudna sytuacja, ponieważ zależało nam na tym, żeby uroczystość odbywała się w pełnym składzie.
Na tydzień przed dyplomatorium zostaliśmy poinformowani, że możemy zaprosić tylko jedną osobę! Pomimo faktu iż aula w której odbywała się uroczystość ma 560 miejsc a na jednym wydziale jest niecałe 150 osób. Biorąc pod uwagę powyższe liczby wychodzi na to, że bez naszej zgody zostało zaproszonych 260 osób (tj. władz uczelni czy miasta z których większość na wydarzenie i tak nie przyszła). Po długich negocjacjach i próbach wyjaśnienia tej absurdalnej sytuacji dostaliśmy pozwolenie na 2 osoby towarzyszące. Niestety dla większości studentów nadal było to losowanie pomiędzy rodzicami a partnerem życiowym.
Jeśli chodzi o samą uroczystość. W ubiegłym roku mimo dużo większej auli z powodu braku listy gości niektórzy studenci wprowadzali więcej osób niż to dozwolone co skończyło się tym, że z innych rodzin nie mógł wejść ani jeden gość. Propozycji zrobienia listy gości w tym roku została niestety odrzucona, więc skończyło się podobnie jak w roku poprzednim. Cześć osób na auli się nie zmieściła… musieli stać w drzwiach. Nie mówiąc już o tym, że kolejki przed aulą ustawiały się jak w czasach PRLu i obowiązywała zasada „kto pierwszy ten lepszy”.
Ostatnią rzeczą którą mogę dodać jest rozdawanie dyplomów anglojęzycznych po zakończeniu oficjalnej ceremonii. Niestety władze zapomniały o tym fakcie poinformować studentów, więc Ci którzy nie dowiedzieli się pocztą pantoflową muszą osobiście udać się do dziekanatu po odbiór dokumentu.

Mimo,że ostatecznie większość osób może zabrać 2 osoby towarzyszące całe zamieszanie sprawiło, że idziemy tam bez przyjemności. 2 tygodnie pełne nerwów, dyskusji i walk potrafiły obrzydzić to piękne w swoim założeniu i niezwykle wyczekiwane wydarzenie.

Nie wiemy jak podsumować to, co zdarzyło się w związku z Dyplomatorium. Mamy nadzieję, że wszyscy absolwenci będą mogli odebrać dyplomy w otoczeniu swoich bliskich i że mimo wszystko ten dzień będzie dobrze przez nich zapamiętany.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

Zobacz też

O autorze

Magdalena Zdziebko
Absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na lekarski trafiła trochę przypadkiem, bo rozważała jeszcze bycie naukowcem lub dziennikarką, a zakochała się w medycynie bez pamięci. Prowadzi kronikę grupy studenckiej, czyta niemal wszystko co trafi w jej dłonie, ogląda seriale, gotuje, pływa i uwielbia poszerzać horyzonty. Kocha ludzi, góry, wodę oraz jedzenie i nie ufa ludziom, którzy twierdzą, że jeść nie lubią.
Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego. - Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Dwa komentarze na temat “Dyplomatorium”:

  1. Proszę, zaznaczmy to, że panie w dziekanacie pracują zdecydowanie ponad siły. W dziekanacie I WL of sierpnia jest tylko jedna Pani, która ogarnia to wszystko sama od poniedziałku do niedzieli, bo druga Pani została oddelegowana do pomocy rektorowi. Walczymy o godne godziny pracy dla medyków, nasza administracja też zasługuje na jeden etat a nie wymuszone dwa!
    Pozdrawiam panią Basię, brawo za jej tytaniczną pracę. Doceniamy ❤️

    1. To prawda, ogarnięcie całego dyplomatorium przez jedną osobę nie jest możliwe. Wszyscy zdenerwowani studenci dzwonią i chodzą do jednej osoby, która nie jest w stanie fizycznie zająć się wszystkim (a prawdopodobnie obrywa najbardziej).

Dodaj komentarz

Ze względu na ochronę antyspamową komentarz każdego nowego użytkownika musi być zaakceptowany przez moderatora. W związku z tym może minąć trochę czasu nim Twój wpis pojawi się na stronie. Prosimy o cierpliwość :).

Nie musisz podawać swojego adresu email. Jeśli to zrobisz, nie będzie opublikowany - przyda się, gdybyśmy chcieli się z Tobą skontaktować. Zachęcamy również do zapisywania się do newslettera!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.